Włodku Zainspirowałeś mnie do kilku refleksji dotyczących sprawy przeszukiwania zasobów archiwalnych, niezależnie w samych archiwach czy w internecie. Wynikają z mojej praktyki jak napisałem głównie podlaskiej. Może nawet komuś się przydadzą jako rodzaj poradnika
Pełna zgoda, ze im bardziej współczesne czasy tym szansa znalezienia dokumentów rośnie. Ale nie z tego powodu ,ze zostały zdigitalizowane (a tym bardziej umieszczone w sieci). Dokumenty dotyczące mojego ojca, matki , stryjów , wujów ale także dziadków nie były (i pewnie nadal nie są) zdigitalizowane ,tym bardziej „zsieciowane” (przepraszam za neologizm) ale te z archiwalną kategorią „A”, udało mi się w archiwach wyszukać (oczywiście nie o wszystkich dokumentów tyle samo). Szukaniu współczesnych pomaga , że o życiu bliźnich krewnych wiemy sporo, znamy z grubsza ich życiorysy, wiemy czego i w jakich zespołach archiwalnych szukać.
Im dalej tym gorzej. Przede wszystkim nie wszystko się zachowało. Ale problem jest również z rozpracowaniem zachowanych zasobów archiwalnych, bowiem zwykle o pokoleniu pradziadków ( w moim przypadku to już całkowicie wiek XIX) wiemy najczęściej tylko tyle co wynika z metryk. Problemem jest natomiast wytypowanie tych zasobów w których mogą się znajdować dokumenty (informacje) dotyczące poszukiwanych osób.
To co jest w archiwach (z pomocą przychodzi(inwentarz SzwA) jest najczęściej niezindeksowane (mam na myśli występujące w dokumentach osoby). Furę szczęścia będzie miał ten kto trafi na zespoły (albo jego części) zawierające dokumenty na nazwisko osoby o której informacji szukamy. Jeśli idzie o osoby ze starszego okresu niż XX wiek to mnie się zdarzyło trafić na kilka takich. W jednym przypadku było to wręcz sensacyjne dla mnie odkrycie ,bowiem odnalazłem zapomniane w rodzinnej pamięci ogniwo z chłopskiej części genealogii. Tyle, ze był nauczycielem, dokumentów o nim było całe mnóstwo.
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopi ... 05c9.phtml
Ze szlachecką częścią genealogii było lepiej., choć nie dotyczy to raczej moich Sieniutów (w ich przypadku znajdowałem tylko przyczynkarskie choć ciekawe informacje z notariuszy czy jakichś spisów, wykazów) ale całęj zbiorowości podlaskich Jamiołkowskich. Powodzenie dokumentalne dotyczyło głównie osób na urzędach, przede wszystkich tych którzy trafili do Warszawy. Dodatkowo w wielu przypadkach dodatkowo w sukurs przyszła (zdigitalizowana i znajdująca się już w sieci) ówczesna prasa. Udało mi się nawet sporządzić kilkanaście dosyć porządnych biogramów. O niektórych pisałem na tym forum
Problem natomiast dotyczy olbrzymiej większości czyli „zwykłych ludzi” Pytanie czy da się ich wydobyć z poza metrykalnej anonimowości?. Odpowiem, że tak, tyle że trudniej, mniej informacji ale szanse są. Czasem wynika to z przypadkowego znaleziska. Szanse oparte są głównie w różnego rodzaju spisach osób uczestniczących w ówczesnych działaniach, organizacjach , zbiorowościach. Nawet w miarę to łatwe o ile te archiwalne zespoły dotyczą terenu konkretnego, jakiejś małej lokalnej zbiorowości np. wsi czy konkretnej organizacji itp bo łatwiej to przejrzeć, niezależnie czy w archiwum czy internecie (jeśli taki zespół tam trafił).
Prawdziwe „schody” pojawiają w zetknięciu z archiwalnymi zasobami zawierającymi setki czy wręcz tysiące jednostek typu zarządy gubernialne , powiatowe czy różnego rodzaju struktury władz policyjnych czy wojskowych. (najbardziej prawdopodobna informacja poza własnościowo finansowymi, której możemy się spodziewać w tych dokumentach to o jakiejś karze, to był wszak system opresyjny) Niemniej generalnie bywają w tych wielkich zespołach ciekawe informacje osobowe.
Kłopotem jest jak do nich (tych osobowych informacji) dotrzeć . Niezbędna jest podstawowa wiedza historyczna, rozumienie ówczesnych czasów struktur. Te zasoby nie są osobowo rozpisane , zindeksowane Swoich w nich występujących trzeba z nich wyłuskać .Przeglądanie (klikanie) wszystkiego jak leci ? na samą myśl ja pasowałem. Co najwyżej przeglądałem najbardziej „pasujące” jednostki (jak mi się zdawało pod względem mojej genealogii perspektywiczne) wybrane z kartkowych inwentarzy. Na marginesie -obawiam się że w tym przypadku sama digitalizacja nic nie pomoże. Takich zdigitalizowanych zespołów w sieci trochę już jest, można sprawdzić skuteczność osobowego przeszukiwania. A wyszukiwarka czytająca ręczne bazgroły to chyba bardzo odległa przyszłość.
Cofając się w czasie w podlaskich archiwaliach wspomnieć warto wiek XVIII. Najkrócej skwituje - dla moich terenów i interesujących mnie przodków to archiwalna pustynia. To co się zachowało to nieliczne taryfy podatkowe , spisy dziesięciny, kościelne dokumenty, generalnie dokumenty dotyczące zbiorowości. W olbrzymiej większość nie zdigitalizowane , za moich czasów przechowywane po parafiach. Niestety nie ma z tego okresu (poza odpryskami) ksiąg sadowych.
Natomiast, -właśnie dzięki księgom sądowym-. wieki XVI i XVII dla Podlasia, mojej ziemi bielskiej, która mnie głównie interesowała, to czas ciekawego genealogicznego bogactwa: zastawy, bójki, duże i małe sprzedaże , posagi, testamenty .itd. Pełnia ówczesnego życie. Niestety dokumenty ograniczają się głownie do przodków szlachty (ale kilka wpisów dotyczących moich chłopów Andruków znalazłem). Podstawowa trudność to łacina ale szukanie (obojętnie ksiąg, skanów w archiwach) czy w przyszłości skanów w internecie (oby bo na razie to w przypadku podlaskich ksiąg to niemożliwe) jest dosyć łatwe. Wystarczy przeglądać po tytule, którego częścią jest min nazwisko lub nazwa miejscowości. Z dokumentu wypisać nazwiska . Wypisane z wszystkich dokumentów (tylko dla moich Sieniutów znalazłem ich setki) po rozumnej analizie pozwalają przedłużyć genealogiczny wywód przodków o około 200 lat. I w przypadku podlaskiej genealogii to by było na tyle - starszych ksiąg nie ma.
Reasumując - nie czekając na zalew archiwalnego internetu warto kwerendować w archiwach