Gajzler_Michał pisze: Napisałem do Rzecznika Praw Obywatelskich w poniedziałek, 22 stycznia 2024 r. prośbę aby zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego ze skargą konstytucyjną na art. 2 pkt 3a ustawy z dnia 9 czerwca 2000 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Myślę że warto dodatkowo do nich zadzwonić w tej sprawie i prosić o kontakt do działu/osoby, która zajmuje się takimi sprawami. Rozmowa telefoniczna bywa bardzo pomocna przy załatwianiu spraw w urzędach, więc myślę że i u RPO jest tak samo. W czasie takiej rozmowy, nawet krótkiej, można więcej przekazać, i od razu wyjaśnić ewentualne wątpliwości rozmówcy.
Jednym z tych orzeczeń TK przypomniał mi Pan jeszcze kolejną ważną rzecz, która winna być jasno uregulowana w ustawie o prawie autorskim -
co znaczy >stosowne wynagrodzenie< dla uprawnionego.
Jest to bowiem, jak pokazują działania kancelarii odszkodowawczych i wyroki sądowe, kwestia niezwykle istotna.
Bo na ten przepis powołują się owe kancelarie żądające kilku-kilkunastu tysięcy złotych (a bywa że nawet ponad 100 tys.!) za zamieszczenie bez zgody autora zdjęcia choćby w gazetce szkolnej, we wpisie na niszowym blogu, czy na zaproszeniu na imprezę jakiejś gminnej bibioteki czy tym podobnie.
Także sądy na podstawie tego przepisu potrafią przyznać uprawnionym, kwoty, których wysokość trudno nie nazwać absurdalną w stosunku do wielkości ewentualnej szkody (jak i zasięgu publikacji), bo liczoną w tysiącach złotych.
Nie tak dawno głośno było o zasądzeniu ponad 16 tys. zł za zilustrowanie pożegnalnego wpisu w mediach społecznościowych zdjęciem zmarłego zamieszczonym tam bez zgody autora tego zdjęcia i - co było dodatkowym zarzutem - w tonacji czarnobiałej zamiast w kolorze jak było w oryginale, czyli że dodatkowo doszło do naruszenia integralności utworu.
Skala problemu była tak znaczna, że kilka lat temu stanowisko w tej sprawie ogłosiło Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich:
...na przestrzeni kilku lat, wiele bibliotek w Polsce otrzymuje pismo od kancelarii odszkodowawczej [...] z wezwaniem do zapłaty za naruszenie dóbr osobistych i szkodę majątkową (...) Nie ma przy tym znaczenia, czy zdjęcie jest umieszczone bezpośrednio na stronie biblioteki, czy też znajduje się na prezentacji wykonanej np. przez uczniów, następnie sfotografowanej i umieszczonej na stronie biblioteki jako podsumowanie projektu literackiego.[...] kwota wyjściowa roszczenia to około 13 tys. zł, (...) Wiele bibliotek już zapłaciło, nawet jeśli podstawa prawna czy faktyczna była wątpliwa..." (cyt. za DI).
To też może wyjaśniać czemu tak wiele publikacji wcześniej zdigitalizowanych zniknęło z bibliotek cyfrowych.
Z tych też względów wydaje się że
przy okazji rozmów z RPO warto poruszyć problem niejednoznaczności przepisu o >stosownym wynagrodzeniu<. Bo choć na logikę może się wydawać, że "stosowne" winno oznaczać analogiczne do pozostałych wynagrodzeń jakie dostali inni współautorzy takiej publikacji, do których udało się dotrzeć i uzyskać ich zgody, to praktyka pokazuje iż jest to rozumiane jako dowolne, jakiego tylko zażąda autor (nawet gdy jest ono całkiem oderwane od realnych cen za takie utwory, w tym także za zakupione normalną drogą u tego samego autora).
Więc jest potrzebne by w prawie autorskim znalazł się jasno sformułowany zapis, że owe "stosowne wynagrodzenie" musi wynikać z miejsca publikacji i budżetu takiej publikacji.
By można było spokojnie opublikować, np. artykuł czy książkę zestawiającą reprodukcje okładek wszystkich książek wydanych w Łowiczu, bez obawy że się zbankrutuje, bo ich autorzy uznają że należą się im za to tysiące złotych, a sąd im to przyzna, nawet gdy cały budżet publikacji (skład i druk, bo reszta była robiona społecznie) wyniósł np. 10 tys. zł.
Wojciech