: śr 27 lip 2011, 16:10
Cofnięcie przysposobienia zrodzi nowe skutki prawne i sytuacja znowu się zmieni. Genealogia nie tworzy przeszłości lecz ją bada głównie w oparciu o dokumenty (stan prawny) i nie może na niewygodne udokumentowane fakty przymykać oka. Jakichś reguł trzeba się trzymać. Nie musi się jednak do stanu prawnego ograniczać.
Z drugiej strony przeglądałem asc dzieci Józefa Borowskiego i Marianny z Prochowskich (moich prapradziadków). W akcie jednego z dzieci zamiast Prochowska napisano Grochowska. Wszystkie pozostałe dane tj. parafia, czas, miejsce, adres ojca (Saski Ogród pod numerem 612) imiona, nazwisko ojca się zgadzają. Uważam, że to oczywista pomyłka. Nie jest prawdopodobne aby prapradziadek zmienił w międzyczasie żonę na inną o tym samym imieniu i wieku oraz tak podobnym nazwisku lub aby zupełnie inna rodzina Józefa Borowskiego mieszkała w tym samym czasie pod tym samym adresem. Albo urzędnik źle usłyszał albo źle przeczytał. Ruskie P to jakby T z dwiema laseczkami a G to zwykłe T z jedną laseczką, więc można pomyłkę zrozumieć. Jeśli jednak w kilku aktach osobę zapisano jako Prochowska a na jednym Grochowska a poza tym wiem, że przez całe życie funkcjonowała jako Prochowska to ja nie mam wątpliwości co do stanu faktycznego. Na szczęście błędny wpis nie dotyczy mojego przodka i mógłbym schować głowę w piasek. Badając tę genealogię uznam jednak, że matka do ślubu posługiwała się nazwiskiem Prochowska a nie Grochowska i że dziecko to należy do tej samej rodziny.
Wracając do meritum zagadnienia pomyłki tzw. oczywiste to odrębny temat. W tym wątku chodzi raczej o to kogo przysposobiony syn powinien uważać za dziadków. Czy należy do rodu adoptującego go ojca czy też nie. Ja uważam że w 100% należy do rodu z mocy prawa. Za swój ród może uważać przodków ojca, który go adoptował (uznał za syna). Inaczej jest gdy Kowalski syn panny otrzyma nazwisko po matce. Wówczas nie należy on do rodu Kowalskich swojej matki lecz jest protoplastą nowego rodu. Kryterium przynależności do rodu jest więc zgodne z prawem uznanie kogoś za syna usankcjonowane odpowiednim dokumentem. Wynik badań genetycznych może być przesłanką do uznania ojcostwa, ale sam w sobie jest niewystarczający by stanowić o przynależności do rodziny czy też do rodu.
Chyba nie ma potrzeby prostować aktów osób nieżyjących. Jeśli ktoś całe życie przeżył jako Antoni Druszcz to trudno robić z niego Drożdza tylko dlatego żeby lepiej pasowało.Sroczyński_Włodzimierz pisze:...nie zawsze ASC można sprostować - prawda? o ile możemy prostować zapis dot. naszych aktów, czy aktów zgonów niektórych wstępnych to już aktu z 1820 nie sprostujemy (jak mi się zdaje) -nawet gdybyśmy dysponowali dowodami niezbitymi (które uznane byłyby gdyby chodziło o ASC z 1960)
etc etc:)
Z drugiej strony przeglądałem asc dzieci Józefa Borowskiego i Marianny z Prochowskich (moich prapradziadków). W akcie jednego z dzieci zamiast Prochowska napisano Grochowska. Wszystkie pozostałe dane tj. parafia, czas, miejsce, adres ojca (Saski Ogród pod numerem 612) imiona, nazwisko ojca się zgadzają. Uważam, że to oczywista pomyłka. Nie jest prawdopodobne aby prapradziadek zmienił w międzyczasie żonę na inną o tym samym imieniu i wieku oraz tak podobnym nazwisku lub aby zupełnie inna rodzina Józefa Borowskiego mieszkała w tym samym czasie pod tym samym adresem. Albo urzędnik źle usłyszał albo źle przeczytał. Ruskie P to jakby T z dwiema laseczkami a G to zwykłe T z jedną laseczką, więc można pomyłkę zrozumieć. Jeśli jednak w kilku aktach osobę zapisano jako Prochowska a na jednym Grochowska a poza tym wiem, że przez całe życie funkcjonowała jako Prochowska to ja nie mam wątpliwości co do stanu faktycznego. Na szczęście błędny wpis nie dotyczy mojego przodka i mógłbym schować głowę w piasek. Badając tę genealogię uznam jednak, że matka do ślubu posługiwała się nazwiskiem Prochowska a nie Grochowska i że dziecko to należy do tej samej rodziny.
Wracając do meritum zagadnienia pomyłki tzw. oczywiste to odrębny temat. W tym wątku chodzi raczej o to kogo przysposobiony syn powinien uważać za dziadków. Czy należy do rodu adoptującego go ojca czy też nie. Ja uważam że w 100% należy do rodu z mocy prawa. Za swój ród może uważać przodków ojca, który go adoptował (uznał za syna). Inaczej jest gdy Kowalski syn panny otrzyma nazwisko po matce. Wówczas nie należy on do rodu Kowalskich swojej matki lecz jest protoplastą nowego rodu. Kryterium przynależności do rodu jest więc zgodne z prawem uznanie kogoś za syna usankcjonowane odpowiednim dokumentem. Wynik badań genetycznych może być przesłanką do uznania ojcostwa, ale sam w sobie jest niewystarczający by stanowić o przynależności do rodziny czy też do rodu.