: ndz 25 gru 2011, 11:35
Witam
Kiedyś, gdy zaczynałem przygodę z genealogia, zdałem sobie sprawę, że nadejdzie taki czas, gdy będę musiał korzystać z pomocy Innych w tłumaczeniu akt spisanych w obcych językach. Przez myśl mi jednak nie przyszło, że można liczyć na Innych ciągle. W tym celu przypomniałem sobie zasady pisania i czytania po rosyjsku (jestem z tego pokolenia, które uczyło się w szkole tego języka), czytałem transkrypcje akt łacińskich i rosyjskich, kupiłem słowniki łacińsko-polskie i rosyjsko-polskie (w antykwariatach można kupić za grosze), korzystałem z gotowych tłumaczeń, i dziś przetłumaczenie dokumentów, o których piszę, nie jest dla mnie rzeczą niemożliwą. I choć czasami, nadal proszę Kogoś o pomoc, to zawsze mam na uwadze fakt, że nie można tego robić w nieskończoność. Zatem mam prośbę i propozycję dla początkujących genealogów: nie liczcie ciągle na innych, doskonalcie się, próbujcie tłumaczyć sami. Zauważcie, że większość akt była pisana schematycznie, używano tych samych lub podobnych zwrotów, zbitek słownych. To naprawdę nie jest trudne. Może trochę inaczej jest z językiem rosyjskim - tu trzeba poznać cyrylicę.
Poza tym jaka to satysfakcja - praca wykonana samodzielnie zawsze jest jakimś kolejnym wtajemniczeniem w to co robimy.
I jeszcze jedna sprawa - jeśli to, co robicie traktujecie poważnie, to tłumaczeń akt przed wami setki jeśli nie więcej. I co, za każdym razem będziecie czekać, aż ktoś za Was przetłumaczy?
Kończąc mam prośbę - nie traktujcie tego co napisałem jako wymądrzanie, ale jako moją dobrą, noworoczną radę.
Wszystkim, którzy zaczynają wspaniałą przygodę z genealogią życzę wielu sukcesów i pozdrawiam. Paweł.
Kiedyś, gdy zaczynałem przygodę z genealogia, zdałem sobie sprawę, że nadejdzie taki czas, gdy będę musiał korzystać z pomocy Innych w tłumaczeniu akt spisanych w obcych językach. Przez myśl mi jednak nie przyszło, że można liczyć na Innych ciągle. W tym celu przypomniałem sobie zasady pisania i czytania po rosyjsku (jestem z tego pokolenia, które uczyło się w szkole tego języka), czytałem transkrypcje akt łacińskich i rosyjskich, kupiłem słowniki łacińsko-polskie i rosyjsko-polskie (w antykwariatach można kupić za grosze), korzystałem z gotowych tłumaczeń, i dziś przetłumaczenie dokumentów, o których piszę, nie jest dla mnie rzeczą niemożliwą. I choć czasami, nadal proszę Kogoś o pomoc, to zawsze mam na uwadze fakt, że nie można tego robić w nieskończoność. Zatem mam prośbę i propozycję dla początkujących genealogów: nie liczcie ciągle na innych, doskonalcie się, próbujcie tłumaczyć sami. Zauważcie, że większość akt była pisana schematycznie, używano tych samych lub podobnych zwrotów, zbitek słownych. To naprawdę nie jest trudne. Może trochę inaczej jest z językiem rosyjskim - tu trzeba poznać cyrylicę.
Poza tym jaka to satysfakcja - praca wykonana samodzielnie zawsze jest jakimś kolejnym wtajemniczeniem w to co robimy.
I jeszcze jedna sprawa - jeśli to, co robicie traktujecie poważnie, to tłumaczeń akt przed wami setki jeśli nie więcej. I co, za każdym razem będziecie czekać, aż ktoś za Was przetłumaczy?
Kończąc mam prośbę - nie traktujcie tego co napisałem jako wymądrzanie, ale jako moją dobrą, noworoczną radę.
Wszystkim, którzy zaczynają wspaniałą przygodę z genealogią życzę wielu sukcesów i pozdrawiam. Paweł.