Coz, sposob tworzenia drzew i rodowodow zalezy od kulturowych konwencji. Zgadzam sie, ze koncentrowanie sie na jednym nazwisku ( zwykle tym, ktore sie nosi) ma bardzo niewiele z genetycznym dziedzictwem danej osoby. Pochodzenie patrylinearne w ogole jest bardzo zawodne i prawdopodobienstwo przerwania tej linii wzrasta z kazdym nowym pokoleniem ( chyba nie trzeba specialnie tlumaczyc, ze zwykle tylko pochodzenia od matki, jej matki etc mozemy byc calkowicie pewni; z ojcem, jego ojcem, etc moze byc roznie). Niestety, tak sie sklada ze w naszym kregu kulturowym to dziedziczenie nazwisk jest przypisane tylko do meskich linii, ktorych ciaglosc jest najmniej pewna. Kobiety w ogole nie posiadaja swoich nazwisk, co jest godne ubolewania. Nawet jesli dziedzicza nazwiska po swoich matkach (co moze sie zdarzyc), ich matki odziedziczyly je po swoich ojcach albo przyjely od meza.Brozek_Oskar pisze:Moim zdaniem umiar nie istnieje w genealogii bo my nie tworzymy tylko odszukujemy, a odszukać możemy mało albo bardzo wiele. Każdy potomek Naszego przodka ma prawo być w takim naszym drzewie genealogicznym.Kromplewski_Franciszek pisze:Szanowny Woitku piszesz , ze masz w swoim drzewie genealogicznym 12188 osob . Dzięki połaczeniu rodziny żony z Twoją rodziną. Ja tego nie bardzo rozumiem bo stosuje pewną zasadę , że jak pisze rodowód konkretnej rodziny to trzymam sie konkretnego nazwiska . Owszem jak mam naprzykład siostrę , ktora wyszła za iksinskiego to pokazuje to do dwóch pokoleń , a dalej to powinno być pokazane i oddzielnym rodowodzie . W moim przypadku rodzinę mojej zony zaisuję do oddzielnego rodowodu i daje tam stosowna informacje z jakimi rodzinami ta rodzina [ten rodowód łączy sie ].
W Twoim przypadku stosując taką metodę można npisać rodowod dla całego Mazowsza, a może i karju gdzie jest umiar?
Serdecznie i genealogicznie pozdrawiam Franciszek
Chociaż rodzina żony to zgodzę się że dla nas to tak naprawdę żadna rodzina, jak każde powinowactwo, które nie powinno być składane wraz z "naszym drzewem". Co innego jak robimy drzewo dla syna lub córki, dla nich to jak najbardziej krewni.
Sposób opisywania powiązań genealogicznych rodziny jaki Pan napisał według mnie jest chory i anormalny. I nikt mnie nie przekona że jest inaczej.
Czy genealogię tworzymy dla konkretnych osób czy tylko dla nazwisk? Która z tych rzeczy odpowiada rzeczywistości? Raczej ta pierwsza. Bo poniekąd w tym drugim sposobie traktujemy kobietę jako osobę, która nie przekazuje równej liczby genów co mężczyzna. W rzeczywistości np. syn kobiety i mężczyzny ma takie same "naturalne" prawo nosić nazwisko matki jak i nazwisko ojca, z tą samą wagą każdego z tych nazwisk.
To człowiek wymyślił nazwiska i sposób ich przekazywania, z ojca na syna. Wobec tego tworzenie rodowodu z linii męskiej danej rodziny i traktowania go jako opisu całej rodziny jest moim zdaniem śmieszne, np. nieujęty w takim rodowodzie wnuk siostry dziadka jest o wiele bardziej spokrewniony z daną osobą niż brat prawnuka prapraprapra dziadka o tym samym nazwisku co dana osoba. Ale i tak niektórzy się upierają że ten pierwszy to nie jest ich rodzina, a ten drugi to przecież "najbliższy kuzyn"...
Znam osobiście kilka takich przypadków osób, które maja taki pogląd na sprawę.
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wszystkim Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
Indywidualne preferencje i czynniki kulturowe maja wplyw na to jaka forme przybieraja nasze wywody genealogiczne. Mozna jednak sobie wyobrazic rozne typy rownoprawnych dociekan genealogicznych: wylacznie patrylinearne, wylacznie matrylinearne, polaczenie obydwu, drzewa zawierajace osoby majace wspolnego przodka, drzewa zawierajace rowniez powinowatych. Jesli koncentrujemy sie wylacznie na przodkach to tworzymy pedigree czyli rodowod (zaklada on dziedziczenie genetyczne, chociaz, jak wczesiej wspomnialem, nie mozemy byc tego pewni zwlaszcza w liniach meskich; badania genetyczne tych linii sa niepraktyczne), jesli zas koncentrujemy sie takze na kuzynach i powinowatych -tworzymu drzewo genealogiczne ( termin Family Tree wydaje mi sie bardziej oddajacy stan rzeczy bo "rodzina" to twor kulturowy i nie musi ograniczac sie tylko do pokrewienstwa).
Robert
