Strona 2 z 3

: ndz 10 lut 2013, 17:09
autor: Joanna_Lewicka
Anno, spróbuj nawiązać ten kontakt. Częściej żałujemy, że czegoś zaniechaliśmy, niż tego, że podjęliśmy jakąś inicjatywę - mówię to także do siebie :)
Małgosiu, zgadzam się z Tobą w sprawie "marginesu bezpieczeństwa"...chociaż to jest dla mnie trudne, bo zupełnie niezgodne z moją naturą.
Pozdrawiam-
Joanna

: ndz 10 lut 2013, 17:15
autor: Słomińska_Dominika
Ja nie daję dokumentów i się nimi nie chwalę. Ja mówię co wiem i u mnie jest to bardzo dobry sposób ;)

: ndz 10 lut 2013, 17:31
autor: Malgosia776
Nie mialam na mysli ani dawania ani chwalenia sie dokumentami..Dominiko.Po prostu mowie o "marginesie bezpieczenstwa w dzieleniu sie wiedza"..jesli ktos jest zlosliwy, chodzi mu np o majtatek lub cos tam innego a ma przy tym sposobnosci
to zawsze ci moze odciac ta droge do wiedzy lub wprowadzic wrecz bledne fakty..nie chcialam cie urazic oczywiscie..kazdy ma swoj sposob ,ja tylko mowie o ostroznosci. .ale kontaktu nie nalezy unikac..popieram wypowiedz Joanny.Pozdrawiam

: ndz 10 lut 2013, 17:52
autor: Słomińska_Dominika
Napisałaś, że ktoś Cię okradł więc teraz to ja już nie rozumiem. JEśli nie chce udzielić informacji i wiesz, że tego nie zrobi to daj sobie spokój i tyle. A tak masz stres i widać to nawet tutaj ;)
Sprobuj podejść osoby bliskie tej osobie. Nic na siłę bo się zatnie. Zresztą jeśli nie zgadzasz się ze sposobami "po dobroci" to nie wiem co można Ci doradzić. Ja tam nie mam problemu nawet obcy ludzie chętnie ze mną rozmawiają. Teraz mi się udało nawiązac kontakt z osobą, która robi gałąź rodziny do której to gałęzi nie miałam zupełnie kontaktu. Krewni mi to sami załatwili bo wiedzieli, że potrzebuję danych. Może to chodzi o to, żę się zbiera to co się zasieje?

: ndz 10 lut 2013, 18:13
autor: anna-grażyna
Malgosia776 pisze:Nie mialam na mysli.........jesli ktos jest zlosliwy, chodzi mu np o majtatek lub cos tam innego a ma przy tym sposobnosci to zawsze ci moze odciac ta droge do wiedzy lub wprowadzic wrecz bledne fakty........
Małgosiu masz rację -ja przerabiałam już "skierowanie na ślepy tor" co to znaczy?Kiedy w dobrej wierze zapytałam kuzynki o nazwisko panieńskie prababci usłyszałam zupełnie inne nazwisko wraz z cudzą historią wziętą z...encyklopedii.
Ot tak na odczepne.
Nie przyszło mnie wtedy do głowy żeby to sprawdzać i kilka lat błądziłam. Potem inne zdarzenia spowodowały,że jednak sprawdziłam - dotarłam do teczki służbowej dziadka i w jego życiorysie znalazłam zupełnie inne nazwisko.Kiedy była u mnie kuzynka zapytałam ponownie (nie wspominając o tym życiorysie) i...znowu usłyszałam fałszywe nazwisko.
A prawdziwe nazwisko znała ponieważ skojarzyłam fakty-byłam z wizytą u niej kiedy zadzwonił telefon,umawiała się z powiedzmy Jankiem na załatwienie jakiejś sprawy.Była tak z tego telefonu zadowolona,że palnęła do mnie :wiesz dzwonił mój kuzyn Jan Iksiński i za chwilę zreflektowała się i ucięła krótko -to ze strony mojego ojca (tzn jej ojca)(kuzynki to córki siostry mojego ojca).
Udałam,że nie zauważyłam ale nazwisko,które padło wtedy było tym właściwym-czyli znała je a mnie karmiła przez kilka lat historyjkami o zaginięciu całej rodziny w czasie wojny.
Nie wiem w czym tkwi przyczyna-na pewno nie w jakimś pozostawionym gospodarstwie rolnym-moja rodzina ze strony ojca raczej nigdy nie była rolnikami,zawsze mieszkali w miastach o sporym w ich czasach znaczeniu :Grodno,Suwałki ,Łomża (wtedy stolice guberni)Warszawa.
Uff wyrzuciłam to z siebie.:)

Anna Grażyna

: ndz 10 lut 2013, 18:45
autor: Dławichowski
Dzień dobry!
Dwa spostrzeżenia.
Stosowałem i stosuję przedmioty. One rozwiązują język. Czyli stare fotografie. A kto to... A co to... A jak wtedy było...
I pamiątki rodzinne, które zabieram ze sobą na takie spotkania. No i wszystkie akty chrztów, ślubów i zgonów które dotyczą tej rodziny. Rozmówca jest przekonany, że ja i tak prawie już wszystko wiem. Że i bez niego się obejdzie. Stwarzam klimat powrotu do tamtych lat. Bardziej wspominkową niż informacyjną. Jak się da, to wśród wyciągniętych szpargałów leży dyktafon. Nikt nie wie co to jest i do czego służy.
Drugie spostrzeżenie, gdy dyktafonu nie mam. Nigdy wtedy nie jestem sam. Żona zapamiętuje zupełnie inne sprawy niż ja. Dopiero w domu uzupełniamy swoje zapamiętane tematy. I to właśnie nagrywamy. Naszą rozmowę o tamtej rozmowie.
To tak na gorąco:
Krzycho z Koszalina

: ndz 10 lut 2013, 18:54
autor: Słomińska_Dominika
Z tymi zdjęciami to dobry sposób, ja tak zaczęłam swoją skromną przygodę. Poprosiłam krewnych o pooglądanie albumów a potem o zgodę na zrobienie sobie kopii. Takie historie w stylu a kto to, są najlepsze

: ndz 10 lut 2013, 19:13
autor: AlicjaSurmacka
Podczepię się trochę pod post Włodka bowiem mam problem chyba bardziej skomplikowany.
Nawiązanie kontaktu z dalszą rodziną nie zawsze jest takie proste. Ja przypuszczałam, że zrobiłam wszystko prawidłowo a niestety efekt końcowy był fatalny. Babcia męża miała jednego brata. Z przekazów rodzinnych wiedziałam tylko, że z pierwszą żoną się rozszedł i poślubił koleżankę swojej córki. Odszukałam grób owego brata na warszawskich Starych Powązkach następnie nekrolog w Życiu Warszawy w którym było napisane, że zmarł w 1967 w Kudowie Zdrój ( pogrzeb w Warszawie) pozostawiając żonę, dwie córki i wnuczkę. Z wielkim trudem ustaliłam dane wraz z adresem osoby, która zgłosiła zgon jednej z córek - zmarła bezpotomnie będąc panną, druga zmarła w Domu Opieki Społecznej pod Warszawą.
Napisałam do tej osoby list ( choć już udało mi się wcześniej zdobyć telefon) W liście wyjaśniłam kim jestem, czym się zajmuję i jakie dane chciałam uzyskać podając na końcu swój adres i telefon.
Na 99 % napisałam list do wnuczki owego brata. Odpowiedź była telefoniczna. Owa Pani wyparła się jakichkolwiek związków z rodziną i w ogóle zaprzeczyła, twierdząc że nie zna osób o które ja pytałam.
I co w takiej sytuacji zrobić ??
Alicja

: ndz 10 lut 2013, 20:18
autor: Malgosia776
Pomysl pana Krzysia jest fajny,bardzo mi sie podoba..sek w tym jak sklonic "trudna rodzine" do spotkania i pokazania albumow?:)..a uzupelnianie wiadomosci przez swiadkow rozmow to naprawde b.dobry sposob..
W odniesieniu do wypowiedzi Ani-..a sprawdzilas Aniu czy ktos z przodkow rodziny nie byl np.wlascicielem kamienicy? albo nie posiadal kiedys
jakiegos sklepu ,zakladu,fabryki ?..moze wlasnie chodzi o finanse,ktore zostaly wyplacone czesci rodziny...i pominieto w niej was?
no nie wiem..tak bylo w mojej rodzinie niekoniecznie musi byc u Ciebie..
-czy znasz numery hipoteczne czy kamienic w,ktorych mieszkali?..mozna to latwo sprawdzic.
Co do Alicji-hm..ciezka sprawa..ale nie musi byc z gory skazana na przegrana.
ja bym probowala jeszcze nawiazac kontakt i jakos ustalic czy ta osoba
nie ma jakis zdrowotnych uszczerbkow..tzn jakies mankamenty z pamiecia ,czy choroby psychiczne..
moze sie po prostu czegos obawia albo w domu sie o tym nie mowilo-temat tabu,czy wywoluje jakis stan wzburzenia?..sprobuj raz jeszcze..zadzwon..

: ndz 10 lut 2013, 21:15
autor: Słomińska_Dominika
Co do tych wydumanych przyczyn finansowych to zwyczajnie się nie zgodzę. To nie zawsze jest tak, chociaż tak bywa. Wiele osób zwyczajnie nie jest zainteresowanych poznawaniem krewnych, w sytuacji jak napisała Alicja mogą się poczuć odsunięci na bok, skoro dziadek nie utrzymywał kontaktu z rodziną. Trudno jest pewnie odgadnąć przyczyny tego ale mógł to być jakiś zatarg, mógł też swoim bliskim coś tam powiedzieć i zwyczajnie czują niechęć i chcą się odciąć. Daleko nie trzeba szukać. W mojej małej wiosce jest jakieś 35 kominów, w tym ze 40 rodzin. Wszyscy oni praktycznie (poza nami) są spokrewnieni i de facto jest to w mniejszym lub większym stopniu dość bliska rodzina. Nie przyznają się do tego bo się po prostu nie lubią i nie mają takiego obowiązku. Gdy pogrzebać głębiej to i my jesteśmy z nimi w jakiś sposób spokrewnieniu, chociaż tutaj się to przekłada na połowę XIX wieku.
W rodzinie mojej matecznej babki była ciekawa sytuacja: dwóch braci Szelągowskich poślubiło dwie siostry Otulakówny z czego jedna już była wdową. Wszyscy mieszkają dość blisko siebie bo ledwie w czterech gminach i mimo, że dla mojej babci są to bliscy krewni to nie chcą się przyznać i już. I coż można z tym zrobić? Nic. Posłuchać krewnych którzy coś na temat koligacji wiedzą i uzupełnić to z źródeł trzecich a nie od bezpośrednich krewnych. Czasem się zwyczajnie nie da.
Ciekawa sytuacja jest taka, że gdy ktoś ze znajomych moich rodziców czy dziadków zaczyna mówić: znałem tego i tego, to zaczynam delikatnie podpytywać. ;) Zwyczajnie idę na żywioł. Mówię o to przecież moi krewni a może mi pan coś więcej o nich powie bo ich słabo znam. I od takich osób bardzo dużo się dowiedziałam. Ojciec się ze mnie śmieje i czasem sam mówi: to jest nasz krewny z takiej to a takiej linii i razem ze mną przepytuje. Takie osoby są bardzo dobrym źródłem. Właśnie przez takie podpytywanie osób znających jakieś dalsze linie odkryłam gdzie został pochowany mój prapra dziadek - czego ojciec nie wiedział, pomimo, żę to jest jego parafia, oraz gdzie są groby rodzeństwa tego prapradziadka. A od Beaty Nowocin, dzielnie indeksującej parafie mazowieckie dowiedziałąm się, że Maroszkowie pochodzą z parafii, w której mieszkam obecnie i że Jej mąż i ja jesteśmy dalszymi kuzynami .
Korzystać należy z każdej okazji, zwłaszcza ze starszych znajomych rodziny :)

: ndz 10 lut 2013, 22:37
autor: anna-grażyna
DominikaS. pisze: Zwyczajnie idę na żywioł. Mówię o to przecież moi krewni a może mi pan coś więcej o nich powie bo ich słabo znam. I od takich osób bardzo dużo się dowiedziałam. Ojciec się ze mnie śmieje i czasem sam mówi: to jest nasz krewny z takiej to a takiej linii i razem ze mną przepytuje ...... :)
Racja to jest bardzo dobry sposób jeżeli:

a.jest to mała miejscowość
b.jest szansa,że ktoś ze starych znajomych jeszcze żyje
c.rodzina od pokoleń żyje na tym samym terenie.

Tak było z rodziną mojej mamy,której kilka pokoleń a właściwie wszystkie (prawie od początku ksiąg-poza nielicznymi wyjątkami i młodymi studia ,praca etc ) do dziś mieszka w obrębie dwóch sąsiednich parafii.Pamięć w małych społecznościach długa jest.Np w domu mojego dziadka mieszka już trzecie pokolenie "obcych",którzy ten dom od dzieci dziadka kupili,więcej- stary dom rozbudowali a i tak sąsiedzi (nawet młodzi) mówią o nich,że mieszkają u Ludwika czyli u mojego dziadka :).Czasem ślad pobytu rodziny w jakiejś miejscowości może przetrwać w postaci nazwy własnej.

W przypadku rodzin mobilnych rozproszonych nawet nie po Europie ale w całym świecie jest bardzo trudno dojść do prawdy jeżeli ostatni,którzy posiadają wiedzę współpracować nie chcą.I tak jest z rodziną ze strony mojego ojca.
Malgosia776 pisze: W odniesieniu do wypowiedzi Ani-..a sprawdzilas Aniu czy ktos z przodkow rodziny nie byl np.wlascicielem kamienicy? albo nie posiadal kiedys jakiegos sklepu ,zakladu,fabryki ......
Nie mam kogo pytać-mój tato już dawno nie żyje.
Nic wprost nie wiem o żadnym majątku ale mój pradziadek był burmistrzem może nie był bardzo bogaty ale chyba i niezbyt biedny.
Właśnie coś znalazłam (w Warszawie) lecz z pewnych względów (musiałabym tu opisać i historię mojej rodziny i moich poszukiwań za długo byłoby) bez wiedzy o rodzinie jaka jest w posiadaniu moich kuzynek (z tej linii zostałyśmy we trzy -ja z męskiej ,one z żeńskiej,chyba że jeszcze jest ktoś z tych rzekomo zaginionych w czasie wojny) nie mam szans.
Musiałabym rzucić dom,pracę i zamieszkać w archiwach.
Paradoksalnie genealogia sprawiła,że doszło do zerwania bliskich rodzinnych kontaktów (pięć lat temu) i to moje kuzynki zerwały nie ja.Dodam,że nigdy z mojej strony nie padło pytanie o stan posiadania przodków-pytałam jedynie o imiona, miejsca urodzenia,gdzie mieszkali itp.
Dziwne prawda?

Anna Grażyna

ps W sprawie Alicji -pisze,że jedna z sióstr zmarła w Domu Opieki,może rzeczywiście jak nie wiadomo o co chodzi...:)
to jest tak jak pisze Małgorzata,może obawia się,że chcesz mieszkanie po krewnej -może nie dociera do niej czego oczekujesz? Są ludzie i to wcale nie tak mało,którzy nie wiedzą co to jest genealogia.
Spróbuj jeszcze raz - nie masz nic do stracenia.

: ndz 10 lut 2013, 22:49
autor: Słomińska_Dominika
Nie rozumiem, czemu sama nadajesz sobie ograniczenia? Mała miejscowość? Skąd takie założenie? Moja rodzina to pół powiatu grójeckiego, może poza gminą Warka i Goszczyn. Poza tym w każdej gminie mam krewnych i to wcale nie takich dalekich. Z rodziną od pokoleń idzie się właściwie zgodzić. Do tej pory nie wyszłam poza pradziadków w jednej gałęzi bo nie mam najmniejszego pojęcia skąd przyszli.

Ojciec matki miał 9 rodzeństwa i wszyscy mieli rodziny. Rodzeństwo jej matki to 7 i wszyscy z dużymi rodzinami u ojca jest podobnie - sam ma 5 rodzeństwa i mnóstwo wujów i ciotek.
To jest wyzwanie aby to ogarnąć. Pochodzę z bardzo płodnych i "przeżywalnych" rodzin
Co do kuzynek to może jest coś, czego nie chcą ujawnić i to nie muszą być pieniądze. Może jakieś dziecko? Z nieprawego łoża? U mnie w rodzinie też jest niestety taki wątek i moja babcia od października postawiła kompletne embargo na wiedzę o rodzinie dziadka bo sobie wbiła do głowy jakies dziwne tematy.

A tak nawiasem? Może argument prawny? Typu gdy ktoś zaczyna mówić o majątku to wyjaśnić jakie są prawa dziedziczenia ustawowego w naszym kraju? w wielu prostych przypadkach, typu tego brata babci i jego dziedziców niewątpliwie można to raczej zastosowac? Ludzie czują się pewniej gdy wiedzą, że prawo jest po ich stronie. Zresztą dla opornych można też przegiąc prawo na ich stronę. W końcu nie o majątki nam chodzi...

: ndz 10 lut 2013, 23:24
autor: Sroczyński_Włodzimierz
Dominiko: a gdzie tam!
ludziska prawa nie znają i nie chcą znać..może ma to jakieś podstawy ("prawo prawem, ale..."), a może nie ma...
tzn też tak pomyślałem - gdy wyjaśnię, że praw do miejsca pochówku prochów drugiej zony drugiego męża wdowy po bracie pradziadka nie roszczę i podstaw nie mam to się wyjaśni:) (serio! problem tej rangi! brat pradziadka zginął, wdowa po nim wyszła za mąż, zmarło się jej, a ktoś z rodziny męża nie chce wnikać w szczegóły pochówku twierdząc "a skąd zmarła i pochowana w 1946? gdzie tam! żyła długo po tym, ale więcej nie mogę powiedzieć" brzmi śmiesznie -ale na tym polega moj jeden "odpuszczony" przypadek:)

podobnie mam wrażenie z niektórymi archiwaliami
ochrona danych osobowych (obowiązująca jakoby zmarłych), "utajnienie" (stanie na straży jakiś interesów potomków osób spisujących intercyzę 150 lat temu etc) to tylko preteksty
wykazanie, że przeszkód prawnych nie ma - rodzi nowe zastrzeżenia
nie w prawie rzecz
jeśli strach to przed czym innym, przed czym? naprawdę nie wiem:(

: ndz 10 lut 2013, 23:30
autor: Sawicki_Julian
No Włodek będzie miał w czym wybierać, tyle różnych opowieści, na pytanie dlaczego ludzie się boją ,myślę ze dlatego ze wszystkie powojenne nadania nie są pewne, a prawo tego nie uregulowało ; pozdrawiam - Julian

: ndz 10 lut 2013, 23:36
autor: Sroczyński_Włodzimierz
a widzisz Julianie
ja delikatnie w inną stronę szedłem - gdzieś tam w początkach wątku

próbując wejść w buty tego opisywanego jako 'trudny człowiek, niechętny w dzieleniu się informacją" szukałem przyczyn z jego punktu widzenia istotnych
nie wiem jak jest (nawet nie wiem czy uda mi się sprawdzić)
ale może niechęć wynikać np z obserwacji co robią z przekazanymi informacjami pytający
jakbym miał pietnasty raz opowiedzieć historię, która zostanie prekręcona w relacji...jakbym miał się wstydzić, że ktos powołuję się na mnie "cytując" stek bzdur
to może też byłbym niechętny

w tym wypadku może rzeczywiście chodzić o jakieś niezbyt fortunne załatwienie spraw finansowanych parę pokoleń wcześniej (no nie z gatunku kamienic) ale może o zupełnie inne sprawy, takie bardzo "do rzeczy" tj racjonalne