Strona 2 z 12
: czw 03 paź 2013, 12:30
autor: jakozak
Myślisz, że znajdzie się ktoś kto zechce to kontynuować? Ja się obawiam, że na pewno po mojej śmierci wszystko pójdzie w kąt a potem na śmietnik. Szkoda...
Mówię synowi, żeby nie wyrzucał. Odpowiada mi, że nie wyrzuci, ale kto go tam wie?
: czw 03 paź 2013, 12:46
autor: Ewafra
Znajdzie się z pewnością, czego najlepszym przykładem my sami. Przed nami tacy byli i po nas będą. Często te zainteresowania przychodzą z wiekiem. Im człowiek starszy tym bardziej ceni korzenie, tradycję, spuściznę pokoleń.
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 12:50
autor: grabowscy.net.pl
Niewiadomski_Robert pisze:nie mozemy byc tego pewni zwlaszcza w liniach meskich; badania genetyczne tych linii sa niepraktyczne)
Prosze to powiedziec dr Lapinskiemu.
Wystarczy zobaczyc wyniki na stronie jego projektu, aby poznac zupelnie inna prawde.
http://www.familytreedna.com/public/Lap ... n=yresults
Pozdrawiam
FJG
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 13:10
autor: Ewafra
Jaką inną prawdę można poznać z badania y-DNA? Większość Polaków należy do tej samej haplogrupy i jaki to ma związek z całkiem słusznym stwierdzeniem Roberta, że ojcostwo, niepotwierdzone badaniem indywidualnym DNA zawsze jest obiektywnie niepewne?
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 13:17
autor: Niewiadomski_Robert
Sawicki_Julian pisze:Witam Robercie, patrząc na Twoje wpisy szt. 32 to nie masz jeszcze doświadczenia w genealogii.
Ja bym w temacie powiedział tak ; badać linie tą którą się chce, jest ze strony matki dostęp w metrykach to już dobrze, ale linię po mieczu uważam obowiązkowo ją mieć jak najdalej do tyłu po mieczy. Czyli dokąd sięga nazwisko, w moim przypadku jest to rok 1438 i po wielu utrudnień, np. nikt mi nigdy nie przetłumaczył z łaciny podanego z prośbą dokumentu, sam musiałem przez kilka lat do tego dokumentu wracać i porównywać z innymi tak by miało sens to co tam wtedy pisali.
Mnie trapi co innego,czy aby wszyscy ludzie mają taką potrzebę by znać swoich przodków, myślę ze znikoma ilość chce znać i szuka. Trochę odbiegnę od tematu ( jak zawsze ), ale nie wiem czy się wstydzić, czy szczycić tym ze coś tam znalazłem ; 8 pokoleń do tyłu i to pewne.
Bylem ostatnio na weselu na wsi i niech się nikomu nie wydaje że podpierałem ścianę, muzyka wyborna tak jak straganik ze swojszczyzną i bimbrem i oberka zatańczyć z żonką to już obowiązkowo. Ale w przewie kiedy koło nas siedzieli inni goście ja mówiłem co nieco o genealogii do nieznajomej pani, potem mąż tej pani jak usłyszałem mówił do niej ; nie zajmuj się pierdołami ( czyli genealogią ) to tyle ; pozdrawiam - Julian
Po pierwsze, nie rozumiem jaki jest zwiazek miedzy iloscia moich postow na tej stronie a moim doswiadczeniem w genealogii wiec Twoj komentarz traktuje jako forme nieeleganckiej zaczepki. Ostatnim razem takie wpisy skonczyly sie , jak dobrze wiesz, interwencja moderatora.
Po drugie, jesli sie glosi jakies przekonania, np: "trzeba miec linie po mieczu" to nalezaloby to jakos uzasadnic, w przeciwnym wypadku tzeba sobie wyraznie powiedziec, ze jest to kwestia gustu albo presjii kulturowych.
Po trzecie, temat , ktory tutaj otworzylem dotyczy tego "jak" tworzyc wywody gen. i "dlaczego tak, a nie inaczej", a nie "czy trzeba, czy nie trzeba." Ja na przyklad nie zajmuje sie dendrochronologia, ktora tez jest bardzo wazna, ale jakos zaden dendrochronolog nie przekonywal mnie na weselach ze warto...
Robert
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 13:40
autor: annapytel
Na pewno moje doświadczenie jest niewielkie i nie mam dużo postów, ale kilka dni temu doszłam, że moja przyjacółka z lat licealnych (z którą siedziałam nawet w jednej ławce i sędziłam niejedną miłą chwile) jest moja daleką kuzynką

. Doszłam do tego badając właśnie linie boczną i nie po mieczu...
Pozdrawiam wszystkich
Ania
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 14:32
autor: Łucja
Robert otworzył temat, ale na szczęście temat idzie sam, bo kolejne odezwanie się Roberta - nie rozumiem. Ale mniejsza.
Ja zaczęłam badać linię ojca, czyli rodowe nazwisko. Ale teraz przerzucam się na linię matki, chociaż mama moich zainteresowań jeszcze nie akceptuje i nie pomaga (a ojciec owszem tak). Mam zamiar być jeszcze październiku w tych rodzinnych stronach z mamą, to, że nie akceptuje przeszkadza mi w poszukiwaniach, muszę jakoś ten temat rozwiązać (nie wiem jak).
Linia ojca okazała się bardzo absorbująca i trudna, zadanie nie na jedno "dożywocie", a na razie nikt inny w rodzinie nie szuka. A ze strony mamy są zainteresowani, co prawda kuzyn umieścił mnie osobiście w swoim drzewie jako "nieżyjącą", ale takie wypadki w tej pracy trzeba wliczyć w ryzyko.
Będę chciała namówić brata mamy, żeby zechciał wykonać badania DNA, lini męskiei i żeńskiej, już odkładam na to pieniądze.
Po namówieniu na to samo ojca wyniki były .. trudne do zrozumienia i zaskakujące na początku, ale po latach wydaje się, że to co zostało w nich zasygnalizowane - znajdzie (chyba) i późniejsze uzasadnienie, jakieś konkretne dowody. Zabawa jest wielka. To a'propos głosu o DNA, który tutaj padł. Trudne i kosztowne, ale warto.
Jeszcze słowo o "kilku wioskach", właśnie linia mamy jest tego typu, to zupełnie inna genealogia niż szukanie po całym świecie, ale taka inność też jest ciekawa, można się bardziej wgryźć w teren, dokładnie go poznać. Kupiłam 2 tygodnie temu mapę z okolic tych "kilku wiosek", mapa jest całkiem nowa (Mielec i okolice - mapa turystyczno-historyczna wydana staraniem Mieleckiego Klubu Górskiego "Carpatia") i po tym zdecydowałam poważniej zająć się tą linią w najbliższych miesiącach i latach - "teren do mnie przemówił". Przy okazji - okazuje się, że blisko miejsca urodzenia mojego dziadka jest "Carpatia", najwyższe wzniesienie powiatu mieleckiego, byłam tam kilka lat temu, wtargnęłam samochodem w las i zostałam zatrzymana przez leśnika, od słowa do słowa, okazało się, leśnik nosi nazwisko matki dziadka, czyli prababci, od słowa do słowa, itd. To fakt, wszyscy mieszkający w tych kilku wioskach będę to dalsi lub bliżsi kuzyni, ale to ... fajne.
Ach, ech, o genealogii można bez końca, to nigdy się nie znudzi. Ale jest faktem i nie ma co tego kryć, że dla większości postronnych osób, to po prostu ... nekrofilia. I jak czytałam niedawno relację z procesu pewnego nekrofila w Skierniewicach, to w tym postrzeganiu naszej pasji przez "ogół społeczeństwa" coś jest na rzeczy, na zewnątrz tak to właśnie wygląda!!!! Czyli przy obiedzie lepiej o tym nie mówić (to do Juliana), sama mówię, ale będę się na przyszłość wystrzegać.
Łucja
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 14:47
autor: Ewafra
Piszesz Łucjo o badaniach y-DNA, że warto. Być może. Jakie jednak są te rzeczywiste korzyści z tego badania? Co ono wniesie do moich genealogicznych poszukiwań? Jeśli okaże się, że mój ojciec (bo ja osobiście z wiadomych przyczyn odpadam) należy jak duża grupa Polaków do R1a itd to co mi to da? A jeśli się okaże, że należy do R1b to co to wyjaśni?
Może po prostu nie rozumiem tego. To miło byłoby jakby ktoś wyjaśnił.
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 14:56
autor: Łucja
EWAFRA pisze:Piszesz Łucjo o badaniach y-DNA, że warto. Być może. Jakie jednak są te rzeczywiste korzyści z tego badania? Co ono wniesie do moich genealogicznych poszukiwań? Jeśli okaże się, że mój ojciec (bo ja osobiście z wiadomych przyczyn odpadam) należy jak duża grupa Polaków do R1a itd to co mi to da? A jeśli się okaże, że należy do R1b to co to wyjaśni?
Może po prostu nie rozumiem tego. To miło byłoby jakby ktoś wyjaśnił.
Jest wątek na forgenie o tym, dużo jest i tutaj, na tym forum.
Warto zacząć od strony księdza z Tropia:
http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/polacy.htm
Temat trudny, przyznaję, ale nie należy go z góry wykluczać. Rzecz w tym, że im więcej osób zrobi takie badania tym bardziej ma to sens, bo całe wnioskowanie jest porównawcze, przy dużej bazie danych jest w czym porównywać.
Łucja
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 14:59
autor: Ewafra
Czytałam wątek na forgenie i stronę księdza też i dalej nie wiem.

Ciekawi mnie jak konkretnie wynik tego badania pomógł Ci w poszukiwaniach genealogicznych? Coś ukierunkował? Uściślił? Jaki Ty konkretnie uzyskałaś pożytek z tego badania?
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 15:11
autor: Cwynar_Justyna
Prawda jest taka, że dla każdego co innego jest ważne. Zaczynając moją przygodę z genealogią od początku szukałam po wszystkich liniach. Interesuje mnie to kim kto był, gdzie mieszkał, i jak toczyły się jego losy. Nie patrzę na to, jakie pochodzenia mieli moi przodkowie, czy byli bogaci czy biedni, bo to są poprostu moi przodkowie. Bez nich nie było by mnie. Decyzje podjęte przez dwoje, czworo, ośmioro itd. ludzi sprawiły, że urodziłąm sie ja i jestem jaka jestem. Może to brzmi banalnie, ale taka jest moja wizja świata.
Co do lini meskiej, Julianie, nie wiem jak to jest mieć wywód aż do średniowiecza. I niestety się nigdy nie dowiem bowiem w latach 1840-stych rodzi się mój 3xpradziadek - ojca nieznanego. To jest ostatni mój przodek po mieczu i niezależnie jak bardzo bym chciała poznać kto był ojcem i jakie powinno być tak naprawde nazwisko rodowe tych informacji nie uzyskam. Ale patrze na to z innej strony. Matka mojego 3xpradziadka wychowała samotnie dziecko, a to dziecko, ten syn, założył rodzinę, swoje dzieci wychował i tak toczyły się dalej losy rodziny.
Uważam, że każdy powinien tworzyć drzewo tak jak dla niego jest to ważne. To nie jest mój ineteres wtrącać się do wywodu innych ludzi. Chociaz uważam, że linia po mieczu to tylko jedno nazwisko, ważne bo rodowe nazwisko. Ale nie mam DNA tylko po ludziach z nazwiska rodowego, a od wszystkich moich przodków. Dlatego dla mnie ważni są wszyscy.
Pozdrawiam,
Justyna
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 15:16
autor: grabowscy.net.pl
EWAFRA pisze:Jaką inną prawdę można poznać z badania y-DNA?
Bardzo wiele - majac wiecej niz jeden wynik.
Potwierdzic ciaglosc genetyczna w linii meskiej.
Ustalic (sub)klad haplogrupy.
Stworzyc drzewo filogenetyczne.
Estymowac liczbe pokolen do wspolnego przodka.
Etc.
Pozdrawiam
FJG
ps. Badanie mtDNA ze wzgledu na niewielka ilosc mutacji, oraz mniejsze mozliwosci badania genealogiii po kadzieli, jest malo praktyczne.
Re: Umownosc w tworzeniu wywodow genealogicznych
: czw 03 paź 2013, 15:19
autor: Ewafra
Ciągłość genetyczną w linii męskiej? Jakim to sposobem skoro mój dziadek zmarł w 1989 roku. Kto mu zbada y-DNA i jakim posługując się materiałem? Grób mam mu zbezcześcić w poszukiwaniu próbek??? A żeby mówić o jakieś ciągłości linii to trzeba mieć jeszcze potwierdzone y-DNA przodków wcześniejszych, którym nawet grobów zbezcześcić nie byłabym w stanie bo nie znam ich lokalizacji.
Dowiem się, że mój tata jest R1a i co dalej? Jaką mam pewność, że mój dziadek także był R1a? Przypuszczam, że tak, ale zaręczyć nie mogę. Co do dalszych to już wogóle nie mam rozeznania. Może któryś był owocem zdrady małżeńskiej, może przysposobionym dzieckiem, a nie biologicznym. Jak te badania technicznie przeprowadzić mam, żeby wynik uzyskać, potwierdzający ciągłość?
I cały czas ciekawi mnie w czym mi pomoże znajomość haplogrupy. Utknęłam na praprapradziadzie, który winien urodzić się ok. 1804 roku w danej parafii, ale go nie ma. Nikogo zresztą o tym samym nazwisku także nie. Ewidentnie przybysz skądeś. Nie mam pojęcia skąd. Badanie y-DNA mojego taty pomoże mi w tej rozterce? Wskaże gdzie mam się zwrócić w poszukiwaniu metryki praprapradziada? W okolice Łodzi czy Warszawy? A może na ziemię wielkopolską?
: czw 03 paź 2013, 16:00
autor: krystyna_skawinska
Nawiązując do wypowiedzi Jakozak i EwaFra;
Czy warto ? Warto, mimo, że często brak nam wsparcia czy chociażby zrozumienia u najbliższych.
To zainteresowanie na ogół przychodzi z wiekiem, albo iskrą zapalną jest jakieś wydarzenie, pamiątka, fotografia. Najwięcej zawdzięczam mojej prababci (w linii Mamy). Ona chyba interesowała się rodzinną genealogią, bo ten kuferek starych fotografii (przez nią podpisanych !), wycinków z gazet - z komentarzami, nekrologów z uzupełnieniami i poprawkami (!) przywędrował do rodzinnego domu po jej śmierci (1939) i przeleżał na strychu dziesiątki lat. Nikt tam nie zaglądał. Wiele lat temu zafascynowały mnie te stare fotografie. Ale trzeba było jakoś połączyć te osoby ze sobą, ustalić czy to rodzina, czy znajomi. Do tego rolki arkuszy z rozpisaną genealogią różnych rodzin. Minęło sporo czasu zanim mogłam się tym trochę zająć. Ale w tej chwili o rodzinie wiem więcej niż ktokolwiek inny z rodziny - żal tylko, że tak ciekawymi historiami z przeszłości nie ma się z kim podzielić - teraz od razu.
Chociaż - czasem synowie pytają - a to kto, a co to ? Może z czasem pytań i zainteresowania będzie więcej.
Poza tym (do Juliana) w tej dziedzinie nie można mówić, że trzeba znać tę lub inną linię. To kwestia indywidualnych wyborów a czasem ograniczenia nieoczekiwanie nie pozwalają posunąć się dalej. Genealog zawodowy (historyk) ma określony temat który realizuje, ale amatorzy mogą wszystko. A określenie "zabawa" nie jest tożsame z traktowaniem własnych zainteresowań w sposób lekceważący. Chodzi o własne zadowolenie i satysfakcję z różnych drobnych sukcesów - dla każdego innych.
Pozdrowienia dla Wszystkich
Krystyna
: czw 03 paź 2013, 16:29
autor: jart
Wracając do pytania z początku.
Ja w swoich badaniach bazuję na wywodzie przodków (obu linii). Dodatkowo, staram się odkryć całość rodziny monogamicznej, tzn. mając rodziców, staram się odszukać wszystkich ich potomków (z tego małżeństwa). Oczywiście dodatkowe informacje, jak linie boczne i inne (kolejne) małżeństwa, oraz narodziny wnuków, także odnotowuję, jeśli "wpadną mi przy okazji" - nie prowadzę konkretnych poszukiwań takich informacji - tzn. w tej chwili, trzeba mieć co robić też za te xx lat

Krótko - kopię w głąb wg rodziców, odnajdując wszystkie (w miarę możliwości) dzieci każdej pary. To daje dobry szkielet, na którym mogę wieszać rozwinięcia, dodatkowe informacje i projekty
P.S.
Metryki dzieci, zwłaszcza przed 1800 r., potrafią wyjaśnić niejasności dot. rodziców.
P.S. 2
Nad badaniem DNA się jak dotąd nie zastanawiałem. Wg. mnie to juz zbytki (nie mówię że bezpodstawne, ale życia mi nie starczy żeby zbadać zagadnienia które uważam za hmm.. "właściwsze")