Strona 2 z 2

: czw 12 gru 2013, 09:35
autor: Urbańska_Katarzyna
Jestem na początku swoich poszukiwań - 8 pokoleń (w porywach 9) to nie jest zawrotna ilość przyprawiająca genealoga o szybsze bicie serca ;) ale od samego początku próbuję ustalić granice poszukiwań. Postępuję dokładnie tak, jak opisał to Darek (dpawlak). Powinowaci w moim drzewie to jedynie małżonkowie rodzeństwa moich krewnych bezpośrednich (rodziców, dziadków, pra ... itd.). Karta takiego małżonka zawiera daty i miejsca: urodzenia, ślubu(ów), zgonu, a także dane o jego rodzicach, dla których już osobnych kart nie zakładam i w programie graficznym nie pokazuję ich. Nie wnikam, czy małżonkowie ci posiadali rodzeństwo.
Zagadnienie to i problemy z określeniem granic poszukiwań pięknie opisał Pan Waldemar :) Do mnie przemawia :)

: czw 12 gru 2013, 10:20
autor: gostel
Ja prowadzę 2 drzewa na różnych portalach (to też trochę dla uniknięcia niebezpieczeństwa w przypadku ewentualnej utraty bazy danych).
Do jednego drzewa wpisuję wszystkie postaci, które kiedykolwiek związane były z moją rodziną. Bo jest mi bliższy np szwagier mojego prapradziadka, z którym to prapradziadek brał udział w Powstaniu Styczniowym a potem wspólnie zmagal się z represjami gubernatora carskiego i szukał miejsca do nowego życia, niż współcześnie żyjąca kuzynka, z którą nie mam kontaktu, a tworzenie drzewa genealogicznego uważa ona za niebezpieczne (bo nas namierzą jacyś "oni") i wręcz nie życzy sobie być umieszczona w drzewie.
Poza tym, wpisując osoby sprzed stuleci i dodając w załącznikach jedyne ślady ich istnienia w postaci aktu urodzenia, ślubu lub zgonu, daję im nowe życie. Życie w naszej pamięci.

Do drugiego drzewa wpisuję tylko moich przodków w linii prostej-to tak dla równowagi psychicznej, żebym dokładnie wiedziała "po kim najbardziej jestem";-)

Nie zapominajcie o dawnych i dalekich krewnych.
Oni też kiedyś żyli pełnią życia.
Pozdrawiam.
Małgorzata

Re: Jak szeroko rozgałęzione są nasze drzewa.

: czw 12 gru 2013, 10:26
autor: Małgorzata_Kulwieć
Ponad 40 lat temu, kiedy zaczynałam swoja przygode z genealogią, zbierałam tylko dane dotyczące osób noszących nazwisko Kulwieć. Możliwości miałam bardzo ograniczone, bo i wiek niestosowny, i archiwa niechętne, ale zawsze z roku na rok coś mi przybywało. Dane gromadziłam w postaci luźnych, zapisanych kartek. Każdej osobie nadawałam numer kolejny i wpinałam do segregatora. Nie umiałam ich uszeregować w żadne drzewo (oprócz tego najbliższego sięgającego jedynie mego pradziadka), zresztą nawet nie próbowałam, bo traktowałam to jedynie jako kolekcjonowanie osób z nazwiskiem, a nie poszukiwania genealogiczne.
Dopiero kiedy skończyłam jakieś dwadzieścia pięć lat zajęłam się swoim zbiorem jako zaczynkiem do drzewa rodziny, ale dalej zbierałam dane i informacje dotyczące Kulwieciów (wszystkich jak leci). Zbiór się powiększał i uzupełniał o szczegóły, ale dopiero w momencie kiedy pojawił się internet czyli już od jakichś dwadziestu lat, baza moja zaczęła się zwiększać raptownie . Wtedy też wprowadziłam moja bazę do Excela i wtedy tak na serio zaczęłam łączyć w drzewa moich Kulwieciów. A właściwie w gałęzie, bo mam nadzieję że kiedyś dojdę do wspólnego pnia. A tak naprawdę to pień (wspólnego przodka, pierwszego który zaczął się nazywać Kulwieć) juz mam, tylko nie umiem w odpowiedni sposób poprzyczepiać do niego tych gałęzi.
I dalej mam zamiar do mojej bazy dodawać wszystkich, którzy noszą to nazwisko. Zwykłą genealogię rodzinną zamieniałam na badanie rozprzestrzeniania się jednej rodziny na cały świat. Interesują mnie przyczyny, dla których tak się działo, uwarunkowania ekonomiczne, polityczne czy jakiekolwiek inne.

Kulwiecie to po linii męskiej mojego Ojca, a jeśli chodzi o linię po Mamie mojego Ojca to tutaj już zajęłam się wyłącznie bezpośrednimi krewnymi, choć to też zaczęło tworzyć sporą bazę, ale gdzie jej tam do Kulwieciów. I tu mam bardzo ładne drzewko krewnych aż do mojego prapra dziadka Franciszka Babińskiego i jego żony Katarzyny z Kobylińskich, I na nich stanełam i nie mogę drgnąć ani o krok do tyłu, bo nie mam pojęcia skąd ów Franciszek pochodził.

Po linii mojej Mamy robię drzewo wyłącznie krewnych w linii prostej, ale tu mam duże problemy bo akta są w archiwum w Siedlcach, a nie mam mozliwości tam pojechać.

A drzewo mojego męża, od którego zaczęłam ten post, mogłabym rozbudować do nie wiem jakich szerokości, bo wszystkie (prawie) metryki aż do 1790 r mam w zasięgu kliknięcia i niczego nie trzeba mozolnie szukać. Ale ograniczyłam się, mimo iż mąż początkowo nalegał na wprowadzanie wszystkich dzieci przodków i ich rodzin. :wink: Stwierdziłam, że nie ma to większego sensu i poprzestałam na zapisaniu imion tych dzieci, a ich rodziny pozostawiłam w spokoju.

A i tak w głównej sferze moich zainteresowań są dalej Kulwiecie i im poświęcam najwięcej uwagi. I dalej będę prowadziła ich jakby dwutorowo: moje drzewo przodków i reszta Kulwieciów z całego świata. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi sie ich spiąć w jedno wielkie drzewo.

Małgorzata

Re: Jak szeroko rozgałęzione są nasze drzewa.

: czw 12 gru 2013, 10:28
autor: Bartolllini
Panie Waldemarze!

Przekonał mnie Pan. Mam tak samo nie z filatelistyką, bo znaczków nie trawię a z numizmatyką :D poświęcę się bardziej swojej rodzinie niż rodziną powinowatych. ;)

Re: Jak szeroko rozgałęzione są nasze drzewa.

: czw 12 gru 2013, 12:01
autor: Łucja
Waldemar udzielił też kiedyś takiej porady, że albo szczegółowo drążyć wąski temat, uparcie, albo badać co wychodzi na powierzchnię. Mi się to kojarzy z pracą archeologa, który jak ma sponsorów na szczegółowe badanie jakiegoś stanowiska, to je bada, a jak nie ma sponsora (czyli możliwości) to bada co mu dają, "co wychodzi na powierzchnię", przy okazji różnych inwestycji, np. czy badań bardziej ogólnych.
Jak w szczegółowym badaniu zapędzę się w kozi róg, stanę pod ścianą nie do pokonania, jest rzeka a nie ma mostu, to zamiast płakać przerzucam się na tej mniej stresujące badania tego "co wychodzi". Pojawia się w internecie, w książkach, ludzie się odzywają, itp.

I tak na przykład odezwał się na tym forum kilka dni temu daleki kuzyn o nazwisku panieńskim mojej babci, ale z linii bocznej i wspólny przodek gdzieś głęboko, mam podejrzenie kto nim może być, ale to tylko podejrzenie na razie, bo szeroko nie badałam nazwiska. Gdybym na łapanie tego "co wychodzi" nie była nastawiona, to post kuzyna zostałby przeoczony, bo ja bym siedziała gdzieś w archiwum czy w metrykach usiłując przebić jakąś nieprzebitą ścianę. Czyli - recepty jednej nie ma co lepiej robić, a szukanie szeroko też ma swoje niewątpliwe zalety.

Łucja

Ps. Ów kuzyn na swoim profilu na facebooku ma konie, stajnię, widać, że go to pasjonuje. Ja zapamiętałam brata mojej babci, czyli człowieka o takim nazwisku, właśnie w sytuacji z koniem, kiedy gładził końską grzywę, jego twarz pamiętam przy grzywie konia, itd. Brat babci był jednym z ostatnich gospodarzy we wsi, którzy mieli jeszcze konie i kochali konie, tak można powiedzieć, jego syn już zamieszkał w mieście. Przypomniałam sobie ten obrazek właśnie teraz, inaczej nawet to moje wspomnienie krótkie pewnie nie zostałoby wydobyte.

Re: Jak szeroko rozgałęzione są nasze drzewa.

: czw 12 gru 2013, 15:31
autor: Piotr_Juszczyk
Ja drzewo traktuję szeroko. Cele są proste:
1. Przodkowie - to jak najbardziej kompletnie.
2. Ich potomkowie - to mniej kompletnie bo nie ma aż takiego znaczenia.
3. Genealogia całego Wąchocka (zakładając 200 osób rocznie że się rodzi, i że mam ok. 8000 osób z Wąchocka to mam już ok. 40 lat odtworzone z 220 lat jakie obejmują księgi, czyli ok. 20 % drzewa już mam). To zajęło mi ok. 2 lat jak odrzucić inne fragmenty drzewa).
4. Genealogia Żabianki - tu jest prościej - zachowanych lat jest ok. 105. I drzewo mam w jakiś 30 %.
4. Lubię odnajdywać połączenia z ludźmi spotykanymi w pracy (a pracuje daleko od stron z których pochodzę, trudne ale możliwe a zresztą coraz łatwiejsze).
Dla mnie genealogia to nie tylko księgi, to przede wszystkim rozmowy, wywiady, internet - praca detektywa - przyjemność.
Mi nikt za to nie płaci, nikt nie stawia mi wymagań, robię to co lubię :) i jak lubię. Uwielbiam wejść na facebooka i nk i uzupełnić dane o żyjących, czasem o nieżyjących.

: czw 12 gru 2013, 18:53
autor: J1anka
Myślę, że w tym temacie ilu genealogów tyle zdań i każdy musi swoją ścieżkę znaleźć.
Jeśli chodzi o mnie to sam wywód przodków to dla mnie stanowczo za mało. Najdokładniej jak umiem i mam możliwości spisuję przodków i ich rodzeństwo/ dzieci, wnuki już mniej mnie interesują ;) więc jeżeli przypadkiem się trafią dopisuję do drzewa ale nie drążę dalej.
W moim drzewie mam też kilka bardzo rzadkich nazwisk ( 30 do 90 osób dziś żyjących) nazwiska te wpisuję bez względu na to czy znam z tą osobą jakieś powiązanie czy nie. Wielokrotnie się zdarzało, że taka "złapana" w przelocie osoba szybko znajdowała swoje miejsce w drzewie.
Ciekawe wydają mi się również drzewa małych parafii, gdzie prawie wszyscy są ze sobą spokrewnieni.