Strona 2 z 3
: pt 11 lip 2014, 22:44
autor: magda_lena
Kiedyś trafiłam na coś takiego, cytuję z pamięci bo nie zapisałam: " zgon ... płci męskiej,... leżący przy drodze ze wsi X do wsi Y" . Dokąd szedł, skąd i po co? Kim był? I dlaczego zmarł przy tej drodze? No szukaj wiatru w polu ... Zgłaszającymi byli świadkowie, którzy delikwenta znaleźli, to pamiętam, że tak brzmiał zapis.
Ja mam sytuację 'odwrotną". Pradziadek żył, płodził dzieci, czego dowodem jestem ja

, umarł ... tylko się nie urodził. Rodzina istnieje, inni przodkowie w tej parafii są, tylko mojego bezpośredniego nie ma. Wykluczam mozliwość wyjazdu jego matki (i przypadkowgo porodu) , bo to chyba byli bardzo biedni ludzie i do uzdrowisk czy "wód"

raczej nie wyjeżdżali.
Michał_Paweł, a czemu zakładasz, że nie mieli dwóch córek o tym samym imieniu? W przodkach mojej babci, bardzo popularne było imię Marianna (cha, cha, wszyscy wiemy, że najpopularniejsze w XIXw, a nawet i w początku XX) , nawet jesli ta pierwsza (.. druga .. kolejna ...) zyła, mam wrażenie, że one wszystkie były Marianny

No cóż, mnie to zniechęciło do poszukiwań tej linii, i odpusciłam, ograniczyłam się tylko do bezposrednich przodków babci, bez rodzeństwa i dalszych koligacji ...
Na "gorsze" nazwiska to chyba nie mogłam trafić ... Wojciechowski ( a jakże

) , Jankowski, Krawczyk ... niczym przyslowiowy "Kowalski"

A te rzadsze perełki, typu Stęplewski/ ska, jakoś nie chcą się odnaleźć ...

: pt 11 lip 2014, 23:02
autor: Michał_Paweł
Magda, nie musieli być bogaci, żeby się przenosić. Miałem taki przypadek z mojej rodzinie - kilka pokoleń mieszkało w Dąbrowie koło Przystajni. I tylko aktu urodzenia mojej prababki nie ma! Jak to możliwe? Okazało się, że część jej rodzeństwa (i ona sama) przyszło na świat w zupełnie innym miejscu. Później przodkowie wrócili do swojej "kolebki". Co ich tam gnało? Zarobki?
Cóż, dziś już się nie dowiemy.
Co do nazwisk - ja mam na szczęście w drzewie nazwiska dosyć mało charakterystyczne:) Łatwiej szukać.
: pt 11 lip 2014, 23:40
autor: annaurgaczszczesna
Widzę, że wielu z nas ma podobne problemy. To często detektywistyczna robota, układanka, puzzle
Magdo, faktycznie przypomniałam sobie podobną historię ze znalezionymi zwłokami przy drodze, zupełnie o niej zapomniałam, to też może być powód... (z takim zdarzeniem spotkałam się chyba w parafii Wolbrom, może czytałyśmy to samo?)
Albo pamiętam akt w stylu, że urodziło się dziecko Żydówki, która przejazdem była we wsi, i to wszystkie dane

: sob 12 lip 2014, 09:15
autor: Sawicki_Julian
Witam - do Magdaleny, jak się nie urodził, a był z biednej rodziny, to tylko mogło być tak ze był ochrzczony przez babkę akuszerkę z wody i tak zostało nigdzie nie zapisane.
Anno, opowiem Ci moją historię gdzie jest grób, a nie ma metryki zgonu. Obszukałem przez trzy razy w tej samej parafii w różnych latach, aż ksiądz mi kazał iść lepiej na ryby i nie zawracać głowy. Przeniosłem się z szukaniem do gminy i tam ( wyśmiany ) niczego nie znalazłem. Zacząłem od nowa poszukiwanie w rodzinie i wszędzie gdzie pytałem o tą osobę, mieli ja za pannę, a ja wiem z metryk ze była żonata, a potem wdową była i zmarła całkiem na innej wsi, ale pochowana razem z bratem i bratową w jednym potrójnym grobie i to tam gdzie mieszkała przy bracie prawie przez cale życie. Teraz po latach myślę ze dlatego nie znalazłem tej metryki zgonu bo szukałem Makowskiej jako wdowy, a pewnie ją pochowali jako Sawicka panna. Bo choć była żonata, mąż jej pojechał zaraz po ślubie do Ameryki i ją znali po starym nazwisku. I tak gdzieś taka metryka z lat 1934 jest, będą w necie w AP Kielce z tej parafii i bez łaski księdza i gminy w domu ją poszukam od nowa. Genealogia to wyzwanie trudne, nawet bardzo, mimo że wiem wszystko o tej zmarłej z imienia i nazwiska, ale i tak nic nie znalazłem ( i na ryby nie chodzę ) ; pozdrawiam - Julian
: sob 12 lip 2014, 09:17
autor: Janina_Tomczyk
annaurgaczszczesna pisze:Widzę, że wielu z nas ma podobne problemy. To często detektywistyczna robota, układanka, puzzle
Magdo, faktycznie przypomniałam sobie podobną historię ze znalezionymi zwłokami przy drodze, zupełnie o niej zapomniałam, to też może być powód... (z takim zdarzeniem spotkałam się chyba w parafii Wolbrom, może czytałyśmy to samo?)
Albo pamiętam akt w stylu, że urodziło się dziecko Żydówki, która przejazdem była we wsi, i to wszystkie dane

Takich zgonów osób nieznanych widzieliśmy wiele przy poszukiwaniu i indeksowaniu metryk. Najczęściej podawano jakieś imię jeśli to był wędrujący robotnik, który zmarł u jakiegoś gospodarza. Niestety czasem nikt nie znał znalezionej zmarłej osoby i taki był zapis w akcie.
Ja mam jeszcze inny problem bo poszukuję aktu zgonu Macieja Galskiego urodzonego ok.1750 r w Mokrej k/Skierniewic. Mam akt zgonu jego żony Zofii w 1828 r w Brwinowie, bo mieszkała u najstarszego syna młynarza. Nie napisano czy była już wdową i co z jej mężem się stało, ale mam akt zgonu najmłodszego syna Macieja i Zofii Galskich -Wincentego w 1835 r i tu jego szwagrowie podają, że to syn Macieja Galskiego z jałmużny żyjącego niegdyś we wsi Skułach. Niby wszystko wiadomo, ale aktu zgonu w Skułach nie ma

. Jako żyjący z jałmużny mógł wędrować za odpustami i umrzeć przy innej parafii nieznany z imienia i nazwiska. Zastanawiam się dlaczego się rozstali na starość? Maciej był wcześniej młynarzem i gdy ten najmłodszy syn brał ślub to mieszkał z rodzicami przy młynie w Książenicach. Co tam się stało, skoro i ten Wincenty z żoną i dziećmi zamieszkał z rodziną żony pod Żyrardowem?
Znalazłam dziwny akt zgonu Michała Galskiego z 1832 , który zmarł we wsi Brudki w parafii Wąsewo jako żyjący z jałmużny 50 letni nie żonaty ze wsi Brzóze parafii Rózan włościanin.
Galskich jest mało i to wszyscy z mojej rodziny, a tu coś dziwnego. Czy to zmarł Maciej, a nie Michał Galski? Czy podano 50 lat, a miał 75 lat? Czy to jakiś z innego związku syn Macieja i to była przyczyna jego rozstania z żoną Zofią? Zawiadomienie o śmierci złożyli uczciwi gospodarze ze wsi Brudki i mało o tym Michale wiedzieli jako obcy, nie wiedzieli też czy był żonaty bo żony z nim nie było.
Teraz się głowię jak kryminolog z archiwum X

łączyć go z rodziną czy nie?
Pozdrawiam serdecznie
Janina
: sob 12 lip 2014, 09:54
autor: Komorowski_Longin
Witam
To że osoby starsze, często schorowane kalekie i nie nienadające się do pracy opuszczały (dobrowolnie lub nie) domy rodzinne i utrzymywały się z żebractwa, to nic nadzwyczajnego - ot swoisty rachunek ekonomiczny. Szczególnie w środowiskach wiejskich do czasów współczesnych przetrwały te zwyczaje, choć w innej formie. Znam przykład pewnej staruszki która jeszcze pod koniec minionego wieku zmarła z wycieńczenia, bo jako osoba nie pracująca, a zatem nie dająca jakiejkolwiek korzyści, nie chciała nic jeść. Działo się to nie gdzieś w "zapadłej dziurze" ale w podwarszawskiej miejscowości gdzie Warszawę widać gołym okiem jak na dłoni. Znam przykłady ograniczania ilości i jakości (np. poprzez nie dodawania jaj do klusek) spożywanego jedzenia zimą kiedy się mniej pracuje, dziwne to ale zdarza się jeszcze i to wcale nie tak rzadko.
Pozdrawiam Longin.
: sob 12 lip 2014, 11:28
autor: magda_lena
Sawicki_Julian pisze:Witam - do Magdaleny, jak się nie urodził, a był z biednej rodziny, to tylko mogło być tak ze był ochrzczony przez babkę akuszerkę z wody i tak zostało nigdzie nie zapisane [...]
pozdrawiam - Julian
Ha, Julianie, dobra sugestia. Rzeczywiście mogło tak być, zwłaszcza, że ta rodzina się potem przeprowadziła 'za pracą".
Dziękuję za podsunięcie pomysłu

: sob 12 lip 2014, 11:46
autor: Janina_Tomczyk
Sawicki_Julian pisze:Witam - do Magdaleny, jak się nie urodził, a był z biednej rodziny, to tylko mogło być tak ze był ochrzczony przez babkę akuszerkę z wody i tak zostało nigdzie nie zapisane.
Anno, opowiem Ci moją historię gdzie jest grób, a nie ma metryki zgonu. Obszukałem przez trzy razy w tej samej parafii w różnych latach, aż ksiądz mi kazał iść lepiej na ryby i nie zawracać głowy. Przeniosłem się z szukaniem do gminy i tam ( wyśmiany ) niczego nie znalazłem. Zacząłem od nowa poszukiwanie w rodzinie i wszędzie gdzie pytałem o tą osobę, mieli ja za pannę, a ja wiem z metryk ze była żonata, a potem wdową była i zmarła całkiem na innej wsi, ale pochowana razem z bratem i bratową w jednym potrójnym grobie i to tam gdzie mieszkała przy bracie prawie przez cale życie. Teraz po latach myślę ze dlatego nie znalazłem tej metryki zgonu bo szukałem Makowskiej jako wdowy, a pewnie ją pochowali jako Sawicka panna. Bo choć była żonata, mąż jej pojechał zaraz po ślubie do Ameryki i ją znali po starym nazwisku. I tak gdzieś taka metryka z lat 1934 jest, będą w necie w AP Kielce z tej parafii i bez łaski księdza i gminy w domu ją poszukam od nowa. Genealogia to wyzwanie trudne, nawet bardzo, mimo że wiem wszystko o tej zmarłej z imienia i nazwiska, ale i tak nic nie znalazłem ( i na ryby nie chodzę ) ; pozdrawiam - Julian
Witaj Julianie!
Nie daj się wygonić na ryby bo genealogia jest ciekawszym zajęciem mimo wszystkich trudności!
Teraz przypomniałam sobie napotkane przy indeksacji w różnych parafiach 2 akty zgonu zmarłych kobiet pielgrzymujących do jakichś miejsc kultu. Też wtedy osoby zgłaszające nie znały ich danych osobowych bo zapewne zasłabły, zostały u gospodarza a pielgrzymka poszła dalej.
Nadchodzi czas pielgrzymek i właśnie przypomniałam sobie również taką przyczynę aktu zgonu, ale bez danych osobowych w oddaleniu od miejsca zamieszkania.
Pozdrawiam serdecznie
Janina
: sob 12 lip 2014, 12:11
autor: Sawicki_Julian
Witam, wiem Janino, że mam się nie poddawać, to szukaną Makowską przypominam sobie jak ksiądz czytał w spisach na końcu księgi miedzy innymi była zm. chyba w 1928 r. Marianna Sawicka, a jej było ; Marianna Bronisława Józefa z panny Sawicka, a szukałem Makowskiej z męża. Staram się moim uporem, pisaniem i mówieniem o dawnych czasach wpajać jako stary wróbel młodym Polakom, że ten czas obecny jest sposobem na wyludnienie naszego kraju, tu nasze miejsce gdzie kości naszych przodków. Popieram też zdanie, jak ktoś napisał w innym wątku, ze sam Pan Bóg Nas Polaków nie lubi, uważam ze to prawda, można to zmienić jak się będziemy wspierać wszyscy razem wedle przysłowia ; strzeżonego Pan Bóg strzeże ; pozdrawiam i myślę Janino o Twoich, Sawickiej Florentynie jak ją odnaleźć, a co jakiś czas przychodzą mi metryki o Sawickich od ludzi Dobrej Woli ; Julian
: sob 12 lip 2014, 12:31
autor: Janina_Tomczyk
Sawicki_Julian pisze:Witam, wiem Janino, że mam się nie poddawać, to szukaną Makowską przypominam sobie jak ksiądz czytał w spisach na końcu księgi miedzy innymi była zm. chyba w 1928 r. Marianna Sawicka, a jej było ; Marianna Bronisława Józefa z panny Sawicka, a szukałem Makowskiej z męża. Staram się moim uporem, pisaniem i mówieniem o dawnych czasach wpajać jako stary wróbel młodym Polakom, że ten czas obecny jest sposobem na wyludnienie naszego kraju, tu nasze miejsce gdzie kości naszych przodków. Popieram też zdanie, jak ktoś napisał w innym wątku, ze sam Pan Bóg Nas Polaków nie lubi, uważam ze to prawda, można to zmienić jak się będziemy wspierać wszyscy razem wedle przysłowia ; strzeżonego Pan Bóg strzeże ; pozdrawiam i myślę Janino o Twoich, Sawickiej Florentynie jak ją odnaleźć, a co jakiś czas przychodzą mi metryki o Sawickich od ludzi Dobrej Woli ; Julian
Dziękuję i pozdrawiam Julianie. Ta wredna ekonomia i nieuczciwe tzw, elity niszczą Polskę i młodzi muszą emigrować za chlebem. Mój syn jest chory po błędach lekarskich jakie popełnili gdy miał 25 lat więc utrzymuję go z niskiej emeryturki byłej księgowej. Klepiemy straszną biedę i tylko poczucie godności i pamięć o przodkach nam pozostała.
Nie dziwię się młodym, że emigrują bo to polskie państwo im nie sprzyja.
Pozdrawiam serdecznie
Janina
: sob 12 lip 2014, 12:34
autor: Michał_Paweł
Jeszcze jedna ciekawa historia a propos aktu zgonu (a raczej jego braku). Być może któreś z Was znajdzie sensowne wyjaśnienie.
Jeden z pociotków-przodków nazywał się Konstanty Augustynowicz i tak jak większość moich krewnych - mieszkał w Dąbrowie. Ożenił się z Rozalią z Parkitnych, mieli dużo dzieci.
Jakiś czas temu odezwała się do mnie pani, której przodkiem był Konstanty. Tyle że żoną Konstantego według niej była... Rozalia z Jędrysiaków/Andrysiaków. Wiek się zgadza, więc wątpliwe, aby mowa była o dwóch różnych Konstantych. Zacząłem badać szczegółowo akty urodzeń dzieci Konstantego i Rozalii. Fakt jest taki, że od pewnego momentu Rozalia z Parkitnych przy kolejnych porodach "zmienia się" konsekwetnie w Rozalię z Andrysiaków/Jędrysiaków.
Założyłem, że w ciągu trzech lat - dzielących kolejne dzieci - Rozalia z Parkitnych musiała umrzeć, a Konstanty poślubić drugą Rozalię. Problem w tym, że na listach nie znalazłem ani aktu zgonu Rozalii, ani aktu ślubu Rozalii z Konstantym.
Jak myślicie, z czego to może wynikać? Nie mam pomysłu.
: sob 12 lip 2014, 12:57
autor: broż_ka
Michale!
Zdarzało się (mam to udokumentowane w moich genealogicznych poszukiwaniach), że ojciec zgłaszający dziecko jako nazwisko swojej żony podawał nazwisko drugiego męża swej teściowej ( a zatem ojczyma małżonki).
Jeden z moich przodków podał nawet panieńskie nazwisko swojej teściowej!
Pozdrawiam.
Joanna
: sob 12 lip 2014, 12:57
autor: Janina_Tomczyk
Michał_Paweł pisze:Jeszcze jedna ciekawa historia a propos aktu zgonu (a raczej jego braku). Być może któreś z Was znajdzie sensowne wyjaśnienie.
Jeden z pociotków-przodków nazywał się Konstanty Augustynowicz i tak jak większość moich krewnych - mieszkał w Dąbrowie. Ożenił się z Rozalią z Parkitnych, mieli dużo dzieci.
Jakiś czas temu odezwała się do mnie pani, której przodkiem był Konstanty. Tyle że żoną Konstantego według niej była... Rozalia z Jędrysiaków/Andrysiaków. Wiek się zgadza, więc wątpliwe, aby mowa była o dwóch różnych Konstantych. Zacząłem badać szczegółowo akty urodzeń dzieci Konstantego i Rozalii. Fakt jest taki, że od pewnego momentu Rozalia z Parkitnych przy kolejnych porodach "zmienia się" konsekwetnie w Rozalię z Andrysiaków/Jędrysiaków.
Założyłem, że w ciągu trzech lat - dzielących kolejne dzieci - Rozalia z Parkitnych musiała umrzeć, a Konstanty poślubić drugą Rozalię. Problem w tym, że na listach nie znalazłem ani aktu zgonu Rozalii, ani aktu ślubu Rozalii z Konstantym.
Jak myślicie, z czego to może wynikać? Nie mam pomysłu.
Witaj Michale,
Ja mam podobne przypadki w metrykach rodzinnych ze strony ojca i matki. To różne województwa bo łódzkie i wielkopolskie ale bałagan z nazwiskami ten sam. W jednej ze starych metryk ślubu na początku XIX wieku znalazłam wyjaśnienie bo zapisano Pszczoła czyli Cyl w odniesieniu do panny, a u kawalera Wawrzyniak czyli Jaszczak syn Wawrzyńca i Marianny Jaszczaków.
Teraz najciekawsze od tego Wawrzyniaka z Jaszczaków nazwisko Wawarzyniak pozostało przez pokolenia w rodzinie mojej babci.
Pszczoła jakby odleciała

, a pozostała już tylko Cyl, Cylanka, Cel, Celówna jak się piszącemu podobało odmieniać.
Może w przypadku Twojej rodziny także różnie ich nazywano i w pewnym momencie ujednolicono nazwisko całej rodziny?
Pozdrawiam serdecznie
Janina
: sob 12 lip 2014, 13:40
autor: Michał_Paweł
Janino, Joanno,
dziękuję za odpowiedzi i sugestie.
Tylko sam nie rozumiem, skąd ta konsekwencja - gdyby to się zdarzyło w jednym akcie, w porządku, pomyłka. Ale mówimy o co najmniej kilku aktach. Założyłem, że mogło być i tak, że matka Rozalii owdowiawszy wyszła drugi raz za mąż i zmieniła nazwisko na Jędrysiak, ale to chyba mało prawdopodobne. Rozalia z Parkitnych nie była dzieckiem nieślubnym.
Bardzo podobna historia dotyczy już moich bezpośrednich przodków. Prababcia nazywała się Waleria z Marczaków Kopaczowa. Jednak dziwnym trafem co do panieńskiego nazwiska nie było pewności (nazywano ją też Francik). W akcie zgonu jej mąż, a mój pradziadek podał: "Marczak".
Dopiero ja zacząłem ściągać akta z archiwów. I co się okazało? Że Waleria (tak jak jej rodzeństwo) byli dziećmi nieślubnymi. Matka Walerii nazywała się Anna Francik, a za niejakiego Jana Marczaka wyszła dopiero, gdy jej córka (a moja prababcia) była szczęśliwą mężatką. Niemniej dzieci prababci mają na aktach urodzenia panieńskie nazwisko matki: Marczak.
Ufff, trochę to pokomplikowane:)
: sob 12 lip 2014, 13:50
autor: broż_ka
Michale, czy jesteś pewien, że matka Rozalii z Parkitnych nie wyszła drugi raz za mąż? To tlumaczyłoby zmianę nazwiska.
Joanna