Strona 2 z 2
: pn 10 lis 2014, 10:50
autor: Marcin_Piotr_Zając
Witam!
Nie muszę dodawać, że i u mnie przodek w pierwszej połowie XIX wieku raz jest piśmienny, a innym razem nie.
Janino, bardzo zadziwiły mnie Twoje słowa, bo jako "dziecko wolnej Polski" (rocznik '94) nie miałem pojęcia, że jeszcze w latach 50. wielu ludzi było niepiśmiennych. Jeszcze bardziej ciekawym było stwierdzenie, że dorośli z niechęcią posyłali swoje dzieci do powojennych szkół (może bali się, że te zaczną myśleć po lekturze niektórych książek?).
Musiałem się podzielić tym zadziwieniem

.
Pozdrawiam serdecznie z zachmurzonego

Wrocławia!
: pn 10 lis 2014, 12:03
autor: magda_lena
Marcin_Piotr_Zając pisze:Witam!
[...]
Janino, bardzo zadziwiły mnie Twoje słowa, bo jako "dziecko wolnej Polski" (rocznik '94) nie miałem pojęcia, że jeszcze w latach 50. wielu ludzi było niepiśmiennych. Jeszcze bardziej ciekawym było stwierdzenie, że dorośli z niechęcią posyłali swoje dzieci do powojennych szkół (może bali się, że te zaczną myśleć po lekturze niektórych książek?).
Musiałem się podzielić tym zadziwieniem

.
Pozdrawiam serdecznie z zachmurzonego

Wrocławia!
Wracając do podpisów w metrykach, to, że ktoś się podpisał, wcale nie znaczy, że pisać i czytać umiał. Mógł umieć się
podpisać. Co czasem widać po kulfonach i podpisach z błędami (takie metryki też mam).
: pn 10 lis 2014, 13:10
autor: piotr_nojszewski
Wg spisu z 1921 analfabetów powyżej 10 roku zycia było 33%.
A w 1931 ok 23%
http://dzieje.pl/infografiki/analfabety ... pospolitej
Ale ile jeszcze po wojnie nie wiem.
Wydaje mi się, ze widziałem dane mówiące o około 2 procentach w 1960.
: pn 10 lis 2014, 13:45
autor: Jan.Ejzert
Pracując na wsi, w latach 1970-80 sporadycznie spotykałem analfabetów, którzy "podpisywali się" trzema krzyżykami. Najczęściej prosili aby na dokumentach podpisać się za nich, ale ponieważ nie było takiej możliwości, stawiali właśnie te koślawe krzyżyki.
: pn 10 lis 2014, 13:54
autor: Janina_Tomczyk
Marcin_Piotr_Zając pisze:Witam!
Nie muszę dodawać, że i u mnie przodek w pierwszej połowie XIX wieku raz jest piśmienny, a innym razem nie.
Janino, bardzo zadziwiły mnie Twoje słowa, bo jako "dziecko wolnej Polski" (rocznik '94) nie miałem pojęcia, że jeszcze w latach 50. wielu ludzi było niepiśmiennych. Jeszcze bardziej ciekawym było stwierdzenie, że dorośli z niechęcią posyłali swoje dzieci do powojennych szkół (może bali się, że te zaczną myśleć po lekturze niektórych książek?).
Musiałem się podzielić tym zadziwieniem

.
Pozdrawiam serdecznie z zachmurzonego

Wrocławia!
Witaj Piotrze,
No tak to jest z kolejnymi pokoleniami, że muszą historię sprzed pół wieku poznawać z podręczników, a te podlegały i podlegają ingerencjom i indoktrynacjom politycznym. Zapewniam Cię, że to co napisałam oparte jest na faktach, gdyż widziałem te podania i te koślawe krzyżyki stawiane przez ludzi niepiśmiennych. Mieszkaliśmy obok biura gminnego w mieszkaniu służbowym i mój zapracowany ojciec albo przynosił te papiery do domu i ślęczał nad nimi, albo siedział w tym biurze, więc jako dziecko pragnęłam z nim kontaktu i siedziałam często z nim razem oglądając papierki i bawiąc się liczydłem. Dziwiły mnie te krzyżyki i ojciec wytłumaczył, że wiele osób nie potrafi jeszcze pisać i czytać a moja mama dodawała, że nawet wójt tego nie umie. Dla mnie nauka była oczywista i tak samo temu się dziwiłam jak Ty teraz. Mitologizuje się obecnie dzieje II RP ale prawda była taka, że na wsi cywilizacja była daleko, daleko w tyle.
Gdyby z grobu powstali tamci ludzie, to wpadli by w zachwyt widząc te niemal pałace pobudowane na wsi i te liczne auta oraz maszyny rolnicze . Oni żyli w niezwykle ciężkich warunkach, natomiast teraz na wsi zajadają najdroższe szynki i inne delikatesy o jakich tamtym nawet się nie śniło. Mieszkam na wsi i w sklepie spotykam niby biedne babuleńki w pasiakach, które kupują drogie artykuły bez problemów. Stać ludzi na wsi na bardzo wiele i mitem jest ta wiejska bieda. Było biednie do lat sześćdziesiątych, ale teraz jest ogromna zmiana.
Jeśli chodzi o chęć kształcenia dzieci to państwo musiało wprowadzić obowiązek posyłania dzieci do szkoły zagrożony karami, bo rodzice na wsi nie chcieli posyłać dzieci do szkoły.
Mnie nikt nic nie wmówi i prawdziwej historii uczyłam się od rodziców i rodziny w tych czasach indoktrynacji komunistycznej, wiedząc doskonale co się kryje pod słowem Katyń.
Pozdrawiam serdecznie
Janina
: pn 10 lis 2014, 14:19
autor: Beata65
Marcin_Piotr_Zając pisze:
Jeszcze bardziej ciekawym było stwierdzenie, że dorośli z niechęcią posyłali swoje dzieci do powojennych szkół (może bali się, że te zaczną myśleć po lekturze niektórych książek?).
Musiałem się podzielić tym zadziwieniem

.
Obawy były bardziej prozaiczne, a mianowicie każda para rąk do pracy w polu była potrzebna, nawet te dziecięce, żeby zdążyć z pracą na roli i obrządkiem zwierząt.
W latach 60 moi rodzice byli nauczycielami na wsi i wspominali o tym, że np. w okresie wykopek czy w terminach innych prac polowych dzieci przestawały chodzić do szkoły, ponieważ pracowały z dorosłymi w polu i gospodarstwie.
I jaki też był dostęp do książek na wsiach? U księdza, u nauczyciela.
Jeżeli istniały biblioteki szkolne to posiadały głównie lektury szkolne.
Proszę porozmawiać z pokoleniem nawet 70-latków na te tematy.
Pozdrawiam. Beata
: pn 10 lis 2014, 15:48
autor: Marcin_Piotr_Zając
Dziękuję za te wyjaśnienia, bo, prawdę mówiąc, nigdy nie miałem powodu do rozmyślań na temat poziomu wykształcenia na polskiej wsi po wojnie.
Właśnie rozmawiałem z mamą o tym. Mama wychowywała się w Brdowie w Wielkopolsce i opowiadała mi o sąsiadce, a zarazem koleżance jej babci (a mojej kochanej prababci). Otóż moja mała mama chadzała ze swoją babcią do tej sąsiadki i tam przesiadywały czasem po parę godzin, więc zdarzało się, że akurat podczas ich wizyty zjawiał się listonosz z emeryturą/rentą i sąsiadka podpisywała się trzema krzyżykami. Mama, jako małe dziecko, po cichu podśmiewała się, że ta pani nie umie pisać, ale wtedy babcia wyjaśniła jej, że przed wojną było różnie z edukacją i nie wolno śmiać się z nikogo, jeżeli nie umie pisać lub czytać. Całe szczęście, że ów śmiech mojej mamy nie był wyrażony przy tej pani, ale już po wyjściu z popołudniowej herbatki na ulicę.
Pozdrawiam ze słonecznego

Wrocławia!
: pn 10 lis 2014, 16:22
autor: Janina_Tomczyk
Zazdroszczę tego słońca w pięknym Wrocławiu, bo u nas szaro i mokro oraz dziękuję za pozdrowienia.
Zacytuję tu pewnego pana z telewizji: warto rozmawiać i dodam, że można się wiele nauczyć. Jeśli chcesz znać przeszłość to pytaj najbliższych bo to informacje z pierwszej ręki, bez cudzych naleciałości.
Nieżyjąca już moja sąsiadka, która przed wojną jako ośmioletnie, osierocone dziecko musiała pracować w dworze w Prusach zamiast się uczyć, miała zwyczaj mówić, że nie ma okularów i nie może pisać bo tak wstydziła się swego analfabetyzmu. Takie to były czasy i za upowszechnianie kultury i wiedzy mam dużo szacunku dla nauczycieli lat powojennych.
Pozdrawiam serdecznie
Janina