: sob 25 kwie 2009, 11:51
Idąc do archiwum i prosząc o materiały potrzebne mi do badań genealogicznych, czuję odium lekceważenia, a czasem i niechęci. Jestem "gorszym" uzytkownikiem zasobów archiwalnych, niż ci, którzy piszą prace magisterskie czy przeglądają hipoteki. Jestem namolnym petentem brukającym swoimi zachciankami powagę państwowego urzędu. Być moze wynika to z moich osobistych przymiotów lub ze specyfiki instytucji z którymi się stykam, ale często te badania kosztują mnie więcej zdrowia, niż powinny.
Genealog, to w gruncie rzeczy egoista, ponieważ jego badania ukierunkowane są na grupę ludzi powiązaną tylko w stopniem pokrewieństwa. Tylko promil takich badań ma walor pracy naukowej, więc dla szeroko pojętego państwa są one nieistotne. A skoro są sprawą prywatną, to po co je wspierać czy im pomagać?
Doszło do pewnego nieporozumienia: czym innym jest formuła rozrywkowa pokazująca współzawodnictwo w poszukiwaniach genealogicznych, a czym innym próba obiektywnego stwierdzenia, który genealog jest "lepszy". Przyzna pan, że w tym drugim przypadku zawodnicy musieliby pracować na tym samym zagadnieniem. I właśnie tę drugą mozliwość uważam za idiotyczną
pozdrawiam - tomek
Genealog, to w gruncie rzeczy egoista, ponieważ jego badania ukierunkowane są na grupę ludzi powiązaną tylko w stopniem pokrewieństwa. Tylko promil takich badań ma walor pracy naukowej, więc dla szeroko pojętego państwa są one nieistotne. A skoro są sprawą prywatną, to po co je wspierać czy im pomagać?
Doszło do pewnego nieporozumienia: czym innym jest formuła rozrywkowa pokazująca współzawodnictwo w poszukiwaniach genealogicznych, a czym innym próba obiektywnego stwierdzenia, który genealog jest "lepszy". Przyzna pan, że w tym drugim przypadku zawodnicy musieliby pracować na tym samym zagadnieniem. I właśnie tę drugą mozliwość uważam za idiotyczną
pozdrawiam - tomek