Strona 2 z 3

: sob 25 kwie 2009, 11:51
autor: Tomek1973
Idąc do archiwum i prosząc o materiały potrzebne mi do badań genealogicznych, czuję odium lekceważenia, a czasem i niechęci. Jestem "gorszym" uzytkownikiem zasobów archiwalnych, niż ci, którzy piszą prace magisterskie czy przeglądają hipoteki. Jestem namolnym petentem brukającym swoimi zachciankami powagę państwowego urzędu. Być moze wynika to z moich osobistych przymiotów lub ze specyfiki instytucji z którymi się stykam, ale często te badania kosztują mnie więcej zdrowia, niż powinny.
Genealog, to w gruncie rzeczy egoista, ponieważ jego badania ukierunkowane są na grupę ludzi powiązaną tylko w stopniem pokrewieństwa. Tylko promil takich badań ma walor pracy naukowej, więc dla szeroko pojętego państwa są one nieistotne. A skoro są sprawą prywatną, to po co je wspierać czy im pomagać?

Doszło do pewnego nieporozumienia: czym innym jest formuła rozrywkowa pokazująca współzawodnictwo w poszukiwaniach genealogicznych, a czym innym próba obiektywnego stwierdzenia, który genealog jest "lepszy". Przyzna pan, że w tym drugim przypadku zawodnicy musieliby pracować na tym samym zagadnieniem. I właśnie tę drugą mozliwość uważam za idiotyczną :)

pozdrawiam - tomek

: sob 25 kwie 2009, 16:24
autor: Genowefa
Wydaje mi się, że problem z genealogią nie leży w jej małej popularności, ale w przepisach i infrastrukturze instytucji i urzedów nieprzystosowanych do tej formy aktywności społecznej.-cytuję.

Otóż to! Jeżeli pojawisz się osobiście, z chęcią ,by poszperać w księgach, to u USC powiedzą-nie wolno, w parafii-wszystko zależy od humoru księdza, w archiwum-wszystko zależy od zasobności portfela.Dobrze, że są jeszcze dusze życzliwe i omijają rafy przepisów i zakazów. Dzięki im za życzliwość, bo mozolnie, ale stale rośnie moje drzewo. Bożena

: sob 25 kwie 2009, 16:56
autor: Fronczak_Waldemar
Trafnie ujęłaś, Genowefo, sytuację genealoga amatora, ale z jednym stwierdzeniem nie mogę się zgodzić:
w archiwum-wszystko zależy od zasobności portfela.
W archiwach państwowych nikt nie pobiera opłat od poszukiwań własnych.
Chyba, że masz na myśli robienie kserokopii zapisów dotyczących krewnych. To wtedy zgoda! Masz rację.
Tyle tylko, że nie jest to konieczne dla prowadzenia badań genealogicznych. Aby opisać i udokumentować wydarzenia z przeszłości nie musimy przecież kopiować zasobów archiwalnych.
Jeśli jednak się na to decydujemy, to wówczas trzeba przyjąć jakąś strategię działania, aby nie zabrnąć w ślepą uliczkę.
Każdy wybiera własną drogę i trudno tu mówić o "jedynie słusznej metodzie".
Osobiście nie jestem fanatykiem dokumentów i nie robię hurtowych kserokopii zapisów dotyczących "krewnych i znajomych Królika". Ograniczam się do dokładnego opisania źródła i spisania istotnych informacji.
Robię zdjęcia lub kserokopie wyjątkowych dokumentów, opisujących kluczowe wydarzenia dla historii rodziny. Przy reszcie podaję przypisy i cytuję co istotniejsze fragmenty.
W ten sposób unikam setek papierów, teczek, skorowidzów i oczywiście wydatków.
Do opracowań książkowych i tak trzeba z umiarem dobrać ikonografię i pokazać jedynie najważniejsze z dokumentów lub zdjęć.
Można oczywiście postawić sobie za cel gromadzenie wszystkiego, ale wtedy stajemy przed problemem opracowania tysięcy fiszek, kserokopii, zdjęć, notatek i dokumentów, nagrań i pamiątek, a to już zadanie dla zawodowego archiwisty lub muzealnika.
Już kiedyś wpadłem w taką pułapkę i musiałem podjąć decyzję: co dalej z tym robić?
Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak

: śr 29 kwie 2009, 20:55
autor: cristovoro
Panie Waldemarze!`Co do wielkości drzew ma pan słuszną rację i w pełni się z panem zgadzam.
Choć w swoim mam ponad 1700 osób,mnie interesuje aby jak najdalej iść śladami przodków.Stało się to już niestety bardzo kłopotliwe,ale wcale mnie to nie zraża.Szukam i będę szukał dopóki starczy mi sił i czasu.
Serdecznie pozdrawiam
Krzysztof.

: ndz 03 maja 2009, 11:19
autor: Lipnik.F.Turas
Fronczak_Waldemar pisze:Na pytanie "co znaczy być dobrym genealogiem", nie znajduję odpowiedzi.

Jeśli chodzi o pomysł na zawody, to swego czasu, złożyłem taki projekt w TV i mimo, że idiotyczny, to jakoś nie może się doczekać akceptacji :) :) :)
Miał za to parę zalet, ale to osobna historia.

Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak
.............................................
Dziwi mnie ta wypowiedź Waldku w Twoich ustach.
Dobry genealog to wszak rzetelny genealog.
czyli taki który odszukuje i weryfikuje mity rodzinne.
Mozolnie z uporem poszukuje przodków i podaje tylko sprawdzone
dane.
Choćby tak nie miłe jak ojciec NN.
A ilość osób w drzewie? no cóż to pytanie co to jest drzewo.
A co to jest baza danych o rodzinach i ich powiązaniach
i pokrewieństwach .
..................................
Co do zawodów przyznam że mam mieszane uczucia z własnej historii
Nie wyobrażam sobie wyścigów w przeszukiwaniu archiwów obozów koncentracyjnych To jednak budzi mój sprzeciw a z takimi wypadkami w Polsce musiał by się spotkać uczestnik zawodów.
Może to dobre na zachodzie ale oni mają inną historię.
Wyścigi o poszukiwaniu zesłańców na sybir? obozów ? łagrów?
Panowie to naprawdę nic miłego jak doszperacie się do takich danych.
..............................................................
Janek
Fturas

: ndz 03 maja 2009, 21:40
autor: Fronczak_Waldemar
Janku,
Czy musisz brać wszystko tak na poważnie?
Tomek wywołał temat, jako swego rodzaju zabawę, a Ty wyciągasz jakieś martyrologiczne argumenty. Jeszcze trochę, a obowiązkowym strojem genealoga amatora będzie według Ciebie czarny garnitur :D

A swoją drogą, to radzę, abyś przeczytał z uwagą całą dyskusję, nim wstrzelisz się w temat.

Nie bardzo wiem, która część mojej wypowiedzi tak Ciebie bulwersuje?
Tomasz zaproponował, aby ludzie pochwalili się ilością osób w swoich drzewach, zaś ja przedstawiłem nieco zmodyfikowaną wersję zabawy polegającą na podaniu ilości osób w swoich wywodach. Argumentacji nie będę powtarzał, bo można ją przeczytać powyżej.

Zaś co się tyczy „zawodów” (celowo użyłem tu cudzysłowu), to pozwól, że nie będę zdradzał szczegółów swojego pomysłu, ale odeślę Cię do dalszej swojej wypowiedzi w której rzucam na to nieco światła.

Dałem tam przykład, doskonałych programów emitowanych na Discovery, których koncepcja opiera się na swoistej rywalizacji, ale materia jest ze wszech miar poważna, bo dotyczy min. archeologii. Nie widzę tu absolutnie niczego zdrożnego, aby przybliżać historię rodzin, rozbudzać pasję i zamiłowanie do własnej, małej ojczyzny stosując atrakcyjną formę przekazu.

Janku, wiesz, że Ciebie lubię, ale to nie powód, abym przez palce patrzył na każdą Twoją wypowiedź, w której przekręcasz moje słowa i opacznie tłumaczysz innym moje intencje.
A na przyszłość, zalecam więcej luzu i uśmiechu. To co robimy, to także pyszna zabawa.
W tej właśnie konwencji napisał Tomasz i w tej konwencji dołączyli się i inni.

Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak

: ndz 03 maja 2009, 22:53
autor: Lipnik.F.Turas
Waldku podałem cytat i odniosłem się do niego.
Choć przeczytałem cały wątek to jednak odniosłem się tylko to jednej z Twoich wypowiedzi.
Podtrzymuję jednak spostrzeżenie że poszukujemy zmarłych przodków
I nie dla wszystkich genealogia to tylko zabawa .
Są osoby które jednak poszukują śladów po przodkach i zapewniam Cię.
Od lat że jak czytam księgi zgonów że wymiera ojciec, matka i 13 dzieciaków na cholerę to mi wcale nie jest do śmiechu.
Nikomu nie zabraniam chichotu nad zapisami w księgach zgonów i może dla innych to świetna zabawa.
Niestety dla mnie nie. A co do garniturów to oczywiście przesada wystarczą białe rękawiczki aby nie pobrudzić ksiąg swoim potem.
Janek
FTuras

: pn 04 maja 2009, 00:03
autor: Fronczak_Waldemar
Janku,
Chyba naprawdę źle odczytujesz nasze intencje. Nikt nie kwestionuje faktu, że odkrywając historię naszych rodzin, stykamy się niejednokrotnie z dramatycznymi zdarzeniami, a akty zgonu są tak samo przypisane do naszych badań, jak śmierć jest przypisana do narodzin.
Nie jest to powód, aby uderzać w tak minorowe tony i traktować nasze hobby, jak permanentną żałobę.

Losy naszych przodków nie składają się wyłącznie ze zgonów, ale także z narodzin, ślubów i tysięcy spraw, jakimi człowiek zajmuje się pomiędzy dwoma etapami: narodzinami i śmiercią.
Gdyby wszystkie wydarzenia z przeszłości traktować ze śmiertelną powagą, tylko dlatego, że główni bohaterowie już nie żyją, to by nie powstała połowa literatury światowej.
Żadna komedia, satyra, nic co by niosło ze sobą radosne tony.

Twój świat, Janku, jest bardzo ponury.

Zastanawiam się też, jak możesz oceniać coś, czego nie widziałeś? Program edukacyjny z elementami współzawodnictwa, o którym wspominałem, uważasz za „chichot nad zapisami w księdze zgonów”. No wybacz!!!
A może tak traktujesz ankietę umieszczoną przez Tomka?

Na zakończenie dodam tylko, że w swoich postach „machlaczysz, jak u nas nawozami”.
Napisałeś, że odniosłeś się tylko do zacytowanej mojej wypowiedzi, a tymczasem pytasz o drzewo i bazę danych, których w owym cytacie nie ma, za to było w innych moich listach.

Nie przekręcaj chociaż swoich własnych wypowiedzi. A jeszcze lepiej czytaj całość i nie wyrywaj cytatów z kontekstu.

Osobiście uważam, że masz prawo do bardzo osobistego, emocjonalnego odbioru genealogii, ale nie oznacza to, że wszyscy muszą podzielać Twoje zdanie. Dla dużej części jest to wspaniała przygoda, hobby, zabawa. Jest to pouczająca wyprawa w przeszłość.

Sam obok nurtu amatorskiego, prowadzę poważniejsze badania historyczne, ale nie widzę powodu dla którego nie mogę się uśmiechać do swoich przodków :)

Myślę, że na tym zakończę wyjaśnienia tych kwestii, bo nic więcej tu już nie mam do dodania :) :) :)

Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak

: pt 08 maja 2009, 10:37
autor: MAZale
Proszę wybaczyć, że wtrącę się do Panów dyskusji. Wydaje mi się, że trudno będzie znaleźć kompromis w tak indywidualnej kwestii, jaką jest w istocie rzeczy odpowiedź na pytanie: "czemu właściwie zajmuję się genealogią i po co?". Prawdopodobnie każdy z użytkowników tego portalu ma własną odpowiedź na to pytanie.
Wydaje mi się, że nawet w przypadku jednej osoby może to ewoluować w czasie. Pamiętam swoją motywację i cele, jakie sobie stawiałem, kiedy kilkanaście lat temu mój stryj namówił mnie do spisania "historii rodziny". Dziś wyglądają one zupełnie inaczej:)
Czy można porównywać jabłka z pomarańczami?
Dla mnie genealogia jest wszystkim po trochu: i wspaniałą zabawą i odkrywaniem często dramatycznych losów moich przodków i wspaniałą wycieczką w czasie. Może właśnie dlatego ma w sobie tyle uroku.
Pozdrawiam
Michał

: pt 08 maja 2009, 22:28
autor: Genowefa
Swego czasu Pan FTuras nie zrozumiał mnie i bardzo mnie uraził: myślałam, że tylko ja jestem taka wrażliwa na wypowiedzi tego Pana. Tymczasem widzę, że Pan FTuras taki już jest z natury i trzeba sobie "odpuścić" i przełknąć te pouczania.
Pozdrawiam Bożena

: ndz 10 maja 2009, 08:46
autor: Lipnik.F.Turas
Waldku . Odnoszę wrażenie że się obraziłeś za moje uwagi.
Ale wiesz że ja od lat wkładam kij w mrowisko.
Nie mam wątpliwości że przyświeca Ci cel -popularyzacja genealogi .
I to był tylko taki drobny prysznic że można i inaczej ocenić pomysł.
..............................................................
I jednak zastanowić się wspólnie czy takie pomysły nie przyniosą odwrotnego skutku.
Widzę że mamy kilka ciekawych wypowiedzi polemizujące z moim poglądem
Nieco smutnego podejścia do genealogi.
Być może wynika to właśnie z tego że po latach intensywnych poszukiwań dotarłem do dziesiątków
dokumentów obozowych po dziadku.
Jeśli kogoś uraziłem swoimi humorami bez uśmiechu to przepraszam
............................................................
Oczywiście genealogia to wspaniały sposób na spędzenie czasu i pożyteczny
dla odtworzenia historii Polski
................................................
Janek
Fturas

: śr 13 maja 2009, 14:55
autor: mjolam
Witam wszystkich!
Mysle, ze zle trafilam. Myslalam, ze tak jak mowi tutul, o ankiecie.
Nie rozumiem jak to sie moglo stac. Napewno jestem roztargniona i pomylilam temat.

Buziaki dla wszystkich,
Mariola

: pt 05 lis 2010, 13:01
autor: tomaszi
ha!! jak się bawić - to na całego... ;)
Po kilkunastu latach świetnej zabawy bo nadal mam duuuużą frajdę z poszukiwania - mam w swojej bazie ok. 3000 krewnych i powinowatych (choć kiedyś kusiło mnie budowanie bazy krewnych krewnych i dziś pewnie bym konkurował z bazami Mormonów ;) na szczęście dałem spokój) zaś wywód moich bezpośrednich przodków liczy dziś 450 osób... http://dabrowski.esimple.pl/flashy/grea ... iewer.html
czy to dużo? nie wiem - wiem jedno to wciąga!!! i na pewno nie o ilość tu chodzi!!!
moim zdaniem cała frajda w pogoni za uciekąjącym "króliczkiem" w coraz bardziej gęstym i ciemniejszym lesie ;)
czego szczerze wszystkim życzę ;)

z ukłonami,

Tomasz M.Dąbrowski

: pt 05 lis 2010, 13:38
autor: Bettina
Witam,
U mnie 1098. I po kilku latach "wstrzemięźliwości genealogicznej" powracam do gry...Ku mojemu zaskoczeniu, ceny w archiwach dramatycznie spadły. To z pewnością ten list do Min. Kultury zadziałał sprzed lat. Mam rację?
Pozdrawiam pozytywnie zakręconych
Beata :wink:

: pt 05 lis 2010, 14:07
autor: joanna23
Ha...to chyba tylko ja mam tak na oko - około 50 osób jak nie mniej... :(
ale wcale mnie to nie zraża;
zresztą jak tu kogoś odnależć - większość dokumentów w archiwach na Białorusi albo została spalona w czasie wojny. :cry: