Udało mi się ustalić dane jednego z dzieci wymienionych w powyższym akcie. Jest to Zygmunt Felix Paliszewski urodzony 14/27 maja 1902 roku w Warszawie. Data urodzenia się zgadza. Niestety nie odnalazłem jeszcze jego aktu urodzenia /jeżeli się uda/. Oficer rezerwy artylerzysta, nauczyciel, więzień obozów koncentracyjnych Oświęcim i Sachsenhausen. Zamieszkały w Garbatce. Zmarł w 1965 roku. Drugie dziecko - Kazimierz nadal jest NN. Można przypuszczać, że urodził się również w Warszawie. Odnalezienie obu aktów może dużo wyjaśnić.
Pozdrawiam
Marek Kwarciński
Potrzebuję pomocy - dziwny akt
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
- Marek_Kwarciński

- Posty: 216
- Rejestracja: ndz 03 cze 2007, 15:46
- Lokalizacja: Radom
-
Kublik_Anna

- Posty: 147
- Rejestracja: pn 10 sie 2015, 23:35
Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt
Ja mam dla odmiany taką sytuację:
w rodzinie męża 2 panny miały dzieci bez ślubu:
1. Katarzyna Stanisława w 1901 rodzi synka Mieczysława. Jako panna.
Następnie w 1904 roku pan Leopold Edmund Nowicki uznaje dziecko za swoje - dopisek w akcie urodzenia Mietka, który po latach bierze ślub jako Mieczysław Nowicki.
W 1905 roku Katarzyna rodzi kolejnego syna, zgłoszonego przez Edmunda, że urodzony z jego ślubnej małżonki Katarzyny. Aktu ślubu nie udało mi się znaleźć niestety.
2. Ludwika w 1867 rodzi córkę Paulinę Teofilę a około 1870 syna Franciszka Walentego. Oboje w Warszawie jako niezamężna służąca Ludwika H.
Paulinę zgłasza akuszerka, mam akt, za to syn pojawia się nagle w Kamieńczyku, żeniąc się z panną Józefą Giziewicz. Nosząc nazwisko matki.
Matka za mąż nie wyszła, z tego co wiem, za to dwoje dzieci konsekwentnie bez męża urodzone sugerują
a) stały związek "na kocią łapę" - może z żonatym, może innego wyznania, albo co?
lub
b) swobodne prowadzenie się panny.
Za tym drugim trochę przemawia fakt pojawienia się nagle syna w Kamieńczyku - dzieci nieślubne często były oddawane na wychowanie do podwarszawskich miejscowości, mógł się tam chłopak wychować i poznać z panną Giziewiczówną.
Z drugiej strony - jeśli Ludwika pracowała jako służąca, to plączące jej się małe dzieci byłyby dużym utrudnieniem. Nawet przy założeniu stałego gacha. Nie stać go było widocznie na utrzymanie Ludwiki i dzieci.
A dla odmiany mojego dziadka stryjenka Stanisława powiła dziecię 3 lata po owdowieniu. Zgłaszała prababcia z sąsiadem. Długo biedaczek nie pożył, ze 3 miesiące, ale Staśka wcześniej zdążyła się zgłosić do opieki społecznej Biura do spraw nędzy wyjątkowej, jako biedna schorowana wdowa z piątką drobnych dzieci...
To z resztą był druga żona dziadkowego stryja, pierwszą była jej starsza siostra Marianna, która zmarła przy urodzeniu drugiego dziecka. Dziecko z resztą też nie przeżyło i biedny Piotr został sam z małą córeczką i szwagierką nastoletnią. Czy to on się zapomniał i dobrał do szwagierki, czy szwagierka była taka gorąca - w każdym razie w lutym był ślub, a w maju chrzciny...
A może to był jedyny patent, żeby dostać dyspensę na poślubienie siostry żony - dziecko w drodze?
w rodzinie męża 2 panny miały dzieci bez ślubu:
1. Katarzyna Stanisława w 1901 rodzi synka Mieczysława. Jako panna.
Następnie w 1904 roku pan Leopold Edmund Nowicki uznaje dziecko za swoje - dopisek w akcie urodzenia Mietka, który po latach bierze ślub jako Mieczysław Nowicki.
W 1905 roku Katarzyna rodzi kolejnego syna, zgłoszonego przez Edmunda, że urodzony z jego ślubnej małżonki Katarzyny. Aktu ślubu nie udało mi się znaleźć niestety.
2. Ludwika w 1867 rodzi córkę Paulinę Teofilę a około 1870 syna Franciszka Walentego. Oboje w Warszawie jako niezamężna służąca Ludwika H.
Paulinę zgłasza akuszerka, mam akt, za to syn pojawia się nagle w Kamieńczyku, żeniąc się z panną Józefą Giziewicz. Nosząc nazwisko matki.
Matka za mąż nie wyszła, z tego co wiem, za to dwoje dzieci konsekwentnie bez męża urodzone sugerują
a) stały związek "na kocią łapę" - może z żonatym, może innego wyznania, albo co?
lub
b) swobodne prowadzenie się panny.
Za tym drugim trochę przemawia fakt pojawienia się nagle syna w Kamieńczyku - dzieci nieślubne często były oddawane na wychowanie do podwarszawskich miejscowości, mógł się tam chłopak wychować i poznać z panną Giziewiczówną.
Z drugiej strony - jeśli Ludwika pracowała jako służąca, to plączące jej się małe dzieci byłyby dużym utrudnieniem. Nawet przy założeniu stałego gacha. Nie stać go było widocznie na utrzymanie Ludwiki i dzieci.
A dla odmiany mojego dziadka stryjenka Stanisława powiła dziecię 3 lata po owdowieniu. Zgłaszała prababcia z sąsiadem. Długo biedaczek nie pożył, ze 3 miesiące, ale Staśka wcześniej zdążyła się zgłosić do opieki społecznej Biura do spraw nędzy wyjątkowej, jako biedna schorowana wdowa z piątką drobnych dzieci...
To z resztą był druga żona dziadkowego stryja, pierwszą była jej starsza siostra Marianna, która zmarła przy urodzeniu drugiego dziecka. Dziecko z resztą też nie przeżyło i biedny Piotr został sam z małą córeczką i szwagierką nastoletnią. Czy to on się zapomniał i dobrał do szwagierki, czy szwagierka była taka gorąca - w każdym razie w lutym był ślub, a w maju chrzciny...
A może to był jedyny patent, żeby dostać dyspensę na poślubienie siostry żony - dziecko w drodze?
- dorocik133

- Posty: 1077
- Rejestracja: śr 23 lis 2011, 18:46
- Lokalizacja: Ozorków
Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt
Witam!Sawicki_Julian pisze: I przykładowo, rodzina po ślubie ma dzieci, te dzieci są już dorosłe, a żona ( matka) umiera, wtedy ojciec i maż już wdowiec, ( a był wolny ) idzie za księdza, zostaje nawet biskupem. I tu nikt nie szuka z nas genealogów, że biskup miał np. syna i jest przodkiem, a tak się jednak zdarzało, pozdrawiam - Julian
Ja też w rodzinie mam takiego księdza "z odzysku", ma troje dzieci i obecnie już sześcioro wnucząt.
Pozdrawiam
Dorota
Dorota
- Bartek_M

- Posty: 3358
- Rejestracja: sob 24 mar 2007, 12:47
- Podziękował: 1 time
- Otrzymał podziękowania: 6 times
- Kontakt:
Re: Potrzebuję pomocy - dziwny akt
Ja spotkałem kilka przypadków, gdy do seminarium wstępowali wdowcy, raz też mężczyzna z orzeczeniem nieważności małżeństwa.
Oczywiście zawsze potrzebna była opinia jakiegoś duchownego o dobrym prowadzeniu się kandydata na kapłana, jednemu wdowcowi wystawił ją syn
Oczywiście zawsze potrzebna była opinia jakiegoś duchownego o dobrym prowadzeniu się kandydata na kapłana, jednemu wdowcowi wystawił ją syn
Bartek