Strona 2 z 3
: czw 24 mar 2016, 13:52
autor: jamiolkowski_jerzy
Tyle że genealogiczna bryczką da się wjechac w XV wiek a genealogicznym autem - jeśli można spytać - dokąd?.
Oby udało się zdigitalizować wszystko ale na razie dla pasjonatów genealogii wertykalnej a nie horyzontalnej bryczka jest niezbędna.
Kto co lubi i to jest urok genealogii. Ja wprost przeciwnie, kiedy mi się wszystkie Maryanny zaczęły mieszać wywaliłem bez żalu tysiące osób z drzewa . Mam tylko nieco ponad 700 ale o niektórych wiem więcej niż o współczesnych sąsiadach.
Pozdrawiam
: czw 24 mar 2016, 14:22
autor: marzanna62
Jako autorka tego "kijaw mrowisko" niesamowicie sie ciesze ze rozgorzała tak goraca dyskusja w temacie. Owszem jestem jak najbardziej za dygitalizowaniem w celu ochrony zbiorów szczególnie tych w pojedynczym egzemplarzu ale z drugiej strony zgadzam sie w zupelnosci z przedmówcami ze te tłumy do ksiag to mocna przesada. Czesto jestem AP w Czestochowie i widze ze w metryczkach do poszczególnych ksiag całkiem niemałych parafii czesto wpisy rozni od siebie kilka lat choc zdarzalo mi sie tez przegladac ksiegi w ktorcych ostatni wpis korzystania byl 10 i wiecej lat temu. Bardzo sobie cenie tez kontakt z archiwistami ktorzy podpowiadaja tez o zachowanych innych zrodlach poza ksiegami ASC w tym spisach ludnosci z przelomu XIX i XXw. Obserwuje z przerazeniem jak sporo osob zywcem kopieje prawie cale drzewa z portali typu MH nie zadajac sobie ani odrobiny trudu do sprawdzenia czy to na pewno wlasciwe polączenie do przodkow. Przypomina mi to troche praktyki kolekcjonerskie gdzie zrodlo czyli akt z ktorego powstal zapis o tej osobie jest informacja prawie ze zbedna wystrzcy ze ktos ma osobe o nazwisku w drzewie juz jest chec kopiowania. Obserwuje to niestety z przerazeniem bo czesto pomagam w dostepoie do My Heritage. Mam kontakt z osobami ktore dzieki funkcjom Smart rozbudowaly swoje drzewa bez zadnej refleksji jak kolekcjonerzy niedaleko szukac mam taki przyklad nawet w niedalekiej rodzinie. Reasumujac moim skromnym zdaniem genealogia to nie kolekcjonerstwo i dobrze ze jest ta dyskusja i wypowiadaja sie Ci "jezdzacy bryczka" podobnie jak ja choc nie neguje zrodel cyfrowych lubie swoje wyprawy do archiwum i prace z mikrofilmami i innymi zrodlami poza ksiegami ASC. Pozstaje jeszcze kwestia zaangazowania podanie na tacy bardzo skraca czas a to chyba nie o to chodzi zeby kliknieciem miec wywod do XVw.
: czw 24 mar 2016, 14:26
autor: zawadzka.jolanta
Witam, wydaje mi się, że że dyskusja dotyka teraz 2 różnych wątków. Marzanna pytała, jak pomóc początkującym genealogom w poszukiwaniu konkretnych aktów, czyli jak maksymalnie pokierować i ułatwić. Myślę, że wiele osób, przynajmniej na początku pracy, chce łatwo i szybko "zrobić" drzewo. Czy tak się da? Na pewno nie. Swoich przodków poszukuję 6 lat i wiem, że wielu aktów nie znajdę w necie. Rozumiem i popieram podejście Jerzego - dla mnie też ogromną radość stanowi samodzielne poszukiwanie aktów w starych księgach, a gdy one się "kończą", szukanie w żródłach pozametrykalnych. Dodatkowo studiuję literaturę historyczną, aby ulokować przodków w odpowiednim kontekście historycznym.
A wracając do pytania Marzanny - każdy sam musi wybrać swoją technikę "uczenia się" genealogii.
Oczywiście konieczne jest digitalizowanie starych ksiąg - widziałam wiele niezabezpieczonych, nieodpowiednio przechowywanych w kancelariach parafialnych.
Pozdrawiam

Jolanta
: czw 24 mar 2016, 14:35
autor: Sroczyński_Włodzimierz
@ tłumy
nie pisałem o tłumach tylko konkretnych liczbach- oszacowaniach. Już podaję podstawy do przybliżonych ostrożnych wyliczeń udostępnień w sytuacji, gdy nie jest to limitowane kosztami. Czyli zliczeniem chętnych. Nie "chętnych i mogących być od 9 do 16 lub w któryś z wybranych dni tygdonia"
a.
http://metryki.genealodzy.pl/stats.php i wykres pobranych plików
b.
http://who.is/website-information/genealodzy.pl dla porównania z
http://who.is/website-information/szukajwarchiwach.pl
i inne - mniej popularne
nie jest trudno na podstawie a i siły relatywnej..prawda?
plus to później skonfrontować z wynikami statystyk ze strony NDAP (zakładka digitalizacja)
alternatywnie do whois
http://www.alexa.com/siteinfo/www.genealodzy.pl
i kilka innych pomiarowych
to jet określenie minimum rejestrowanego minimalnego poziomu - stąd min 50 000 stron dokumentów pobranych dzień w dzień
można to na "najstarsze" i "ciut młodsze niż starsze" podzielić dość prosto (patrz statystyki poszczególnych zespołów. Jako banalny problem zostawiam słuchaczom.
Obserwowany w archiwach/pracowniach naukowych natłok czy jego brak świadczy o możliwościach chętnych - np pozostali Ci, którzy cenia sobie wizyty w archiwum z powodów towarzyskich , zdrowotnych bądź innych oraz Ci którzy wyboru nie mają - z uwagi na brak opublikowanych kopii są zmuszeni! (nie wybierają - muszą ) do wizyt
PS jak się chce wejść na wierzchołek Mnicha to można na piechtę z domu w Gdańsku, ale można "żelaznym koniem" pierwsze kilkaset kilometrów podjechać. Zdaje się, że mało który (począwszy od pierwszych) zdobywca MtEverestu całość przemaszerował /przewiosłował) - znaczy się - ci kimalaiści wszyscy to amatorzy i szczeniaki- prawdziwy zdobywca od progu na własnych nogach
no ale nie każdy szerpą się rodzi
: czw 24 mar 2016, 14:58
autor: marzanna62
Zgadzam sie z autorytetami nie neguje ilosci pobran tylko po pierwsze nie wszystko jest dostepne on line a po drugie czasem brakuje wiedzy szczególnie o źrodlach pozametrykalnych ich rodzajach i nazwach. Wtedy archiwista to bardzo cenne zrodlo informacji. Nie kazdy od razu musi wiedziec ze w bazie NDAP nalezy szukac Akt gmin i byc moze w tych aktach zachowaly sie spisy ludnosci a to czasem jedyna informacja o dacie smierci gdy nikt z zyjacych juz nie pamieta kiedy to moglo byc - wiadomo tylko ze przed wojna a nagrobka juz dawno nie ma. Poza tym archiwa to na razie niestety jedyne zrodla dostepu do wielu pozycji ktore raczej nie beda dygitalizowane w najblizszej przyszlosci znalazlam taka pozycje w AP Kielce "Komisarz ds wloscianskich powiatu ...." nie ma nawet mikrofilmu do tego materiału, licze ze byc moze znajde tam jakies info o wsiach gdzie mieszkali a byc moze nawet o ktoryms z nich.
: czw 24 mar 2016, 15:08
autor: Sroczyński_Włodzimierz
a w czym problem uruchomić pomoc archiwalną on-line?
jesli (a moim zdaniem tak właśnie jest) pomoc prawdziwego archiwisty - pomocnika jest potrzebna to i tak nie oznacza to konieczności wizyty 9-16 w pracowni naukowej
a na pewno liczba odwiedzających nie jest wyznacznikiem chętnych a tylko odzwierciedla chcących i mogących
btw: bywam w pracowniach i oczywiście, że sa takie gdzie warto iść po pomoc, ale bardzo dużo (celowo tak opisuje - bardzo duże tj zdecydowanie za dużo:) jest takich, gdzie pomoc ogranicza się do podsunięcia wydrukowanego spisu zespołów "niech Pani sobie znajdzie"
za często przewaga pomocy w pracowni nad pomocą (np forumową) wynika z ograniczeń dostępu do baz:( a powinna wynikać z fachowości i chęci pomocy
piszesz "kiedyś znalazłam w AP Kielce pozycje..." żeby znaleźć naprawdę konieczna jest wizyta w archiwum???
tak, digitalizacja to także sposób poradzenia sobie "dookoła" z problemami udostępniania wynikającymi z problemów przekazania wiedzy archiwum->uzytkownik. Na zasadzie "a mam w nosie po 10 próbach, sam wyszperam co gdzie jest tylko mi udostępnijcie!":)
PS w strategii NDAP to chyba sprzed ośmiu lat zapis o otwarciach pracowni w soboty....
PPS a w infolinię (skype?) ogólną informacyjną na poziomie NDAP, potrafiącą przekierować do właściwego APu lub wręcz załatwić wszystko - wierzę. Będzie:)
: czw 24 mar 2016, 15:25
autor: Arek_Bereza
Witam,
Jako młody stażem poszukiwacz, który przegryza się przez temat dopiero od roku zauważyłem, że rola indeksów i skanów, które można znaleźć w internecie jest bezcenna (i to nie tylko dla zachowania archiwaliów). Pasja poszukiwawcza powstaje powoli i jest uzależniona od postępów (chwała tym, co zaczynają z niczym i to od razu od archiwum). Wydaje mi się, że sukces motywuje, pokazuje, że można, więc dobrze coś w internecie znaleźć na początek. A propos ludzi, którzy pozakładali konta na myheritage (sam to zrobiłem ze względu na smart matches) - bardzo często spotykam bardzo ubogie drzewka, które kończą się na dziadkach lub pradziadkach i tyle. Mam czasem z nimi kontakt i wiem, że ci ludzie nie wiedzą gdzie szukać a wizyta w archiwum trochę ich przeraża. Nie mówiąc o wizycie w archiwum w innym mieście. Sam zauważyłem jak rosła moja pasja, gdy przekonałem się, że poszukiwania nie muszą być trudne (tak było szczęśliwie z większością moich przodków). Ale już poszukiwania przodków mojej żony były (i są) wyjątkowo trudne. Bez indeksów (mówię to po głębszym przemyśleniu) byłbym bez szans. Wystarczy, że w przypadku tych poszukiwań na 8 pradziadków, 7 z nich miało przodków, którzy nieustannie podróżowali gdzieś po Polsce (jeśli gdzieś stawali to na jedno, dwa pokolenia i dalej w drogę). Proszę sobie wyobrazić, że jeżdżę do archiwum do innego miasta po zaledwie ekspektatywę jednego aktu (do tego lub zlecenia kwerendy zdolny jest raczej dojrzały poszukiwacz).
Ale niedawno po raz pierwszy pojechałem do AP Siedlce (moje pierwsze archiwum), spędziłem tam cały dzień (jedna przerwa 5 min) i jedyne czego żałowałem, to że czasu było tak mało. Przeżycie wspaniałe i bardzo pozytywne. Dopiero teraz zaczynam dorastać do gromadzenia informacji innej niż metrykalna, powoli indeksuję. Coś się zmienia. Gdybym na dzień dobry napotkał na ścianę i brak jakiejkolwiek informacji w internecie pewnie bym się wycofał.
Edukacja jest trudna (bo dziś większość ludzi stawia na szybki efekt), podejście jest różne, nowym poszukiwaczom trzeba pomagać, bo może zachęcą kolejnych.
Jedno się nie zmienia. Wciąż moja ulubiona odpowiedź na pytanie:" kto wie gdzie ?" brzmi: "Pradziad wie"

.
Pozdrawiam,
Arek
: czw 24 mar 2016, 15:25
autor: marzanna62
Sroczyński_Włodzimierz pisze:a w czym problem uruchomić pomoc archiwalną on-line?
jesli (a moim zdaniem tak właśnie jest) pomoc prawdziwego archiwisty - pomocnika jest potrzebna to i tak nie oznacza to konieczności wizyty 9-16 w pracowni naukowej
a na pewno liczba odwiedzających nie jest wyznacznikiem chętnych a tylko odzwierciedla chcących i mogących
btw: bywam w pracowniach i oczywiście, że sa takie gdzie warto iść po pomoc, ale bardzo dużo (celowo tak opisuje - bardzo duże tj zdecydowanie za dużo:) jest takich, gdzie pomoc ogranicza się do podsunięcia wydrukowanego spisu zespołów "niech Pani sobie znajdzie"
za często przewaga pomocy w pracowni nad pomocą (np forumową) wynika z ograniczeń dostępu do baz:( a powinna wynikać z fachowości i chęci pomocy
piszesz "kiedyś znalazłam w AP Kielce pozycje..." żeby znaleźć naprawdę konieczna jest wizyta w archiwum???
tak, digitalizacja to także sposób poradzenia sobie "dookoła" z problemami udostępniania wynikającymi z problemów przekazania wiedzy archiwum->uzytkownik. Na zasadzie "a mam w nosie po 10 próbach, sam wyszperam co gdzie jest tylko mi udostępnijcie!":)
PS w strategii NDAP to chyba sprzed ośmiu lat zapis o otwarciach pracowni w soboty....
PPS a w infolinię (skype?) ogólną informacyjną na poziomie NDAP, potrafiącą przekierować do właściwego APu lub wręcz załatwić wszystko - wierzę. Będzie:)
Oczywiscie ze te pozycje o "Komisarzu ds włoscianskich" znalazlam w bazach NDAP ale zeby to obejrzec konieczna jest wizyta w AP. Ze wzgledu na staz nie mam na pewno takiego doswiadczenia w kontaktach z archiwami moge tylko pochwalic AP w Czestochowie gdzie w pracowni autentycznie pomagaja podpowiadajac rózne źrodła pozametrykalne. Podobnie mam dobry kontakt z AP Kielce z ich BOK oraz AD w Kielcach i AD w Czwie. Rowniez w AP Katowice mam dobre doswiadczenia w zakresie kwerend. Czesciej blokade i złe nastawienie spotykalam w USC nich w archiwach choc i tu mam "jaskólke" kierownik USC z odległego archiwum na Podlasiu ze wzgledu na zly stann ksiag nie chciala robic skanu i wiedzac ze dzwonie az z Czestochowy powiedziala przyniose z domu aparat zrobie zdjecie i wysle pani poczta elektroniczna.
Niestety nie moge sie zgodzic z "naganą" ze korzystalam z oryginalow i propozycja zaplanowania prac tak aby korzystac ze zrodel zdygitalizowanych. Problem jest w tym ze "moje" parafie sa zdygitalizowane w bardzo malym zakresie tylko pojedyncze lata XIX w i bez dostepu do "papieru" nie byloby szans na znalezienie zadnych przodkow i tak jak pisalam wczesniej nie zostalyby "ujawnione" ksiegi z szafy proboszcza o ktorych nie wiedziala nawet diecezja.
: czw 24 mar 2016, 16:46
autor: PawelD
Kto jednak rysuje dzisiaj drzewka ręcznie, a informacje przechowuje w kajecikach?
Mam tylko 5 letni "staż" w genealogii, jestem jeszcze w miarę młody, komputer to moje narzędzie pracy, a od razu jak zaczynałem przygodę z genealogią to tworzyłem "kartoteki" w zeszycie dla każdego przodka z osobna i do dzisiaj tak robię. Tak że nadal tacy ludzie istnieją
Pozdrawiam
Paweł
: czw 24 mar 2016, 17:11
autor: Wojciechowicz_Krzysztof
Lepsze korzystanie z archiwów, niż dygitalizacja? Rada dobra, ale nie dla przeszło dziesięciomilionowej rzeszy rodaków rozsianych po świecie. Wielu z nich także poszukuje przodków - w moim przypadku dzieli mnie od archiwów dwanaście tysięcy kilometrów. Pozostaje jedynie Internet. Poza tym, ilu rodaków w kraju posiada rodziny pochodzące z Kresów? A Kresy, to około trzy czwarte dawnej Rzeczypospolitej, teraz pod panowaniem Litwy, Białorusi i Ukrainy. Nie każdy, nawet mieszkający w kraju, ma czas i pieniądze na wizyty u tych sąsiadów.
Krzysztof
: czw 24 mar 2016, 18:05
autor: kulik_agnieszka
Zalety czy pułapki.................................
Prawdę mówiąc nawet do głowy mi nie przyszło takie pytanie.
Dla amatora odpowiedź jest moim zdaniem oczywista.

Profesjonaliści- to zupełnie inna sprawa.
Ja widzę same zalety, gdybym w każdej sprawie miała udawać się do archiwum musiałabym poczekać do emerytury o ile tej nie spędzę bawiąc wnuki...........
Nie ma sensu zastanawiać się czy pan X dociągnie do dziesiątego pokolenia bo mu się będzie wydawało, że jak nie ma w necie to nie ma nigdzie.
To wolny człowiek, ma prawo mieć w drzewie trzy pokolenia.
Jeśli Iksiński uzna, że chce więcej to zrobi to co większość: będzie czytać, szperać, ciosać kołki na głowach tych co się znają.
Ktoś go wyśmieje bo wiedzy historycznej mu brak a on bidny silniki projektuje i faktycznie nie ma tej wiedzy....
Może się obrazi a może kupi lepsze okulary i jakąś monografię historyczną przeczyta.
Zrobi jak zechce.
W końcu jakaś życzliwa dusza coś mu podsunie, podpowie i mimo braku indeksów jego rachityczna roślinka podrośnie o jedno, dwa pokolenia............a wtedy może złapie wiatr w żagle...
Może z wielką nieśmiałością zamówi swój pierwszy mikrofilm… może odwiedzi archiwum…
może gdy macki przodków pociągną go w odległe rejony dzięki temu właśnie rachitycznemu krzaczkowi gdzieś tam na MH
na przykład pan X pozna obcojęzycznego kuzyna, który właśnie odkrył, że jest Iksińskiego kuzynem i może nawet kiedyś się
spotkają, może pójdą razem do archiwum
a może zwyczajnie na wódkę………
Też piękna historia, nie uważacie?
Agnieszka
: czw 24 mar 2016, 18:17
autor: Sroczyński_Włodzimierz
no ok, ale coś na rzeczy jest - coraz częściej przebijają się głosy o pozametrykalnych źródłach do badań genealogicznych. Obecne w tym wątku łatwo przeczytać, ale bywały (bodajże w ZosiowoNacowskim "dlaczego marnują czas na cokolwiek innego poza metrykami" czy coś koło tego)
nasze działania są przecież nie tylko odpowiedzią, ale też coś inicjują. I chyba coraz więcej jest argumentów za wyraźniejszą 'promocją' innych źródeł (poprzez publikację istniejących ale także wsparcie wytworzenia, oprzyrządowanie, przykłady użycia)..."masa dostępnych bez ograniczeń metryk" mnie osobiście cieszy, ale przykrywa skutecznie inne
i wrażenie Jerzego (o tym skanie i tłumaczeniu metryki) ma silne podstawy - bardzo ułatwiając dotarcie i skorzystanie z jednego zakresu pozostały czyni mniej widzialnym
i coś mocniej chyba by trzeba było o tym pozostałym:)
: czw 24 mar 2016, 21:02
autor: Warakomski
Metryki w miarę łatwo dostępne to szkielet, o czym słusznie pisze Agnieszka. Później przychodzi czas na ubranie tego szkieletu, o czym również słusznie Włodek i to nie w „bele co”, a to już jest nieco trudniejsze i intelektualnie przyjemniejsze / trzeba zadawać przeszłości pytania, a więc niezbędne jest stosowne przygotowanie/ . To na Forum widać i czuć, ale oczywiście zależy od zaawansowania.
Ponieważ już w bibliotekach i archiwach swoje odsiedziałem, teraz z niekłamaną przyjemnością korzystam z dobrodziejstw cywilizacji.
Krzysztof
: śr 22 cze 2016, 15:17
autor: Talacha_Aleksandra
Czy ja właśnie wpadłam w taką pułapkę?
Jeździmy z moją babcią na cmentarz w Sobocie (par. Św. Piotra i Pawła). Babcia szczególnie dba o grób swojej babci Jadwigi Szymańskiej. Jeszcze kilka lat temu, trochę dalej był grób jej męża Franciszka Szymańskiego, ale był to stary grób, dawno nie opłacony, więc teraz jest już tylko miejsce po tym grobie. Babcia opowiada o swojej babci, która mając lat pięć (czy niespełna pięć) została półsierotą. Ojciec (mój 3x pra dziad) nie za bardzo wiedział jak się takim dzieckiem zająć, więc oddał ją na służbę. Kiedy potem dorosła i przyszła ojca na swój ślub prosić ten w pierwszej chwili w ogóle jej nie poznał! A cieszyła się bardzo, że za mąż wychodzi, tak, że nawet jej nie przeszkadzało, że za wdowca. Oprócz dzieci z pierwszego małżeństwa miał więc ten Franciszek Szymański dziewięcioro dzieci z Jadwigą. Wedle tego, co mówiła moja babcia (a mieszkała ona w domu swoich dziadków, bo od wojny była sierotą) dzieci to były: Zofia i Franciszka (obie zmarły w dzieciństwie na tyfus), Józefa, Katarzyna (wyszła za mąż za Felka Miroszewskiego) Stasiek (był cieślą), Włodek (stolarz), Róśka (Rozalia, wyszła za mąż za Grzegorego i chyba się pod Nieborów przenieśli), Jan, co miał 22 lata jak na wojnę poszedł i z wojny nie wrócił, ale żonę (Gienię) i dzieci miał, a najmłodszy był Józio. Babcia pamięta, że to był bardzo dobry i serdeczny człowiek, miał bardzo piękne pismo. Pracował u ogrodnika.
No więc cóż wyszukałam sobie Szymańskich ochrzczonych w Sobocie. Znalazłam dziewięcioro dzieci Franciszka i Jadwigi z domu Gwardeckiej, Gwardenckiej, a raz nawet Wardęckiej. Imiona i kolejność urodzeń zgadzają się. Zosia faktycznie umiera mając 9 lat. Tylko najmłodsze dziecko Franciszka i Jadwigi jest dziewczynką ochrzczoną Janinka. Moja babcia nie zna żadnej Janinki, mówi, że nie było takiej u nich. Zeskanowany dokument jest po rosyjsku, ale imię Janina bardzo czytelne. Zastanawiam się, czy ja się dałam zwieść magii Internetu, czy odkryłam pomyłkę urzędnika, czy formuła "okazali dziecię płci ..." oznaczała, że do chrztu bobasa rozbierano (tak, że mu płeć było widać), czy okazanie było w ubranku, a płeć wpisywano jak dane matki, czy datę i godzinę urodzenia - na podstawie oświadczenia przybyłych świadków. O ile utrzymujemy jakiś kontakt z dziećmi (wnukami) Katarzyny i Rozalii to niestety nic mi nie wiadomo o potomstwie Józwa Szymańskiego, a takie mogłoby pewnie sporo wyjaśnić.
: śr 22 cze 2016, 18:00
autor: Krystyna.waw
To i ja swoje 3 grosze wtrącę.
W pełni popieram stanowisko Agnieszki Kulik - nie mnie oceniać czy ktoś tylko kolekcjonuje, czy ma słomiany zapał, a jak "Iksiński uzna, że chce więcej to zrobi to" i "może złapie wiatr w żagle".
Drzewo robię od prawie pół roku, więc amatorką chyba jeszcze jestem. I może na tym poprzestanę, bo dla osoby pracującej przedpołudniowe wizyty nawet w miejscowym archiwum są niemożliwe.
Dojeżdżanie oznacza czas (zabrany rodzinie) i koszty noclegów nie tak małe.
Przez te kilka miesięcy znalazłam mnóstwo dokumentów i wszystkich potomków Jana Szarlipa. W USA. Maile, zdjęcia, wspomnienia krążą aż miło.
A w Polsce? Siedzę w czarnej dziurze - pradziadka Szarlipa nie mogę odnaleźć. Konstanty? A może jego przyrodni brat Karol? A może mieli trzeciego brata?
To tyle o dostępie do dokumentów.
Marzanna - założycielka tego wątku - pisała o radach dla początkujących. Żeby nie postrzegali świata tylko przez internet.
Obawiam się, że to groch o ścianę.
Ja, jako amatorka, na inne rafy się natykam, np. stale błądzę w lewym menu.
Metryki - Katalog zasobów metrykalnych
Geneszukacz - Geneteka - GenPol
Deklaracja - co ma wspólnego z genealogią?
Tematy - co to jest?
Wchodzę w Nekrologi. Jak mam wrócić do genealodzy.pl?
Szukałam nazwiska Szarlip
Zero na -
http://metryki.genealodzy.pl/metryki.php?op=ch
2 - Geneszukacz i Geneteka
Przy Broczkowskich się poddałam.
Jakby ktoś kiedyś chciał uprościć ten labirynt, to pomoc deklaruję.
I żeby nie skończyć na narzekaniu.
Jesteście wspaniali! Super, że działacie i pomagacie 