Krzysztof_Wasyluk pisze:
Cóż. Uważam, że właśnie to jest zbyteczna ideologia. Tak sobie wyobrażamy obrzęd?
Jeśli dobrze pamiętam, a pamięć mam dobrą chociaż minęło już blisko 50 lat od mojego ślubu kościelnego - a w tym obrzędzie chyba nic się nie zmieniło od wieków, to w żadnym momencie nie uczestniczyłem w spisywaniu aktu. To było zadanie świadków. I tak było również w innych okazjach, gdy to ja byłem świadkiem.
No, to muszę Pana zmartwić. Przynajmniej od 30 lat (od kiedy ja byłem świadkiem i brałem ślub), dzień lub dwa przed ceremonią "na zakrystii" lub w kancelarii kościoła są zbierane podpisy zarówno małżonków jak i świadków.
Z drugiej strony rozumiem, że ulatuje z pamięci tak pozornie nieistotny fakt w przeddzień ślubu i wesela.
Krzysztof_Wasyluk pisze:
Ludzie wiekiem współmałżonka interesowali się dopiero w kościele? Dobre.
Dobre...
Jak na człowieka interesującego się genealogią i zapewne starającego się czasem tłumaczyć na własny użytek różnego rodzaju metryki, spisywane często po łacinie lub w języku zaborców zbyt małą uwagę poświęca Pan współczesnemu słowu pisanemu. Do tego w rodzimym języku.
Może Pan zacytować, gdzie napisałem, że "Ludzie wiekiem współmałżonka interesowali się
dopiero w kościele?"
Myślę, że zamiast silić się na kolejne uszczypliwości, warto zadać sobie pytanie czy wierzymy w to, co zostało spisane sto lat temu (lub wcześniej)?
Chyba każdy, kto trochę wgryzł się w stare metryki wie, że zawsze są spore wątpliwości co do podstaw, typu:
1. Imię
2. Nazwisko (niestety... czasem wywiedzione od imienia ojca, dziadka lub miejsca pochodzenia)
3. Daty urodzenia lub zgonu (czasami spisane pół roku po fakcie... lub lepiej)
4. Imiona i nazwiska rodziców, oraz ich wiek....
5. Błędy wynikające z tego, że akty spisywano w języku zaborców lub po łacinie.
Gdy tak na spokojnie się zastanowimy, to może się nagle okazać, że ta cała nasza genealogia, to raczej kwestia wiary...
Im dalej wstecz, tym mniejsze możliwości weryfikacji danych pozyskanych z dokumentu z innymi aktami.
Dlatego ja wolę wierzyć, że to co spisano ponad 100 lat temu ma "ręce i nogi" i odniesienie do rzeczywistości. W przeciwnym razie całe to moje zainteresowanie genealogią pozbawione jest sensu i przypomina błądzenie dziecka we mgle.
Pozdrawiam. Piotr