: wt 10 wrz 2019, 22:20
Z tej adnotacji (wg mnie) jednoznacznie wynika, że ordynariatem, który badał i stwierdził stan wolny pana młodego jest łacińska kuria biskupia w Przemyślu. Wyraźnie napisano, że pan młody jest obrządku łacińskiego, a pismo wystawiono w Przemyślu.
Rzeczywiście w adnotacji pod aktem napisano o „zgodzie co do stanu wolnego oblubieńca” (czyli tłumaczenie jest prawidłowe), ale jest to bzdura (z przyczyn, które podałem w moim poprzednim wpisie).
Osoba spisująca akt powinna napisać, że np. „uzyskano z ordynariatu stwierdzenie stanu wolnego oblubieńca” albo „uzyskano z ordynariatu zgodę na pobłogosławienie małżeństwa po uprzednim stwierdzeniu stanu wolnego oblubieńca”.
Normalnie stan wolny narzeczonych stwierdzał proboszcz (na podstawie metryk albo zeznań świadków):
Gdy zachodzi wątpliwość co do wolnego stanu nupturienta, proboszcz ma zbadać pod przysięgą przynajmniej dwu wiarogodnych świadków. W razie potrzeby niech również pod przysięgą przesłucha strony (can. 1031 § 1). I gdy okaże się zupełna pewność, że nupturient jest wolnego stanu, ślub może błogosławić. Do ordynariusza po zbadaniu świadków tylko wtedy się odnosi, gdy ma wątpliwość, czy ślub można błogosławić, czy nie (can. 1031 § 1 n. 3). […]
Sprawy wątpliwe tylko zastrzeżone są w kurii biskupiej; sprawa wątpliwa jest np. wtedy, gdy tylko jeden jest świadek, albo gdy zeznania świadków są niepewne lub chwiejne.
http://wrdz.synat.pcss.pl/Content/38490 ... cezjal.pdf (ss. 21-22)
Zapewne więc narzeczony nie miał metryki chrztu, a ponadto albo nie mógł przedstawić 2 świadków, albo ich zeznania nie były pewne. W takim przypadku proboszcz musiał się zwrócić do władzy diecezjalnej, żeby to przed nią dowiedziono stanu wolnego oblubieńca.
---
Nie sądzę, żeby w tym dokumencie z ordynariatu było coś, co nie byłoby wiadome z samego aktu małżeństwa. Najprawdopodobniej napisano w nim, że zezwala się księdzu X pobłogosławić parę Y i Z, po stwierdzeniu stanu wolnego Y. W takim dokumencie nie podawano by ewentualnych zeznań narzeczonego albo świadków.
Rzeczywiście w adnotacji pod aktem napisano o „zgodzie co do stanu wolnego oblubieńca” (czyli tłumaczenie jest prawidłowe), ale jest to bzdura (z przyczyn, które podałem w moim poprzednim wpisie).
Osoba spisująca akt powinna napisać, że np. „uzyskano z ordynariatu stwierdzenie stanu wolnego oblubieńca” albo „uzyskano z ordynariatu zgodę na pobłogosławienie małżeństwa po uprzednim stwierdzeniu stanu wolnego oblubieńca”.
Normalnie stan wolny narzeczonych stwierdzał proboszcz (na podstawie metryk albo zeznań świadków):
Gdy zachodzi wątpliwość co do wolnego stanu nupturienta, proboszcz ma zbadać pod przysięgą przynajmniej dwu wiarogodnych świadków. W razie potrzeby niech również pod przysięgą przesłucha strony (can. 1031 § 1). I gdy okaże się zupełna pewność, że nupturient jest wolnego stanu, ślub może błogosławić. Do ordynariusza po zbadaniu świadków tylko wtedy się odnosi, gdy ma wątpliwość, czy ślub można błogosławić, czy nie (can. 1031 § 1 n. 3). […]
Sprawy wątpliwe tylko zastrzeżone są w kurii biskupiej; sprawa wątpliwa jest np. wtedy, gdy tylko jeden jest świadek, albo gdy zeznania świadków są niepewne lub chwiejne.
http://wrdz.synat.pcss.pl/Content/38490 ... cezjal.pdf (ss. 21-22)
Zapewne więc narzeczony nie miał metryki chrztu, a ponadto albo nie mógł przedstawić 2 świadków, albo ich zeznania nie były pewne. W takim przypadku proboszcz musiał się zwrócić do władzy diecezjalnej, żeby to przed nią dowiedziono stanu wolnego oblubieńca.
---
Nie sądzę, żeby w tym dokumencie z ordynariatu było coś, co nie byłoby wiadome z samego aktu małżeństwa. Najprawdopodobniej napisano w nim, że zezwala się księdzu X pobłogosławić parę Y i Z, po stwierdzeniu stanu wolnego Y. W takim dokumencie nie podawano by ewentualnych zeznań narzeczonego albo świadków.