Genealogia przed erą internetu

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

jamiolkowski_jerzy

Sympatyk
Adept
Posty: 3178
Rejestracja: śr 28 kwie 2010, 19:24

Post autor: jamiolkowski_jerzy »

Do Darka
Założyciel tego wątku zapytał jak mogło wyglądać poszukiwanie przodków bez internetu? Kilka osób w tym ja spróbowało to opisać . Nie jest to zatem wątek w konwencji o wyższości Świat Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiejnocy czyli o wyższości internetu nad kwerendami w archiwach lub vice versa. Jest oczywiste że oba sposoby uprawiania genealogii powinny być komplementarne. Z tym że uprawianie genealogii wyłącznie przez internet jest a przynajmniej bywa po prostu niemożliwe. Tak jest choćby w moim przypadku (a zaryzykuje że dotyczy to większości szukających swoich przodków na Podlasiu.)
Ja z pewnością nie ruszyłbym ponad to co dowiedziałem się od ciotek. Jedyny zasób obejmujący parafie diecezji białostockiej (poza w zasadzie tylko około XX wiecznymi ogryzkami na Szwa) który pojawił się w internecie czyli Archidiakonat Białostocki 1808 – 1864 to wynik partyzanckiej akcji kilku ludzi z tego forum co koordynował Włodek a nie instytucjonalnej odgórnej inicjatywy. Idąc w kierunku Łomży i Drohiczyna jest lepiej sytuację ratują bowiem niecenieni dla genealogii mormoni ale ..jest wiele parafii których ówcześni proboszczowie mormonom nie udostępnili ksiąg. Mnie to akurat dotyczy (Płonka i Poświętne). To że obecnie sa one w sporej części dostępne przynajmniej jako indeksy to wynik mrówczej pracy no kogo ? ano partyzanckiej działalności przedinternetowych genealogów którzy w parafiach bywali i mniej lub bardzie formalnie zrobili zdjęcia.
Dzięki takim inicjatywom jak geneteka obecne moje poszukiwania genealogiczna ograniczają się wyłącznie do interentu. Jestem w tej rzadkiej chyba sytuacji że dalej w czasie iść się nie da, skońćzyły się księgi sądowe . Wydałem na to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie ma co robic w sojej podstawowej misji. Teraz dzięki pracy innych to rekompensuje, mam nowe genealogiczne zajecie wygodnie i tanio. Codziennie zerkam w genetekę i patrze czy może moje nazwiska się pojawiły. Staram się(korzystając ze swoich wcześniejszych kwerend w archiwach) wiązać tych mieszkańców głównie Warszawy (akurat w tym przypadku bez geneteki byłoby to beznadziejne) z ich przodkami z Podlasia. Dla jasności to żadna moja rodzina. Ot takie hobby a ze przy okazji udaje mi się prostować fałsze które można znaleźć no gdzie? ano w internecie tym większa twórcza satysfakcja.
Reasumując- nie ma lepszego i lepszego sposobu uprawiania genealogii. Tak jak już napisało to kilka osób zależy to od okoliczności , uwarunkowań , zainteresowań. A przede wszystkim obiektywnych możliwości. A że my weterani stare czasy wspominamy z sentymentem to oczywiste . Wtedy wszystko (również w genealogii) było jeszcze przed nami czego młodym internetowym genealogom życzę. Odradzam tylko dobre samopoczucie wyższości.
Awatar użytkownika
Virg@

Sympatyk
Posty: 794
Rejestracja: czw 19 mar 2009, 16:29

Post autor: Virg@ »

Nikt rozsądny nie chce aby powróciły czasy, gdy dostęp do materiałów źródłowych był NAPRAWDĘ utrudniony.
Nie tylko do ksiąg metrykalnych lecz i książek. Z jaką zazdrością czytałam, że ktoś, gdzieś (czytaj w USA) może sobie w domu przeglądać to, co znajduje się np. w bogatych zasobach biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej! Jakieś science fiction.
Nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedyś będę mogła w każdej chwili swobodnie korzystać z wszelkich kompendiów wiedzy, map, słowników, starych gazet krajowych i zagranicznych, książek...
Aby zdobyć interesującą książkę z biblioteki sejmowej, wydaną w 1923 roku, musiałam udać się o pomoc do zaprzyjaźnionych archiwistów. A dziś czytam sobie, co przed stu laty powiedział mój macierzysty dziadek, zabierając głos podczas plenarnych obrad sejmu, w dniu 2 maja 1919, nad ustawą o uregulowaniu produkcji i zużytkowaniu palnych gazów ziemnych [Sprawozdanie stenograficzne z 32 posiedzenia Sejmu Ustawodawczego z dnia 2 maja 1919 roku. Dokument dostępny 11.01.2020 na stronie internetowej: http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/doc ... ublication str. 37-39.].

Nie wystarczyło mi również wyobraźni, że kiedyś będę zawracała się z nurtującymi mnie pytaniami… i uzyskam, błyskawicznie czasem, kompetentną a nieraz inspirującą odpowiedź od życzliwych nieznanych mi osobiście osób :D.
Przy okazji, dziękuję Wszystkim i Każdemu z osobna, bardzo serdecznie.

Bez Internetu, być może, a raczej chyba na pewno, nie dowiedziałabym się nigdy o dalszych losach trzech młodszych braci macierzystego dziadka, którzy w młodości wyemigrowali „za wielką wodę”.
Dziś w Internecie słowniki i translatory przekładają z jednego języka na drugi całe strony tekstu, a dzięki odpowiednim programom potrafią je nawet przeczytać. Niestety, z odczytaniem „trudnego z charakteru”, najczęściej, pisma w księgach metrykalnych muszę radzić sobie sama.

A dostępu do skanów ksiąg metrykalnych, żadnej z linii moich przodków, w Internecie nie mam jednak nadal.

Łączę pozdrowienia –
Lidia
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

"A dostępu do skanów ksiąg metrykalnych, żadnej z linii moich przodków, w Internecie nie mam jednak nadal."
Wenusjanka?:)
poważnie? skanów żadnej linii? nikt nie fotografował? nie publikował? nie naciskał? nie zorganizował? z żadnej linii? nie sądziłem, że tak bywa
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
adamrw

Sympatyk
Posty: 933
Rejestracja: wt 06 lis 2018, 15:14

Post autor: adamrw »

Trochę temat zszedł na wspominki o początkach, to może i ja swoje kilka groszy dorzucę.
Przez wiele lat w mojej rodzinie był tajemniczy pradziadek, który we wrześniu 1939 wyjechał z Warszawy i ślad po nim zaginął. Jego żona szukała go po wojnie, później córka (moja Babcia) i jak kamień w wodę. Po rodzinie krążyły jakieś "opowieści" i nic więcej. Babcia zmarła pod koniec XX wieku nie znając losu swojego ojca.
Ok. 2 lata temu wpadła mi w ręce fotografia tego pradziadka w mundurze. Dzięki "erze internetu" szybko otrzymałem pomoc i wskazówki - na podstawie munduru, odznaczeń. Od tego już tylko był krok do znalezienia nazwiska w Księdze Cmentarnej Miednoje. Pradziadek został zamordowany 80 lat temu. Okazało się, że rodzinne opowieści o wysokim rangą oficerze wojska polskiego musiały zmierzyć się z rzeczywistością - podoficerem Policji Państwowej. Wszelkie poszukiwania w "erze przedinternetowej" opierały się na fałszywych założeniach, wynikających z opowieści rodzinnych.
A potem poszło już z górki. Rodzina mojej Mamy przez stulecia nie ruszała się z jednej parafii, a księgi z drugiej połowy XIX wieku i początku XX wieku były zeskanowane i dostępne przez SZWA. Wyszukałem 2-3 pokolenia wstecz. Kilka miesięcy później uzupełniłem o kolejne 1-2 pokolenia, bo część 1 poł. XIX wieku znalazłem u Mormonów.
Trudniej było z rodziną od strony mojego Taty. Odkrycie FS, oprócz wspomnianego wyżej kawałka rodziny, przyniósł 3 pokolenia od strony prababci pochodzącej z Pińska. Przy okazji zacząłem zbierać wszelkie materiały o rodzinie Frost z Pińska - dziś to kilkadziesiąt stron materiałów i nawiązany kontakt z 3 różnymi liniami potomków Frostów z Pińska (głównie dzięki myheritage).
Metrykę kolejnej prababci (żony wspomnianego na początku pradziadka) znalazłem w Genetece. Dzięki dobrej duszy z forum otrzymałem też jej skan. Okazało się, że przy okazji rodzinnego trupa z szafy wyciągnąłem - Babcia urodziła się przed ślubem swoich rodziców. Rozjaśniła się też sprawa przeniesienia pradziadka policjanta z Krakowa na litewskie kresy. Nieślubne dziecko w tamtych czasach, z tego co wiem, w karierze policyjnej nie pomagało. Ślady przodków tej prababci też znalazłem dzięki genetece - w sąsiedniej parafii. Po potwierdzeniu i dzięki skanom genbazy doszedłem do 2. poł. XVIII wieku.
Kolejna linia (pradziadka, od którego się zaczęło) czekała prawie dwa lata. W międzyczasie, ponownie dzięki myheritage, odnalazłem jego rodzinę, z którą kontaktu od wojny nie było. 3 dni temu nastąpił przełom - dzięki temu forum. Jeden link do strony, na której znalazłem informację o zapowiedziach przedślubnych rodziców owego pradziadka i otrzymany po kilkudziesięciu minutach skan tych zapowiedzi dokonał przełomu. Okazało się, że rodzina prapradziadka była wyznania grekokatolickiego, a te dokumenty akurat są dostępne online. Dziś mam kolejne 3 pokolenia i lekko licząc ponad setkę (genealogia wertykalna się kłania) nowych osób w drzewie.
Pozostaje tylko jedna linia (niestety, najważniejsza, po mieczu), która czeka na swój czas. Metryki pradziadka z Jeziorosów jak nie było tak nie ma (choć akta w Wilnie LVIA posiada i zostały sprawdzone), ale może kiedyś ją odnajdę. Pewnym paradoksem jest to, że żyją jeszcze dwie córki tego pradziadka z Jeziorosów, ale nic nie wiedzą, nic nie pamiętają. Także nie zawsze dostęp do wiedzy rodzinnej jest lepszy niż do wiedzy zeskanowanej (a skanów metryk z Nowoaleksandrowska/Jeziorosów póki co w internecie niestety nie ma). O tym, że ów pradziadek był w armii carskiej nie wiedział nikt z rodziny, a forumowicze pomogli mi znaleźć informacje o nim na gwar.mil.ru.
Podsumowując, żeby nie było, że zupełnie poza tematem. W erze przedinternetowej nie udało mi się uzyskać informacji o losach jednego pradziadka. W erze internetu, dzięki skanom i pomocy ludzi dobrej woli, w dwa lata doprowadziłem 75% linii (licząc pradziadków) do przełomu XVIII/XIX wieku, jedna linię do połowy XIX wieku i jedną do końca XIX wieku. Gdyby nie internet i dostęp do metryk online nigdy nie zacząłbym poszukiwań. Także podziwiam wszystkich tych, którzy wcześniej dawali sobie radę i cieszę się, że ja mogłem już cieszyć się cyfrowymi udogodnieniami.
Adam
Poszukuję informacji o "urodzonych" Wasilewskich z terenów obecnej Litwy i północnej Białorusi oraz o rodzinie Frost z Pińska.
Awatar użytkownika
Virg@

Sympatyk
Posty: 794
Rejestracja: czw 19 mar 2009, 16:29

Post autor: Virg@ »

Włodzimierz pisze: "A dostępu do skanów ksiąg metrykalnych, żadnej z linii moich przodków, w Internecie nie mam jednak nadal."
Wenusjanka? :)
poważnie? skanów żadnej linii? nikt nie fotografował? nie publikował? nie naciskał? nie zorganizował? z żadnej linii? nie sądziłem, że tak bywa
Włodzimierzu,

a jednak wyobraź sobie, że jeszcze bywa: Odrzykoń, Lwów, Komarno (rzymsko-katolickie), Lipie k/Komarna...

Owszem sama fotografowałam, podczas wyjazdów do parafii, oczywiści nie całe księgi, lecz wybrane z nich strony z interesującymi mnie zapisami. Nie wstawiałam do Internetu, do publicznej wiadomości, bo nie byłam do tego, i nadal nie jestem uprawniona - poza nielicznymi wpisami z prośbą o pomoc w odczytaniu, czy tłumaczeniu.
Owszem, wiele osób zainteresowanych organizuje się i naciska, tam gdzie zachowały się księgi ale do indeksacji i publikacji w Internecie droga jeszcze bardzo daleka.

Nie, nie Wenusjanka lecz wrocławianka, jeśli chodzi o ścisłość, a ponadto legalistka.

Daruję sobie tym razem serdeczne pozdrowienia :D
Lidia
Awatar użytkownika
tomes

Sympatyk
Mistrz
Posty: 528
Rejestracja: pn 26 maja 2014, 09:37
Lokalizacja: Łódź

Post autor: tomes »

Moja przygoda z genealogią również na dobre rozkręciła się dzięki materiałom w internecie (wszystko dzięki temu portalowi i pracy wolontariuszy). Opierając się na przekazach rodzinnych i grobach bliskich byłem w stanie raptem dojść do poziomu pradziadków i pojedynczych pra pra dziadków. Pewnego razu po raz kolejny przeglądając internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji trafiłem na metryki z Wiskitek gdzie znalazłem akt urodzenia pradziadka (znałem jego datę urodzenia z grobu) po mieczu. Był oczywiście po rosyjsku ale dzięki forumowiczom ta bariera szybko została złamana. Idąc za ciosem tak się wkręciłem, że drążyłem dalej poszukiwania przodków. Gdyby nie internet to pewnie miałbym dziś inne hobby (a o tym naszym wspólnym hobby możecie poczytać na moim blogu: http://tomgene.blogspot.com/ ) .
W momencie gdy się skończyły metryki nadszedł czas by spróbować innych sposobów na uzyskanie niezbędnych danych. Zaczęły się wizyty w AD Łowicz, różnych USC no i w końcu ubłagałem proboszcza rodzinnej parafii przodków o możliwość zrobienia zdjęć ksiąg sprzed 1808. To dopiero było przeżycie móc trzymać te księgi w rękach i przeglądać w poszukiwaniu znajomych nazwisk. Dziś już te dane są zindeksowane i dostępne w internecie więc następni będą mieli łatwiej.
Z mojego punktu widzenia znalezienie nowych metryk czy to w internecie czy jakimś archiwum przynosi mi tyle samo satysfakcji i radości. Mimo wszystko czasem fajnie jest pojechać na taką "ekspedycję" gdzieś do archiwum.

P.S.
Pamiętam jeszcze jak w podstawówce na zajęcia kazali nam przygotować drzewko genealogiczne. Szkoda, że wtedy nie miałem takich materiałów co dziś:)
Ostatnio zmieniony sob 11 sty 2020, 14:21 przez tomes, łącznie zmieniany 1 raz.
Pozdrawiam Tomek

Moje parafie i nazwiska
http://tomgene.blogspot.com - mój blog genealogiczny
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”