: sob 11 sty 2020, 08:42
Do Darka
Założyciel tego wątku zapytał jak mogło wyglądać poszukiwanie przodków bez internetu? Kilka osób w tym ja spróbowało to opisać . Nie jest to zatem wątek w konwencji o wyższości Świat Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiejnocy czyli o wyższości internetu nad kwerendami w archiwach lub vice versa. Jest oczywiste że oba sposoby uprawiania genealogii powinny być komplementarne. Z tym że uprawianie genealogii wyłącznie przez internet jest a przynajmniej bywa po prostu niemożliwe. Tak jest choćby w moim przypadku (a zaryzykuje że dotyczy to większości szukających swoich przodków na Podlasiu.)
Ja z pewnością nie ruszyłbym ponad to co dowiedziałem się od ciotek. Jedyny zasób obejmujący parafie diecezji białostockiej (poza w zasadzie tylko około XX wiecznymi ogryzkami na Szwa) który pojawił się w internecie czyli Archidiakonat Białostocki 1808 – 1864 to wynik partyzanckiej akcji kilku ludzi z tego forum co koordynował Włodek a nie instytucjonalnej odgórnej inicjatywy. Idąc w kierunku Łomży i Drohiczyna jest lepiej sytuację ratują bowiem niecenieni dla genealogii mormoni ale ..jest wiele parafii których ówcześni proboszczowie mormonom nie udostępnili ksiąg. Mnie to akurat dotyczy (Płonka i Poświętne). To że obecnie sa one w sporej części dostępne przynajmniej jako indeksy to wynik mrówczej pracy no kogo ? ano partyzanckiej działalności przedinternetowych genealogów którzy w parafiach bywali i mniej lub bardzie formalnie zrobili zdjęcia.
Dzięki takim inicjatywom jak geneteka obecne moje poszukiwania genealogiczna ograniczają się wyłącznie do interentu. Jestem w tej rzadkiej chyba sytuacji że dalej w czasie iść się nie da, skońćzyły się księgi sądowe . Wydałem na to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie ma co robic w sojej podstawowej misji. Teraz dzięki pracy innych to rekompensuje, mam nowe genealogiczne zajecie wygodnie i tanio. Codziennie zerkam w genetekę i patrze czy może moje nazwiska się pojawiły. Staram się(korzystając ze swoich wcześniejszych kwerend w archiwach) wiązać tych mieszkańców głównie Warszawy (akurat w tym przypadku bez geneteki byłoby to beznadziejne) z ich przodkami z Podlasia. Dla jasności to żadna moja rodzina. Ot takie hobby a ze przy okazji udaje mi się prostować fałsze które można znaleźć no gdzie? ano w internecie tym większa twórcza satysfakcja.
Reasumując- nie ma lepszego i lepszego sposobu uprawiania genealogii. Tak jak już napisało to kilka osób zależy to od okoliczności , uwarunkowań , zainteresowań. A przede wszystkim obiektywnych możliwości. A że my weterani stare czasy wspominamy z sentymentem to oczywiste . Wtedy wszystko (również w genealogii) było jeszcze przed nami czego młodym internetowym genealogom życzę. Odradzam tylko dobre samopoczucie wyższości.
Założyciel tego wątku zapytał jak mogło wyglądać poszukiwanie przodków bez internetu? Kilka osób w tym ja spróbowało to opisać . Nie jest to zatem wątek w konwencji o wyższości Świat Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiejnocy czyli o wyższości internetu nad kwerendami w archiwach lub vice versa. Jest oczywiste że oba sposoby uprawiania genealogii powinny być komplementarne. Z tym że uprawianie genealogii wyłącznie przez internet jest a przynajmniej bywa po prostu niemożliwe. Tak jest choćby w moim przypadku (a zaryzykuje że dotyczy to większości szukających swoich przodków na Podlasiu.)
Ja z pewnością nie ruszyłbym ponad to co dowiedziałem się od ciotek. Jedyny zasób obejmujący parafie diecezji białostockiej (poza w zasadzie tylko około XX wiecznymi ogryzkami na Szwa) który pojawił się w internecie czyli Archidiakonat Białostocki 1808 – 1864 to wynik partyzanckiej akcji kilku ludzi z tego forum co koordynował Włodek a nie instytucjonalnej odgórnej inicjatywy. Idąc w kierunku Łomży i Drohiczyna jest lepiej sytuację ratują bowiem niecenieni dla genealogii mormoni ale ..jest wiele parafii których ówcześni proboszczowie mormonom nie udostępnili ksiąg. Mnie to akurat dotyczy (Płonka i Poświętne). To że obecnie sa one w sporej części dostępne przynajmniej jako indeksy to wynik mrówczej pracy no kogo ? ano partyzanckiej działalności przedinternetowych genealogów którzy w parafiach bywali i mniej lub bardzie formalnie zrobili zdjęcia.
Dzięki takim inicjatywom jak geneteka obecne moje poszukiwania genealogiczna ograniczają się wyłącznie do interentu. Jestem w tej rzadkiej chyba sytuacji że dalej w czasie iść się nie da, skońćzyły się księgi sądowe . Wydałem na to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie ma co robic w sojej podstawowej misji. Teraz dzięki pracy innych to rekompensuje, mam nowe genealogiczne zajecie wygodnie i tanio. Codziennie zerkam w genetekę i patrze czy może moje nazwiska się pojawiły. Staram się(korzystając ze swoich wcześniejszych kwerend w archiwach) wiązać tych mieszkańców głównie Warszawy (akurat w tym przypadku bez geneteki byłoby to beznadziejne) z ich przodkami z Podlasia. Dla jasności to żadna moja rodzina. Ot takie hobby a ze przy okazji udaje mi się prostować fałsze które można znaleźć no gdzie? ano w internecie tym większa twórcza satysfakcja.
Reasumując- nie ma lepszego i lepszego sposobu uprawiania genealogii. Tak jak już napisało to kilka osób zależy to od okoliczności , uwarunkowań , zainteresowań. A przede wszystkim obiektywnych możliwości. A że my weterani stare czasy wspominamy z sentymentem to oczywiste . Wtedy wszystko (również w genealogii) było jeszcze przed nami czego młodym internetowym genealogom życzę. Odradzam tylko dobre samopoczucie wyższości.