Rodzinne legendy i mity mogą być źródłem twórczej genealogicznej inspiracji. Po kądzieli podstawowy mit dotyczył , jak to dosyć powszechnie bywa, szukania szlacheckich korzeni. Rodzina matki, z udokumentowanymi chłopskimi korzeniami nosi nazwisko Andruk. Wcześniej zapisywani byli przemiennie wraz z wersją Mogilewski ,czego łatwo dostępnym dowodem jest ponad 150 letni cmentarny metalowy pomnik na grobie 2x pradziadków Mogilewskich. Jeszcze dziesi ątki lat w XX wieku trwał w rodzinie spór o „prawdziwość” nazwiska. Rozstrzygnął go praktycyzm dziadka – „nic nie będzie zmieniane, dokumenty własności są na nazwisko Andruk”.
Twórczo ten spór wykorzystała jedna ze Ś.P ciotek „nobilitując” rodzinę Herbem Mogilewski. Ustaliła że w herbarzu Uruskiego jest zapis.„Mogilewski vel Mogilewski herbu Mogilewski. Herb – w polu czerwonym nad złotym lub srebrnym płotem pół kozła, nad hełmem w koronie pół kozła. Mają pochodzić z Mogilewa w woj. sandomierskim, zruszczonego już w tych stronach skąd się przenieśli do Prus Wschodnich gdzie posiadali majątek Czerlin, Skotau i in. Nieznanego imienia pułkownik wojsk pruskich um. w 1825 r.” W herbarzu Ostrowskiego jest jeszcze uwaga, że Mogilewscy podobno dawniej Lubicza używali.
Ciotka zawiesiła nawet taki graficzny herb na ścianie mieszkania . Przyznaję się - ja tolerancyjnie nie krytykowałem. Ciocia miała genialną pamięć, stąd była niezwykle pomocna w mojej kwerendzie genealogicznej. Dzięki niej i drugiej cioci bez żadnej własnej kwerendy już na starcie miałem gotowy zarys drzewa rodowego do początków XIX wieku. Wystarczyło je potem tylko wypełniać dokumentami.
Natomiast wspomniana druga ciocia zakonnica (oprócz intensywnego kultywowania pamięci rodzinnej) miała inklinacje do religijno patriotycznej egzaltacji , po trosze w duchu Kornela Ujejskiego, którego poezje „w dymie pożarów” uwielbiała. Utrzymywała stałe kontakty bodaj z wszystkimi członkami rodziny. To od niej usłyszałem różne inspirujące mojej kwerendzie informacje. Prawdziwe (zdecydowana większość) , półprawdziwe (typu jeden z dalszych „ prawujów” miałby być nauczycielem gimnazjum a w rzeczywistości był nauczycielem szkoły ludowej) czy mityczne (prześladowany przez cara uciekł do Francji, w rzeczywistości zmarł w Moskwie). Starałem się weryfikować jej wszystkie informacje, genezę ich powstania i uważam to jedną z bardziej twórczych stron moich genealogicznych poszukiwań
Po mieczu natomiast legend i mitów mam mniej. Pewnie dlatego że nie natknąłem się akurat na tak twórczych informatorów. Szlachectwa akurat nie trzeba było dowodzić w szlacheckich stronach jest to wiedza powszechna. Ale w mojej rodzinie za przyczyną jednego ze stryjów narodził się mit bardziej prestiżowy - książęcy. Opowiedziała mi o tym jego córka. „Ojciec szczególnie jak podpił lubił mówić my książęcy ród. Ucząc się w Warszawie spotkał ponoć Panię profesor, która po odpowiedzi na pytanie jak się nazywa odparła kawalerze jesteś z książęcego rodu” . Podejrzewam że przedstawił się zwyczajowo wraz z nazwiskiem także przydomkiem Sieniuta. W okolicach szlacheckich samo nazwisko nie wystarcza do identyfikacji, z powodu powszechności wymyślono przydomki. Jako że Sieniutowe byli znanym rodem szlacheckim na Ukrainie (spotykałem się z informacjami, że niekiedy zaliczanym do książęcych) zapewne ta grzecznościowa opinia kogoś uznawanego za autorytet stała się źródłem powstania mitu.
Reasumując rodzinne mity warto nie tylko odnotowywać ale i je twórczo analizować. Polecam taki sposób a nie bezkrytyczne przyjmowanie czy ignorowanie.
Ps .Aby przekonać że warto wklejam link do wątku o tym przodku co to wedle legendy miał uciec do Francji
https://genealodzy.pl/PNphpBB2-viewtopi ... 4e34.phtml