Rafael pisze:Jacek_Mruk pisze:Rafael pisze:Witam,
Nie wiem, czy piszę w dobrym temacie. Chodzi o termin odpowiedzi z PCK. W maju wysłałem do nich pismo z prośbą o odszukanie informacji o robotach przymusowych osoby z rodziny. Chciałem podpytać, czy ktoś ostatnio z Forumowiczów wysyłał i dostał odpowiedź z PCK. Chciałbym się zorientować ile obecnie się czeka. Ostatni raz pisałem do PCK w 2008 roku i otrzymałem odpowiedź po 4. miesiącach.
--------------------------------------------------
Ja pisałem do Centrum Informacji o Ofiarach II Wojny Światowej.
Adres mailowy
ofiary@ipn.gov.pl
Odpowiedź otrzymałem po około miesiącu z informacjami po kwerendzie, jaką przeprowadzono.
Pozdrawiam Jacek
Właśnie dziś otrzymałem odpowiedź, również po około miesiącu. Znaleźli jakieś dokumenty i mają mi przesłać w ciągu 2 tygodni. Jeszcze coś szukają.

Otrzymałem pismo z IPN oraz kopie dokumentów: listę transportową polskich robotników z Warszawy do Berlina z 1940 oraz 2 dokumenty "Fahndungsnachweise der Kriminalpolizeileitstelle" Z 1942-43.
Pojawiły się mi kolejne pytania i znów mam dylemat, czy pisać o nich tutaj.
Pierwsze: co to są "Fahndungsnachweise der Kriminalpolizeileitstelle"? Spotkaliście się z tym?
Drugie: czy zgłaszaliście kogoś do "Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką"? Zastanawiam się, czy IPN umieści np. tam dane mojego krewnego? Czy mimo, że mi to znaleźli sam muszę wysłać kwestionariusz?
Trzecie: Czy to jedyne dokumenty, które miałem możliwość otrzymania dotyczące jego losów wojennych? Czy gdzieś jeszcze mogę czegoś szukać?
Jestem jedną z niewielu osób, która pragnie, by ogólna pamięć o tym krewnym gdzieś przetrwała. Nie miał dzieci. Jego siostra miała tylko córkę, więc jest nas mało pamiętających
Po powrocie z Niemiec ożenił się z bliską mi osobą i zamieszkał w jej miejscowości, a pochodził z Warszawy. W 1946r. była w okolicach zamieszkania tzw. partyzantka (nie wiem jak fachowo się u nas na to mówiło). Bojąc się, że wyda ich niezbyt poprawne zachowanie, w nocy przyszli po niego pod pretekstem pokazania drogi. Trząsł się, bo przeczuwał coś złego. Już nie wrócił. Zamordowano go i pochowano w jakimś lesie. Jego siostra po kilku lata dowiedziała się przez przypadek o zakopywaniu jego ciała i odnawianiu mogiły. Jeden z zabójców przed śmiercią chciał się spotkać z tą siostrą, ale niestety nie wiem/nie pamiętam, czy to zrobiła. Znam to z opowieści, bo jego siostra zmarła, gdy miałem 3,5 roku. Była moją "przyszywaną" Babcią.
Reasumując: nie zabili go Niemcy, zabili Polacy po wojnie.
W związku z tym męczy mnie pytanie, czy jest sens i możliwość odnalezienia jego szczątków po 70 latach. Chodzi o to, czy jego kości można odnaleźć czy uległy już rozkładowi. Kiedyś marzył mi się ich pochówek, gdybym je odnalazł.