Aniu,
dziękuję najpiękniej jak potrafię za tego podwójnego „zajączka” od Ciebie, na zbliżającą się Wielkanoc.
To naprawdę godna podziwu orkiestra. W czasie gdy Ty trudziłaś się nad przywróceniem jej blasku, ja wzbogaciłam się o dodatkową wiedzę o niej, którą chętnie się z Tobą podzielę:
W 1904 roku Piotr Haręzga przy pomocy ks. Józefa Ernesta Świątka (proboszcza parafii w Odrzykoniu w latach 1901-1950), powołał zespół występujący pod nazwą Towarzystwo Muzyczne Świętej Cecylii. Orkiestra liczyła dwunastu członków, a pierwszym dyrygentem był Piotr Haręzga. W celu zakupu instrumentów przeprowadzono zbiórkę pieniędzy wśród mieszkańców Odrzykonia. Orkiestra szybko zdobyła uznanie i często była zapraszana na występy do Krosna i Jasła.
W 1910 roku orkiestra występowała na obchodach 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem na krakowski rynku oraz na deskach Teatru Starego w Krakowie. Rozwój orkiestry został przerwany przez wybuch I wojny światowej, część jej członków została powołana do wojska austriackiego. Po zakończeniu działań wojennych orkiestra została reaktywowana. W tym czasie orkiestra wzbogaciła się o nowe instrumenty zakupione przez Polonię amerykańską.
W 1923 roku zespół liczył 24 muzyków, a w latach 1934-1939 wzrósł do 30 osób. Repertuar orkiestry z tego okresu świadczy o wszechstronności i wysokim kunszcie muzycznym.
Wybuch II wojny światowej po raz drugi przerwał działalność orkiestry. Jej majątek i instrumenty były przechowywane w ukryciu. Po wojnie przystąpiono do jej reaktywacji i odmłodzona orkiestra już w 1946 roku osiągnęła wysoki poziom artystyczny.
W roku 2004 orkiestra obchodziła uroczysty Jubileusz 100-lecia swego istnienia. Przez skład orkiestry przewinęło się ponad 140 muzyków wyszkolonych w Odrzykoniu.
Jako ciekawostkę dodam, że członkowie tej wiejskiej orkiestry, grali z nut. Uczył ich tego założyciel i wieloletni dyrygent Piotr Haręzga. Sam wcześniej, dzięki uzyskanym pieniądzom, za sprzedawane płody rolne, które przynosili członkowie orkiestry ze swoich gospodarstw, sam pogłębiał swoją wiedzę muzyczną. A gdy spłonął mu dom w Łęgach (pobliskim przysiółku) i dyrygent nie chciał się przenosić do Odrzykonia, społeczność za zebrane pieniądze kupiła dom we wsi, rozebrała go i postawiła na nowo na jego ziemi, gdzie stał ten, który poszedł z dymem. To dopiero szczery wyraz sympatii i wdzięczności dla wiejskiego muzyka

.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia –
Lidia