Witam
Dorzucę cegiełkę do dyskusji o tym jak żyli nasi przodkowie.
To materiały dotyczące konkretnych wydarzeń, których opis znalazłem w Księgach Referendarii Koronnej (1) oraz księgach grodzkich krakowskich (3). Rzecz dotyczy sporu pomiędzy mieszkańcami wsi Rokitno, Bonowice, Grabiec i Kaszczor a konwentem klarysek krakowskich (wsie były własnością konwentu od 1257 roku) oraz Janem Podlewskim, administratorem tych dóbr. Wnioski na pewno każdemu nasuną się same.
Jako, że rzecz dotyczy historii powszechnie mniej znanej pozwolę sobie zamieścić trochę obszerniejszy opis. Mam przy tym nadzieję, ze może komuś okaże się to przydatnym.
Jan Podlewski (pisownia nazwiska w niektórych dokumentach jest inna: Podleski, Podleński) pochodził z Raciborowic niedaleko Krakowa. 19 lipca 1779 roku w kościele w Rokitnie zawarł związek małżeński z Józefą Strońską, córką Józefa Strońskiego administratora dóbr rokitnickich. Uczestniczyło w tej uroczystości kilku dostojników z Krakowa (….).Prawdopodobnie Podleski po teściu przejął funkcję administratora. Okazał się być bardzo okrutnym zarządcą. W ciągu prawie ośmiu lat swojego administrowania kluczem rokitnickim konwentu klarysek krakowskich wykazał się porywczością i okrucieństwem w stosunku do poddanych. Wymuszał na poddanych wykonywanie prac przekraczających wymiar tradycją ustalonej pańszczyzny. Siłą wymuszał posłuszeństwo. Za najmniejsze nawet przewinienie, a często również zupełnie niesłusznie, karał biciem. Z tego powodu wielu poddanych przypłaciło to zdrowiem a nawet życiem. W Księgach Grodzkich Krakowskich wykazanych jest ich z imienia i nazwiska kilkunastu. Między innymi:
„… Balcera Krawca że Syna swego znaleźć nie mógł [wzywanego zapewne przez zarządcę do jakiejś dodatkowej pracy] … Ślężyka za wystawienie stodółki, lubo za wiedzą Jaśnie Panny Ksieni, … Bielnickiego za upomnienie się o zapłatę od Roboty namiotu, Jacentego Buczaka za podniesienie w Lasku kilku gałązek od Śniegu upadłych, który pod czas mrozu był więziony, y osobno znowu karany, … Maychra Ziarna i Kazimierza Gila pod pretekstem nierychłego wyjeżdżania w drogę, lubo przed wschodem słońca wyjeżdżali, Bonawentura Ślęka o podniesienie Widły na drodze, wmówiwszy w niego że ukradł, który Człowiek tak ciężko był pobity, że bardzo długo chorował … Synów Ignacego Sikory o wegnanie na pastwisko, z których pierwszy do Niedziel kilku, a drugi aż do Roku chorował, …Pawełka o to, że Córki swej usznej ze Dworu znaleźć nie mógł, tak ciężko obić kazał y obił, że z tego pobicia, zaraz rozchorował się, do zdrowia przyjść niemógł, y niedługo umarł, Jana Sobalę tak bezprzyczynnie ukarał, że aż krwią spłynął, y opuchł, z czego zaraz rozchorował się, y w krótce umarł, Franciszka Wronę, gdy mu się pług nadpsuwał przy Oraczu, tak pobił y ukarał, że zaraz tenże Człowiek rozchorował się y krwią charchał, do zdrowia przyjść niemógł, y nareszcie umarł, Wawrzeńca, kazawszy przez Zagon położyć, tak mocno ukarał, że zaraz tego samego dnia tenże Człowiek rozchorował się y szóstego dnia umarł, a po śmierci krzyże i nogi posiniałe, y krew mu się dobywać miała … a tak że oczywiście utraty zdrowia tych ludzi, nie kto inny stał się przyczyną, tylko tenże I.Pan Podleski z czego wielu nawet z Mieszkańców Wiosek tutejszych, rozeyść się w inne tereny musiało, … „”
Wobec nasilającej się porywczości i złości Podleńskiego, mieszkańcy Gromad wsi w obawie przed jeszcze większymi represjami postanowili wybrać delegację aby ta udała się do właścicielek, Panien Franciszkanek, ze skargą i prośbą o oddalenie z majątku tego okrutnika. Delegowani przez gromady wyruszyli do Krakowa w okresie kiedy nie było zbyt wielu prac polowych. Mogło to być jesienią 1785 roku. Na spotkaniu z Ewą Chomentowską, ówczesna przeoryszą krakowskiego konwentu klarysek przedstawili jej swoje krzywdy i obawy. Ta przekazała włościanom Rezolucję, w której zobowiązywała się zaspokoić prośby mieszkańców wsi i nie dopuścić do dalszego pokrzywdzania ich przez administratora. Zbadanie sprawy oraz rozsądzenie sporu zleciła Komisarzowi Konwenckiemu. Delegacja wróciła do domów. Niestety, mimo obietnic sytuacja w stosunkach z Podleńskim nic się nie zmieniła. Nie wiadomo czy w ogóle była jakaś interwencja w tej sprawie. Jest przy tym bardzo prawdopodobne, że stosunki Podleńskiego z Konwentem oraz z samą Ksienią były przyjazne i jako zarządca spełniał oczekiwania klasztoru W każdym bądź razie wbrew oczekiwaniom mieszkańców, Podleński stał się jeszcze bardziej zawzięty. Wobec takiego obrotu spraw Gromady wszystkich czterech wsi postanowiły ponownie wysłać do Krakowa delegację, w skład której weszli wójtowie, zapewne też część przysiężnych oraz paru innych, obdarzonych autorytetem kmieci. W sumie trzynastu włościan. Tym razem spisano Suplikę, którą zamierzano złożyć na ręce ksieni. Delegacja tą sama drogą co poprzednio udała się krakowskiego grodu. Przypuszczam, że działo się to późną jesienią lub nawet zimą. Do klasztoru przy kościele Św. Andrzeja dotarli najprawdopodobniej przed południem. Tym razem jednak ksienia Chomentowska nie przyjęła poddanych od razu. Wprost przeciwnie upokorzyła ich karząc czekać przez wiele godzin przed klasztorną bramą. Dopiero wieczorem, gdy zrobiło się ciemno zawołano ich do lektorium. To było miejsce z przegroda oddzielająca nawę tego starego kościoła od prezbiterium dostępnego tylko dla duchownych i zakonnic. Ksienia zapytała o powód przybycia. Gdy wyznaczeni spośród siebie delegaci zaczęli opowiadać o swoich uciążliwościach zniecierpliwiona i rozzłoszczona zabroniła im dalej mówić. Mało tego, mocno ich zrugała i zagroziła ukaraniem całe wsie skąd pochodzili. Zaraz też, spisawszy wprzód swoją relację przywołała niejakiego Brzozowskiego, pisarza konwenckiego oraz pięciu parobków klasztornych. Nakazała wyprowadzić wszystkich chłopów na podwórzec klasztorny i tam ukarać każdego kilkudziesięcioma plagami. Jej rozkaz wykonano natychmiast. Zdezorientowani i zaskoczeni włościanie raczej nie stawiali oporu. Tym bardziej, że prawdopodobnie większość z nich miała już swoje lata. Wójt rokitnicki po pobiciu ukląkł na środku dziedzińca i głośno żalił się, że za porządne sprawowanie swojego urzędu taką oto niesprawiedliwą dostał „nagrodę”. Widząc to z okna ksienia jeszcze bardziej się rozsierdziła i nakazała parobkom ponownie ukarać plagami tegoż wójta. Pobity został również Franciszek Galiński, młynarz z Kaszczora, który tylko przyłączył się do delegacji, a przybył do klasztoru w prywatnej swojej sprawie. Mianowicie poskarżyć się chciał na dwór rokitnicki za odjęciu mu dopływu wody do młyna. Nawet nie był wysłuchany przez ksienię i potraktowany został jak pozostali. Wszystko działo się w ciemnościach, skąpo tylko rozjaśnianych przez palące się pochodnie. Ksienia, później podczas dochodzenia komisarskiego tłumaczyła się, że chłopi przybyli do klasztoru z hałasem i byli krnąbrni. Zamiast przekazać swoje skargi domagali się odpowiedzi i odgrażali się, że pójdą ze skargą za granicę. Wobec takiego zachowania zdenerwowała się i nakazała ukarać kilku krnąbrnych poddanych. Jednych po 10 a innych, bardziej aktywnych po 20 plag. Przypuszczam, że faktycznie przedstawiciele wsi byli podenerwowani i mogli kierować się emocjami. Nie byłoby to zbyt dziwnym po upokorzeniu tak długim oczekiwaniem na spotkanie.
Pobici chłopi wrócili do swoich domów. Na pewno byli rozżaleni, z poczuciem niesprawiedliwości i krzywdy a jednocześnie oburzeni i wściekli na zakonnice za to co ich spotkało. Wyobrażam sobie podniecenie i gwar dyskusji jakie zapanowały wtedy we wsiach. Mieszkańcy musieli należeć do światłych i być dobrze zorganizowanymi. Postanowili nie odpuścić i iść ze swoimi krzywdami do Sądów Referendarii Koronnej. Wysłali swoich delegatów aż do Warszawy. Był wśród nich zapewne chłop-wójt Karol Selerski z Rokitna, którego mieszkańcy obrali swoim plenipotentem na czas trwania czynności sądowych. Już w dniu 6 lutego 1786 roku otrzymali glejt ochronny. Tak było wtedy w zwyczaju aby zabezpieczyć skarżących się przed zemstą i prześladowaniem przez oskarżanych przed rozpatrzeniem sprawy i wydaniem wyroku. Ciekawym jest jednak to, że glejt ów otrzymali od samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Treść tego dokumentu znalazłem w Księgach Grodzkich Krakowskich. Do Sądów Referendarskich Koronnych w Warszawie pozew Gromad wymienionych wsi wpłynął 7 czerwca 1786 roku. Pozew ten dotyczył nie tylko skargi na okrucieństwo podstarościego Podleńskiego i skargi na konwent PP Franciszkanek ale dodatkowo jeszcze innych spraw spornych. Chodziło tu między innymi o grunty bezprawnie zabrane przez dwór rokitnicki gromadom wsi Rokitno i Grabiec, wymiar pańszczyzny, obmiar gruntów i granice wsi. Rozpatrywano jednocześnie również pozwy dworów: rokitnickiego i bonowickego przeciwko gromadom, roszczenia plebana rokitnickiego Biernackiego w sprawie zbyt niskich dla plebanii danin i jeszcze inne sporne kwestie. W sumie wzajemne pozwy dotyczyły 10 kategorii spraw. Pierwszy wyrok zapadł w Warszawie w dniu 12 lipca 1786 roku. 27 września został oblatowany do Ksiąg Grodzkich w Krakowie. Rozstrzygnięcia nie były jednak satysfakcjonujące dla obu stron. Jedni komisarze wydali wyrok zaoczny niekorzystny dla gromad, drudzy niekorzystny dla klasztoru i administratorów. Nastąpiły apelacje gromad oraz klasztoru, których skutkiem było powtórne zbadanie spraw. W dniu 29 maja 1787 roku postanowieniem sądu referendarskiego odroczono wydany wcześniej wyrok. Po ponownej wizytacji gruntów gromad, weryfikacji dokumentów oraz wysłuchania stron Sąd Referendarii Koronnej w Warszawie, w dniu 9 czerwca 1788 roku ogłosił nowy wyrok. Jan Podleński został potraktowany jako uciążliwy administrator i nakazano oddalenie go z majątku konwentu. Jednak wyrok był w tej sprawie łagodniejszy dla klasztoru i administratora w porównaniu z poprzednim. Za nieludzkie obchodzenie się z poddanymi sąd skazał go na 6 tygodni wieży (zamiast jak w poprzednim wyroku na pół roku) oraz zapłacenie 1000 grzywien kary (o połowę mniej niż zasądzono wcześniej). Połowa miała być wypłacona gromadom Rokitna, Grabca, Bonowic i Kaszczora a połowa pobitym przez zarządcę lub z jego polecenia oraz rodzinom zmarłych z takiego pobicia. W mocy natomiast sąd utrzymał karę 500 grzywien, zasądzoną od klasztoru za pobicie przedstawicieli wsi przybyłych do przeoryszy Chomentowskiej ze skargą (w tym 50 grzywien dla młynarza ukaranego niewinnie). Ponadto sąd zasądził na rzecz gromad wypłatę przez konwent 4000 złotych polskich za przebory (czyli wcześniejsze, bezprawnie wymuszane przez administratorów nadmierne świadczenia pańszczyźniane, które gromady udowodniły) oraz koszty sądowe. W drugiej połowie XVIII wieku stosowano jeszcze grzywny jako jednostki płatnicze. 1 grzywna krakowska to 48 groszy. 1 złoty polski wtedy liczył 30 groszy. Według tych przeliczników kara, którą Jan Podleński miał w dniu 1 października 1788 roku (przed wejściem do wieży) wypłacić w Krakowie gromadom była równoważna 1600 złp. Wpłata konwentu to w przeliczeniu - 800 złp (2). Jaka była siła nabywcza ówczesnych pieniędzy?. W latach 1764-1795 za 2 złp pożna było kupić kopę jaj, za 3 złp - parę butów, za 1 złp – kosę, za 6 złp – garniec gorzałki (około 2,75 litra). Woźny dostawał 2 złp za tydzień pracy. W sumie mieszkańcy wszystkich czterech wsi otrzymali 6400 złp zadośćuczynienia. To dość spora suma. Sąd zarządził także, że po rozdzieleniu pieniędzy zgodnie z wyżej wspomnianymi wytycznymi oraz po spłaceniu długów zaciągniętych przez gromady na sprawy związane z procesem sądowym, pozostała ich cześć miała być przeznaczona na fundusz dla założenia magazynu zbożowego lub kasy pieniężnej gromadzkiej. Rozdział i pieczę nad tymi pieniędzmi sąd zlecił wójtowi rokitnickiemu i przysiężnym poszczególnych wsi. Pieniądze umieszczone miały być w skrzyni, do której jeden klucz miał mieć wójt rokitnicki a drugi klucz miał posiadać przysiężny z Grabca i Bonowic. Kasa miała być, zgodnie z wolą gromad oraz rozrządzeniem sądu egzekutorialnego komisarskiego, ulokowana albo u księdza rokitnickiego albo we dworze rokitnickim. Sąd zalecał również wprowadzenie corocznej składki od każdego mieszkańca celem pomnażania tej wspólnej kasy. Miały one służyć na wspomaganie gospodarzy zubożonych lub podupadłych wskutek różnych klęsk żywiołowych, na wspomożenie wdów i innych ubogich mieszkańców.
(1) Keckowa A., Pałucki Wł., Księgi Referendarii Koronnej z drugiej połowy XVIII wieku, Tom II (1781-1794), PAN Instytut Historii, Książka i Wiedza, 1957, str. 671-689
(2)
https://forum.odkrywca.pl/topic/683850- ... -xix-wiek/ (dostęp z 06 maja 2020 r.)
(3) Księgi grodzkie krakowskie z lat 1786, 1787, 1788 (
www.szukajwarchiwach.gov.pl – dostęp z 10.11.2021 r.)
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Żak