: śr 23 sie 2006, 01:35
Tak się dziwnie składa w naszym światku genealogicznym, że co jakiś czas ktoś wymyśla koło.
Temat który tu omawiamy, a który był przedmiotem wielu wątków na różnych forach, stał się ostatnio przebojem na GenPolu.
Uczestnicy spotkania wrocławskiego zapewne pamiętają, że sprawa fotografowania zasobów parafialnych była jedną z myśli przewodnich mojego wystąpienia.
Nie mam tu bynajmniej pretensji o "ojcostwo" tematu, bo juz od kilku lat takie próby są podejmowane przez wielu naszych kolegów.
Duże doświadczenie w tej sprawie ma Staszek Pieniążek i Koleżanki i Koledzy z Pomorskiego, ale nie tylko. Nie chcę wymieniać, aby nie pominąć kogoś i nie urazić.
Na GenPolu raptem wszyscy doznali olśnienia.
Ratujmy... opłakany stan. Najlepiej zabrać księgi z parafii, bo to wspólne dobro i tym podobne hasła.
Pragnę podkreślić, że generalnie popieram samą ideę.
Widzę tu jednak pewne niebezpieczeństwo. I to może nie jedno.
O pierwszym podstawowym napisał Tomek Bębenek. Trafił w sedno.
Doskonale wiem o niechęci pewnych grup hierarchów do ingerowania osób świeckich w kościelne archiwalia.
Powody są różne. Niektórych możecie się domyślać. Publicznie na ten temat się nie wypowiem.
Dzisiaj na wszystko mozna patrzeć jako na potencjalny towar, a my chcemy dać to wszystko ludziom?
Pomyślcie, to tak jakby państwo zezwoliło wzszystkim na produkcję własnej energii lub spirytusu bez wnoszenia stosownych opłat.
Musimy znaleźć formułe nie wykluczającą możliwości uzyskiwania przez archiwa diecezjalne korzyści z udostępniania zbiorów przeniesionych przez nas na nosniki cyfrowe.
Osobiście uważam, że próby, a nawet tylko propozycje darmowego upowszechnienia danych metrykalnych pozyskiwanych z parafii lub diecezji stanowią robotą wrogą dla genealogii amatorskiej. To może nam zablokować na dobre dostęp nawet do tych zasobów, które udaje się z wielkim trudem pozyskiwać (z obopólną korzyścią).
Oczywiście nie chcę tu generalizować. Nie każda diecezja i nie każdy archiwista ma takie zamiary, ale osobiście znam takie.
Jestem również po rozmowach z dwoma proboszczami, którzy czytują czasami nasze dyskusje. Tak się złożyło, że zaintersował ich ten wątek. Niestety treść niektórych wypowiedzi przyjeli z dużą rezerwą i od początkowej akceptacji przeszli do postawy nieufnej.
Inne niebezpieczeństwo widzę w pospolitym ruszeniu, niemal krucjacie jaką proponują niektórzy koledzy i także koleżanki.
Boje się nierozważnych działań i pretensji zgłaszanych pod adresem instytucji kościelnych, wytykających ogólny zły stan przechowywania archiwaliów w parafiach.
Taki czarny scenariusz może wywołać w naszym środowisku, a szczególnie u osób, które może były na 10 parafiach wrażenie, że tak jest istotnie.
Zasoby parafialne i warunki ich przechowywania są montorowane. Ten proces trwa. W skali kraju sytuację ocenia się jako zadawalającą.
Odpowiednie raporty były publikowane w fachowych czasopismach.
Uogólnianie na podstawie obserwacji kilku, czy kilkunastu parafii jest nieuprawnionym nadużyciem. Oczywiście bywają sytuacje złe, ba nawet tragiczne, ale wówczas można podejmować próby pomocy.
Stawianie sprawy, że księgi powinny trafić natychmiast do archiwum, uważam za zwykłą demagogię obliczoną na uzyskanie popularności na forum.
Trzeba mieć minimum rozeznania w możliwościach materialnych, lokalowych i kadrowych dzisiejszych archiwów. Kto, gdzie i za co ma to wszystko zgromadzić?
Kto i za co ma to wszystko zakonserwować?
Zejdźmy na ziemię.
Księgi, dzieki dyslokacji, a więc jedne egzemplarze w parafiach, inne w biskupstwach, potrafiły przetrwać zawieruchy dziejowe. Nawet jeśli spaliło się sto parafii, to i tak większość metrykaliów ocalała.
Pytam co by się stało, gdyby ktoś tak w 1939 roku wpadł na taki genialny pomysł i zgromadził wszystkie księgi w Warszawie?
Problem nie tkwi w tym: gdzie przechowywać, tylko jak?
Taka mała refleksja mnie naszła. Bez obrazy, ale już wiem dlaczego nazywamy się "amatorami".
Polskie TG w swoich założeniach miało zapisane współdziałanie ze wszystkimi instytucjami właśnie w tych sprawach.
Trzeba o tym pamiętać. Nie możemy jednak decydować za kogoś i wkraczać w czyjeś kompetencje. Możemy podpowiadać i oferować współpracę.
Czy ktoś z dyskutantów podejmował rozmowy w tej sprawie z władzami Kościoła lub państwowych archiwów? Myślę, że od tego należy zacząć.
Od rozmów i deklaracji pomocy, a nie roszczeń.
Z pewnością nie od pomysłu upowszechnienia w internecie zasobów którymi dysponuje Kościół.
Jestem trochę zaniepokojony postawą niektórych osób. Otóż jedna z koleżanek, mniejsza kto, na mój głos w dyskusji, w którym podałem przykład konkretnego działnia, napisała:
"Zatem opowiedz Waldemarze (albo załącz, proszę linki do swoich wypowiedzi) o Twojej/Waszej organizacji pracy, o tej pracy którą nazywasz "od podstaw" - jak i gdzie mają zgłaszać się osoby, które wyraziły swój akces do pomocy? Kto jest koordynatorem działań ? Kto ustala „zagrożone” parafie ? Słowem – organizacja od A do Z.
Wreszcie pytanie, które mnie nurtuje najbardziej: piszesz o przekazanych płytach z efektami swojej pracy ? A co dzieje się z tymi księgami, które powinny już dawno znaleźć się w archiwach ?"
O tym co ja robię, pisałem wielokrotnie. Parafiom które tego sobie życzą, robię archiwa cyfrowe ich zasobów. Oczywiście nieodpłatnie. Kopię mam dla własnych potrzeb. Mam prawo zrobienia i opublikowania samych indeksów.
Natomiast z wypowiedzi owej Koleżanki polecam ostatni akapit. Wynika z niego, że fotografowanie ksiąg w celu uniknięcia ich ponownego wertowania przez kolejnych badaczy, to nie jest wystarczające działanie.
W nagrodę za udostępnienie ksiąg, powinniśmy doprowadzić do odebrania parafii jej zbiorów i przekazania do archiwum, bo według naszej opinii warunki przechowywania są niewłaściwe.
Pięknie. Życzę sukcesów w kontaktach z parafiami. To właśnie min. ten ustęp wzbudził zastrzeżenia znajomych proboszczów, przychylnych naszemu ruchowi.
Na zakończenie napiszę przewrotnie.
Mam nadzieję, że akcja (w tym kształcie, bowiem samą ideę popieram słowem i czynem od ponad roku) upadnie, jak większość fajerwerków, jakie rozbłyskują co i rusz w naszym środowisku. Bo jeśli nie, to możemy zablokować sobie dostęp do metryk parafialnych na długie lata.
Jeżeli PolTG przejmie patronat nad tymi działaniami i zacznie podchodzić do sprawy mniej donkiszotersko, wówczas bedę pomagał ze wszystkich sił.
Pozdrawiam
Waldemar Fronczak
Temat który tu omawiamy, a który był przedmiotem wielu wątków na różnych forach, stał się ostatnio przebojem na GenPolu.
Uczestnicy spotkania wrocławskiego zapewne pamiętają, że sprawa fotografowania zasobów parafialnych była jedną z myśli przewodnich mojego wystąpienia.
Nie mam tu bynajmniej pretensji o "ojcostwo" tematu, bo juz od kilku lat takie próby są podejmowane przez wielu naszych kolegów.
Duże doświadczenie w tej sprawie ma Staszek Pieniążek i Koleżanki i Koledzy z Pomorskiego, ale nie tylko. Nie chcę wymieniać, aby nie pominąć kogoś i nie urazić.
Na GenPolu raptem wszyscy doznali olśnienia.
Ratujmy... opłakany stan. Najlepiej zabrać księgi z parafii, bo to wspólne dobro i tym podobne hasła.
Pragnę podkreślić, że generalnie popieram samą ideę.
Widzę tu jednak pewne niebezpieczeństwo. I to może nie jedno.
O pierwszym podstawowym napisał Tomek Bębenek. Trafił w sedno.
Doskonale wiem o niechęci pewnych grup hierarchów do ingerowania osób świeckich w kościelne archiwalia.
Powody są różne. Niektórych możecie się domyślać. Publicznie na ten temat się nie wypowiem.
Dzisiaj na wszystko mozna patrzeć jako na potencjalny towar, a my chcemy dać to wszystko ludziom?
Pomyślcie, to tak jakby państwo zezwoliło wzszystkim na produkcję własnej energii lub spirytusu bez wnoszenia stosownych opłat.
Musimy znaleźć formułe nie wykluczającą możliwości uzyskiwania przez archiwa diecezjalne korzyści z udostępniania zbiorów przeniesionych przez nas na nosniki cyfrowe.
Osobiście uważam, że próby, a nawet tylko propozycje darmowego upowszechnienia danych metrykalnych pozyskiwanych z parafii lub diecezji stanowią robotą wrogą dla genealogii amatorskiej. To może nam zablokować na dobre dostęp nawet do tych zasobów, które udaje się z wielkim trudem pozyskiwać (z obopólną korzyścią).
Oczywiście nie chcę tu generalizować. Nie każda diecezja i nie każdy archiwista ma takie zamiary, ale osobiście znam takie.
Jestem również po rozmowach z dwoma proboszczami, którzy czytują czasami nasze dyskusje. Tak się złożyło, że zaintersował ich ten wątek. Niestety treść niektórych wypowiedzi przyjeli z dużą rezerwą i od początkowej akceptacji przeszli do postawy nieufnej.
Inne niebezpieczeństwo widzę w pospolitym ruszeniu, niemal krucjacie jaką proponują niektórzy koledzy i także koleżanki.
Boje się nierozważnych działań i pretensji zgłaszanych pod adresem instytucji kościelnych, wytykających ogólny zły stan przechowywania archiwaliów w parafiach.
Taki czarny scenariusz może wywołać w naszym środowisku, a szczególnie u osób, które może były na 10 parafiach wrażenie, że tak jest istotnie.
Zasoby parafialne i warunki ich przechowywania są montorowane. Ten proces trwa. W skali kraju sytuację ocenia się jako zadawalającą.
Odpowiednie raporty były publikowane w fachowych czasopismach.
Uogólnianie na podstawie obserwacji kilku, czy kilkunastu parafii jest nieuprawnionym nadużyciem. Oczywiście bywają sytuacje złe, ba nawet tragiczne, ale wówczas można podejmować próby pomocy.
Stawianie sprawy, że księgi powinny trafić natychmiast do archiwum, uważam za zwykłą demagogię obliczoną na uzyskanie popularności na forum.
Trzeba mieć minimum rozeznania w możliwościach materialnych, lokalowych i kadrowych dzisiejszych archiwów. Kto, gdzie i za co ma to wszystko zgromadzić?
Kto i za co ma to wszystko zakonserwować?
Zejdźmy na ziemię.
Księgi, dzieki dyslokacji, a więc jedne egzemplarze w parafiach, inne w biskupstwach, potrafiły przetrwać zawieruchy dziejowe. Nawet jeśli spaliło się sto parafii, to i tak większość metrykaliów ocalała.
Pytam co by się stało, gdyby ktoś tak w 1939 roku wpadł na taki genialny pomysł i zgromadził wszystkie księgi w Warszawie?
Problem nie tkwi w tym: gdzie przechowywać, tylko jak?
Taka mała refleksja mnie naszła. Bez obrazy, ale już wiem dlaczego nazywamy się "amatorami".
Polskie TG w swoich założeniach miało zapisane współdziałanie ze wszystkimi instytucjami właśnie w tych sprawach.
Trzeba o tym pamiętać. Nie możemy jednak decydować za kogoś i wkraczać w czyjeś kompetencje. Możemy podpowiadać i oferować współpracę.
Czy ktoś z dyskutantów podejmował rozmowy w tej sprawie z władzami Kościoła lub państwowych archiwów? Myślę, że od tego należy zacząć.
Od rozmów i deklaracji pomocy, a nie roszczeń.
Z pewnością nie od pomysłu upowszechnienia w internecie zasobów którymi dysponuje Kościół.
Jestem trochę zaniepokojony postawą niektórych osób. Otóż jedna z koleżanek, mniejsza kto, na mój głos w dyskusji, w którym podałem przykład konkretnego działnia, napisała:
"Zatem opowiedz Waldemarze (albo załącz, proszę linki do swoich wypowiedzi) o Twojej/Waszej organizacji pracy, o tej pracy którą nazywasz "od podstaw" - jak i gdzie mają zgłaszać się osoby, które wyraziły swój akces do pomocy? Kto jest koordynatorem działań ? Kto ustala „zagrożone” parafie ? Słowem – organizacja od A do Z.
Wreszcie pytanie, które mnie nurtuje najbardziej: piszesz o przekazanych płytach z efektami swojej pracy ? A co dzieje się z tymi księgami, które powinny już dawno znaleźć się w archiwach ?"
O tym co ja robię, pisałem wielokrotnie. Parafiom które tego sobie życzą, robię archiwa cyfrowe ich zasobów. Oczywiście nieodpłatnie. Kopię mam dla własnych potrzeb. Mam prawo zrobienia i opublikowania samych indeksów.
Natomiast z wypowiedzi owej Koleżanki polecam ostatni akapit. Wynika z niego, że fotografowanie ksiąg w celu uniknięcia ich ponownego wertowania przez kolejnych badaczy, to nie jest wystarczające działanie.
W nagrodę za udostępnienie ksiąg, powinniśmy doprowadzić do odebrania parafii jej zbiorów i przekazania do archiwum, bo według naszej opinii warunki przechowywania są niewłaściwe.
Pięknie. Życzę sukcesów w kontaktach z parafiami. To właśnie min. ten ustęp wzbudził zastrzeżenia znajomych proboszczów, przychylnych naszemu ruchowi.
Na zakończenie napiszę przewrotnie.
Mam nadzieję, że akcja (w tym kształcie, bowiem samą ideę popieram słowem i czynem od ponad roku) upadnie, jak większość fajerwerków, jakie rozbłyskują co i rusz w naszym środowisku. Bo jeśli nie, to możemy zablokować sobie dostęp do metryk parafialnych na długie lata.
Jeżeli PolTG przejmie patronat nad tymi działaniami i zacznie podchodzić do sprawy mniej donkiszotersko, wówczas bedę pomagał ze wszystkich sił.
Pozdrawiam
Waldemar Fronczak