skoro temat ma tak wiele odcieni, to oczywiście, zgadzam się z Wami, że temat się nie wyczerpał
I miło jest „poczytać” ludzi, którzy mają coś ciekawego i tak wiele do dodania.
Pozdrawiam serdecznie,
Aneta
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

Nie ma problemu z chrztem dziecka urodzonego w związku, w którym rodzice nie mogą wziąć ślubu kościelnego.Trzeci nurt to stosunek Kościoła do dzieci nieślubnych; z jednej strony wypada przyznać, że dzieci takie cieszyły pełnym równouprawnieniem - na takich samych zasadach jak wszystkie inne dzieci dopuszczano je do chrztu oraz do następnych sakramentów, nie utrudniano im ślubu kościelnego (ciekawe, że w czasach nam współczesnych zmieniło się to radykalnie - dość częste są obecnie przypadki, gdzie księża odmawiają ochrzczenia dzieci, bo ich rodzice żyją "w grzechu).
Powyższe przykłady dotyczą jawnych "rozpustnic" i "ladacznic", których zachowanie wpływało destrukcyjnie na wiejską społeczność. Co jednak z pannami uwiedzionymi przez przez żonatych mężczyzn? Co z dziewczynami z bogatych domów mających chwilę słabości z jurnym parobkiem?Drugi nurt to negatywny stosunek społeczności wiejskich do dzieci nieślubnych i ich matek ("stygmatyzujacy" skuteczniej niż wybieranie im imion z kalendarza) - ciekawy także w warstwie etnograficznej (różnego typu "zwyczaje ludowe" - chłosta przy dzwonnicy, obcinanie włosów, chodzenie po wski z kołem od wozu w asyście policjanta czy obyczaj tzw. zawitki (oczepiny w karczmie bez wesela).

Otóż właśnie nie! Owe "zawodowe ladacznice" żyły sobie spokojnie nie niepokojone przez społeczność wiejską; ot, najwyżej jakaś zazdrosna o męża gospodyni splunęła im pod nogi. Przywołane przeze mnie - za książka Kotuli "Przeciw urokom" - "obrzędy wiejskie dotyczyły panien i młodzieńców z dobrych "gospodarskich" rodzin. Jeżeli "sprawca" był znany, to cierpiał na równi ze swoją partnerką: "...oboje, matka i ojciec przyszłego dziecka, z kołem od wozu na ramionach i w towarzystwie policjanta musieli przejśc przez wieś otoczeni gapiami. Każdego napotkanego na drodze przepraszali za swój postępek. taka droga krzyżowa kończyła się w karczmie, gdzie sprawca obowiązkowo sprzedawała wierzchnie odzienie i wszystkim obecnym kupował wódkę". Zauważmy, ze była to kara za samo spłodzenie "ławkowego" potomka, niezależnie, czy tego czy jego rodzice zalegalizowali później swój związek czy nie.Tomek1973 pisze: ...przykłady dotyczą jawnych "rozpustnic" i "ladacznic", których zachowanie wpływało destrukcyjnie na wiejską społeczność. Co jednak z pannami uwiedzionymi przez przez żonatych mężczyzn? Co z dziewczynami z bogatych domów mających chwilę słabości z jurnym parobkiem?




