Strona 3 z 3

: sob 04 lut 2012, 23:03
autor: Szczerbiński
Witam ponownie!
Gdy mówimy o kątnikach, komornikach i gospodnikach, wydaje się, że warto przyjrzeć się bliżej budowli zwanej chałupami, tak w Koronie jaki na Litwie. Z ich konstrukcji bowiem wynikają takie pojęcia jak kątnik i komornik. Chociaż jak się okazuje mają one razem z gospodnikiem wiele znaczeń :wink:
Chaty, lepianki to kmiotków mieszkania, tak jak cały ich byt, nie mogły być inne jak tylko złe. Stawiano je tam gdzie było drzewo i glina (lepianki), a gdy nie było tych materiałów do budowy, to ryto w ziemi korytarz, który miał tylko okna i dach nad powierzchnią (Ukraina). We wschodniej części kraju były tzw. kurne chaty, nazwane od dymu (kur, kurit po rusku, czyli dymić). W takich chatach nie było okien, tylko jeden lub dwa szczupłe otwory, zasuwane deską, lub też ze smolnej sośniny, lub jedliny wystrugane deszcznikami, przez które silniejszy jaskrawo przebijał się promień. Komin w nich nie wychodził na dach, więc dym z pieca rozchodził się po całej izbie, wypuszczany przez pułap i dymniczki. Ściany były poczernione, wiecznym pokostem powleczone, źle wpływały na oczy. Świetlicą zaś nazywano chałupę z kominem na dach wyprowadzonym, z oknami, której ściany były pobielone, więc i porządniejszą. Takie budowle zamieszkiwali podstarości, czyli : ekonom, proboszcz, kowal, organista, mielnik. Takie też były domki mieszczan po mniejszych miasteczkach. Różniły się jedynie od wiejskich tym , że zwykle dranicami , nie słomą były pokryte. Były obszerniejsze i wybielone z zewnątrz. Nie tak porządne bywały chaty żydowskie i domy zajezdne. Drobnej szlachty domostwa, snopkami poszywane, tym się od chłopskich różniły, że miały większe okna od ‘szybek’ chłopskich i wrota wielkie, choć podwórze chruścianym płotem ogrodzone. Oprócz tego szlachcica ‘dworek’ miał dwie izby po rogach i sień w środku. Gdy tymczasem w chatach chłopskich sień była z ‘czoła’, za nią izba a w tyle komora. Inne było zamknięcie i inny porządek wkoło. W chłopskich całym zamknięciem była zasuwka lub wrzeciądz. U Rusinów kąt izby był w wielkim poważaniu. U Litwinów nie było szczególnego uważania na kąt, u nich próg był najważniejszy, czyli wejście do chaty. Nie wolno było na nim rąbać drwa, lub rozlać czegoś nieczystego, bowiem pod progiem zakopywano tam amulety i czarodziejskie inkluzy. Po założeniu podwalin, na każdym jej końcu gospodarz kładł na noc kawałek chleba. W zależności od tego której strony ów chleb zniknął, przesuwano w inną stronę podwaliny.
Nigdy nie budowano chałup w miejscu gdzie przebiegała wcześniej droga, gdyż bano się odwiedzin diabła. Drzewa zwalonego przez burzę nie zakładano też w ściany budowli. Chałupę można było powiększyć tylko wzdłuż konstrukcji, nigdy wszerz, bowiem mogło to sprowadzić na domowników chorobę lub nawet śmierć. Po zbudowaniu chałupy nad sienią nie wolno było dać pokrycia przez rok, aby wszystkie biedy, przez ten otwór uciekły. Takie i jeszcze inne 'zasady' (przesądy) mieli dawni budowniczowie domostw. Pozdrawiam Jerzy :D

: ndz 19 lut 2012, 20:58
autor: LenkaW
W Spisie rewizyjnym Troki 1811 ( biblioteka kresowa) wymienieni są ojciec i synowie jako kątnik i synowie kątnika (Stawińscy), zaliczeni do stanu szlacheckiego. Z dyskusji wynikało, że to pojęcie odnosi się raczej do stanu chłopskiego. W tym wypadku jest inaczej. Może chodzi o osoby zubożałe, które zachowały poczucie przynależności do stanu szlacheckiego, niezależnie od pozycji, a spisującemu ich stan był znany. Dane do spisu podawali urzędnicy sądowi, właściciele majątków.

pozdrawiam
Helena

: pn 20 lut 2012, 09:55
autor: Szczerbiński
Witam!
Wydaje mi się, że sytuacja taka głównie dotyczyła gołoty (zwanym w statucie wiślickim także obłomkiem). Prawo pod tym względem rozumiało człowieka wolnego, ale bez posiadłości i pomieszkania stałego. Takimi byli np. słudzy niepoddani, cudzoziemcy bez zatrudnienia ‘potłukujący się’ tylko dla wyżywiena po dworach. Jednym słowem ‘kto nie był szlachcic, mieszczanin, kmieć lub żyd’ (jak pisano ok 1850 r.). Także chłop wolny bez własności gruntowej należał do gołoty i nazywał się ‘luźnym człowiekiem’. Względem gołoty były różne ustawy. Wg statutu wiślickiego, gdy służebny gołota zrobił komuś szkodę, jego pan za niego odpowiadał. Pozew przeciw niemu przybijano na drzwiach sądu lub na drzwiach kościoła parafii w której przebywał. Gołotę od ręki ‘imano’ i do wyroku więziono. Za gołotę mógł jednak ręczyć gospodarz domu (chałupy) którym aktualnie mieszkał. W roku 1564 (a może i wcześniej) już wymieniano ‘gołotę’ imposesjonata wśród szlachty. O czym pisze
A. Biliński w 'Szlachta Ziemi Dobrzyńskiej za ostatnich Jagiellonów'
A przy okazji parę słów o włóczęgach. Każdy człowiek prostego stanu, bez świadectwa, tułający się po kraju, uważany był za włóczęgę. Włóczęgę można było ‘imać’ każdemu szlachcicowi i do pracy zmuszać. Jeżeli się jednak okazało, że włóczęga był zbiegłym poddanym, wtedy musiał być zwrócony swemu panu za wynagrodzeniem kosztów jego dostarczenia. Według prawa w r. 1593 także w miastach obowiązywało ‘chwytanie włóczęgów’. Żebracy jeśli mieli świadectwo od księży, szlachty lub jakiejś innej ‘władzy’ nie mogli być uważani za włóczęgów. W prawie istniało też równoległe pojęcie do włóczęgi - hultaja. Pozdrawiam Jerzy

: pn 20 lut 2012, 11:58
autor: Jan.Ejzert
Witam

Bardzo ciekawie opisał obyczaje i stosunki na wsi od czasów pańszczyźnianych do 1928 roku Jan Słomka, wójt w Dzikowie w swych "Pamiętnikach włościanina".
Pewnie praca ta jest znana i chyba była już linkowana. :) ale może komuś się przyda.
http://www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka.html

Pozdrawiam
Czarek