W takim razie moja teoria to klapa. Wydaje mi się, że to coś innego niż tylko relacja brat-brat skoro dyspensa była aż od Papieża. Ale.... czasem doszukujemy się czegoś głebokiego, a może to być jakiś prozaiczny powód. Np. w tym czasie mógł być biskup, który bardzo przestrzegał przepsiów prawa kościelnego i na dodatego sam nie lubił podejmować decyzji lub w tym przypadku nie chciał takiej decyzji podjąć bo coś tam .....
Artur
Małżeństwo w "Pierwszym stopniu pokrewieństwa"?
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
Musiało zajść powinowactwo w pierwszym stopniu linii bocznej (bracia), skoro Agnieszka jednoznacznie wykluczyła linię prostą (ojciec-syn). Tertium non datur.
Od przeszkód małżeńskich dyspensować mógł papież oraz osoby przez niego upoważnione. Takie upoważnienia otrzymywali od papieża biskupi, ale obejmowały one wyłącznie dalsze stopnie pokrewieństwa i powinowactwa - np. w XIX wieku zwykle tylko trzeci i czwarty (z wykluczeniem raptus puellae). O dyspensę od przeszkody w stopniu pierwszym i drugim musiał więc proboszcz pisać bezpośrednio do Rzymu, bez względu czy zachodziła ona w linii prostej czy bocznej.
Od przeszkód małżeńskich dyspensować mógł papież oraz osoby przez niego upoważnione. Takie upoważnienia otrzymywali od papieża biskupi, ale obejmowały one wyłącznie dalsze stopnie pokrewieństwa i powinowactwa - np. w XIX wieku zwykle tylko trzeci i czwarty (z wykluczeniem raptus puellae). O dyspensę od przeszkody w stopniu pierwszym i drugim musiał więc proboszcz pisać bezpośrednio do Rzymu, bez względu czy zachodziła ona w linii prostej czy bocznej.

