: pn 29 paź 2007, 11:24
Portal ten zacząłem zgłębiać stosunkowo niedawno, więc jeszcze dużo czasu musze poświęcić na jego całkowite poznanie. Stąd dla wielu starszych stażem na tym portalu moje niektóre wypowiedzi mogą być co najmniej dziwne, ale to wyłącznie z niewiedzy i dokładnej znajomości jego zawartości.
Tyle tytułem wstępu i usprawiedliwienia się.
A wracając do postu sygnowanego „przeski” .
Tak w zasadzie to nie zawiera on nic odkrywczego!!!!
O tym co pisze „przeski” wie każdy z nas. Ale ten post – tak jak i wiele innych - spełnia swoje zadanie. Mianowicie uświadamia nam, że wiele oczywistości, które w zasadzie są jakby niezauważalne tworzą klimat tego portalu i jego forum w szczególności.
I nieważne jest, czy głos zabiera ktoś, kto prosi tylko o informacje o konkretnym interesującym go przypadku, czy ktoś zamieszcza link do interesującej i ciekawej strony, czy podana jest informacja o tym, że ktoś coś zindeksował…..
Portal skupił wokół tematu grupę pasjonatów, hobbystów, ludzi o określonych zainteresowaniach….
I to jest chyba najważniejsze.
Co do tworzenia formalnych stowarzyszeń, grup, związków…..
Przynależność do jakiejkolwiek organizacji ( poza partiami politycznymi) jest dobrowolna.
Ale tu pojawiają się również liczne wątpliwości.
Pozwolę sobie opisać swój osobisty przykład, który jest chyba dylematem wielu genealogów. Pochodzę z Wielkopolski, tam żyli od początku XIII ( udokumentowane ! ) moi przodkowie, tam obecnie mieszkają moi krewni….
Sentymentalnie czuję się z tą ziemią związany „od zawsze”. Los jednak sprawił, że w 1962 r. moi rodzice zamieszkali na Kaszubach. Będąc wtedy młodym człowiekiem tutaj podjąłem swoją pierwszą pracę, i tutaj założyłem rodzinę.
Wszystko wskazuje też na to, że tutaj będę już do końca……
Moja żona jest rodowitą Kaszubką.
Tak więc powstał dylemat : do którego z regionalnych towarzystw genealogicznych powinienem się zapisać?
Wielkopolskiego - z uwagi ma moje korzenie, czy Pomorskiego – z uwagi na miejsce zamieszkania i pochodzenie żony?
Jeśli się zapiszę do Wielkopolskiego - odległość – ok. 400 km- nie pozwoli mi uczestniczyć w comiesięcznych spotkaniach i także uniemożliwi mi czynny udział w pracach Towarzystwa, np. wykonanie jakiejś indeksacji, lub czegoś, co wymaga pobytu tam, w Wielkopolsce…..
Mogę do Pomorskiego TG…
Tu sprawa jest otwarta – chociaż nie będąc członkiem PomTG. nawiązałem kontakt z niektórymi jego członkami, uzyskałem ich pomoc i mam zapewnienie o dalszym mnie wspomaganiu przy pracy nad innym tematem związanym z historią tych ziem – ziem nazywanych „ ziemiami wiecznego pogranicza” .
Z pewnych względów nie mogłem uczestniczyć w październikowym spotkaniu członków PomTG.
Ale w listopadowym chyba już będę mógł….
Mógłbym też „zapisać” się do PolTG. Mógłbym zapisać się, zapłacić składki ( jako emeryt nie odczuł bym tego chyba zbyt boleśnie) no i co dalej ?
Być członkiem organizacji, opłacić skalski, podpisać zapoznanie się z statutem i regulaminem - lekkie, łatwe i przyjemne, nie wymagające wysiłku; czasem nawet nie trzeba czytać tego, co się podpisuje.
Ale w przypadku PolTG również „kłania się” odległość i tym samym niemożność uczestniczenia w spotkaniach, zjazdach, itp….
Zajmując się genealogią stosunkowo od niedawna pomogłem kilku osobom, które zwróciły się bezpośrednio na „priv” o pomoc. Odnalazłem potrzebne im dokumenty, odesłałem, dostałem podziękowania. Sam również korzystałem z indywidualnej pomocy innych genealogów, czy urzędników USC. I nikt nie pytał się o moja przynależność organizacyjną, wiele USC nie żądało podań i opłat skarbowych.
Ot, zwyczajnie – ktoś potrzebował pomocy, więc pomogli. Również wielu księży z chęcią pomaga….
Chociaż w przypadku biur parafialnych odsetek życzliwych i chętnych do pomocy jest zdecydowanie mniejszy.
Z doświadczenia wiem, że współpraca z biurem parafialnym nabiera rozmachu dopiero po bezpośrednim spotkaniu z proboszczem. Przedtem wymiana maili jest raczej grzecznościowa, ale ze strony proboszcza mało konkretna. Dopiero po wizycie w biurze parafialnym i bezpośredniej rozmowie można liczyć na coś więcej.
Ale o tym ktoś, gdzieś już pisał, dodając że proboszczowie boją się o całość ksiąg parafialnych. Zdarzały się bowiem wypadki, że po wizycie jakiegoś poszukiwacza stwierdzano brak niektórych stron….
Nie neguję potrzeby i konieczności tworzenia organizacji. Pożytki z tego płynące są oczywiste.
Natomiast zazwyczaj staram się myśleć pesymistycznie. Łatwo być optymistą i na samym początku okrzyknąć sukces zrzeszenia się w jakąś organizację. Trudniej jednak jest później przyznać się do porażki, którą ta organizacja poniosła, bo czegoś nie przewidziała, bo coś nie wyszło, bo nie do końca wszystko przekalkulowano, bo uwzględniono tylko ewentualne korzyści i planowano w związku z tym wyłącznie sukcesy ….
Zwrócenie uwagi na to właśnie, było powodem dla którego tak się rozpisałem….
No i tak przy okazji – mam ogromną prośbę. Piszę o tym na każdym forum, na którym zabieram głos. Proszę mianowicie o podanie do wiadomości swojego miejsca na ziemi.
Rzecz w tym, że podanie takiej informacji w „profilu” czasem może komuś ułatwić poszukiwania.
Jak widać – ja napisałem „Kaszuby”. Trochę niezbyt precyzyjnie , ale wyraźnie mówi że nie Warszawa, Śląsk, Kraków….
A jeśli ktoś będzie zainteresowany nawiązaniem kontaktu i poproszeniem o poszukanie czegoś w tych stronach – w miarę możliwości pomogę.
Kwestia „ zrzeszać się czy nie” jest w dalszym ciągu otwarta.
Tyle tytułem wstępu i usprawiedliwienia się.
A wracając do postu sygnowanego „przeski” .
Tak w zasadzie to nie zawiera on nic odkrywczego!!!!
O tym co pisze „przeski” wie każdy z nas. Ale ten post – tak jak i wiele innych - spełnia swoje zadanie. Mianowicie uświadamia nam, że wiele oczywistości, które w zasadzie są jakby niezauważalne tworzą klimat tego portalu i jego forum w szczególności.
I nieważne jest, czy głos zabiera ktoś, kto prosi tylko o informacje o konkretnym interesującym go przypadku, czy ktoś zamieszcza link do interesującej i ciekawej strony, czy podana jest informacja o tym, że ktoś coś zindeksował…..
Portal skupił wokół tematu grupę pasjonatów, hobbystów, ludzi o określonych zainteresowaniach….
I to jest chyba najważniejsze.
Co do tworzenia formalnych stowarzyszeń, grup, związków…..
Przynależność do jakiejkolwiek organizacji ( poza partiami politycznymi) jest dobrowolna.
Ale tu pojawiają się również liczne wątpliwości.
Pozwolę sobie opisać swój osobisty przykład, który jest chyba dylematem wielu genealogów. Pochodzę z Wielkopolski, tam żyli od początku XIII ( udokumentowane ! ) moi przodkowie, tam obecnie mieszkają moi krewni….
Sentymentalnie czuję się z tą ziemią związany „od zawsze”. Los jednak sprawił, że w 1962 r. moi rodzice zamieszkali na Kaszubach. Będąc wtedy młodym człowiekiem tutaj podjąłem swoją pierwszą pracę, i tutaj założyłem rodzinę.
Wszystko wskazuje też na to, że tutaj będę już do końca……
Moja żona jest rodowitą Kaszubką.
Tak więc powstał dylemat : do którego z regionalnych towarzystw genealogicznych powinienem się zapisać?
Wielkopolskiego - z uwagi ma moje korzenie, czy Pomorskiego – z uwagi na miejsce zamieszkania i pochodzenie żony?
Jeśli się zapiszę do Wielkopolskiego - odległość – ok. 400 km- nie pozwoli mi uczestniczyć w comiesięcznych spotkaniach i także uniemożliwi mi czynny udział w pracach Towarzystwa, np. wykonanie jakiejś indeksacji, lub czegoś, co wymaga pobytu tam, w Wielkopolsce…..
Mogę do Pomorskiego TG…
Tu sprawa jest otwarta – chociaż nie będąc członkiem PomTG. nawiązałem kontakt z niektórymi jego członkami, uzyskałem ich pomoc i mam zapewnienie o dalszym mnie wspomaganiu przy pracy nad innym tematem związanym z historią tych ziem – ziem nazywanych „ ziemiami wiecznego pogranicza” .
Z pewnych względów nie mogłem uczestniczyć w październikowym spotkaniu członków PomTG.
Ale w listopadowym chyba już będę mógł….
Mógłbym też „zapisać” się do PolTG. Mógłbym zapisać się, zapłacić składki ( jako emeryt nie odczuł bym tego chyba zbyt boleśnie) no i co dalej ?
Być członkiem organizacji, opłacić skalski, podpisać zapoznanie się z statutem i regulaminem - lekkie, łatwe i przyjemne, nie wymagające wysiłku; czasem nawet nie trzeba czytać tego, co się podpisuje.
Ale w przypadku PolTG również „kłania się” odległość i tym samym niemożność uczestniczenia w spotkaniach, zjazdach, itp….
Zajmując się genealogią stosunkowo od niedawna pomogłem kilku osobom, które zwróciły się bezpośrednio na „priv” o pomoc. Odnalazłem potrzebne im dokumenty, odesłałem, dostałem podziękowania. Sam również korzystałem z indywidualnej pomocy innych genealogów, czy urzędników USC. I nikt nie pytał się o moja przynależność organizacyjną, wiele USC nie żądało podań i opłat skarbowych.
Ot, zwyczajnie – ktoś potrzebował pomocy, więc pomogli. Również wielu księży z chęcią pomaga….
Chociaż w przypadku biur parafialnych odsetek życzliwych i chętnych do pomocy jest zdecydowanie mniejszy.
Z doświadczenia wiem, że współpraca z biurem parafialnym nabiera rozmachu dopiero po bezpośrednim spotkaniu z proboszczem. Przedtem wymiana maili jest raczej grzecznościowa, ale ze strony proboszcza mało konkretna. Dopiero po wizycie w biurze parafialnym i bezpośredniej rozmowie można liczyć na coś więcej.
Ale o tym ktoś, gdzieś już pisał, dodając że proboszczowie boją się o całość ksiąg parafialnych. Zdarzały się bowiem wypadki, że po wizycie jakiegoś poszukiwacza stwierdzano brak niektórych stron….
Nie neguję potrzeby i konieczności tworzenia organizacji. Pożytki z tego płynące są oczywiste.
Natomiast zazwyczaj staram się myśleć pesymistycznie. Łatwo być optymistą i na samym początku okrzyknąć sukces zrzeszenia się w jakąś organizację. Trudniej jednak jest później przyznać się do porażki, którą ta organizacja poniosła, bo czegoś nie przewidziała, bo coś nie wyszło, bo nie do końca wszystko przekalkulowano, bo uwzględniono tylko ewentualne korzyści i planowano w związku z tym wyłącznie sukcesy ….
Zwrócenie uwagi na to właśnie, było powodem dla którego tak się rozpisałem….
No i tak przy okazji – mam ogromną prośbę. Piszę o tym na każdym forum, na którym zabieram głos. Proszę mianowicie o podanie do wiadomości swojego miejsca na ziemi.
Rzecz w tym, że podanie takiej informacji w „profilu” czasem może komuś ułatwić poszukiwania.
Jak widać – ja napisałem „Kaszuby”. Trochę niezbyt precyzyjnie , ale wyraźnie mówi że nie Warszawa, Śląsk, Kraków….
A jeśli ktoś będzie zainteresowany nawiązaniem kontaktu i poproszeniem o poszukanie czegoś w tych stronach – w miarę możliwości pomogę.
Kwestia „ zrzeszać się czy nie” jest w dalszym ciągu otwarta.