rwelka pisze:...że naszą wspólną rodzinę Pieniążkow mogłem obfotografować pod każdym kątem ...
Oświadczam bardzo grzecznie, że Dzięki Bogu nigdy z Panem Welką nie miałem i nie mamy żadnej wspólnej rodziny. Nigdy żaden mój przodek nie żył na terenach na których występują Welkowie. Przyznawanie się do jakichś węzłów rodzinnych powyższego ze mną jest kompletnym nieporozumieniem.
Staszek Pieniążek
Witam , trochę nie na temat ale moim zdaniem Panowie jak zawsze racja jest po środku ,w moim przypadku to właśnie w Archiwum Kościelnym nic nie płaciłem a zdjęć można było robić do woli , natomiast nie wszędzie jest człowiek jako tako widziany w niektórych parafiach i nie pomogą pieniądze bo kto chce służyć Bogu i ludziom ta zawsze znajdzie czas ku temu . Druga sprawa to w każdej parafii jest czas ograniczony do około godziny na szukanie , trzeba dobrze znać to co się szuka lub mieć szczęście by znalezioną metrykę umieścić na zdjęciu w aparacie . Co innego jest w bibliotece z mojego doświadczenia to tam nie wolno robić zdjęć ,jedynie ksero ,tak samo jest w Archiwach Państwowych , robią tylko ksero bo za zdjęcie płaci się słono . Jeszcze gorzej jest w gminach w USC , tam są zawsze kolejki i pani urzędnik nie ma wiele czasu na szukanie , a ksiąg nie dadzą do ręki , jak coś się znajdzie to dają krótki odpis drukiem za 22 zł . Trzeba chwalić ciężką prace genealogów którzy wykonują zdjęcia wszędzie by tu w necie mieć do nich dostęp , wszystkie drogi do poszukiwań są dobre i nie ma co się obrażać i według mnie jak nie przeszkadzam to już pomagam ; pozdrawiam - Julian
to chyba nie będę kontynuował, skoro odbierasz to jako przesłuchanie:(
GWP Edward..straciłem nadzieję na jakiekolwiek dokumenty, bardziej liczę, że ktoś (nie na forum) podejmie temat podchorążówek okupacyjnych, bo też posucha (poza kilkoma, a szczególnie jedna AKowską i trochę śladów NSZ)
ad wsypa - której nie wykluczam:)
wychudzenie i poszarpanie ubrania to raczej efekt podróży i problemów w jej trakcie, ew. w punkcie docelowym niż wyjściowym, tak bym typował
"delegowany" przyjeżdża (albo i nie) na miejsce, np nie nawiązuje kontaktu, nie za bardzo ma jak wrócić, szuka tam gdzie może (i co zna?)
albo i zupełnie inaczej
poszerzyłbym szukanie o wiele możliwości
a generalnie to mi z różnych powodów bardziej się konspiracyjne struktury w Policji kojarzą z Delegaturą, Państwowym Korpusem Bezpieczeństwa..może niesłusznie...ale ja od tego bym zaczynał
Kontynuuj proszę, przesłuchanie również może mieć pozytywne konotacje i służyć dobru (obu).
A propos GWP - wiem, że jeden z krewnych (po wojnie stale pod nadzorem służb) niewiele się namyślając (a może namyślając się) wziął w stanie wojennym papier i spisał dość szczegółowo swoje "zakazane" dzieje, złożył je w "Ossolineum" i zastrzegł, że udostępnienie może nastapić dopiero 20 lat po jego śmierci. Nie wiem, czy taka procedura istnieje i jak się ją przeprowadza - ale tak mi przekazał (wówczas - stan wojenny przełknąłem z pewną goryczą tą pigułkę).
No ale nie w tym rzecz: dotarłem do tych wspomnień - są, jak na czasy, w których powstały dość mocne (choćby przez zestaw nazwisk, faktów i ich obecną wagę)), nikt przede mną do nich nie dotarł, zapewne taki stan trwa do dzisiaj - nigdzie nie spotkałem informacji wskazujących na skorzystanie z tych danych przez dzisiejszych badaczy, mimo że osoba krewnego jest wzmiankowana w opracowaniach (ostatnie jakie znam - 2009 r.
Może na zasadzie analogii coś o GWP również gdzieś w achiwach się znajduje.
Dzisiaj jestem jakoś nastawiony przeciwko archwom - podam taki przykład: w internecie od pewnego czasu funkcjonuje ciekawy film pt. "Honor Generała" o zmarginalizowaniu za zycia postaci gen. Sosabowskiego. Występuje tam (film dokumentalny) Holender - entuzjasta historii wojska polskiego wyzwalającego Holandię. W pewnym momencie mówi on następującą kwestię (nie dosłownie): jeździłem kilka razy do Instytutu Sikorskiego do Londynu, aż Pan B.(pełne nazwisko) przekazał mi (jakby dla świętego spokoju) pudła z nieuporządkowanymi aktami dotyczącymi Sosabowskiego i jego żołnierzy, w tym nigdy nie publikowane zdjęcia i negatywy zdjęć.
Rzecz dzieje się po 2000 roku. Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć?
Ale w kontekście GWP - te dwie historie są raczej wiadomościami optymistycznymi - nie można wykluczyć obecności różnego rodzaju archiwaliów.
Tutaj chciałbym słowo do P. Anety - dziękuję, AAN rzeczywiście na tle innych archiwów (również w moim osobistym doświadczeniu) wygląda najlepiej.
ad. wsypa:
obaj Panowie (dziadek i naoczny świadek) znali się przed, w czasie i po wojnie, spotykali się - skoro dziadek zdefiniował wydarzenie w Warszawie jako wpadkę, a później w jakikolwiek sposób tego nie zdementował (ale też i nie wyjaśnił dokładnie) - muszę traktować to jako bliżej nieokreśloną "wpadkę" - chyba że ktoś przyniesie mi "kwity" i palcem pokaże, że jednak było to coś innego.
Chciałbym jeszcze, o ile można, wykorzystać, Włodzimierzu Twoją wiedzę - pytanie ma dość odległy i mało istotny związek z moim Dziadkiem Janem:
w "Internecie" - według moich sprawdzeń - funkcjonuje zdaje się tylko jedno zdjęcie Henryka Zygalskiego - czy to możliwe? Czy jest to jakaś zasada czy też oznacza to tylko brak danych lub opieszałość publicystów? (jak wpomniałem związek odległy - dziadek nie pracował w biurze szyfrów).
Tak czy owak, moją intencją była pomoc Gwidonowi - sam zaczynałem z taką "bryndzą" jeśli chodzi o dane o najbliższych. Posunąłem się, głównie w latach, trochę w wiedzy - dlatego chciałbym pomóc mu trochę. Zobaczymy - dzisiaj po południu lub jutro pewnie zamieści te zdjęcia i może coś sie z nich wyczyta (może numer pułku z naramienników, może kształt odznaki pułkowej, Virtuti Militari to pewnie za wojne polsko - bolszewicką).