Przebić mur niewiedzy i pójść o krok dalej
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
- Nowik_Andrzej

- Posty: 594
- Rejestracja: pt 22 cze 2007, 22:18
Trzeba nazywać rzeczy po imieniu: ten "mur niewiedzy" to przede wszystkim zdezelowany państwowy system informacji archiwalnej; albo ktoś ma tę wiedzę "tajemną", albo umie się domyślać, albo musi... płacić za kwerendy. Dzięki temu pozametrykalne źródła do badań genealogicznych wykorzystywane są w stosunkowo małym stopniu. Ale czy dużo osób jest zainteresowanych rozwiązaniami systemowymi, aby ten stan rzeczy zmieniać?
Andrzej Marek Nowik
Andrzej Marek Nowik
Nie przejmuj się Aneto.Kaczmarek_Aneta pisze:Panie Ryszardzie![]()
szczerze powiem, nie wiem jak Pan z tak matematyczną dokładnością wylicza czas potrzebny na zdobycie metryk dla iluś tam przodków i ja się w owych ramach czasowych w żadnym razie nie znajduję.
Czas, to funkcja dostępności do źródeł, a ta się zmienia, więc i czas ulega skróceniu. Ja mam raptem 100 przodków, ale 16 z nich spisałem jednego dnia, gdy kolejna porcja metryk z danej parafii została upubliczniona. Nawet gdybym poprzednich nie szukał 2 lata, to też bym ich znalazł w tej partii materiału, czy więc niepotrzebnie strawiłem te 2 lata, oczywiście, że nie.
Po za tym z tą matematyczną dokładnością u kolegi, to bym nie przesadzał.
Z moich równie prostych rachunków wynika, że mamy 510 przodków.rwelka pisze:Przeciętnie może sporządzić na podstawie metrykaliów drzewo z ośmioma pokoleniami
Z prostego rachunku wynika ,że 492 przodków .
...
Oczywiście zakładamy ,iż rodziny były pełne.
Pytałaś o takie nieweryfikowalne źródła, czy je uwzględniamy.
Właśnie sobie przypomniałem, że mam taki przypadek, kiedy uwzględniłem ustną legendę, a więc nawet nie źródło pisane.
Co prawda nie spowodowało to że uznałem jakieś kolejne osoby za moich przodków, ale uznałem że poprzez ród mojej prababci mogę mieć domieszkę krwi tatarskiej. Podejrzewam że nigdy mi się tego nie uda potwierdzić bo źródła metrykalne kończą się na 1890 roku. XIX wieczne spisy chłopów z okazji uwłaszczeń itp. tej kwestii nie poruszają a legenda dotyczy wieku XVII. Poszlaki zaś wskazują, że legenda może być prawdziwa. Jednak w notatkach mam wpisane, że to jedynie legenda. pamiętając, że kilka innych rodzinnych legend udało już mi się obalić.
Co do źródeł pierwotnych i wtórnych nie ma wielkiej różnicy bo itak jedne i drugie mogą być wiarygodne bądź nie.
Rozpatruję natomiast kategorie dokumentów (w sensie prawnym) i dokumentów w sensie epoki. Jedne i drugie opisują rzeczywistość poprawnie lub nie, ale te prawne, w tym metryki z kategorii ASC nie tylko opisują ale i kreują rzeczywistość w tym wypadku prawną. Fakt że ktoś się nazywał Pszkit, jest bez znaczenia, gdy urzędnik zapisze go jako Szkit to on względem prawa tak się zaczyna nazywać i musi robić sprawę w sądzie żeby to odkręcić - to taki luźny przykład.
Cynik jest łajdakiem, który perfidnie postrzega świat takim, jaki jest, a nie takim, jaki być powinien.
-
Sroczyński_Włodzimierz

- Posty: 35480
- Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
- Lokalizacja: Warszawa
- Otrzymał podziękowania: 1 time
Andrzej:
jedna rzecz to kwestia systemu informacji archiwalnej (niekoniecznie państwowej), czy w ogóle przepływu informacji o zasobie (patrz - kwestia bibliotek i muzeów!)
druga - jeśli już ktoś "wiedzę tajemną" posiadł, a aspiruje do bycia częścią środowiska, do brania udziały z pozycji "dla nas" "my"...to dlaczego się nie dzieli "tajemną"?
Jest gdzie i jak. Tym bardziej wiedząc o brakach w informacji "oficjalnego systemu" (podkreślam - nie tylko, a może nie przede wszystkim APy ADy, biblioteki, muzea to większy ból), o niedostatkach należy w epoce sieci2.0 tworzyć wiedzę. Rozpowszechniać, dzielić się.
Nie tylko wrażeniami "jest do d...":(
KZM powstał? geneteka? metryki? użyteczne? dlatego powstał, że "państwowy" system był oki? wręcz przeciwnie!
A teraz siadło:(
Właśnie teraz, gdy fala "nowych" ma ułatwiony start, mnóstwo zaoszczędzonego czasu i pieniędzy dzięki istniejącym narzędziom, gdy łatwiej jest przebić się głębiej.
Gdy jest większa (niż była parę lat temu) potrzeba, więcej chętnych, gdy artykuły pisane niegdyś dla dziesiątek osób zainteresowałby setki, a może nawet tysiące.
Gdy tematyka w końcu zaczyna odchodzić od (daruję sobie i czytelnikom przykłady...powiedzmy standardowych pytań) do rzeczy ciekawych, do tematów specjalistycznych, ale już nie niszowych.
Gdy w końcu jest odbiorca...
...jest cisza:(
Strach przed ośmieszeniem się? Niechęć, bo ta wiedza jest bardziej unikalna?
To i się poruszamy w kręgu "jedna pani drugiej pani" nie
takie a takie archiwum ten i ten zasób -jest (wiem na podstawie) a bez ewidencji..
spis parafian - tu i tu leży ukryty
podymne jest do tego , powstawało tak i tak;)
w 2013 będzie tym zainteresowanych sto razy więcej (albo i więcej niż sto razy) niż w 2008:) Czas działać, argumenty "a dla kogo to?" się zdezaktualizowały
Zbieraj ekipę, która zdezaktywowała się prawie zupełnie "bo nie było dla kogo pisać":) I praca u podstaw, ale w innym zakresie niż dotychczas:)
jedna rzecz to kwestia systemu informacji archiwalnej (niekoniecznie państwowej), czy w ogóle przepływu informacji o zasobie (patrz - kwestia bibliotek i muzeów!)
druga - jeśli już ktoś "wiedzę tajemną" posiadł, a aspiruje do bycia częścią środowiska, do brania udziały z pozycji "dla nas" "my"...to dlaczego się nie dzieli "tajemną"?
Jest gdzie i jak. Tym bardziej wiedząc o brakach w informacji "oficjalnego systemu" (podkreślam - nie tylko, a może nie przede wszystkim APy ADy, biblioteki, muzea to większy ból), o niedostatkach należy w epoce sieci2.0 tworzyć wiedzę. Rozpowszechniać, dzielić się.
Nie tylko wrażeniami "jest do d...":(
KZM powstał? geneteka? metryki? użyteczne? dlatego powstał, że "państwowy" system był oki? wręcz przeciwnie!
A teraz siadło:(
Właśnie teraz, gdy fala "nowych" ma ułatwiony start, mnóstwo zaoszczędzonego czasu i pieniędzy dzięki istniejącym narzędziom, gdy łatwiej jest przebić się głębiej.
Gdy jest większa (niż była parę lat temu) potrzeba, więcej chętnych, gdy artykuły pisane niegdyś dla dziesiątek osób zainteresowałby setki, a może nawet tysiące.
Gdy tematyka w końcu zaczyna odchodzić od (daruję sobie i czytelnikom przykłady...powiedzmy standardowych pytań) do rzeczy ciekawych, do tematów specjalistycznych, ale już nie niszowych.
Gdy w końcu jest odbiorca...
...jest cisza:(
Strach przed ośmieszeniem się? Niechęć, bo ta wiedza jest bardziej unikalna?
To i się poruszamy w kręgu "jedna pani drugiej pani" nie
takie a takie archiwum ten i ten zasób -jest (wiem na podstawie) a bez ewidencji..
spis parafian - tu i tu leży ukryty
podymne jest do tego , powstawało tak i tak;)
w 2013 będzie tym zainteresowanych sto razy więcej (albo i więcej niż sto razy) niż w 2008:) Czas działać, argumenty "a dla kogo to?" się zdezaktualizowały
Zbieraj ekipę, która zdezaktywowała się prawie zupełnie "bo nie było dla kogo pisać":) I praca u podstaw, ale w innym zakresie niż dotychczas:)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
- Śmiech_Michał

- Posty: 259
- Rejestracja: pt 12 mar 2010, 19:00
- Lokalizacja: Pułtusk
Dzień dobry.
Chciałbym się poradzić bardziej doświadczonych osób w pewnej kwestii. Chodzi teraz o Pułtusk i okoliczne parafię, a w szczególności o Zambski. Większość ksiąg z Zambsk została zindeksowana przez naszą niezastąpioną koleżankę Skrzypczak. Do roku 1820 akta są po łacinie. W aktach urodzenia, małżeństw, zgonów po łacinie nie ma wymienionych rodziców. Podobno tak jest wszędzie, że w aktach z początku XIX wieku i wcześniejszych brak imion rodziców. Jak więc cofać się dalej? Natrafiłem właśnie na ten mur i nie wiem co robić. Znam numery aktów oraz daty urodzenia przodków, ale nic mi to nie daję bo nie ma imion rodziców.
Chciałbym się poradzić bardziej doświadczonych osób w pewnej kwestii. Chodzi teraz o Pułtusk i okoliczne parafię, a w szczególności o Zambski. Większość ksiąg z Zambsk została zindeksowana przez naszą niezastąpioną koleżankę Skrzypczak. Do roku 1820 akta są po łacinie. W aktach urodzenia, małżeństw, zgonów po łacinie nie ma wymienionych rodziców. Podobno tak jest wszędzie, że w aktach z początku XIX wieku i wcześniejszych brak imion rodziców. Jak więc cofać się dalej? Natrafiłem właśnie na ten mur i nie wiem co robić. Znam numery aktów oraz daty urodzenia przodków, ale nic mi to nie daję bo nie ma imion rodziców.
Kłaniam się- Michał
http://michalstanislawsmiech.blogspot.com/
http://michalstanislawsmiech.blogspot.com/
-
Piotr_Romanowski

- Posty: 855
- Rejestracja: ndz 14 cze 2009, 17:53
- Lokalizacja: Płock
- Śmiech_Michał

- Posty: 259
- Rejestracja: pt 12 mar 2010, 19:00
- Lokalizacja: Pułtusk
Niestety nie ma akt gminy z Pułtuska i okolicznych parafii. A czy ktoś orientuje się może jak to było w Galicji? Przodków mam także pod Krakowem, może tam będę mógł dalej się cofać, bo tu dotarłem już do tego "muru" i przebić go nie sposób.
Kłaniam się- Michał
http://michalstanislawsmiech.blogspot.com/
http://michalstanislawsmiech.blogspot.com/
Bez przesady, to nie mur, powiedziałabym, że co najwyżej teren dość grząski. Mur to jest wtedy, kiedy akt nie ma. Żadnych. Owszem, jest trudniej i można powiedzieć, że zamiast na dowodach bazujemy na poszlakach, ale historycy od "wielkiej" historii mają często ten sam problem. Co nie znaczy, że nie warto prowadzić badań.
Fakt, przy ubogich w dane aktach łacińskich trzeba się nieźle nagimnastykować. Trzeba wyciągnąć wszystkie akty osób o interesującym nas nazwisku i zrobić to, co się da, czyli poukładać gałązki: rodzice + dzieci. Potem zaczynają się puzzle, czyli dopasowywanie gałązek z poszczególnych pokoleń. Przybliżoną datę urodzenia szacujemy na podstawie wieku z aktu zgonu, roku urodzenia pierwszego i ostatniego dziecka. Jeśli w akcie małżeństwa nie zapisano, że pochodził z innej parafii, to szukamy kandydata na przodka w poprzednim pokoleniu. W tym momencie bardzo, ale to bardzo nie lubimy imienia Marianna
. Imiona Jan i Stanisław również nie budzą sympatii. Jeśli w przeciągu dekady mamy więcej niż jedno urodzenie osoby o danym imieniu i nazwisku, to rzeczywiście, bez innych źródeł jesteśmy ugotowani. Ale jeśli jest tylko jedno, to prawdopodobnie będzie to nasz przodek. Zwiększamy to prawdopodobieństwo sprawdzając dla pewności sąsiednie parafie - czy tam nie urodził się ktoś, kto także by pasował. Zwracamy uwagę na inne poszlaki: dane świadków, chrzestnych. Jak mamy szczęście, to trafi nam się bonus w postaci zapisu:
"świadkowie: Jan Iksiński, ojciec pana młodego ze wsi Popowo przybyły" (mnie się trafił
).
A jak mamy dużo szczęścia, to nam się np. Szymon Zwierzyński (zasłużył na zachowanie we wdzięcznej genealogicznej pamięci) jako proboszcz trafi (Zambski, koniec XVIII wieku), który w wielu aktach ślubów, co prawda tylko przy przy pannach i kawalerach, ale zawsze, był uprzejmy podawać dane rodziców .
Moim zdaniem warto więc prowadzić badania, nawet na szczątkowych źródłach, ze świadomością jednak, że nie ustalamy prawdy absolutnej, a jedynie wersję najbardziej prawdopodobną w świetle posiadanych danych. A już na pewno warto sprawdzić, co dokładnie w tych źródłach jest.
Pozdrawiam,
Eleonora
Fakt, przy ubogich w dane aktach łacińskich trzeba się nieźle nagimnastykować. Trzeba wyciągnąć wszystkie akty osób o interesującym nas nazwisku i zrobić to, co się da, czyli poukładać gałązki: rodzice + dzieci. Potem zaczynają się puzzle, czyli dopasowywanie gałązek z poszczególnych pokoleń. Przybliżoną datę urodzenia szacujemy na podstawie wieku z aktu zgonu, roku urodzenia pierwszego i ostatniego dziecka. Jeśli w akcie małżeństwa nie zapisano, że pochodził z innej parafii, to szukamy kandydata na przodka w poprzednim pokoleniu. W tym momencie bardzo, ale to bardzo nie lubimy imienia Marianna
"świadkowie: Jan Iksiński, ojciec pana młodego ze wsi Popowo przybyły" (mnie się trafił
A jak mamy dużo szczęścia, to nam się np. Szymon Zwierzyński (zasłużył na zachowanie we wdzięcznej genealogicznej pamięci) jako proboszcz trafi (Zambski, koniec XVIII wieku), który w wielu aktach ślubów, co prawda tylko przy przy pannach i kawalerach, ale zawsze, był uprzejmy podawać dane rodziców .
Moim zdaniem warto więc prowadzić badania, nawet na szczątkowych źródłach, ze świadomością jednak, że nie ustalamy prawdy absolutnej, a jedynie wersję najbardziej prawdopodobną w świetle posiadanych danych. A już na pewno warto sprawdzić, co dokładnie w tych źródłach jest.
Pozdrawiam,
Eleonora
