: pt 20 paź 2023, 22:01
Oczywiście podzielam twoje wątpliwości, ale po tym jak podpisuję metryczki użytkownika w instytucjach archiwalnych i gdy jestem często pierwszym użytkownikiem to mam pewność, że wiele jednostek jest jeszcze w ogóle nieprzejrzanych. Wiem też, że wyszukanie takich śladów zaginionych ksiąg to żmudna praca, która może w ogóle nie przynieść efektów, jednakże sam niejednokrotnie spotkałem się ze złym opisem w inwentarzach archiwalnych, albo z jednostkami, które "nagle" się pojawiły w inwentarzach po inwentaryzacji wykonanej po latach, lub które były umieszczone w niewskazujących na daną treść zespołach, w których nikt by nigdy ich nie szukał. Były też przypadki, gdzie zgłaszałem, że w pewnej jednostce jest inna zaginiona jednostka, którą powinno się wyodrębnić (czego mimo upływu lat nadal nie zrobiono). Taki przykład (nie włożonej, a wręcz wszystej) występuje w linku, który podałem w poprzednim poście, gdzie w księdze grodzkiej bielskiej (brańskiej?) wszyto fragmenty ksiąg miejskich Mińska Litewskiego z 1677, czego by przecież w księgach bielskich nie szukano (karty od 1632). https://repcyfr.pl/dlibra/publication/3 ... 35/content
Oczywiście nie spotkałem jeszcze zaginionych ksiąg ziemskich i grodzkich.
Poza tym w Polskich instytucjach archiwalnych są przecież całe niezinwentaryzowane lub nieopisane jednostki, nawet w tak dużych insytucjach jak Biblioteka Czartoryskich w Krakowie, która ciągle pracuje nad swoimi inwentarzami. To jest dość duże archiwum, a przecież mamy też wiele mniejszych instytucji archiwalnych, które swoje zbiory mają opisane tak bardzo ogólnie, że dopiero użytkownik zaczyna rozpoznawać zawartość tego zbioru.
Oczywiście takie przypadki są powszechne na ogólnie pojętym Wschodzie, gdzie w magazynach archiwów, muzeów, urzędów i bibliotek jest wiele ksiąg, których nikt nigdy nie opisał. Do tej pory nie wiadomo czy opisano wszystkie polonika przechowywane w Sztokholmie, mimo że już wiele razy były międzynarodowe prace inwentaryzacyjne nad ustaleniem tego zasobu. Co jakiś czas są odkrycia, np. kilka lat temu wypłynęły zbutwiałe nieopisane dziesiątki lat materiały z magazynu muzeum w Moskwie, które okazały się księgami metrykalnymi z kilku parafii z województwa nowogródzkiego i Grodna, które do tej pory nie są dostępne. Wiele jednostek z Archiwum Radziwiłłów z ówczesnego archiwum w Mohylewie (które po wojnie przeniesiono do Mińska uznane w inwentarzach jako "wybyło", czyli zaginęły) znalazło się w archiwum w Kijowie, gdzie trafiło wiele lat po wojnie z małego miasteczka w Czechach, które to jednostki trafiły tam w czasie wojny, więc wierzę że w nieoczekiwanych lokalizacjach jeszcze coś ciekawego można odnaleźć, bo kto by sprawdzał zasób archiwów czeskich pod tym kątem? Nawet jakby na głównej stronie napisali, że mają np. księgi ziemskie chęcińskie po czesku, to przecież ich odbiorcy by na to nie zwrócili uwagi a wpisując w wyszukiwarkę to nawet taki wynik by się nie wyświetlił. Dlatego trzeba by zajrzeć w ich wyszukiwarki. Nie znam się w ogóle na archiwach w Niemczech, Czechach, Austrii, Francji itd., więc nie wiem czy mają oni podobny system jak szukajwarchiwach. Ale jakby mieli to może to być opisane np. jako księga sądowa w języku polskim lub po prostu księga w języku polskim (chociaż problemem jest to, że jednak przeważała łacina) i to już mogłoby wskazywać na jakieś zaginione materiały.
A mówię tu tylko o instytucjach archiwalnych, pomijając zbiory prywatne, które to zrabowane lub po prostu "zaopiekowane" po wojnie kolekcje mogą być bogate i ciekawe.
Oczywiście nie spotkałem jeszcze zaginionych ksiąg ziemskich i grodzkich.
Poza tym w Polskich instytucjach archiwalnych są przecież całe niezinwentaryzowane lub nieopisane jednostki, nawet w tak dużych insytucjach jak Biblioteka Czartoryskich w Krakowie, która ciągle pracuje nad swoimi inwentarzami. To jest dość duże archiwum, a przecież mamy też wiele mniejszych instytucji archiwalnych, które swoje zbiory mają opisane tak bardzo ogólnie, że dopiero użytkownik zaczyna rozpoznawać zawartość tego zbioru.
Oczywiście takie przypadki są powszechne na ogólnie pojętym Wschodzie, gdzie w magazynach archiwów, muzeów, urzędów i bibliotek jest wiele ksiąg, których nikt nigdy nie opisał. Do tej pory nie wiadomo czy opisano wszystkie polonika przechowywane w Sztokholmie, mimo że już wiele razy były międzynarodowe prace inwentaryzacyjne nad ustaleniem tego zasobu. Co jakiś czas są odkrycia, np. kilka lat temu wypłynęły zbutwiałe nieopisane dziesiątki lat materiały z magazynu muzeum w Moskwie, które okazały się księgami metrykalnymi z kilku parafii z województwa nowogródzkiego i Grodna, które do tej pory nie są dostępne. Wiele jednostek z Archiwum Radziwiłłów z ówczesnego archiwum w Mohylewie (które po wojnie przeniesiono do Mińska uznane w inwentarzach jako "wybyło", czyli zaginęły) znalazło się w archiwum w Kijowie, gdzie trafiło wiele lat po wojnie z małego miasteczka w Czechach, które to jednostki trafiły tam w czasie wojny, więc wierzę że w nieoczekiwanych lokalizacjach jeszcze coś ciekawego można odnaleźć, bo kto by sprawdzał zasób archiwów czeskich pod tym kątem? Nawet jakby na głównej stronie napisali, że mają np. księgi ziemskie chęcińskie po czesku, to przecież ich odbiorcy by na to nie zwrócili uwagi a wpisując w wyszukiwarkę to nawet taki wynik by się nie wyświetlił. Dlatego trzeba by zajrzeć w ich wyszukiwarki. Nie znam się w ogóle na archiwach w Niemczech, Czechach, Austrii, Francji itd., więc nie wiem czy mają oni podobny system jak szukajwarchiwach. Ale jakby mieli to może to być opisane np. jako księga sądowa w języku polskim lub po prostu księga w języku polskim (chociaż problemem jest to, że jednak przeważała łacina) i to już mogłoby wskazywać na jakieś zaginione materiały.
A mówię tu tylko o instytucjach archiwalnych, pomijając zbiory prywatne, które to zrabowane lub po prostu "zaopiekowane" po wojnie kolekcje mogą być bogate i ciekawe.