Śmieszne staje się udokumentowanie pokrewieństwa zwłaszcza jesli chodzi o kogoś kto juz od conajmniej 50 lat nie zyje, nie rozumiem dlaczego otoczone jest to taką tajemnicą.Uważam,że te przepisy są przestarzałe i mało elastyczne.
Fakt,że może gdybym postapiła delikatnie tak jak pisze mwpcch osiągnęłabym swój cel.Zdenerwował mnie trochę fakt,że informacja leży sobie spokojnie od 50-ciu lat w USC i nikt nawet nie kiwnął palcem aby żyjące wówczas osoby z pierwszej linii łącznie z zyjącą jeszcze jego mamą mogły o tym byc poinformowane.
Podziwiam Cię Marku za spokój i opanowanie.No ale coś za coś, przez to osiągasz to czego szukasz. Ja juz spaliłam swoja pozycje w USC gdyz dzisiaj rozmawiałam z panią i troche mnie poniosło.
Jeśli chodzi o przepisy jakimi posługują sie USC tak właśnie na ten art. co pisze Marcin powołali się.
Nie żyje juz nikt z rodzeństwa, nie żyja rodzice nie miał dzieci ani wnuków gdyz był kawalerem.
Właśnie dzisiaj po rozmowie z USC napisałam ponownie do PCK aby zwrócili się o informację jaka znajduje się w aktach wuja.
Nie podzielił się jeszcze nikt ze mną uwagą na temat czy USC postapił prawidłowo zostawiając informację w 1949 roku tylko dla siebie?
Poza tym ciekawa jestem jak takie informacje jak akty zgonu i inne dokumenty załatwiane są chociazby w innych krajach unii?
pozdrawiam
Mirosława Marciniak

