Nie tylko "companies"
To nie "RODO II".
Temat poruszany. Już teraz, gdyby ktoś bardzo chciał to może próbować zmusić FS (nie będące organizacją religijną, a stowarzyszeniem) do przeniesienia (także mikrofilmów - to też baza) zza wody. Szczególnie z uwagi na metody zabezpieczenia przez "partnerów" stosowane.
To też jest jedna z przyczyn (oprócz współpraca z "amazing partners"), że podpisanie umów (wyrażenie zgody) nie jest praktycznie możliwe. I FS doskonale od paru lat o tym wie, stąd m.in. bufory. Tylko ściemnia "kościół nie chce" (nb ŻIH też nie chce)
Żadne "ale logowanie mamy" "to tylko użytkowa kopia biblioteczna" nie ominie skutecznie nakazu zapewnienia przechowywania danych na terenie EOG. Jeśli ktoś zechce egzekwować - już istniejące prawo.
A dotyczy to nie tylko FS, także m.in. United States Holocaust Memorial Museum (dane osób żyjących przekazane po cichu, ale oficjalnie z Polski - w tym takie których my w APach "z ulicy" nie dostaniemy: sądy, archiwum KC etc ). I wielu innych bytów też.
Dzisiejsza (i wczorajsze też) sytuacja już (w mojej ocenie) jest po niewłaściwej stronie linii pomiędzy tym co wolno, a czego nie.
Podobnie jak przed RODO ustawa o ochronie danych teoretycznie ograniczała dostęp do rzeczy, do których dostęp dopiero implementacja RODO
skutecznie utrudniła (utrudniła nie skutecznie uniemożliwiła). Wcześniej też nie było można - jako zasada, tylko kwestie techniczne umożliwiały. I brak surowych kar.
Żeby było jasne:
jakoś specjalnie mnie to nie martwi. Wkurza zdecydowanie bardziej to "że oni tam mogą nasze, choć nie mogą wg prawa, a my tu nie możemy tych samych" niż to, że w ogóle ktoś może, a zbiory są rozproszone (więc bezpieczniejsze).
obok tego "straszne RODO" - przyjrzyjcie się innym rzeczom:
Może ważniejsze będzie obudowanie procedurami i orzecznictwem kwestii wiążącej "podmioty zobowiązane" (wg rozumienia OPEN DATA tj hasłowo re-use) z udostępnieniem, a finansowaniem z pieniędzy publicznych.
Np realne jest zagrożenie likwidacji wsparcia ochrony ksiąg z pieniędzy publicznych (NDAPowskie "wspieranie działań archiwalnych") gdy przechowawca nie wejdzie w udostępnienie.
Ochrony, nie digitalizacji. Tzn scenariusz "nie dostaniecie na konserwację, jeśli nie umożliwicie trwałej otwartej publikacji danych w sieci, w tym i przez API" jest możliwy. Nie "nie dostaniecie na skanowanie jak skanów nie wstawicie do sieci" a "nie możemy dać ani złotówki na gaz, jeśli bazy nie wystawicie w formacie do połknięcia przez API"
Niby dobrze, modelowo świetnie. Ale tych warunków ADy (zdecydowana większość) nie akceptowały. I skończy się zanim się zaczęło:( A miało poważne szanse okrzepnąć i się rozwinąć.
Za to może będzie bat na muzea (w tym prowadzone przez samorządy;), biblioteki etc zmuszający do publikacji ...choć pewnie akurat one załatwią sobie "wyłączenia z katalogu podmiotów zobowiązanych" bo tak, bo mogą, bo znajdą przełożenie.
Zależy kto co zdecyduje, może być bardzo nieciekawie, albo bardzo ciekawie. Takie czasy.
Polecam na zachęte:
https://www.youtube.com/watch?v=Yn3ph5- ... PfOOKLEKMd
w tym pojęcia jak prejestracja badań, kilka pojęć jak "złoty standard", strefy wymiany informacji (Kazachstan forever:)
a ogólnie całą koncepcję (zawierającą m.in, konieczność bezproblemowego docierania do prac doktorskich etc)...
PS nie wszyscy "wolni polococtowcy" tak szczerze wyznają "polococta dla wszystkich" jak co do czego przychodzi:)