Kaczmarek_Aneta pisze:jeśli chodzi o mnie to źle sądziłeś
Wiesz, że o Tobie nigdy źle nie sądzę
Sądziłem cytat.
Może to kwestia doboru zacytowanego fragmentu, gdzie były tylko ogólnie znane fakty. W całym tekście znalazłem za to kilka ciekawostek.
Może to kwestia tego, że ja stwierdzenie, że genealogia jest nauką pomocniczą historii traktuję wspak i uważam, że historia jest nauką pomocniczą genealogii - zawsze zapoznaję się z historią diecezji, parafii, wsi, które mnie interesują, nawet jeśli pozycje są wyłącznie historyczne i nie ma w nich nic genealogicznego, to zawsze wcześniej czy później ta wiedza się przydaje. Mi jest łatwiej, jako potomkowi chłopów, moja genealogia jest bardzo terytorialna i zamknięta na małym obszarze. Potomkowie mieszczan , szlachty czy owczarzy jako grup bardziej ruchliwych mają gorzej, za dużo historii lokalnych do poznania.
W kościele obowiązywała dotychczas zasada "gdzie wytworzone, tam przechowywane" czyli oryginalne księgi (unikaty) są w parafiach, a w AD są duplikaty, których sporządzanie dla kurii zaczęło być wymagane gdzieś od 1917/1918 roku, choć tak naprawdę dopiero uwolnienie księży od sporządzania duplikatów dla władz cywilnych, co nastąpiło 1945/1946 spowodowało, że powszechnie robili kopie dla kurii diecezjalnych. Stąd, czy spytasz o Siedlce, czy Lublin, czy Sandomierz, to starszych niż 1946 raczej nie mają, a te młodsze, to nie oryginały/unikaty tylko kopie/duplikaty. Tylko wyjątkowo trafiały do AD stare księgi.
Współcześnie coraz więcej diecezji decyduje się na zabieranie starych ksiąg z parafii do diecezji, ze względu na możliwość zapewnienia lepszej opieki księgom. Czy tak faktycznie jest, to przemilczę.
Dla mnie nowością były szczegóły regulacji w tej sprawie dotyczące diecezji łódzkiej i łowickiej, ale tylko dlatego, że mnie te diecezje nigdy nie interesowały.
O tym jak wygląda proces digitalizacji przez mormonów (księgi zwożone do Kurii i oddawane z powrotem do parafii) czytałem nie raz, również na genealogach w wątku o Radomiu i nie jest to dla mnie nowość. Tak samo było w diecezji lubelskiej.
Jak wynika z wypowiedzi Mikołaja - sprawa nie jest tak oczywista, jakby się wydawało (przynajmniej dla mnie).
Wieść o tworzeniu cyfrowego archiwum była dla mnie swego czasu sygnałem, że ta młoda diecezja, nie mając archiwum papierowego, a być może również odpowiedniego zaplecza na takie archiwum i nie chcąc/nie mogąc zmienić zasady o przechowywaniu ksiąg, postanowiła wykorzystać nowoczesną technikę do tego by takie archiwum stworzyć.
Budowanie od zera bywa efektywniejsze niż sztukowanie starego.
Szkoda, że to się tak wlecze, a sprawa archiwum cyfrowego się rozmywa.