Dziękuję bardzo za wiadomość.
Obawiam się, że to nie zagmatwałem, tylko mój przodek.
Wincenty Wasilewski (mój przodek) był synem Kazimierza według aktu swojego ślubu, ale według aktu swojego urodzenia był synem Józefa Wasilewskiego.
Z powodów, które przedstawiłem nie ma sensu szukać przed 1858 rokiem Kazimierza, bo wszystkie metryki z przed tego roku mają wpisanego Józefa, choć to ta sama osoba - świadczą o tym: imię i nazwisko rodowe małżonki oraz imiona dzieci (powtórzone zresztą w akcie zgonu Kazimierza).
Stąd też znaleziony akt ślubu Józefa i Marianny Romanowskiej z 1842 jest na pewno aktem właściwym i jedynym możliwym do odnalezienia.
Nie daje on jednak odpowiedzi na jedno z kluczowy pytań - dlaczego Józef syn Piotra stał się w 1858 Kazimierzem synem Szymona. Zmiana tylko imienia mogłaby wynikać z potencjalnej "wieloimienności". Zmiana imienia i otczestwa świadczy zapewne o czymś więcej.
Ślub z 1842 nie daje też odpowiedzi na drugie kluczowe pytanie - dlaczego Józef syn jakoby Piotra i Magdaleny Mackiewiczów stał się Józefem synem Piotra i Magdaleny z Mackiewiczów Wasilewskich. Tę zmianę można złożyć na karb błędu księdza, który pominął nazwisko ojca, a podał tylko nazwisko rodowe matki. Ale to nie wyjaśnia zmiany z 1858.
Pewny wyjaśnieniem mógłby być nie tyle błąd księdza ile "wielbłąd" - zamiast wpisać "Kajetan Kazimierz Wasilewski syn Szymona" wpisał "Józef Mackiewicz syn Piotra". Biedny Józef/Kazimierz przez 41 lat życia musiał posługiwać się nieprawdziwą tożsamości, "bo tak jest w metryce", aż wreszcie do Heroldii wysłano dokumenty, ta potwierdziła szlachectwo Kajetana Kazimierza Wasilewskiego syna Szymona i ten mógł przez kolejne 35 lat życia używać imienia Kazimierz i otczestwa Simonow.
No ale taka teoria wydaje mi się bardzo, bardzo, bardzo mocno naciągana. Odnalezienie Brygidy Wasilewskiej (zapisanej w spisach parafian jako córka Andrzeja/Szymona Wasilewskiego, a w akcie jej ślubu jako córka Szymona Wasilewskiego) przeczy hipotezie, że ksiądz mógł przepisać w 1817 roku część danych z wcześniejszego wpisu. Po tym odkryciu mocno zwątpiłem w przypadkowy błąd, a zacząłem poważnie rozważać celowe (choć celu nie potrafię sobie wyobrazić) działanie.
Dodatkowo cieniem na wiarygodność takiej teorii kładzie się transformacja Andrzeja Wasilewskiego syna Michała w jego kuzyna Szymona Wasilewskiego syna Piotra. Takie osoby występują w dokumentach oddzielnie do 1816 (skazka), po czym granica między nimi się zaciera. W wywodzie syn Andrzeja (Bonawentura Karol) jest synem Andrzeja, w swojej metryce ślubu jest synem Szymona. W metrykach urodzenia kolejnych dzieci w latach 1822-1825 raz pojawia się Andrzej, raz Szymon, a żona i miejscowość zamieszkania - te same.
Miałem nadzieję, że rozwiążę zagadkę odnajdując Szymona Wasilewskiego (rzekomego ojca Józefa/Kazimierza), ale odnalazłem tylko dowód, że jego kuzyn przejął jego tożsamość i podawał się za niego przez ponad 20 lat.
Na tę chwilę w głowie rodzi mi się myśl, że prawdziwy Szymon Wasilewski z jakiegoś powodu nie mógł ochrzcić swoich dzieci (bliźniaków?) pod swoim nazwiskiem (efekt wojen napoleońskich?) i zostały ochrzczone jako dzieci Mackiewiczów. Syna wychowywali Mackiewiczowie w innej parafii niż Jeziorosy (dlatego nie ma ich w spisach parafian jezioroskich), córkę rodzina Andrzeja, kuzyna Szymona. Po śmierci Szymona Andrzej postanowił przejąć jego tożsamość i jej używał w ostatnich latach swojego życia. Tymczasem syn Szymona był wychowywany przez Mackiewiczów, ale "okolica" wiedziała, że jest on z Wasilewskich, stąd zapis w akcie ślubu łączący dane z metryk chrztu z nazwiskiem prawdziwego ojca. Wyjaśniałoby to też obecność Magdaleny Mackiewicz w spisie parafian krewieńskich z 1846 razem z rodziną Józefa Wasilewskiego - mogła to być jego przybrana matka. Z kolei konieczność przygotowania dokumentów do Heroldii w latach 50. XIX wieku spowodowała, że rodzina postanowiła "odkręcić" przekłamania i podała stan faktyczny, czyli imiona Kajetan Kazimierz oraz biologicznego ojca Szymona, co po zatwierdzeniu szlachectwa stało się powodem zmiany Józefa s. Piotra na Kazimierza s. Szymona.
Strasznie to naciągane, ale nic lepszego mi do głowy nie przychodzi
