Zapis polskiego „ó” w nazwiskach pisanych po łacinie
Czy znawcy przedmiotu mogliby rozstrzygnąć pewien, nurtujący mnie problem?
W Odrzykoniu koło Krosna nazwiska „Wójcik” czy „Półchłopek” pisze się przez „ó”.
Tymczasem w czasach gdy zapisy w księgach kościelnych dokonywane były po łacinie, ksiądz zapisywał je jako: „Wujcik” oraz „Pułchłopek” – zob., poz. 38 (nazwisko rodowe matki Reginy) oraz poz. 39 (nazwisko ojca Piotra i nazwisko akuszerki).
Czy ksiądz zapisywał w ten sposób nazwiska rozmyślnie, gdyż alfabet łaciński dysponuje tylko 21 znakami i nie występuje tam „ó”, czy przytrafiły się jemu błędy ortograficzne (zob. „Nazwiska na bakier z ortografią”)? Wszak alfabet łaciński nie dysponował literą „ł”, a ksiądz ją stosował przy zapisie nazwisk, co widać w dołączonym dokumencie, na przykładzie „Cmetho” i „Pułchłopek”.
Łączę serdeczne pozdrowienia –
Lidia
Zapis polskiego "ó" w łacinie
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
- MalgorzataKurek

- Posty: 232
- Rejestracja: pt 25 kwie 2008, 13:56
- Lokalizacja: Kraków
Zapis polskiego "ó" w łacinie
Najprostsza odpowiedź - nie było żadnych zasad. Wśród moich przodków też spotkałam się z nazwiskiem Wójcik, zapisanym zarówno w formie Wuycik, jak i Woycik.
- Bartek_M

- Posty: 3376
- Rejestracja: sob 24 mar 2007, 12:47
- Podziękował: 1 time
- Otrzymał podziękowania: 15 times
- Kontakt:
Zapis polskiego "ó" w łacinie
Łaciński język metryk sam z siebie nie oddziaływał znacząco na formę graficzną nazwisk. Polski alfabet wzbogacał się o kolejne nowe litery („ł” w piśmiennictwie już w końcu XVI wieku; „ó” - znak graficzny dla fonemu „o” pochylonego - upowszechniony dopiero dzięki Komisji Edukacji Narodowej), które stosowano zapisując polskie nazwiska, bez względu, czy językiem metryki był język polski, czy łacina. Zresztą, do metryk łacińskich przenikały swobodnie nie tylko polskie litery - również fleksja („Anna od Starygo Jamrożygo”) czy słownictwo (choćby nazwy chorób).
Tak, jak pisze Małgosia, regułą był brak reguł. Niewątpliwie zdarzali się księża uwrażliwieni na pewne zjawiska fonetyczne, którzy pilnie odróżniali w piśmie na przykład „u” od „o” pochylonego (w XVII wieku rozróżniano je również w wymowie, i to powszechnie – dziś tylko w gwarach). Spotkałem nawet (oczywiście na kartach księgi) proboszcza, który oznaczał kreseczką miękkość spółgłosek dwuwargowych w wygłosie w XVIII- (!) wiecznych aktach metrykalnych, w nazwiskach chłopskich (!!!). Ale z drugiej strony, staranny, uwzględniający polskie znaki diakrytyczne zapis nazwisk, może czasem stanowić przeszkodę w poszukiwaniach. Dość powiedzieć, że w XVII i XVIII wieku literę „ł” pisano identycznie jak „t”. Teraz wyobraźmy sobie, że na jednym terenie mieszkały rodziny Kołeckich i Koteckich, a my szukamy tylko tych drugich. Jeśli pleban pisał „po staremu” (ten sam znak graficzny dla głosek „l” i „ł”), problemu nie ma. Ale jeśli pisał „po polsku”, nolentes volentes musimy przebadać rodziny o obu nazwiskach, aż do zmiany trendu w pisowni, gdy kreseczka w „ł” podeszła już ku górze i/lub nieco zafalowała.
Tak, jak pisze Małgosia, regułą był brak reguł. Niewątpliwie zdarzali się księża uwrażliwieni na pewne zjawiska fonetyczne, którzy pilnie odróżniali w piśmie na przykład „u” od „o” pochylonego (w XVII wieku rozróżniano je również w wymowie, i to powszechnie – dziś tylko w gwarach). Spotkałem nawet (oczywiście na kartach księgi) proboszcza, który oznaczał kreseczką miękkość spółgłosek dwuwargowych w wygłosie w XVIII- (!) wiecznych aktach metrykalnych, w nazwiskach chłopskich (!!!). Ale z drugiej strony, staranny, uwzględniający polskie znaki diakrytyczne zapis nazwisk, może czasem stanowić przeszkodę w poszukiwaniach. Dość powiedzieć, że w XVII i XVIII wieku literę „ł” pisano identycznie jak „t”. Teraz wyobraźmy sobie, że na jednym terenie mieszkały rodziny Kołeckich i Koteckich, a my szukamy tylko tych drugich. Jeśli pleban pisał „po staremu” (ten sam znak graficzny dla głosek „l” i „ł”), problemu nie ma. Ale jeśli pisał „po polsku”, nolentes volentes musimy przebadać rodziny o obu nazwiskach, aż do zmiany trendu w pisowni, gdy kreseczka w „ł” podeszła już ku górze i/lub nieco zafalowała.
Zapis polskiego "ó" w łacinie
Małgosiu, Bartku,
ślicznie dziękuję za wyjaśnienia. Szersze omówienie zagadnienia przez Bartka pozwoliło mi dostrzec złożoność problemu, a Jego: „gdy kreseczka w „ł” podeszła już ku górze i/lub nieco zafalowała”, to już dla mnie poezja!
Jakkolwiek ksiądz Szymon Serafin (1798-1871), proboszcz parafii w Odrzykoniu tymi „Wujcikami” i „Pułchłopkami” naraża mnie na uwagi ze strony współczesnych krewnych i powinowatych, co do pisowni tych nazwisk (w moich opracowaniach czy listach do nich), to teraz już nie mam Jemu tego za złe. Wręcz przeciwnie, zainteresowałam się bliżej osobą księdza i jestem pełna podziwu dla tego proboszcza.
Na probostwo do Odrzykonia przybył 8 października 1828 roku, mając 30 lat, i był włodarzem parafii przez 43 lata. Przed nim, przez poprzednie 56 lat, tj. w latach 1772-1828, parafią kierowało kolejno 17. księży.
Chociaż w Odrzykoniu istniała przed przybyciem ks. Szymona Serafina szkoła przykościelna, to staraniem księdza proboszcza wybudowano nowy, porządny dom na szkołę (i pomieszczenie dla organisty), którego poświęcenie odbyło się 1 czerwca 1842 roku.
Dużo by można jeszcze mówić o ks. Szymonie Serafinie i Jego trosce o edukację dzieci we wsi. Cieszył się On ogromnym autorytetem w swojej parafii i w okolicy, ale może o tym przy okazji
.
Pozdrawiam serdecznie –
Lidia
ślicznie dziękuję za wyjaśnienia. Szersze omówienie zagadnienia przez Bartka pozwoliło mi dostrzec złożoność problemu, a Jego: „gdy kreseczka w „ł” podeszła już ku górze i/lub nieco zafalowała”, to już dla mnie poezja!
Jakkolwiek ksiądz Szymon Serafin (1798-1871), proboszcz parafii w Odrzykoniu tymi „Wujcikami” i „Pułchłopkami” naraża mnie na uwagi ze strony współczesnych krewnych i powinowatych, co do pisowni tych nazwisk (w moich opracowaniach czy listach do nich), to teraz już nie mam Jemu tego za złe. Wręcz przeciwnie, zainteresowałam się bliżej osobą księdza i jestem pełna podziwu dla tego proboszcza.
Na probostwo do Odrzykonia przybył 8 października 1828 roku, mając 30 lat, i był włodarzem parafii przez 43 lata. Przed nim, przez poprzednie 56 lat, tj. w latach 1772-1828, parafią kierowało kolejno 17. księży.
Chociaż w Odrzykoniu istniała przed przybyciem ks. Szymona Serafina szkoła przykościelna, to staraniem księdza proboszcza wybudowano nowy, porządny dom na szkołę (i pomieszczenie dla organisty), którego poświęcenie odbyło się 1 czerwca 1842 roku.
Dużo by można jeszcze mówić o ks. Szymonie Serafinie i Jego trosce o edukację dzieci we wsi. Cieszył się On ogromnym autorytetem w swojej parafii i w okolicy, ale może o tym przy okazji
Pozdrawiam serdecznie –
Lidia