Wracając do początkowego problemu:
Kodeks Napoleona stanowił, że dziecko (urodzone w legalnym związku) otrzymywało nazwisko ojca.
Odbywało się to w ściśle sformalizowanym trybie: terminy, świadkowie. Nadawano mu również imię.
Michał_Kazimierz pisze:
Jak to wyglądało z punktu widzenia ówczesnego prawa?
Zmiana imienia przy konwersji również wymagała sporządzenia odpowiedniego dokumentu, do którego można by się odwołać w razie wątpliwości.
Każde odstępstwo od tego mogło być traktowana jako oszustwo: podawanie się za inną osobę.
Ale jak to wyglądało w praktyce? Co działo się gdy kobieta podała inne imię?
"Na przykład, na terenie byłego Królestwa Polskiego, gdzie w mocy były utrzymane przepisy Kodeksu Napoleona, nie miała ona prawa zarządzać swoim majątkiem osobistym, o ile nie zawarła specjalnej umowy przedślubnej. Majątek, który otrzymała podczas małżeństwa, w drodze spadku, darowizny lub nawet własnej pracy, ulegał na równi z majątkiem, jaki wniosła do domu męża,
użytkowaniu i zarządzaniu przez męża. Nie miała prawa
bez upoważnienia męża wytaczać sprawy i bronić się w sądach. Nie mogła zawierać umów dotyczących nawet jej własnego majątku,
o ile jej mąż do tego nie upoważnił. Nie mogła być świadkiem przy sporządzaniu testamentów i aktów stanu cywilnego. Wreszcie, mężatka nie miała prawa mieszkać oddzielnie poza miejscem zamieszkania męża i otrzymać paszportu bez jego woli. Z powyższego wynika, że
Kodeks Napoleona stawiał kobietę na jednej płaszczyźnie z dzieckiem lub człowiekiem ubezwłasnowolnionym."
Czyli to mąż powinien dopilnować, by dane w dokumentach były prawidłowe.
Bowiem to on, jako głowa rodziny, ponosił konsekwencje (np. finansowe) zaniedbań w tym zakresie.
W dokumentach cywilnych mniejszej wagi mogło to nie mieć żadnego znaczenia.
Krzysiek