Pradziadek ukrywający kozaków podczas I wojny światowej
: wt 20 sie 2024, 00:51
Proszę o wskazówkę, jak mógłbym zweryfikować rodzinną legendę, przekazaną mi przed laty przez babcię. Przedstawia się ona mniej więcej następująco:
Rzecz działa się na wsi w centralnej Polsce podczas niemieckiej okupacji z I wojny światowej. Ojciec mojej babci ukrywał w swoim domu carskich żołnierzy (kozaków). Nie wiem, czy byli oni narodowości rosyjskiej, czy może polskiej. Kiedy jechali oni z łąki, szpicel na koniu, który przedstawił się jako kozak i zasalutował, wypytał się ich, u kogo nocują, a oni mu wszystko opowiedzieli. W nocy przyjechali niemieccy żandarmi i ustawili się z karabinami każdy przy jednym oknie. Pradziadek chciał uciec przez okno, ale dom był otoczony. W domu pradziadków nocował wtedy już tylko jeden z kozackich żołnierzy. Niemcy związali go i zabrali, a ojciec babci trafił do więzienia w Sieradzu. Potem został skazany na karę śmierci. Kiedy odbywały się rozprawy sądowe, proboszcz parafii Wierzchy, ks. Wilczyński jeździł z prababcią bryczką do Sieradza i starał się wyratować pradziadka, znał bowiem dobrze niemiecki. Koniec końców w dniu, w którym miał być rozstrzelany tata mojej babci, rozstrzelano szpicla, rzekomo za niesłuszne donoszenie.
Wiem, że historia, choć ciekawa, wygląda dosyć mgliście i z własnego doświadczenia wiem też, że nie należy wierzyć na słowo w historie przekazane od osób, które nie były bezpośrednimi świadkami wydarzeń. Dlatego zastanawiam się, czy jest możliwe dotarcie do dokumentów, może do akt sprawy, które mogłyby potwierdzić prawdziwość tego przekazu?
Rzecz działa się na wsi w centralnej Polsce podczas niemieckiej okupacji z I wojny światowej. Ojciec mojej babci ukrywał w swoim domu carskich żołnierzy (kozaków). Nie wiem, czy byli oni narodowości rosyjskiej, czy może polskiej. Kiedy jechali oni z łąki, szpicel na koniu, który przedstawił się jako kozak i zasalutował, wypytał się ich, u kogo nocują, a oni mu wszystko opowiedzieli. W nocy przyjechali niemieccy żandarmi i ustawili się z karabinami każdy przy jednym oknie. Pradziadek chciał uciec przez okno, ale dom był otoczony. W domu pradziadków nocował wtedy już tylko jeden z kozackich żołnierzy. Niemcy związali go i zabrali, a ojciec babci trafił do więzienia w Sieradzu. Potem został skazany na karę śmierci. Kiedy odbywały się rozprawy sądowe, proboszcz parafii Wierzchy, ks. Wilczyński jeździł z prababcią bryczką do Sieradza i starał się wyratować pradziadka, znał bowiem dobrze niemiecki. Koniec końców w dniu, w którym miał być rozstrzelany tata mojej babci, rozstrzelano szpicla, rzekomo za niesłuszne donoszenie.
Wiem, że historia, choć ciekawa, wygląda dosyć mgliście i z własnego doświadczenia wiem też, że nie należy wierzyć na słowo w historie przekazane od osób, które nie były bezpośrednimi świadkami wydarzeń. Dlatego zastanawiam się, czy jest możliwe dotarcie do dokumentów, może do akt sprawy, które mogłyby potwierdzić prawdziwość tego przekazu?