Boczne linie: nie jestem najbliższy - jak głęboko szukam?
: ndz 08 wrz 2024, 10:54
Czy stawiacie sobie linie co do zakresu informacji o niebezpotomnie zmarłych krewnych, którzy nie byli waszymi przodkami, takich w miarę bliskich?
Czy jeśli nie ma formalnych ograniczeń (a na ogół nie ma), to drobiazgowo (koperty dowodowe, zdjęcia, dyplomy, wszystko co da radę:) byście "kwerendowali" brata dziadka w przypadku, gdy jego wnuki żyją i nie są zainteresowane? Siostrę matki (jak poprzednio - jej dzieci niezainteresowane)? Siostrę pradziadka?
Do czego (poza na ogół niekwestionowanym zakresem "wszystko o wstępnych") się poczuwacie, że "to także moje"?
Tam, gdzie mało przecina się z historią waszych wstępnych (przodków), gdzie niewiele wnosi do historii regiony, państwa, nie ilustruje bardzo czasów mechanizmów. Ot, oddzielne takie, bez powiązania bo nie prowadzicie badań typu "na co umierali w okolicy w latach 50 XX wieku", nie będzie to fragmentem uporządkowanej większej całości. Ot szczegół - bo akurat gdzieś dostępne było to dopiszę jak było dostępne "Iks, brat przodka, zginął w wypadku samochodowym, pozostawił dzieci i wnuki " ale nie dla badań "a ilu członków rodziny, gdzie i czy prowadzili czy pasażerami"
Jak daleko sięga "rodzina" pod kątem "mam prawo do informacji bez pytania zstępnych co o tym sądzą"?
Niekoniecznie ostre, jednoznaczne kryteria typu funkcja ze stopniem pokrewieństwa, okresem jaki upłynął od śmierci i jej wynik wprost "to dla mnie" / "a to już może aktywności dzieci/wnuków zmarłego pozostawię".
Nie o formalne granice pytam, ale raczej o samoograniczenie pytam.
I nie sugeruję "nie macie prawa":)
Ja najczęściej ograniczam się do już rodzeństwa przodków w dość podstawowym zakresie. Jeśli jednak bezpotomnie zmarli, ew. linia wygasła na dzieciach, a jest coś z wpływem na przodków albo wręcz uznaniowe stwierdzę "to ciekawe, chcę spróbować się dowiedzieć jak było", to dość swobodnie operuję, bez zahamowań - gdybym mógł to i korespondencją bardzo prywatną bym nie pogardził.
I czym bardziej odległe w czasie, tym mniej oporów w grzebaniu.
Wydawało mi się, że to dość powszechna prawidłowość (ta relacja swobody z odległością w czasie i odwrotnie - z "odległością w drzewie") ale dość niedawno spotkałem się z (całkiem sensownie motywowanym) innym podejściem "generacji BigData".
Czy jeśli nie ma formalnych ograniczeń (a na ogół nie ma), to drobiazgowo (koperty dowodowe, zdjęcia, dyplomy, wszystko co da radę:) byście "kwerendowali" brata dziadka w przypadku, gdy jego wnuki żyją i nie są zainteresowane? Siostrę matki (jak poprzednio - jej dzieci niezainteresowane)? Siostrę pradziadka?
Do czego (poza na ogół niekwestionowanym zakresem "wszystko o wstępnych") się poczuwacie, że "to także moje"?
Tam, gdzie mało przecina się z historią waszych wstępnych (przodków), gdzie niewiele wnosi do historii regiony, państwa, nie ilustruje bardzo czasów mechanizmów. Ot, oddzielne takie, bez powiązania bo nie prowadzicie badań typu "na co umierali w okolicy w latach 50 XX wieku", nie będzie to fragmentem uporządkowanej większej całości. Ot szczegół - bo akurat gdzieś dostępne było to dopiszę jak było dostępne "Iks, brat przodka, zginął w wypadku samochodowym, pozostawił dzieci i wnuki " ale nie dla badań "a ilu członków rodziny, gdzie i czy prowadzili czy pasażerami"
Jak daleko sięga "rodzina" pod kątem "mam prawo do informacji bez pytania zstępnych co o tym sądzą"?
Niekoniecznie ostre, jednoznaczne kryteria typu funkcja ze stopniem pokrewieństwa, okresem jaki upłynął od śmierci i jej wynik wprost "to dla mnie" / "a to już może aktywności dzieci/wnuków zmarłego pozostawię".
Nie o formalne granice pytam, ale raczej o samoograniczenie pytam.
I nie sugeruję "nie macie prawa":)
Ja najczęściej ograniczam się do już rodzeństwa przodków w dość podstawowym zakresie. Jeśli jednak bezpotomnie zmarli, ew. linia wygasła na dzieciach, a jest coś z wpływem na przodków albo wręcz uznaniowe stwierdzę "to ciekawe, chcę spróbować się dowiedzieć jak było", to dość swobodnie operuję, bez zahamowań - gdybym mógł to i korespondencją bardzo prywatną bym nie pogardził.
I czym bardziej odległe w czasie, tym mniej oporów w grzebaniu.
Wydawało mi się, że to dość powszechna prawidłowość (ta relacja swobody z odległością w czasie i odwrotnie - z "odległością w drzewie") ale dość niedawno spotkałem się z (całkiem sensownie motywowanym) innym podejściem "generacji BigData".