Prawa kobiet w wieku XVIII

w tym bazy PTG : Geneteka, Metryki .. Nasze bazy, Wyszukiwarki na Genealodzy.pl oraz szukaj w Postach i Tematach.. na Forum

Moderatorzy: elgra, maria.j.nie

Awatar użytkownika
Machowska_Wanda

Sympatyk
Posty: 103
Rejestracja: ndz 09 sty 2011, 17:55
Kontakt:

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Machowska_Wanda »

Pytanie: Czy to możliwe?-Moja praprapraprapraprababka Marianna Kozłowska ur.ok. 1770 podobno rozwiodła się ! z pierwszym mężem Mikołajem Jeżewskim (będąc w ciąży z ich wspólnym dzieckiem) i wyszła za Czaplickiego z Wielkopolski. Czaplicki zaadoptował dziecko Jeżewskiego. Czy naprawdę w tych czasach było to możliwe . że kobieta mogła się rozwieść? O ile wiem , kobiety w tym czasie nie miały do tego prawa. ?? Kto więc o tym zadecydował ? Informacja o tym , że to Marianna się rozwiodła pochodzi z zapisków rodzinnych mojej jeszcze żyjącej cioci-babci (92 lata).????? Jak to wyglądało z prawami kobiet w tych czasach?
Prawdopodobnie zależało to od hierarchii , posiadłości , czyli jak zwykle i do dziś od mamony. ?.
Pozdrawiam.Wanda
Sroczyński_Włodzimierz

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 35480
Rejestracja: czw 09 paź 2008, 09:17
Lokalizacja: Warszawa
Otrzymał podziękowania: 1 time

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Sroczyński_Włodzimierz »

od mamony:)
unieważnienia małżeństw były delikatnie mówiąc dość częste wśród w miarę zamożnych
literatura dość obszerna, również "popularna" tj bardzo mocno popularna

ale co do ma wspólnego z prawami kobiet? "o ile wiem kobiety nie miały do tego prawa" - propaganda i tyle:)
chyba, ze pytasz o to jakich praw nabywały będąc "po rozwodzie"
to już kwestia intercyzy bardziej niż "odszkodowania" "alimentów"
btw: prawa wynikające z tak obśmiewanego jako "wsteczne" (majątku odrębnego, często bardzo niesłusznie nazwanego wianem) były olbrzymie. Często-gęsto to nie żona a mąż nie mógł się "rozwieść" - z przyczyn ekonomicznych

pozdrawiam serdecznie:)
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
https://genealodzy.pl/index.php?module= ... 3odzimierz
Sawicki_Julian

Sympatyk
Posty: 3423
Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Sawicki_Julian »

Witam . w Słowiku Królestwa Polskiego są czasem zapisy o rozwodach w tamtych czasach , ale to myślę ze na ponowny ślub kościelny zgodę , czyli dyspensę musiał dać sam papież , poza tym wiem z doświadczenia że u starszych ludzi w opowieściach jest trochę prawdy, a troch bajki , tylko liczę czy na pewno już 6x prababcia , mój pradziadek ur. około 1740 i tylko 4 x pra ; pozdrawiam - Julian
Awatar użytkownika
anowi1958

Sympatyk
Nowicjusz
Posty: 320
Rejestracja: wt 21 kwie 2009, 17:20

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: anowi1958 »

Urodzony w 1729 - mój 6 x pra
Iwona
bielecki

Sympatyk
Posty: 614
Rejestracja: czw 18 paź 2007, 13:35

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: bielecki »

Przepraszam, ale co wspólnego ma rozwód z prawami KOBIET? Jeśli zabronione były rozwody, to tak samo nie mieli do nich prawa mężczyźni? Chyba że mowa o małżeństwie dwóch kobiet, ale do tego "prawa" to chyba faktycznie nie miały.

Określenie "rozwód" istotnie mogło dawniej odnosić się do unieważnienia, czy było one uzyskane uczciwie czy nie, to już trudno dziś powiedzieć.

Pozdrawiam,
Łukasz
Awatar użytkownika
Szczerbiński

Sympatyk
Posty: 777
Rejestracja: pt 19 paź 2007, 12:07
Lokalizacja: Zielona Góra

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Szczerbiński »

Witam!
Wg opinii historyków XIX wieku pozwolę sobie przytoczyć parę istotnych spraw dot. omawianego tematu.
Rozwodem nazywa się rozwiązanie małżeństwa przez sąd. W zasadzie miało ich nie być, jedynie przewidywano małżeństwa za nie byłe. Rozwody należały do ‘konsystorzów biskupich, nuncyatury albo do delegacyi mianowanych przez papieża’. Rozwody jako wyroki duchowne nie mogły stanowić o majątku małżeńskim, ale dopiero za położeniem na stół wyroku rozwodowego z sądów duchownych, trudniły się tym przedmiotem sądy świeckie. O rozwodach pierwszy ślad historyczny pokazuje się dopiero od sporów religijnych za Zygmunta I. Za Zygmunta Augusta było wiele rozwodów z przyczyn następujących: z wielożeństwa, z powodu śmierci (lub zaginięć) mężów, którzy nie wrócili z wojen. Za Stefana Batorego było nie wiele rozwodów. Za Zygmunta III, były rozwody z powodu obecności ‘niewłaściwego’ plebana podczas ślubu. Za Władysława IV i za Jana Kazimierza, Michała i Sobieskiego rozwodów było niewiele, wzrosły nieco za Augusta II, a powszechne były za Augusta III. Za Stanisława Augusta było ich ok. pół tysiąca. O niuansach małżeńskich traktuje min. dzieło „Prawo małżeńskie katolickie” opracowane przez Jezuitę księdza dr teologii i świętych kanonów Józefa Pelczara, rektora Uniwersytetu Jagielońskiego, kanonika Kapituły krakowskiej z I połowy XIX w. Z uwagi na brak miejsca – musiałbym pokusić się o pisanie artykułu na ten temat - pozwolę sobie przytoczyć jedynie tylko pojęcie wstępne samego małżeństwa.
‘Małżeństwo wg zasad Kościoła katolickiego jest prawowitym złączeniem mężczyzny i kobiety, utrzymującem całkowitą i nierozdzielną społeczność życia, celem rodzenia i wychowania dzieci, tudzież wzajemnego uświęcenia się i wzajemnej pomocy, przez Chrystusa Pana do godności Sakramentu podniesionem. Jest złączenie mężczyzny i kobiety, czyli jest stosunkiem opartym na przyrodzonej podstawie, to jest, na dziele rodu ludzkiego na płeć podwójną, celem rozkrzewienia tegoż, etc. etc.’
Wprawdzie Kościół nie wtrącał się w sprawy ekonomii małżeńskiej. Jednak w jednym z kanonów małżeńskich podaje min.: ‘Jest złączeniem utrzymującem całkowitą i nierozdzielną społeczność życia, to jest pociągającem za sobą nierozdzielne pożycie aż do śmierci jednego z małżonków i wspólności wszystkich dóbr, czyli całkowite oddanie się sobie dla ziszczenia celów małżeństwa.’
Pozdrawiam Jerzy
Awatar użytkownika
Machowska_Wanda

Sympatyk
Posty: 103
Rejestracja: ndz 09 sty 2011, 17:55
Kontakt:

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Machowska_Wanda »

Dzięki za informacje.
Policzyłam raz jeszcze i dokładniej - faktycznie tylko 5x prababcia ,nie 6. Nie takie to w końcu ważne - faktem jest że się rozwiodła i wyszła ponownie za mąż w bardzo krótkim czasie ; z pewnościę 2-gi ślub był też kościelny ,bo wtedy chyba nie było jeszcze ślubów tylko cywilnych? Pozwolenie Papieża? Wątpię. Nie miałby powodów do unieważnienia w końcu "skonsumowanego" małżeństwa. Dziękuję Włodku , Twoja interpretacja wydaje mi się najprawdopodobniejsza. Dzięki i pozdrawiam.Wanda
Awatar użytkownika
Szczerbiński

Sympatyk
Posty: 777
Rejestracja: pt 19 paź 2007, 12:07
Lokalizacja: Zielona Góra

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Szczerbiński »

Odnośnie pytania czy istniała dyskryminacja kobiet w tamtych czasach i czy mogła się kobieta rozwieść podpowiem oryginalnym tekstem:
'CAPUT III
De Nupti is
31. Gdy stanie rozwód, ieżeli Mąż znaleziony będzie winnym Żona zostanie na oprawie
od niego opisanej, jeżeli Żona winna tedy wniesienie i oprawę swą traci. - Jeżeli zaś rozwód dla szłusznych przyczyn, a Małżeństwo by in invincibili ignorantia impedimentorum znaydowało, wniosek przy żonie zostać powinien.'
Stat. Litt. Roz. 5. Art. 20 Par. 1.2. Fol.238. - Zbiór Praw Polskich i W.X. Litewskiego od r. 1347 do roku 1786. Kraków 1815.
Kwestia pozwolenia papieskiego na rozwód dotyczy ślubu osób wyznania katolickiego i ich wiary.
Dlatego też należy przy takich pytaniach uwzględnić także rodzaj wyznania osoby (osób) której to dotyczy.
PS. Natomiast kwestia tego kto ma tutaj rację, czy też nie, to jest już inna sprawa i nie powinna być oceną osoby która te pytania na forum zadaje ..
Awatar użytkownika
Machowska_Wanda

Sympatyk
Posty: 103
Rejestracja: ndz 09 sty 2011, 17:55
Kontakt:

Prawa kobiet w wieku XVIII

Post autor: Machowska_Wanda »

Udowodnienie zdrady małżeńskiej jest uznawane za prawną przyczynę rozwodu, ale w zasadzie wystarczy nie więcej niż niezgodność charakteru, niechęć czy znużenie” – pisał Nathaniel William Wraxall we „Wspomnieniach z Polski”.

Polki, rozwody i impotencja

Przybysza z Anglii, który zwiedzał w drugiej połowie XVIII wieku kraj nad Wisłą, zaszokowało, że Polki mogą samodzielnie przeprowadzać rozwód, zachowując majątek. Mieszkankom Anglii taka swoboda zacznie się śnić dopiero sto lat później. Nic więc dziwnego, że skonfundowany Wraxall zapisał: „Wprost boję się mówić o tym, co widziałem i wiem na ten temat, tak nieprawdopodobnie to wygląda”.

Być może miał na myśli sprawę Anny Potockiej, która rozwiodła się z mężem Antonim Tarłą, ponieważ okazał się impotentem. O tym wydarzeniu plotkowano na salonach stolicy za sprawą anonimowego poematu, który ze szczegółami opisywał ich intymne pożycie, a raczej jego brak. Co więcej, o autorstwo paszkwilu, jak „u pana Tarła brakło tarła”, można podejrzewać samą małżonkę porzuconego, bo nie do takich brewerii urażone Polki bywały zdolne.

Kobiety w Rzeczypospolitej (ściślej mówiąc, szlachcianki i mieszczki) mogły sobie pozwolić na znacznie więcej niż obywatelki innych krajów, a to za sprawą przywilejów, które dziś określilibyśmy jako małżeński pakiet socjalny, wówczas zaś nosił nazwę intercyzy. Już w XVI wieku ta podpisywana przed ślubem umowa zawierała wykaz tego, co panna młoda wnosiła do związku w posagu otrzymanym od rodziców. Posag pozostawał własnością kobiety i bez jej pisemnej zgody mąż nie mógł z niego uszczknąć nawet grosza.

Stąd tak głośnym echem w całej Rzeczypospolitej odbiła się afera sprokurowana przez Jana Mikołaja Radziwiłła, który w 1705 roku tuż po ślubie z Dorotą Przebendowską podstępem podsunął jej do podpisania dokument przekazujący mu prawo do posagu. Chciał tym sposobem zdobyć sumy potrzebne na spłatę olbrzymich długów. Jednak teść, podskarbi wielki koronny Jan Jerzy Przebendowski, przejrzał jego zamiary i ostrzegł córkę. Ta wkrótce przeprowadziła rozwód z powodu oszustwa męża oraz faktu, że uchylał się od wypłaty małżonce… pensji.

Żonie pensja się należy

Rzecz ta zabrzmi dla współczesnych mężczyzn zatrważająco, ale wtedy było to normą: każdy Sarmata w intercyzie zobowiązywał się do wypłacania żonie poborów. Dokument określał roczną kwotę, którą zazwyczaj przekazywano w dwóch transzach: 6 stycznia, w święto Trzech Króli, oraz 24 czerwca, na św. Jana. Co więcej, pan młody podpisywał też wykaz osobistej biżuterii i klejnotów przyszłej żony. Ich również nie miał prawa tknąć bez zgody zainteresowanej. W kolejnym aneksie określano zaś wysokość wiana, czyli ustalano, jaka część majątku męża przypadnie małżonce, jeśli go przeżyje. Tradycja nakazywała, by wiano było trzy razy większe od posagu i obejmowało dwór lub zamek, gdzie wdowa mogłaby zamieszkać.

Również w razie separacji lub rozwodu ta posiadłość stawała się własnością kobiety. Mąż mógł zająć majątek połowicy po jej śmierci, jeśli posiadali potomstwo. Inaczej posag wracał do rodziców lub, jeśli ci już nie żyli, rozdzielano go pomiędzy krewnych żony. Wyposażone w taki pakiet socjalny kobiety nie musiały się więc obawiać o swój los, gdy chciały zerwać nieudany związek.

„Rozwód nie był rzeczą obcą społeczeństwu szlacheckiemu” – pisze Jan Bystroń w „Dziejach obyczajów w dawnej Polsce”. O pierwszych rozstaniach stało się głośno w XVI wieku, gdy do Rzeczypospolitej dotarły wpływy reformacji i pozycja Kościoła katolickiego została mocno zachwiana. Ale potem zdarzały się nieczęsto, budząc sporą sensację. Jednak już w połowie XVII wieku poeta Wacław Potocki narzekał w „Moraliach”, że jest rzadkością, „jeśli bez rozwodu Stadło (rodzina) ze sobą dożyje”.

Sporo w tym przesady, choć w tamtym okresie pojawiły się pierwsze panie potrafiące zakończyć z hukiem nieudane związki i jeszcze się tym szczycić. Jedna z nich, Anna Stanisławska, w spisanym wierszem pamiętniku przedstawiła, jak jej ojciec, wojewoda kijowski Michał Stanisławski, po ponownym ożenku pozbył się z domu jedynaczki, swatając ją w 1668 roku z synem kasztelana krakowskiego Janem Kazimierzem Warszyckim. Ich noc poślubna okazała się katastrofą. Wedle relacji panny młodej mąż zajmował się ścieraniem kurzu z okna i łapaniem much.

Potem było jeszcze gorzej. W ataku furii zdarzało mu się dusić żonę i grozić jej nożem. Wyraźnie cierpiący na zaburzenia umysłowe Warszycki szybko zamienił związek w koszmar. A do tego jeszcze teściowie chcieli ubezwłasnowolnić Stanisławską, by zagarnąć posag. Sytuację Anny pogorszyła też rychła śmierć ojca, na którego pomoc liczyła.

Jednak w maju 1669 roku młodej dziewczynie udało się wyjechać z podkrakowskich posiadłości Warszyckich i dotrzeć do Warszawy, gdzie właśnie zbierała się szlachta na sejm elekcyjny. Tam o pomoc poprosiła macochę Annę Potocką oraz dalekiego krewnego, hetmana Jana Sobieskiego. Dzięki nim otrzymała gościnę w jednym z klasztorów i sporządziła pismo rozwodowe. Jako przyczynę wniesienia pozwu podała, że do ślubu zmusił ją ojciec.

Załamany Watykan

Jednak Warszyccy nie chcieli pozwolić, by tak cenna zdobycz im się wymknęła. Podczas rozprawy przed sądem biskupim w Warszawie przekonali sędziego, by zażądał aż 12 świadków mogących potwierdzić zeznania Stanisławskiej. Dzięki obrotności Sobieskiego świadkowie się znaleźli, choć decydujące znaczenie miało oświadczenie macochy potwierdzające opowieści pasierbicy. I w końcu sędziowie „zaczym już mię uwolnili i przez dekret rozłączyli” – opisywała z radością Stanisławska.

Skłonność Polek do zrywania nieudanych związków spędzała sen z powiek Watykanowi. Rozprawy o unieważnienie małżeństw, nazywane wówczas rozwodami, toczyły się przed sądami biskupimi, bowiem państwo kwestie małżeńskie pozostawiało w gestii poszczególnych Kościołów. A skoro większość Polaków czuła się katolikami, to ich rozstania okazywały się kluczowym problemem dla biskupów.

Z jednej strony musieli słuchać Stolicy Apostolskiej uznającej małżeństwo za nierozerwalny sakrament, z drugiej zaś utrzymywać dobre relacje z rodakami, którzy zwykle potrafili przekonująco uzasadniać, że dany związek powinno się uznać za nieważny.„Pan Dobrodziej doskonale wiesz, iż Ojciec św. ma uszy do słuchania, a Jego Ministerium ma ręce do brania” – radziła, jak rozpocząć sprawę rozwodową, doświadczona Katarzyna Kossakowska w liście do Stanisława Szczęsnego Potockiego.

Argumenty finansowe czyniły cuda, i to tak wielkie, że w 1741 roku papież Benedykt XIV w specjalnej bulli „Matrimonii perpetuum indissolubilemque” potępił polskich biskupów i arcybiskupów za niecne praktyki łatwych rozwodów, grożąc, że odbierze im uprawnienia do wydawania orzeczeń w sprawach małżeńskich. Ostatecznie osiągnięto kompromis i z nakazu papieża ustanowiono urząd defensora zobowiązanego do obrony podczas procesu związku małżeńskiego i w razie unieważnienia wnoszącego apelację do Watykanu.

Według ustaleń Iwony Kuleszy-Woronieckiej, autorki książki „Rozwody w rodzinach magnackich w Polsce XVI-XVIII wieku”, normą stało się wówczas rozpoczynanie przygotowań do rozwodu od sowitych podarków dla defensora. W efekcie wszystko zostało po staremu, zaś warszawskie salony mogły się ekscytować wyczynami hrabianki Honoraty Stempkowskiej, żony Marcina Jerzego Lubomirskiego, która na wieść o tym, że mąż zdradza ją ze śpiewaczką operową Weroniką Bellerową, sama związała się z rosyjskim generałem Michałem Potiomkinem. Romans ten nie trwał długo, a po jego zakończeniu w 1781 roku to Stempkowska wszczęła
sprawę rozwodową.

Sąd kościelny długo się upierał, że nie ma powodu do zakończenia małżeństwa, i kobieta dopiero po trzech latach doprowadziła sprawę do końca. Wówczas błyskawicznie poślubiła dawnego adoratora, Teofila Wojciecha Załuskiego. Lecz i ten związek okazał się nieudany, bo Stempkowska gustowała w rosyjskich generałach i nowego męża zdradzała z głównodowodzącym wojsk rosyjskich w Polsce, generałem Ottonem Henrykiem Igelströmem. Sam Załuski nie wyszedł na tym najgorzej, bo generał bardzo go polubił i nieustannie protegował męża kochanki na dworze cesarzowej Katarzyny.

Trójkąt ten trwał ponad 10 lat, zanim w 1797 roku małżonkowie postanowili się rozstać. Wspólnie sporządzili na piśmie umowę, w której podzielili się opieką nad dziećmi i majątkiem, a pan Załuski w ramach rekompensaty za korzystanie z dóbr ziemskich żony zgodził się jej wypłacić jednorazowo 35 tys. zł. Na koniec zobowiązali się, że przed sądem będą używać jedynie argumentów umożliwiających korzystny dla nich wyrok. Rozwód dostali, a kilka lat potem Honorata Stempkowska poślubiła gen. Igelströma.

„Rozpusta miasta Warszawy do tego stopnia przyszła, że w mieście tym (śmiało powiedzieć można) dziesięć razy więcej rozwodów było niżeli w Polsce i Litwie całej. Nawet już w zwyczaju między możniejszymi przy pisaniu ślubnych intercyz weszło, ażeby się która strona rozwodzić chciała, to drugiej pewną summę płacić obowiązana była” – pisał poeta Franciszek Karpiński o latach 80. XVIII wieku.

Badająca tamte czasy Iwona Kulesza-Woroniecka zauważa: „Niezwykle rzadko odnajdujemy w pamiętnikach komentarze świadczące o tym, że rozwód wywołał publiczne zgorszenie czy też osobę rozwodzącą się opinia publiczna w jakiś szczególny sposób potępiała”. Status rozwódki nie zamykał dostępu na salony. Kościół zaś po cichu szedł na rękę stronom chcącym zerwać sakramentalny związek. Gorzej, jeśli kobieta upierała się, że małżeństwo trwać musi.

Żona go porzuciła

Taka opresja dotknęła największego warchoła tamtych czasów, Karola Stanisława Radziwiłła, znanego pod przezwiskiem Panie Kochanku. Książę tak potrafił zajść innym za skórę awanturami i napadami na sąsiadów, że podczas konfederacji generalnej, jaka zawiązała się na Litwie po śmierci króla Augusta III Sasa, szlachta ogłosiła Panie Kochanku wrogiem ojczyzny, po czym skazano go na banicję i konfiskatę majątku.

A jednak - polska specjalnosc.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ogólne”