Chciałabym się podzielić moimi wrażeniami z dwutygodniowej podróży w poszukiwaniu przodków.Podróż rozpoczęłam 1 lipca - cel pierwszy okolice Kołobrzegu - odwiedziłam rodzeństwo,zebrałam mnóstwo rodzinnych opowieści i sporo rodzinnych zdjęć /do zwrotu/.Następnie udałam się na Mazowsze do korzeni.Dwukrotnie odwiedziłam AP w Pułtusku,przejrzałam księgi z Dzierżenina i Szelkowa - parafii niezindeksowanych jeszcze.Obsługa bardzo profesjonalna - Pani Marysia cudowna,cierpliwa - chociaż wypisywanie przeróżnych karteluszek zabiera dużo czasu.
Kolejny etap - parafia Zambski - ksiądz Proboszcz bardzo bezpośredni,udostępnił mi wszystkie akta,pozwolił fotografować a nawet po wyładowaniu aparatu zrobił mi ksero z ok.50 akt.
Parafia Obryte - ksiądz Proboszcz mimo urlopu,przyjął mnie w sobotę na 5 minut przed wyjazdem i znowu wszystkie akta dostępne,możliwość robienia zdjęć.Taka sama sytuacja w Długosiodle - ksiądz Proboszcz społecznik w stroju roboczym /ciął drewno na sztachety z parafianami/ udostępnił akta i pozwolił robić zdjęcia.
Jestem pod ogromnym wrażeniem.Wróciłam do domu z taką ilością akt i zdjęć od rodziny ,że segregowanie zajmie mi długie zimowe wieczory.
Przejechałam ok.2500 km,ale spotkać takich ludzi było warto.
Moje wrażenia z podróży w poszukiwaniu korzeni.
Moderatorzy: elgra, maria.j.nie
- Skrzypczak_Bogumiła

- Posty: 463
- Rejestracja: sob 29 maja 2010, 11:39
- Lokalizacja: Jastrzębie Zdrój
Moje wrażenia z podróży w poszukiwaniu korzeni.
Pozdrawiam.
Bogumiła.
---------------------------------------------------------
moje korzenie-parafie mazowieckie; Zambski,Obryte,Szelków,Długosiodło,Niegów,Kamieńczyk,Wyszków,Dzierżenin,Goworowo,Brańszczyk
Bogumiła.
---------------------------------------------------------
moje korzenie-parafie mazowieckie; Zambski,Obryte,Szelków,Długosiodło,Niegów,Kamieńczyk,Wyszków,Dzierżenin,Goworowo,Brańszczyk
- Kaczmarek_Aneta

- Posty: 6307
- Rejestracja: pt 09 lut 2007, 13:00
- Lokalizacja: Warszawa/Piaseczno
- Podziękował: 2 times
- Otrzymał podziękowania: 14 times
- Dławichowski

- Posty: 1042
- Rejestracja: ndz 24 wrz 2006, 16:58
- Lokalizacja: Koszalin
- Kontakt:
Dzień dobry!
Fajny wątek tu można odnaleźć. Otóż zajeżdzając niespodziewanie do ksiedza, gdzieś tam na polskiej parafii zastajemy Go w różnych codziennych sytuacjach. Raz są to przygotowania do mszy, innym razem dyskusje z parafianami. ale najbardziej nas chyba ujmują czynności zgoła do księdza jakby nie przystające. Dlatego tak wpadajace w pamięć. W jednej z parafii zastałem księdza wywalającego wiadrem ziemię, z kopanej mu w piwnicy - ziemianki. (zastąpiłem go w tej ciężkiej pracy, czym zaskarbiłem sobie jego przychylność). Innym razem w okolicy Wrześni na podwórzu parafii zastałem na ronboczo ubranego proboszcza z siekierką i dopiero co zabitą kurą. Siedliśmy na zwalonym pniu "robiącym" za ławkę. Ksiądz zapalił i zrobiła się bardzo swojska atmosfera. Raz na Kurpiach trafiłem do uroczysty obiad. Chciałem z żoną poczekać w aucie. Ale, gdzie tam. Zostaliśmy zaproszeni do dużego stołu i smak rosołu do dziś mam w ustach. O sękaczu też wspomnę, który dostaliśmy jako wałówkę w podróż. Cudowne, cudowne klimaty.
Krzycho z Koszalina
Fajny wątek tu można odnaleźć. Otóż zajeżdzając niespodziewanie do ksiedza, gdzieś tam na polskiej parafii zastajemy Go w różnych codziennych sytuacjach. Raz są to przygotowania do mszy, innym razem dyskusje z parafianami. ale najbardziej nas chyba ujmują czynności zgoła do księdza jakby nie przystające. Dlatego tak wpadajace w pamięć. W jednej z parafii zastałem księdza wywalającego wiadrem ziemię, z kopanej mu w piwnicy - ziemianki. (zastąpiłem go w tej ciężkiej pracy, czym zaskarbiłem sobie jego przychylność). Innym razem w okolicy Wrześni na podwórzu parafii zastałem na ronboczo ubranego proboszcza z siekierką i dopiero co zabitą kurą. Siedliśmy na zwalonym pniu "robiącym" za ławkę. Ksiądz zapalił i zrobiła się bardzo swojska atmosfera. Raz na Kurpiach trafiłem do uroczysty obiad. Chciałem z żoną poczekać w aucie. Ale, gdzie tam. Zostaliśmy zaproszeni do dużego stołu i smak rosołu do dziś mam w ustach. O sękaczu też wspomnę, który dostaliśmy jako wałówkę w podróż. Cudowne, cudowne klimaty.
Krzycho z Koszalina
O mnie:
http://www.dlawich.pl/
http://www.dlawich.pl/
Ja miałem szczęście zadzwoniłem na parafię, ksiądz odpowiedział że udostępni mi akty. Ja odpowiedziałem że 300 km pokonam i przyjadę następnego dnia. Przyjęto mnie i przenocowałem. Kilka lat potem ta sama parafia pojechałem w ciemno - był inny ksiądz - przyjął mnie i pozwolił zrobić zdjęcia - zająłem mu 30 minut i opóźniłem odkurzanie parafii w sobotni dzień.
Szukam informacji na temat miejscowości:
Gródek Jagielloński, Rodatycze, Wołczuchy i okolic
Wąwolnica, Skrudki, Garbów
Zakliczyn k. Myślenic
Gródek Jagielloński, Rodatycze, Wołczuchy i okolic
Wąwolnica, Skrudki, Garbów
Zakliczyn k. Myślenic
- jurekstefan

- Posty: 157
- Rejestracja: pn 08 cze 2009, 22:39
- Lokalizacja: Warszawa
Witam
Ja też dołączam do "szczęściarzy" z opowieścią o dwóch biegunach genealogicznych;
biegun A;
dzwonię do proboszcza z 'mojej' parafii, że będę w pobliżu, przejazdem (300km od domu!) i czy mógłbym...
Odpowiedź- proszę bardzo, ale przed 9-tą rano, bo potem mam wyjazd w obowiązkach. Nnno, dobrze! Wyruszam o świcie, ale trasa, jak to trasa - 'pociągi Tirów', deszcz, itp. i już widzę, że nie mam szans zdążyć przed 9-tą, więc dzwonię, że jest jak jest...
Odpowiedź- nie ma sprawy, proszę bardzo, gospodyni Pana przyjmie, ja wrócę ok.12-tej
Przyjeżdżam, a gosposia: a to Pan! mówił Xdz Dobrodziej, że Pan wpadnie; może herbatki, kawki, ciasto upiekłam - dobre z wiśniami! Wchodzę przepraszam za kłopoty, ale kawka i ciasto już wjeżdża, a szafa pancerna z aktami przyjaźnie otwarta na oścież!!!
I tak było jeszcze dwa razy ! Cóż za dobre duchy tam urzędują!
biegun B;
jestem w innej 'mojej' parafii - pukam do drzwi kancelarii (w godzinach urzędowania wg wywieszki) - zamknięte!
szukam księży - przez domofon dowiaduję się, że proboszcza nie ma, a wikariusze nie mają upoważnienia na wpuszczanie kogokolwiek do kancelarii pod nieobecność Plebana - wracam za 3 godziny - Pleban jest i przez domofon informuje, że kancelarię prowadzi organista, do którego się udaję, ale on teraz nie 'urzęduje' więc mnie nie wpuszcza, tylko każe przysłać pismo o udostępnienie, itd. Wracam do domu, piszę pismo i wysyłam, cisza! Po miesiącu dzwonię do organisty, żeby usłyszeć, że chyba mi się w głowie pomieszało, żeby chcieć tylu aktów (nb szt.6)! A w ogóle to najpierw muszę napisać do Diecezji i bez zgody Biskupa Kanclerza - fora ze dwora!
Jak widać - "Pan na zagrodzie - równy Wojewodzie"
I tak oto drzewko z jednej parafii urosło i zaowocowało, a z innej uschło na poziomie ziemi (tj.USC)
Pozdrawiam poszukiwaczy
Jurek K.S.
Ja też dołączam do "szczęściarzy" z opowieścią o dwóch biegunach genealogicznych;
biegun A;
dzwonię do proboszcza z 'mojej' parafii, że będę w pobliżu, przejazdem (300km od domu!) i czy mógłbym...
Odpowiedź- proszę bardzo, ale przed 9-tą rano, bo potem mam wyjazd w obowiązkach. Nnno, dobrze! Wyruszam o świcie, ale trasa, jak to trasa - 'pociągi Tirów', deszcz, itp. i już widzę, że nie mam szans zdążyć przed 9-tą, więc dzwonię, że jest jak jest...
Odpowiedź- nie ma sprawy, proszę bardzo, gospodyni Pana przyjmie, ja wrócę ok.12-tej
Przyjeżdżam, a gosposia: a to Pan! mówił Xdz Dobrodziej, że Pan wpadnie; może herbatki, kawki, ciasto upiekłam - dobre z wiśniami! Wchodzę przepraszam za kłopoty, ale kawka i ciasto już wjeżdża, a szafa pancerna z aktami przyjaźnie otwarta na oścież!!!
I tak było jeszcze dwa razy ! Cóż za dobre duchy tam urzędują!
biegun B;
jestem w innej 'mojej' parafii - pukam do drzwi kancelarii (w godzinach urzędowania wg wywieszki) - zamknięte!
szukam księży - przez domofon dowiaduję się, że proboszcza nie ma, a wikariusze nie mają upoważnienia na wpuszczanie kogokolwiek do kancelarii pod nieobecność Plebana - wracam za 3 godziny - Pleban jest i przez domofon informuje, że kancelarię prowadzi organista, do którego się udaję, ale on teraz nie 'urzęduje' więc mnie nie wpuszcza, tylko każe przysłać pismo o udostępnienie, itd. Wracam do domu, piszę pismo i wysyłam, cisza! Po miesiącu dzwonię do organisty, żeby usłyszeć, że chyba mi się w głowie pomieszało, żeby chcieć tylu aktów (nb szt.6)! A w ogóle to najpierw muszę napisać do Diecezji i bez zgody Biskupa Kanclerza - fora ze dwora!
Jak widać - "Pan na zagrodzie - równy Wojewodzie"
I tak oto drzewko z jednej parafii urosło i zaowocowało, a z innej uschło na poziomie ziemi (tj.USC)
Pozdrawiam poszukiwaczy
Jurek K.S.