Jeszcze raz przeglądając książkę „Poszukiwanie przodkow” Małgorzaty Nowaczyk ponownie przeczytałem uważnie opowiadanie o Murzynie Kunta Kinte oraz o poszukiwaniu grobow przodkow przez pewna Amerykanke. Kunta Kinte stal, można by powiedziec, „na straconej pozycji”, gdyz przeciez jego przodkowie „zlapani w buszu” jako niewolnicy i przywiezieni do Ameryki stanowili sile robocza i nic wiecej. A jednak udalo mu się odnaleźć (najpierw strzepy opowiadan babci – potem w archiwum) kilka pokoleń swoich przodkow w Ameryce a nastepnie odnaleźć statek, którym jego przodek przypłynął do Ameryki jako zlapany niewolnik, date kiedy to było i skad przypłynął statek.
I tu moglby już zaprzestac swoich poszukiwan, ale on…………POLECIAL SAMOLOTEM DO AFRYKI, do ujscia rzeki, z którego wypływał statek. I zupełnie „bez celu” szedł sobie brzegiem tej rzeki, rozmyślając zapewne o tym, ze gdzies w tym buszu, który niemal dotykal brzegow rzeki, być może jego przodek polowal na zwierzęta i mieszkal w jakiejs murzyńskiej chacie. Zastanawial się nad jego zyciem……i być może to spowodowalo, ze tam w Afryce, w Bathurstm przy ujsciu rzeki Gambia, zauwazyl, (przyciągnął?) owego „pamiętnikarza”, griota, który z pamieci wyrecytowal mu wywod jego przodkow niemal do roku 1200 – gdy przybyli oni do Afryki z wysp Pacyfiku. Bo kazde "murzynskie plemie" (przepraszam za slowo "murzynskie") mialo pamoetnikarza, czlowieka, ktory doslownie PAMIETAL dzieje plemienia od zamierzchlych czasow jak i genealogie wszystkich czlonkow plemienia. To co należy zapamietac z tej prawdziwej w koncu opowiesci (pozniej sfilmowanej: KORZENIE), to fakt, ze poszukiwacz WYBRAL SIĘ W PODROZ DO AFRYKI.
Drugie opowiadanie mowi o tym jak to pewna Amerykanka poszukiwala śladów swoich przodkow po calych Stanach i jadac z mezem samochodem, poczula się bardzo zle, poprosila meza aby zatrzymal samochod (miala mdłości) i wybiegla z samochodu aby udac się w malenki przydrożny zagajnik, ale okazalo się ze to był cmentarz a pierwszy grob na nim to był grob jej wlasnego przodka….Co jest najważniejsze w tej opowieści? Oczywiście znowu PODROZ. Ona udala sie w podroz.
Przyslowie mowi „Szukajcie a znajdziecie”. Bez szukania, bez „udania się w podroz” nie ma wynikow poszukiwan.
W srode 14 listopada, kierowany silnym impulsem i potrzeba serca, udalem się i ja w podroz genealogiczna „sladami moich przodkow”. Jako cel tej podrozy obralem sobie Słoków (Schlogwitz) pod Prudnikiem, w pobliżu Bialej Prudnickiej, około 140 km od Wroclawia. Jeszcze półtora roku temu nie wiedziałem, ze tam się urodzil mój pradziadek Johann Peter w roku 1858.
Przyjechałem autobusem do Olbrachcic oddalonych o 1 km od Slokowa i ten ostatni kawalek przeszedłem pieszo, a wędrując obserwowałem krajobraz, pola, kapliczki przydrożne, ukształtowanie powierzchni krajobrazu, strumyki. Towarzyszylo temu pewne wzruszenie, bo zdawałem sobie sprawe, ze mój prapradziadek i pradziadek tutaj zamieszkiwali. Po obu stronach drogi ogromne haldy burakow cukrowych. Czy prapradziadek pracowal na polu z burakami? Maly zielony mostek przez rzeke i zaczyna się wies Slokow, do której wkraczałem z drzeniem serca. Dwa zakrety i dochodze do słynnego spichlerza i kapliczki sw.Jana Nepomucena – o czym wczesniej przeczytałem w Internecie. Obszedłem spichlerz i kapliczke obok dom z napisem SOLTYS. Pani soltys wskazala mi dom Pani Janiny Sikory, lat 79, autochtonki, urodzonej w Slokowie w 1929 roku. Pani Janina przyjęła mnie serdecznie i przez pol godziny opowiadala dzieje Slokowa przed wojna. Mieszkala tu ludność w 100% niemiecka, ZERO Polakow. Ona po wojnie musiala się uczyc jezyka polskiego bo nie znala ani slowa. Ziemie tu I klasy, pszenno-buraczane, stad te haldy burakow. A obok kapliczki stal dwor, maly palacyk barona von Wittenburga. W czasie wojny Pani Janina opiekowala się jego dziecmi, była nianią u barona. Niestety nazwiska Peter ani Nimptsch (rodowe nazwisko praprababci) sobie nie przypomniala zadnego, ale ja już wiedziałem, ze Peterowie około 1860-1870 opuscili Slokow i udali się do Swiby kolo Kepna. Jestem przekonany, ze gdy teraz udam się do Archiwum w Opolu, znajde szybko slady "dawnych" Peterow.
Dwa dni pozniej czyli w piątek 16 listopada udalem się w druga podroz genealogiczna. Do miejscowości Radzowice – 12 km od Sycowa (az dziw ze nigdy tam jeszcze nie byłem), do miejsca urodzin prababci Marii Siuda, ozenionej we Swibie ze wspomnianym wyzej pradziadkiem Johannem Peterem. Przyjechałem do wsi i poszedłem pod kościół bo był blisko przystanku autobusego, jakies 200 m. Obejrzałem sobie kościół z bliska ale z zewnatrz bo był zamkniety. Troche pruski mur, troche drewniany, okna w marnym stanie, sciany tez. Obszedłem go dookoła lustrując dokladnie wzrokiem. Przy kosciele był cmentarz maly, wiec obszedłem wszystkie groby. Nazwiska SIUDA (Schude) nie znalazłem ale za to kilka nazwisk KAMIŃSKI a tak się nazywala po mezu jej mama Mariana (Siuda) Kamińska, bo moja prababcia była dzieckiem nieślubnym i nosila takie samo nazwisko jak jej mama, czyli SIUDA. A Kamiński to był jej przybrany ojciec, za ktorego jej mama wyszla za maz.
Niestety grobow starych nie było, jedynie nowe, XX wieczne. Pomyslem sobie ze warto byloby zapytac kogos o cmentarz poniemiecki, może gdzies jest we wsi.
Przy kosciele za plotem była mala wiejska szkola. Właściwie to nie wiedziałem wtedy czy to szkola czy plebania tego kościoła. Naprzeciw po drugiej stronie drogi pewien czlowiek myl samochod. Wiaderko z woda stalo przy drodze, on natomiast pracowicie czyścił swoj pojazd. Już go minalem, zastanawiając się czy to moze byc ksiądz z plebanii, ale ksiądz chyba by sam nie myl samochodu…, pomyslalem sobie. Ale zauwazylem, ze to szkola jest naprzeciwko a nie plebania, bo byl napis na budynku. Nie wygladl ten budynek na szkole, ale jednak byla to szkola, 3-klasowa wiejska szkola podstawowa, spoleczna. Wiec podszedłem do faceta i zapytalem, czy nie wie, gdzie tu we wsi jest jakis cmentarz stary, poniemiecki. Gosc odpowiedział ze nie ma tu cmentarza poniemieckiego juz, ale zapytal mnie przy okazji o powod mojego pytania. Wiec ja mu mowie, ze jestem genealogiem z STG a tu w Radzowicach szukam swoich korzeni, bo tu się urodzila moja prababcia. On na to, ze zaprasza do mieszkania, bo zona jego ma jakies szkice przedwojennych Radzowic, od Niemcow, którzy odwiedzaja czasem swoje dawne Radzowice.
Wszedłem wiec do ich domu, w tej szkole, a ten pan okazal się być nauczycielem (już na emeryturze) z tej szkoly. Pokazali mi te szkice, on i jego zona, rozłożyli je na stole. Sfotografowałem ale marnie to chyba wyszlo. Tam były stanowiska wszystkich domow we wsi i nazwiska osob, ktore je zamieszkiwali przed II wojna swiatowa – taki porządny niemiecki plan wsi. Dali mi telefon do tego Niemca, ktory im zostawil ten rysunek, mówiąc ze mogę do niego zadzwonic, po szczegóły.
No i teraz najciekawsza sprawa, postanowiliśmy wymienic na koniec wlasne telefony i adresy. Podaje mu wiec karteczke ze swoim imieniem i nazwiskiem i moim nr telefonu a gosc mowi, ze znal dobrze jednego PETERA i ten Peter to nawet był jego szwagier. Zdumiony pytam go, jak miał na imie ten Peter? A on, ze CZESŁAW….i ze tragicznie zginal….No wlasnie, tragicznie zginal już ponad 40 lat temu, mowie, a to był nie kto inny, tylko mój KUZYN, syn Jana, brata mojego ojca. Mój kuzyn, starszy ode mnie o 12 lat. Czesław zginal w wypadku majac 30 lat, zostawiając zone i córkę. Ta zona pozniej gdzies wyjechala i slad po niej zaginal. Gorzej nawet, gdyz moi sycowscy informatorzy (ciocia, inni kuzyni) donosili mi jeszcze rok temu, ze zona i corka Czeslawa tez już nie zyja! Wiec mowie do owego nauczyciela, „ze zona Czeslawa i corka tez już nie zyja…”, .a on mi przerywa i mowi, ze ZYJĄ i czuja się dobrze. Ze zona kuzyna Czeslawa mieszka na wsi pod Bełchatowem z drugim mezem, za ktorego wyszala za maz po smierci Czeslawa, i ze mieszka tam z dwojka dzieci drugiego meza, natomiast pierwsza jej corka, KATARZYNA, (corka mojego kuzyna Czeslawa PETERA) mieszka caly czas we Wrocławiu. W moim Wroclawiu. A stojaca caly czas obok nas w czasie tej rozmowy kobieta, zona mojego rozmowcy, nauczyciela - to Mirosława, rodzona siostra Krysi, zony Czeslawa Petera, mojego kuzyna. I teraz dopiero moglem się ponownie przywitac z jego zona, czyli ze swoja powinowata z Radzowic, z siostra zony mojego kuzyna.
A za pare dni dostane adresy zaginionych krewnych (Kasia to moja krew – krew Peterow). I to takich krewnych, przy których miałem krzyżyki na drzewie genealogicznym, którzy już „zmarli” w moim katalogu rodzinnym, ale którzy teraz na nowo zmartwychwstali. I to na dodatek zmartwychwstali "we Wrocławiu", w ktorym przeciez mieszkam.
I na zakończenie pewien wniosek: Warto podróżować, odwiedzac miejsca przodkow, bo oni się zawsze tak czy owak, jakos odezwa. I jeśli nawet nie będzie natychmiast jakiegos spektakularnego wyniku – to jednak nastapi takie ukierunkowanie mysli, ze wkrotce to mimo wszysto nastapi.
Żeby Kunta Kinte mogl się spotkac z pamiętnikarzem, musial POLECIEC DO AFRYKI. Żeby wspomniana Amerykanka mogla znaleźć grob swego przodka, musiala PODROZOWAC. Abym i ja mogl napotkac slad swojej krewnej (zmarlej ale jednak przywróconej do zycia - Kasi) – musialem podróżować do Radzowic, miejsca urodzenia Marii Siuda, prababci zarówno mojej, jak i mojego kuzyna Czeslawa Petera. I tylko się tak zastanawiam dlaczego prababcia wskazala mi palcem na swoja praprawnuczke Kasie? Przeciez ona jej na oczy nie widziala!
Pawel z Zawady Peter (od 41 lat Wroclawianin)
www.peter.rodowe.pl
Magia miejsca urodzenia
Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
- Peter_Pawel

- Posty: 32
- Rejestracja: pn 17 lip 2006, 22:33
Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”
Przejdź do
- Genealogia
- ↳ General Discussion ( English, German, French, Russian .. inne )
- ↳ Indeksacja metryk - projekty PTG
- ↳ Genealogia kresowa
- ↳ Pochodzenie nazwiska
- ↳ Zasoby internetowe
- ↳ Posiadam listę, wykaz
- ↳ Genealogia w mediach
- ↳ Genealogia genetyczna
- ↳ Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń
- ↳ Szlachta, herbarze
- ↳ Książki, Biblioteki
- ↳ Nasze drzewa, Programy genealogiczne, Monografie o rodzinach
- ↳ Inicjatywy genealogiczne
- ↳ Sekrety Rodzinne w TVP 1
- Wewnętrzne forum PTG
- ↳ Do Genealodzy.PL dodano
- Poszukiwania
- ↳ Poszukuję osób, rodzin
- ↳ Nazwiska
- ↳ Poszukuję parafii, miejscowości
- ↳ Katalog Zasobów Metrykalnych - Nasze Parafie
- ↳ Potrzebuję pomocy
- ↳ Poszukuję zasobów, informacji
- ↳ Pomoc w Archiwum
- ↳ Cmentarze
- ↳ Emigracja
- ↳ Fotografie, Galerie zdjęć, Jak fotografować dokumenty
- ↳ Wojny i Powstania zbrojne, Wojsko..
- Tłumaczenia
- ↳ Tłumaczenia - łacina
- ↳ Tłumaczenia - niemiecki
- ↳ Tłumaczenia - rosyjski
- ↳ Tłumaczenia - ukraiński
- ↳ Tłumaczenia - angielski
- ↳ Tłumaczenia - francuski
- ↳ Tłumaczenia - czeski
- ↳ Tłumaczenia - inne języki
- Ogólne
- ↳ Komentarze artykułów
- ↳ Problemy techniczne
- ↳ Ogólne
- ↳ Integracja Środowiska i współpraca
- ↳ Wysypisko
- ↳ Tematy przesunięte
- Towarzystwa Genealogiczne
- ↳ Lubuskie TG
- ↳ Małopolskie TG
- ↳ Pomorskie TG
- ↳ Śląskie TG
- ↳ Polskie TG
- ↳ TG Centralnej Polski
- ↳ Ostrowskie TG
- ↳ Warszawskie TG
- ↳ Suwalskie TG
- ↳ Lubelskie TG
- ↳ TG Ziemi Częstochowskiej
- ↳ Świętokrzyskie TG
- ↳ WTG Gniazdo
- ↳ Kujawsko-Pomorskie TG
- ↳ Opolscy Genealodzy
- ↳ Górnośląskie TG
- ↳ Zagłębiowskie TG
- ↳ Zachodniopomorskie TG
- ↳ Bydgoskie THG
- ↳ TGH w Poznaniu
- ↳ Polskie Towarzystwo Heraldyczne
- ↳ Podlaskie TG
- ↳ Galicyjskie TG
- ↳ Kaliskie TG
- ↳ Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Tarnowskiej