Akty znania - wiarygodność
: sob 01 paź 2011, 21:00
Mam pytanie do tych, spośród Forumowiczów, którzy mieli do czynienia z aktami znania, a zwłaszcza, jeśli mogli je skonfrontować z oryginalnymi metrykami chrztu/urodzenia, które te akty zastępowały. Chodzi mi o wiarygodność takich aktów znania - czy fakt, że zastępowały metryki chrztu (tu: do ślubu) wynikał tylko z obiektywnego braku możliwości dostarczenia metryki, czy też zainteresowany mógł mieć inny powód (np. coś ukrywał)? Zależy mi na realnych przykładach, a nie spekulacjach.
Mój prapradziad żenił się dwa razy (1867 i 1875) w tej samej parafii, z której nie pochodził. Za drugim razem był już "miejscowym" wdowcem, więc nie potrzebował metryki. Przy pierwszym ślubie z powodu niemożności "wynalezienia" metryki chrztu posłużył się aktem znania, spisanym u miejscowego wójta z zeznań dwóch wiarygodnych świadków.
I tu jest problem. Pomijam, że prapradziad użył wówczas innej formy nazwiska, niż we wszystkich późniejszych aktach i pod którym znani byli wszyscy jego potomkowie (powiedzmy Kowalczyk, zamiast Kowalski). Ślub miał miejsce w Słomczynie (Jeziorna), a przodek miał urodzić się w Warszawie - nie wiem zatem, dlaczego nie mógł przywieźć z Warszawy metryki (rzut beretem). Urodził się w 1835r, wg jednego ze świadków dokładnie w kwietniu. Znani byli jego rodzice (w chwili ślubu już nieżyjący). Niestety, w żadnym indeksie parafii warszawskich, czy to zindeksowanych cyfrowo, czy w spisach papierowych brak jest urodzenia mojego przodka. Parafię św. Krzyża, w tych latach pozbawioną indeksów, przeszukałem nawet na piechotę (cały rocznik 1835). Nic. Nie ma też śladu po rodzicach przodka (mogli gdzieś tam wziąć ślub, mieć inne dzieci, umrzeć). Próbowałem nawet spekulować wyznanie grekokatolickie (przodek nosił mało lechickie imię Aleksy) - ale APW nic nie znalazło. Dziwne jest też, że świadkowie aktu znania twierdzili, że prapradziadka znają od najmłodszych lat, jednak nie ma śladu, by jego rodzice mieszkali w tej parafii.
Dodatkowym problemem są dane zapisane w samym akcie ślubu. Rodzice przodka mieli do śmierci mieszkać we wsi "Lipnie klasztornem". Niestety, konia z rzędem temu, kto takowe znajdzie. Jest kilka miejscowości o nazwie Lipno (w tym jedno miasto, więc odpada), ale w promieniu przynajmniej 120 km od Warszawy, i żadne nie nosiło przydomka "klasztorne". Znalazłem za to bliskie Warszawie Lipie, znane właśnie z klasztorów (żeński, po przeniesieniu do stolicy dał początek znanym nazwom Nowolipie i Nowolipki) - więc to mogło być nazywane Klasztornym. Ale APW nie znalazło śladów nazwiska mojego przodka w miejscowej parafii. Zresztą drugi akt ślubu przodka podawał, że jego rodzice do śmierci mieszkali w... Warszawie! Ciekawe też, że przy tym drugim ślubie zapisano panieńskie nazwisko matki przodka, którego nikt nie znał przy pierwszym ślubie (wyraźnie napisano, że nie jest znane!). Lecz i to nazwisko nie występuje w Warszawie.
Może są jeszcze parafie dotąd niezindeksowane, które można było zaliczyć do Warszawy? Może urodzony w Warszawie przodek chrzczony był gdzie indziej? Nie wiem. Ale wszystko to wydaje mi się mocno podejrzane. Liczę jeszcze na znalezienie aktu zgonu prapradziadka, może tam wpisano coś innego?
Marek.
Mój prapradziad żenił się dwa razy (1867 i 1875) w tej samej parafii, z której nie pochodził. Za drugim razem był już "miejscowym" wdowcem, więc nie potrzebował metryki. Przy pierwszym ślubie z powodu niemożności "wynalezienia" metryki chrztu posłużył się aktem znania, spisanym u miejscowego wójta z zeznań dwóch wiarygodnych świadków.
I tu jest problem. Pomijam, że prapradziad użył wówczas innej formy nazwiska, niż we wszystkich późniejszych aktach i pod którym znani byli wszyscy jego potomkowie (powiedzmy Kowalczyk, zamiast Kowalski). Ślub miał miejsce w Słomczynie (Jeziorna), a przodek miał urodzić się w Warszawie - nie wiem zatem, dlaczego nie mógł przywieźć z Warszawy metryki (rzut beretem). Urodził się w 1835r, wg jednego ze świadków dokładnie w kwietniu. Znani byli jego rodzice (w chwili ślubu już nieżyjący). Niestety, w żadnym indeksie parafii warszawskich, czy to zindeksowanych cyfrowo, czy w spisach papierowych brak jest urodzenia mojego przodka. Parafię św. Krzyża, w tych latach pozbawioną indeksów, przeszukałem nawet na piechotę (cały rocznik 1835). Nic. Nie ma też śladu po rodzicach przodka (mogli gdzieś tam wziąć ślub, mieć inne dzieci, umrzeć). Próbowałem nawet spekulować wyznanie grekokatolickie (przodek nosił mało lechickie imię Aleksy) - ale APW nic nie znalazło. Dziwne jest też, że świadkowie aktu znania twierdzili, że prapradziadka znają od najmłodszych lat, jednak nie ma śladu, by jego rodzice mieszkali w tej parafii.
Dodatkowym problemem są dane zapisane w samym akcie ślubu. Rodzice przodka mieli do śmierci mieszkać we wsi "Lipnie klasztornem". Niestety, konia z rzędem temu, kto takowe znajdzie. Jest kilka miejscowości o nazwie Lipno (w tym jedno miasto, więc odpada), ale w promieniu przynajmniej 120 km od Warszawy, i żadne nie nosiło przydomka "klasztorne". Znalazłem za to bliskie Warszawie Lipie, znane właśnie z klasztorów (żeński, po przeniesieniu do stolicy dał początek znanym nazwom Nowolipie i Nowolipki) - więc to mogło być nazywane Klasztornym. Ale APW nie znalazło śladów nazwiska mojego przodka w miejscowej parafii. Zresztą drugi akt ślubu przodka podawał, że jego rodzice do śmierci mieszkali w... Warszawie! Ciekawe też, że przy tym drugim ślubie zapisano panieńskie nazwisko matki przodka, którego nikt nie znał przy pierwszym ślubie (wyraźnie napisano, że nie jest znane!). Lecz i to nazwisko nie występuje w Warszawie.
Może są jeszcze parafie dotąd niezindeksowane, które można było zaliczyć do Warszawy? Może urodzony w Warszawie przodek chrzczony był gdzie indziej? Nie wiem. Ale wszystko to wydaje mi się mocno podejrzane. Liczę jeszcze na znalezienie aktu zgonu prapradziadka, może tam wpisano coś innego?
Marek.