Niefrasobliwi państwo młodzi.

Wszystkie sprawy związane z naszą pasją, w tym: FAQ - często zadawane pytania

Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech

kotik7

Sympatyk
Mistrz
Posty: 453
Rejestracja: wt 17 sie 2010, 16:13

Niefrasobliwi państwo młodzi.

Post autor: kotik7 »

Witam,
zaczynam ten temat, ponieważ chciałbym podzielić się ciekawostką, na którą natrafiłem wśród metryk. Moja praprapraprababcia nie miała szczęścia do mężyczyzn. W wieku 18 lat wyszła za mąż, ale jej mąż zmarł tego samego roku. W związku z tym, mając 20 lat poślubiła kolejnego kawalera. Ale tutaj też- drugi mąż zmarł po roku. Usilnie dążąc do stworzenia gospodarstwa i założenia rodziny, praprapraprababcia wyszła za mąż po raz trzeci, mając 22 lata. Tym razem udało się-jej mąż przeżył z nią 9 lat, płodząc moją prapraprababcię. Ale po 9 latach trzeci już mąż także zmarł. Były to wszystko lata 1844-1857, więc możliwe, że mężów zabiła cholera. Praprapraprababcia Franciszka Pacholska-Stępińska-Trędowska nie miała jeszcze trzydziestki, więc poślubiła czwartego mężczyznę. I tutaj pojawia się śmieszny epizod. Znajduję akt chrztu pierwszego dziecka z czwartego małżeństwa przed aktem zaślubin. No cóż, wnioskując po datach, bez grzechu się nie obyło, ale nie było to bynajmniej powodem, dla którego akt małżeństwa ksiądz spisał po ponad roku od jego zawarcia. A wyjaśnienie jest takie, cytuję księdza L. Mullera, proboszcza z Iwanowic :
"Akt ten spóźniony w zapisaniu dla tego, że po zawartym ślubie zaraz z weselem oddaliwszy się nie stawili się do zapisania tegoż, dopiero w dniu dzisiejszym".
Widać praprapraprababcia lubiła swoje wesela, że na czwartym miała jeszcze tyle wigoru :)

Kuba
Worwąg_Sławomir

Nieaktywny
Nowicjusz
Posty: 999
Rejestracja: pn 15 lis 2010, 20:10

Niefrasobliwi państwo młodzi.

Post autor: Worwąg_Sławomir »

Albo była "czarną wdową" :D
Pozdrawiam
Sławek Worwąg
Sawicki_Julian

Sympatyk
Posty: 3423
Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski

Niefrasobliwi państwo młodzi.

Post autor: Sawicki_Julian »

Witaj Kuba ,myślę ze pra ...babcia nie miała wiele do powiedzenia zważywszy ze to była może zima , po wyjściu z kościola młody złapał swa żonę podnosząc ju do góry i wsadził na furmankę , powożący podciął konie który czekał przez cała sumę przy koniach i zatrzymali się koło domu, potem wesele z gośćmi których się nie odchodzi i tak zeszło aż ksiądz chodził po kolędzie i o tym przypomniał ; pozdrawiam - Julian
kotik7

Sympatyk
Mistrz
Posty: 453
Rejestracja: wt 17 sie 2010, 16:13

Niefrasobliwi państwo młodzi.

Post autor: kotik7 »

Tak mogłoby być, ale ślub był w lipcu 1858, a zapis w październiku 1859. Niewątpliwie goście tutaj odegrali jakąś rolę.
Kuba
brzoskwiniowysong

Sympatyk
Posty: 19
Rejestracja: sob 11 sty 2014, 19:01

Niefrasobliwi państwo młodzi.

Post autor: brzoskwiniowysong »

Bardzo ciekawa historia. Ja ze swojej strony mogę się podzielić historią, która mnie nurtuje już od jakiegoś czasu i nie bardzo potrafię ją wyjaśnić. Otóż przeglądając akta zapowiedzi ślubnej natrafiłam na informację, że jeden mężczyzna aż 7 -krotnie był w niej zapisywany. Co roku pojawiał się nowy zapis dotyczący tej samej osoby i jej chęci zawarcia związku małżeńskiego. W związku z tym, że należał do parafii ewangelickiej zaczęłam się zastanawiać czy może jakieś wymogi formalne nakazywały tak częste zapowiedzi (jedna co roku). Nie chce mi się przy tym wierzyć w cierpliwość potencjalnej narzeczonej. Muszę jednak zaznaczyć, że niestety brak informacji o oblubienicy i nie wiadomo czy było ich kilka czy tylko jedna. Ale aż 7 lat zapowiedzi przed zawarciem małżeństwa??? Jeśli macie jakieś sensowne wyjaśnienie, to chętnie z każdym się zapoznam.
Pozdrawiam,
Ania
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ja i Genealogia, wymiana doświadczeń”