zaczynam ten temat, ponieważ chciałbym podzielić się ciekawostką, na którą natrafiłem wśród metryk. Moja praprapraprababcia nie miała szczęścia do mężyczyzn. W wieku 18 lat wyszła za mąż, ale jej mąż zmarł tego samego roku. W związku z tym, mając 20 lat poślubiła kolejnego kawalera. Ale tutaj też- drugi mąż zmarł po roku. Usilnie dążąc do stworzenia gospodarstwa i założenia rodziny, praprapraprababcia wyszła za mąż po raz trzeci, mając 22 lata. Tym razem udało się-jej mąż przeżył z nią 9 lat, płodząc moją prapraprababcię. Ale po 9 latach trzeci już mąż także zmarł. Były to wszystko lata 1844-1857, więc możliwe, że mężów zabiła cholera. Praprapraprababcia Franciszka Pacholska-Stępińska-Trędowska nie miała jeszcze trzydziestki, więc poślubiła czwartego mężczyznę. I tutaj pojawia się śmieszny epizod. Znajduję akt chrztu pierwszego dziecka z czwartego małżeństwa przed aktem zaślubin. No cóż, wnioskując po datach, bez grzechu się nie obyło, ale nie było to bynajmniej powodem, dla którego akt małżeństwa ksiądz spisał po ponad roku od jego zawarcia. A wyjaśnienie jest takie, cytuję księdza L. Mullera, proboszcza z Iwanowic :
"Akt ten spóźniony w zapisaniu dla tego, że po zawartym ślubie zaraz z weselem oddaliwszy się nie stawili się do zapisania tegoż, dopiero w dniu dzisiejszym".
Widać praprapraprababcia lubiła swoje wesela, że na czwartym miała jeszcze tyle wigoru
Kuba

