Historie pisane w księgach parafialnych
: wt 04 mar 2008, 00:34
Często się zdarza, że przeglądając księgi kościelne możemy spotkać notatki sporządzane ręką proboszcza. Dotyczą one zazwyczaj wyjątkowych zjawisk. Czasami dotyczą wojen, przemarszów wojsk, klęsk lub społecznych niepokojów. To prawdziwe perełki historyczne, dające nam czasami znacznie więcej informacji, niż najlepsze opracowania naukowe.
Gdy starałem się kiedyś dociec przyczyn masowych zgonów w jednej z wiosek, szukałem zapisków o epidemii. Niestety nie spotkałem żadnej wzmianki o szalejących chorobach. Długo nie znałem powodu, dla którego 90% jednej z gałęzi mojej rodziny, zmarło w ciągu trzech zaledwie lat.
Wyjaśniła mi to dopiero taka właśnie notatka, gdy zabrałem się za czytanie całej księgi.
Pozwolę sobie przytoczyć ten tekst w całości.
Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak
Gdy starałem się kiedyś dociec przyczyn masowych zgonów w jednej z wiosek, szukałem zapisków o epidemii. Niestety nie spotkałem żadnej wzmianki o szalejących chorobach. Długo nie znałem powodu, dla którego 90% jednej z gałęzi mojej rodziny, zmarło w ciągu trzech zaledwie lat.
Wyjaśniła mi to dopiero taka właśnie notatka, gdy zabrałem się za czytanie całej księgi.
Pozwolę sobie przytoczyć ten tekst w całości.
Gorąco polecam uważne śledzenie takich właśnie dopisków, gdyż czasami mogą one zawierać, cenne dla nas informacje, a z pewnością wiele wniosą do naszej wiedzy o badanym obszarze.Dwa lata poprzednie, to jest rok 1845 i 1846, przewyższył w nieurodzaju, a stąd w głodzie, następnie w chorobach rok 1847 do czasu zbiorów nowych, które wypadły dzięki Opatrzności Boskiej, co do żyta, pszenicy, grochu lecz znowu kartofle dla jakowej zarazy, która na nie padła, zupełnie przepadły, a liście i badyle dla tejże zarazy bardzo wcześnie sczerniały i zgniły następnie.
Otóż w tym roku 1847 do czasu żniwa była taka drogość żyta, że w naszych miastach sąsiednich płacono w końcu czerwca czy też lipcu, korczyk żyta po złotych polskich sześćdziesiąt, czyli rubli srebrnych dziewięć, a jak za pierwszą rzecz powiadaną, że w mieście Łodzi był korczyk żyta na złp. siedemdziesiąt dwa, gdzie w końcu i za tę cenę nie można było dostać żyta, a gdy w Warszawie ceny żyta były tańsze niż w Zgierzu i Łodzi, zatem z Warszawy do tych miast żyto sprzedawano.
Z tego niedostatku panowała śmiertelność między ludźmi, a szczególniej na wsi Domaradzynie, gdzie więcej osób umarło, jak zwykle, a to z głodu, niedostatku, któremu bardziej nie można było, a może i niechciano. Lud dla wyżywienia się wielu długów zaciągnął. Odzieże pozastawiał, zbiedniał na ciele swoim, a prawie sczerniał na twarzach.
Ubóstwa codziennie wielka liczba chodziła bez różnicy religii i narodowości. Żydów w Strykowie znacznie wymarło z głodu i niedostatku. Znajdywano trupy ciał ludzkich w lasach dla głodu wielkiego, a to miało miejsce w parafii Koźle.
Odwróć od nas Boże! głód, mór ciężki…
W Bratoszewicach dnia 7 września 1847 roku.
X Aleksander Cetkowski
Pozdrawiam serdecznie
Waldemar Fronczak