Litowież Ukraina- jaka to parafia? Maria Rudź
: ndz 11 lis 2012, 19:40
Dobry wieczór szanowni użytkownicy!
Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc.
Mam w swojej genealogii pewną lukę. Po kolei:
„Tajemnice przeszłości do grobu zabrała, gdy pewnego wieczora na sen wieczny się udała”
Rozprawka o Marii Rudź
Maria Rudź, córka Filipa i Katarzyny Iwanownej, przyszła na świat najprawdopodobniej gdzieś na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej w 1926 roku. Miała starszą siostrę, której imię, według bardzo mglistych wspomnień Tadeusza Rudź oraz Elżbiety Podymy z domu Beker brzmiało Anna. Na dzień dzisiejszy brane pod uwagę są trzy różne miejsca narodzin małej Marysi. W akcie zgonu widnieje informacja, iż była to Grabina. Gdyby wersja z aktu zgonu okazała się prawdziwą to i tak bardzo trudne było by ustalenie dokładnego miejsca urodzin Marii, ponieważ w całej Polsce, w jej granicach z 1945 roku, znajduje się aż 20 wsi o tej nazwie, a po za tym według skąpych, rodzinnych opowieści Maria z całą pewnością pochodziła gdzieś ze wschodu. Świadczyć może o tym nazwisko rodowe jej matki oraz fakt, iż największe skupisko osób zameldowanych i noszących nazwisko Rudź ciągnie się wzdłuż wschodniej granicy Polski począwszy od Obwodu Kalinigradzkiego poprzez Litwę, Białoruś skończywszy na Ukrainie. Według książeczki czeladniczej miejscem, gdzie po raz pierwszy powietrze przeszył płacz małej dziewczynki, jaką była Maria był Starogrod. Niestety taka nazwa nie widnieje na żadnej aktualnej mapie, ale bardzo prawdopodobne jest, iż była to jakaś wieś nosząca takie miano podczas dwudziestolecia międzywojennego na terenach dzisiejszej Białorusi lub Ukrainy, która zmieniła swą nazwa po wojnie bądź w trakcie jej trwania. Chyba, iż w książecce jest błąd i powinno być- Starogrod. W Polsce są dwie miejscowości o tym mianie oraz jedna na Ukrainie w rejonie sokalskim obwodu lwowskiego. Pod uwagę jest jeszcze brane miejsce o nazwie Litowierz- wieś na terenach dzisiejszej Ukrainy, około dwóch kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej, Bugu, nieopodal miasta Kowel. W owej osadzie po drugiej wojnie światowej mieszkała matka Marii- Katarzyna, a na parafialnym cmentarzu spoczywa bardzo wiele osób noszących za życia to samo nazwisko, co rodzina Filipa. Podobno także sama wieś obfituję w rozmaitych licznych krewnych Marii od strony jej ojca.
Niemalże nic nie wiadomo o tym jak wyglądało dzieciństwo Marysi. Już w dorosłym życiu jako matka i babcia nie była skora do takich wspominek, być może były one zbyt bolesne. Czasem opowiadała jak z rodzicami oraz siostrą podczas niedzielnych wędrówek na msze do kościoła (równie dobrze mogła być to cerkiew), brali w ręce odświętne buty, które zakładali dopiero przed świątynią całą drogę pokonawszy boso. Świadczy to o biedzie, jaka dotykała w tamtym czasie całą Drugą Rzeczpospolitą Polską, a która najbardziej była widoczna na kresach wschodnich. Najprawdopodobniej nie otrzymała przed drugą wojną światową żadnego wykształcenia tak jak i jej cała rodzina wywodząca się zapewne ze stanu chłopskiego, aczkolwiek są to tylko domysły niepotwierdzone żadnymi opowieściami a tym bardziej dokumentami.
Mgła niewiedzy zaczyna nieco blednąć dopiero od roku 1939. 1 Września, gdy Maria miała zaledwie 13 lat wybuchła druga wojna światowa, podczas której zaginął jej ojciec Filip, starsza siostra wyszła za mąż za postawnego radzieckiego sołdata, z którym wyniosła się na Krym i urodziła mu, co najmniej dwoje chłopców oraz ona sama została wywieziona na roboty w głąb trzeciej rzeszy. Owa wywózka mogła mieć miejsce po roku 1941, tj. po zerwaniu przez nazistowskie Niemcy sojuszu z ZSRR oraz przesunięciu się frontu na wschód i przyłączeniu obszarów dawniej okupowanych przez wojska sowieckie do trzeciej rzeszy. Niestety nieznane jest dokładne miejsce, w którym przebywała i pracowała Maria. Według jej jedynej córki Elżbiety, był to obóz pracy położony gdzieś w Westfalii (niemieckie Westfalen), krainie historycznej w Niemczech, położonej między miastami: Dortmund, Münster, Bielefeld, i Osnabrück. Z nie zbyt częstych i dokładnych opowiadań Marii wyłania się przerażający obraz nazistowskiego lagru, podzielonego na męski oraz żeński, w którym była najprawdopodobniej kucharką. Wspominała, iż wykradała nadgniłe resztki pożywienia z kuchni, które następnie dawała więźniom. Opowiadała o jakimś zakratowanym oknie, w którym wyrastał las wychudzonych oraz umęczonych od pracy rąk, który ze zwierzęcym szałem rzucał się na niedojedzone resztki z pańskiego stołu. Podobno od jednego z więźniów dostała kiedyś w dowód wdzięczności srebrny sygnet, który podarowała później swojemu synowi Tadeuszowi, a który on zgubił. Wielokrotnie także wspominała, już jako matka i żona, iż stanęła w obronie jakiegoś więźnia, Jugosłowianina, który do niej nieraz mówił „ja te lube ty me ne choczesz lubete". Personalia owej osoby oraz dokładny przebieg tej sytuacji są nieznane. Nie wiadomo także jak długo przebywała w owym miejscu katorżniczej pracy, ani też jak się z niego wydostała. W każdym bądź razie z obozu dostała się do domu pewnego Baora, bogatego, niemieckiego rolnika, gdzie pomagała w gospodarstwie, najprawdopodobniej w kuchni. Ten okres wspominała nawet dobrze, mówiła, iż owy gospodarz był dobrym Niemcem.
Maj roku 1945 oprócz pięknej wiosny przyniósł za sobą także upragniony pokój. Po niecałych sześciu latach w Europie zakończoną działania wojenne. Maria Rudź wraz z wieloma podobnymi jej osobami uwolnionymi z obozów oraz od przymusowych robót pragnęła wrócić do domu, do matki. Według niejasnych wspomnień Tadeusza, jej syna, matka opowiadała mu jak przemierzała wyniszczone wojną tereny niemieckie oraz polskie na zwykłym wozie wraz z grupką innych ludzi, których być może znała, bądź, którzy byli jej zupełnie obcy. Późnym latem, najprawdopodobniej w dożynki 1945 roku znalazła się w okolicach miasta Pułtusk. Według jej opowiadań przystanęli odpocząć w jakimś sadzie, swój dobytek zostawiając na wozie. Podczas gdy oni nabierali nowych sił przed podróżą nieuczciwy woźnica odjechał wraz z całym ich bagażem. Według Tadeusza wśród rzeczy, które wtedy bezpowrotnie przepadły były liczne fotografie, które Maria zabrała ze sobą, a które przedstawiały jej bliskich. W ten oto sposób znalazła się w zupełnie sama, z dala od domu, przyjaciół z dzieciństwa, rodziny w obcym mieście, w którym została już do końca życia, miała wtedy zaledwie 19 lat i pomimo młodego wieku pełen bagaż traumatycznych doświadczeń.
Prosił bym o pomoc w ustaleniu parafii do której należał Litowież oraz archiwum w którym znajdują się akta z tejże parafii.
Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc.
Mam w swojej genealogii pewną lukę. Po kolei:
„Tajemnice przeszłości do grobu zabrała, gdy pewnego wieczora na sen wieczny się udała”
Rozprawka o Marii Rudź
Maria Rudź, córka Filipa i Katarzyny Iwanownej, przyszła na świat najprawdopodobniej gdzieś na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej w 1926 roku. Miała starszą siostrę, której imię, według bardzo mglistych wspomnień Tadeusza Rudź oraz Elżbiety Podymy z domu Beker brzmiało Anna. Na dzień dzisiejszy brane pod uwagę są trzy różne miejsca narodzin małej Marysi. W akcie zgonu widnieje informacja, iż była to Grabina. Gdyby wersja z aktu zgonu okazała się prawdziwą to i tak bardzo trudne było by ustalenie dokładnego miejsca urodzin Marii, ponieważ w całej Polsce, w jej granicach z 1945 roku, znajduje się aż 20 wsi o tej nazwie, a po za tym według skąpych, rodzinnych opowieści Maria z całą pewnością pochodziła gdzieś ze wschodu. Świadczyć może o tym nazwisko rodowe jej matki oraz fakt, iż największe skupisko osób zameldowanych i noszących nazwisko Rudź ciągnie się wzdłuż wschodniej granicy Polski począwszy od Obwodu Kalinigradzkiego poprzez Litwę, Białoruś skończywszy na Ukrainie. Według książeczki czeladniczej miejscem, gdzie po raz pierwszy powietrze przeszył płacz małej dziewczynki, jaką była Maria był Starogrod. Niestety taka nazwa nie widnieje na żadnej aktualnej mapie, ale bardzo prawdopodobne jest, iż była to jakaś wieś nosząca takie miano podczas dwudziestolecia międzywojennego na terenach dzisiejszej Białorusi lub Ukrainy, która zmieniła swą nazwa po wojnie bądź w trakcie jej trwania. Chyba, iż w książecce jest błąd i powinno być- Starogrod. W Polsce są dwie miejscowości o tym mianie oraz jedna na Ukrainie w rejonie sokalskim obwodu lwowskiego. Pod uwagę jest jeszcze brane miejsce o nazwie Litowierz- wieś na terenach dzisiejszej Ukrainy, około dwóch kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej, Bugu, nieopodal miasta Kowel. W owej osadzie po drugiej wojnie światowej mieszkała matka Marii- Katarzyna, a na parafialnym cmentarzu spoczywa bardzo wiele osób noszących za życia to samo nazwisko, co rodzina Filipa. Podobno także sama wieś obfituję w rozmaitych licznych krewnych Marii od strony jej ojca.
Niemalże nic nie wiadomo o tym jak wyglądało dzieciństwo Marysi. Już w dorosłym życiu jako matka i babcia nie była skora do takich wspominek, być może były one zbyt bolesne. Czasem opowiadała jak z rodzicami oraz siostrą podczas niedzielnych wędrówek na msze do kościoła (równie dobrze mogła być to cerkiew), brali w ręce odświętne buty, które zakładali dopiero przed świątynią całą drogę pokonawszy boso. Świadczy to o biedzie, jaka dotykała w tamtym czasie całą Drugą Rzeczpospolitą Polską, a która najbardziej była widoczna na kresach wschodnich. Najprawdopodobniej nie otrzymała przed drugą wojną światową żadnego wykształcenia tak jak i jej cała rodzina wywodząca się zapewne ze stanu chłopskiego, aczkolwiek są to tylko domysły niepotwierdzone żadnymi opowieściami a tym bardziej dokumentami.
Mgła niewiedzy zaczyna nieco blednąć dopiero od roku 1939. 1 Września, gdy Maria miała zaledwie 13 lat wybuchła druga wojna światowa, podczas której zaginął jej ojciec Filip, starsza siostra wyszła za mąż za postawnego radzieckiego sołdata, z którym wyniosła się na Krym i urodziła mu, co najmniej dwoje chłopców oraz ona sama została wywieziona na roboty w głąb trzeciej rzeszy. Owa wywózka mogła mieć miejsce po roku 1941, tj. po zerwaniu przez nazistowskie Niemcy sojuszu z ZSRR oraz przesunięciu się frontu na wschód i przyłączeniu obszarów dawniej okupowanych przez wojska sowieckie do trzeciej rzeszy. Niestety nieznane jest dokładne miejsce, w którym przebywała i pracowała Maria. Według jej jedynej córki Elżbiety, był to obóz pracy położony gdzieś w Westfalii (niemieckie Westfalen), krainie historycznej w Niemczech, położonej między miastami: Dortmund, Münster, Bielefeld, i Osnabrück. Z nie zbyt częstych i dokładnych opowiadań Marii wyłania się przerażający obraz nazistowskiego lagru, podzielonego na męski oraz żeński, w którym była najprawdopodobniej kucharką. Wspominała, iż wykradała nadgniłe resztki pożywienia z kuchni, które następnie dawała więźniom. Opowiadała o jakimś zakratowanym oknie, w którym wyrastał las wychudzonych oraz umęczonych od pracy rąk, który ze zwierzęcym szałem rzucał się na niedojedzone resztki z pańskiego stołu. Podobno od jednego z więźniów dostała kiedyś w dowód wdzięczności srebrny sygnet, który podarowała później swojemu synowi Tadeuszowi, a który on zgubił. Wielokrotnie także wspominała, już jako matka i żona, iż stanęła w obronie jakiegoś więźnia, Jugosłowianina, który do niej nieraz mówił „ja te lube ty me ne choczesz lubete". Personalia owej osoby oraz dokładny przebieg tej sytuacji są nieznane. Nie wiadomo także jak długo przebywała w owym miejscu katorżniczej pracy, ani też jak się z niego wydostała. W każdym bądź razie z obozu dostała się do domu pewnego Baora, bogatego, niemieckiego rolnika, gdzie pomagała w gospodarstwie, najprawdopodobniej w kuchni. Ten okres wspominała nawet dobrze, mówiła, iż owy gospodarz był dobrym Niemcem.
Maj roku 1945 oprócz pięknej wiosny przyniósł za sobą także upragniony pokój. Po niecałych sześciu latach w Europie zakończoną działania wojenne. Maria Rudź wraz z wieloma podobnymi jej osobami uwolnionymi z obozów oraz od przymusowych robót pragnęła wrócić do domu, do matki. Według niejasnych wspomnień Tadeusza, jej syna, matka opowiadała mu jak przemierzała wyniszczone wojną tereny niemieckie oraz polskie na zwykłym wozie wraz z grupką innych ludzi, których być może znała, bądź, którzy byli jej zupełnie obcy. Późnym latem, najprawdopodobniej w dożynki 1945 roku znalazła się w okolicach miasta Pułtusk. Według jej opowiadań przystanęli odpocząć w jakimś sadzie, swój dobytek zostawiając na wozie. Podczas gdy oni nabierali nowych sił przed podróżą nieuczciwy woźnica odjechał wraz z całym ich bagażem. Według Tadeusza wśród rzeczy, które wtedy bezpowrotnie przepadły były liczne fotografie, które Maria zabrała ze sobą, a które przedstawiały jej bliskich. W ten oto sposób znalazła się w zupełnie sama, z dala od domu, przyjaciół z dzieciństwa, rodziny w obcym mieście, w którym została już do końca życia, miała wtedy zaledwie 19 lat i pomimo młodego wieku pełen bagaż traumatycznych doświadczeń.
Prosił bym o pomoc w ustaleniu parafii do której należał Litowież oraz archiwum w którym znajdują się akta z tejże parafii.