Dwór w Osiecku
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
-
Obiedziński_pradziadek

- Posty: 41
- Rejestracja: pn 26 mar 2012, 23:42
Dwór w Osiecku
Czy ktoś się spotkał dlaczego w XIX wieku oddawali dziecko na służbę do dworu ?? Jak długo ktoś przebywał na dworze ?? Czy często takie dzieci były kształcone??
Interesuje mnie Dwór w Osiecku z tego co znalazłam należał juz w tedy do Potockich. Dzięki nim mój przodek był kształcony (umiał pisać czytać liczyć) gdzie w społeczności był jednym z niewielu z taką wiedzą oprócz księdza. Od swojego Pana też dostał kawałek ziemi i drewno na budowe domu. Lecz musiał być tam stosunkowo krótko bo bo urodził się 1865 a około 1890 jego dzieci rodziły się już na ziemi którą dostał.
Proszę o każdą informację pomocną w zrozumieniu jak to kiedyś wyglądało.
Pozdrawiam Monika
Interesuje mnie Dwór w Osiecku z tego co znalazłam należał juz w tedy do Potockich. Dzięki nim mój przodek był kształcony (umiał pisać czytać liczyć) gdzie w społeczności był jednym z niewielu z taką wiedzą oprócz księdza. Od swojego Pana też dostał kawałek ziemi i drewno na budowe domu. Lecz musiał być tam stosunkowo krótko bo bo urodził się 1865 a około 1890 jego dzieci rodziły się już na ziemi którą dostał.
Proszę o każdą informację pomocną w zrozumieniu jak to kiedyś wyglądało.
Pozdrawiam Monika
Dwór w Osiecku
Witaj Moniko,
dlaczego kiedyś oddawano dzieci do dworu na służbę?
Myślę, że była to dobra inwestycja. Dziewczeta, panny, bywały we dworze pokojówkami, gospodyniami, kucharkami, garedrobianymi. Ich praca mogła trwać krótko, do zamążpójścia; potem, poduczone gotowania i innych zajęć gospodarskich po ślubie zajmowały się już tylko własnym gospodarstwem, dziećmi. O ile nie wychodziły za mąż, pracowały we dworze długo, często do śmierci.
Podobnie chłopcy, czy młodzieńcy. Nie byli oni może od razu lokajami czy majordomusami, ale chłopcami stajennymi, pomagali w rąbaniu drewna, rozpalaniu w piecach, w ogrodzie czy sadzie, na polu. Czasem ścieżka ich kariery przebiegała jak dzisiaj, czyli zaczynali od dołu by z czasem dojśc do lepszych stanowisk. Pracownicy dworu mieszkali we dworze czy w oficynach, za pracę dostawali peniądze i deputat. Pracownicy folwarczni zaś mieszkali na terenie folwarku, w budynkach - nazwijmy to - wielorodzinnych i też otrzymywali wynagrodzenie.
Pracy w takim przedsiębiorstwie (bo majątek taki często zajmował się jakąś produkcją, np. zboża, owoców, działały cukrownie, gorzelnie, cegielnie), był huk, więc każda para rąk się liczyła.
Często we dworze działała ochronka, szkółka założona przez tzw. dziedziców, gdzie pani domu uczyła czytać i pisać służbę dworską i dzieciaki folwarczne. Był to nie tylko sposób na naukę ale i lekcje polskości i patriotyzmu.
Pracownikom majątku przysługiwał deputat czyli wynagrodzenie za pracę w naturze (oprócz pieniędzy, które też zarabiali). W różnych majątkach róznie to wyglądało, ale zazwyczaj było to w określonej ilości i zależnie od statusu drewno, zboże, ziemniaki, czasem trafiła się jakaś krówka czy świnka. Dostawali też ziemię na której mogli uprawiać zboża, warzywa czy owoce by akoś wyżywić gromadkę dzieci.
Temat jest fajny, ciekawy ale to co napisałam, to taki duży skrót.
Mam nadzieję, że rozjaśniłam nieco
Ps. Dwór Potockich był w Osiecku? A nie w pobliskiej Łucznicy?
dlaczego kiedyś oddawano dzieci do dworu na służbę?
Myślę, że była to dobra inwestycja. Dziewczeta, panny, bywały we dworze pokojówkami, gospodyniami, kucharkami, garedrobianymi. Ich praca mogła trwać krótko, do zamążpójścia; potem, poduczone gotowania i innych zajęć gospodarskich po ślubie zajmowały się już tylko własnym gospodarstwem, dziećmi. O ile nie wychodziły za mąż, pracowały we dworze długo, często do śmierci.
Podobnie chłopcy, czy młodzieńcy. Nie byli oni może od razu lokajami czy majordomusami, ale chłopcami stajennymi, pomagali w rąbaniu drewna, rozpalaniu w piecach, w ogrodzie czy sadzie, na polu. Czasem ścieżka ich kariery przebiegała jak dzisiaj, czyli zaczynali od dołu by z czasem dojśc do lepszych stanowisk. Pracownicy dworu mieszkali we dworze czy w oficynach, za pracę dostawali peniądze i deputat. Pracownicy folwarczni zaś mieszkali na terenie folwarku, w budynkach - nazwijmy to - wielorodzinnych i też otrzymywali wynagrodzenie.
Pracy w takim przedsiębiorstwie (bo majątek taki często zajmował się jakąś produkcją, np. zboża, owoców, działały cukrownie, gorzelnie, cegielnie), był huk, więc każda para rąk się liczyła.
Często we dworze działała ochronka, szkółka założona przez tzw. dziedziców, gdzie pani domu uczyła czytać i pisać służbę dworską i dzieciaki folwarczne. Był to nie tylko sposób na naukę ale i lekcje polskości i patriotyzmu.
Pracownikom majątku przysługiwał deputat czyli wynagrodzenie za pracę w naturze (oprócz pieniędzy, które też zarabiali). W różnych majątkach róznie to wyglądało, ale zazwyczaj było to w określonej ilości i zależnie od statusu drewno, zboże, ziemniaki, czasem trafiła się jakaś krówka czy świnka. Dostawali też ziemię na której mogli uprawiać zboża, warzywa czy owoce by akoś wyżywić gromadkę dzieci.
Temat jest fajny, ciekawy ale to co napisałam, to taki duży skrót.
Mam nadzieję, że rozjaśniłam nieco
Ps. Dwór Potockich był w Osiecku? A nie w pobliskiej Łucznicy?
Serdeczności,
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
Dwór w Osiecku
W okresie staropolskim Osieck był starostwem niegrodowym w ziemi czerskiej, którym władali Starostowie. Podczas zaborów wszelkie królewszczyzny przeszły na skarb państwa zaborcy. W tym przypadku w 1808 r. - starostwo osieckie zostało darowane księciu Józefowi Poniatowskiemu jako nagroda za jego wojenne zasługi. Następnie Książę Józef Poniatowski nagrodę swą sprzedał rodzinie Potockich.
Pozdrawiam
Wojciech P.
Wojciech P.
-
Obiedziński_pradziadek

- Posty: 41
- Rejestracja: pn 26 mar 2012, 23:42
Dwór w Osiecku
Dziękuje trochę mi to rozjaśniło sytuacje. I zrozumieć, iż w pewnym sensie praca u dziedzica była porządana i był to napewno sposób na polepszenie sobie życia rodziców, którzy oddali dziecko do dworu. W takim też razie kawałek ziemi który dostał mógł być również prezentem ślubnym od Pana?
Dzieci do pracy były w jakiś sposób wybierane ?? Czy po prostu z założenia każde ręce do pracy się przydadzą ?? Czy może rodziny musiały oddać kogoś do pracy pod przymusem??
Pozdrawiam
Monika
Dzieci do pracy były w jakiś sposób wybierane ?? Czy po prostu z założenia każde ręce do pracy się przydadzą ?? Czy może rodziny musiały oddać kogoś do pracy pod przymusem??
Pozdrawiam
Monika
Dwór w Osiecku
Witaj,
Co do kawałka ziemi - nie wiem czy mógł być prezentem ślubnym. Spotkałam się raczej z jakąś kwotą pieniędzy czy zwierzętami dawanymi z okazji ślubu. Danie ziemi wymagałoby jakiegoś wydzielenia z majątku włascicieli. Nie sądzę by tak było, bo inni pracownicy też by tak chcieli.
Nie wiem o jakim czasie mówimy, nie wiem też kim był w hierarchii majątku Twój przodek. Wszystko zależało od wlaścicieli, od zwyczajów panujących, od terenów (zabory), od czasu (jakie lata). Każdą taką sprawę trzeba rozpatrywać indywidualnie, sięgnąć do literatury (pamiętniki) ale i do źródeł (może są akta Potockich albo akta majątku).
Wspominasz też o oddaniu dziecka. Nie jestem znawcą w tym temacie, choć stanowi on przedmiot moich zainteresowań, ale trudno mi wyobrazić sobie sytuację, że matka przychodzi do dworu i oddaje dziecko, albo "dziedziczka" zabiera dziecko jakiejś rodzinie, choćby mając najszlachetniejszy zamiar. Dzieci pracowały pewnie w polu, w sadzie, w ogrodzie ale na noc wracały do swego domu. Trzeba też pamietać, że sporo ludzi pracowało sezonowo (pracownicy najemni), czyli w lecie i na jesieni, kiedy było na wsi pracy najwięcej. Nie byli oni służbą dworską czy pałacową zatrudnioną "na stałe" (pracującą we dworze czy pałacu) ale pracownikami folwarku. W zależoności od pory roku i urodzaju bądź nie, potrzeba było odpowiedniej pary rąk. Myslę, że właściciel niedużego majątku albo zarządca z grubsza orientował się kto w jakiej chałupie ile ma dzieci i jaka jest jego sytuacja ekonomiczna, węc jak było zapotrzebowanie, to szło się do rodziców aby przysłali dzieci do pracy. Czy było to w formie prośby czy rozkazu - myślę że zależało w dużej mierze od kultury osobistej dziedzica / rządcy.
Po wsiach wędrowali też ludzie z innych majątków w poszukiwaniu pracy. Gdzie ich przyjęto, gdzie zapłacono, tam się osiedlali lub, jeśli ich nie przyjęto, albo się nie sprawdzili (pijaństwo, kradzieże), albo zarobili za mało to wędrowali dalej.
I tak to się toczyło.
Co do kawałka ziemi - nie wiem czy mógł być prezentem ślubnym. Spotkałam się raczej z jakąś kwotą pieniędzy czy zwierzętami dawanymi z okazji ślubu. Danie ziemi wymagałoby jakiegoś wydzielenia z majątku włascicieli. Nie sądzę by tak było, bo inni pracownicy też by tak chcieli.
Nie wiem o jakim czasie mówimy, nie wiem też kim był w hierarchii majątku Twój przodek. Wszystko zależało od wlaścicieli, od zwyczajów panujących, od terenów (zabory), od czasu (jakie lata). Każdą taką sprawę trzeba rozpatrywać indywidualnie, sięgnąć do literatury (pamiętniki) ale i do źródeł (może są akta Potockich albo akta majątku).
Wspominasz też o oddaniu dziecka. Nie jestem znawcą w tym temacie, choć stanowi on przedmiot moich zainteresowań, ale trudno mi wyobrazić sobie sytuację, że matka przychodzi do dworu i oddaje dziecko, albo "dziedziczka" zabiera dziecko jakiejś rodzinie, choćby mając najszlachetniejszy zamiar. Dzieci pracowały pewnie w polu, w sadzie, w ogrodzie ale na noc wracały do swego domu. Trzeba też pamietać, że sporo ludzi pracowało sezonowo (pracownicy najemni), czyli w lecie i na jesieni, kiedy było na wsi pracy najwięcej. Nie byli oni służbą dworską czy pałacową zatrudnioną "na stałe" (pracującą we dworze czy pałacu) ale pracownikami folwarku. W zależoności od pory roku i urodzaju bądź nie, potrzeba było odpowiedniej pary rąk. Myslę, że właściciel niedużego majątku albo zarządca z grubsza orientował się kto w jakiej chałupie ile ma dzieci i jaka jest jego sytuacja ekonomiczna, węc jak było zapotrzebowanie, to szło się do rodziców aby przysłali dzieci do pracy. Czy było to w formie prośby czy rozkazu - myślę że zależało w dużej mierze od kultury osobistej dziedzica / rządcy.
Po wsiach wędrowali też ludzie z innych majątków w poszukiwaniu pracy. Gdzie ich przyjęto, gdzie zapłacono, tam się osiedlali lub, jeśli ich nie przyjęto, albo się nie sprawdzili (pijaństwo, kradzieże), albo zarobili za mało to wędrowali dalej.
I tak to się toczyło.
Serdeczności,
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
Na temat oddawanie w służbę nie bedę się wypowiadał, a odniosę się do kwestii ziemi.
Sytuacja ziemiaństwa w XIX wieku, wbrew panującej opinii nie była łatwa. majątki były zacofane i zadłużone. A chcąc unowocześniać i podnosić wydajność produkcji rolnej, poprzez irygacje, czy zakup nowoczesnych maszyn zadłużano się jeszcze bardziej lub parcelowano i sprzedawano część majątków. Możliwe, że część ziemi puszczano w dzierżawę, którą później dzierżawcy wykupywali lub otrzymywali na własność po uwłaszczeniu.
Sytuacja ziemiaństwa w XIX wieku, wbrew panującej opinii nie była łatwa. majątki były zacofane i zadłużone. A chcąc unowocześniać i podnosić wydajność produkcji rolnej, poprzez irygacje, czy zakup nowoczesnych maszyn zadłużano się jeszcze bardziej lub parcelowano i sprzedawano część majątków. Możliwe, że część ziemi puszczano w dzierżawę, którą później dzierżawcy wykupywali lub otrzymywali na własność po uwłaszczeniu.
Pozdrawiam
Wojciech P.
Wojciech P.
-
Obiedziński_pradziadek

- Posty: 41
- Rejestracja: pn 26 mar 2012, 23:42
Tzn. Mówimy tu o końcu XIX wieku czyli lata 1880-90 gdy dostał ziemie. Oczywiście informacje jakie mam to to co mówiła moja prababcia o swoim ojcu, że rodzice oddali go do Pana na służbę i że później od Pana dostał kawałek ziemi i drewno na budowę domu. Szczyciła się tym, że umiał czytać i pisać z wielkim podkreśleniem, że jako nie liczny. I że to właśnie na służbie go wykształcili.
Tylko właśnie nie wiem jak to było z tą ziemią, bo urodził się w Czarnówcu pod Osieckiem więc uznałam, że tam był we dworze, ale ziemie dostał w Otwocku, ale Otwock w sumie był własnością Dziedziców Pałacu z Otwocka Wielkiego.
Czyli wychodzi na to, że był jednak w Otwocku Wielkim na służbie ??
Czy w archiwach są akta majątków i czy prowadzili w tedy jakiś spis służby ??
Pozdrawiam
Monika
Tylko właśnie nie wiem jak to było z tą ziemią, bo urodził się w Czarnówcu pod Osieckiem więc uznałam, że tam był we dworze, ale ziemie dostał w Otwocku, ale Otwock w sumie był własnością Dziedziców Pałacu z Otwocka Wielkiego.
Czyli wychodzi na to, że był jednak w Otwocku Wielkim na służbie ??
Czy w archiwach są akta majątków i czy prowadzili w tedy jakiś spis służby ??
Pozdrawiam
Monika
Moniko,
trzeba poszukać w zasobach archiwum czy i co się zachowało dla Otwocka i Osiecka. Spekulować sobie możemy na forum ale to nie chodzi o baśnie, tylko o namacalny dowód i niezbitą pewność, że tak było. Muszę Cię tutaj uczulić na to, że te zespoły nie muszą się nazwyać "aktami majątkowymi", to może być "dwór X", "akta rodziny X. z miejscowości Y", etc. Czasem dokumenty małych majątków były podciągane pod inne większe należące do tej samej rodziny, stąd trzeba szukać pod miejscowościami i/lub nazwiskami.
Prababcia miała prawo być dumną, niezależnie od tego czy tata umiał pisać czy nie
Ale faktem jest, że te szkółki wiejskie o których pisałam, zaczęły się tworzyć na przełomie, czy bardziej w XX wieku. W końcu XIX wieku często to chyba nie było. ZNawcą jednak nie jestem, historykiem też nie, ot wyciągam wnioski czytając wiele na ten temat.
Przeglądałam niegdyś akta majątków, bodaj dwóch czy trzech majątków. Ciekawe tam są rzeczy bo i spisy zatrudnionych i co się komu należało (deputat), kto ile zarabiał, ile się dawało na potrzeby parafii, jednym słowem dużo dokumentów administracyjno-gospodarczych. Naprawdę fajna rzecz!
Życzę Ci takich znalezisk
trzeba poszukać w zasobach archiwum czy i co się zachowało dla Otwocka i Osiecka. Spekulować sobie możemy na forum ale to nie chodzi o baśnie, tylko o namacalny dowód i niezbitą pewność, że tak było. Muszę Cię tutaj uczulić na to, że te zespoły nie muszą się nazwyać "aktami majątkowymi", to może być "dwór X", "akta rodziny X. z miejscowości Y", etc. Czasem dokumenty małych majątków były podciągane pod inne większe należące do tej samej rodziny, stąd trzeba szukać pod miejscowościami i/lub nazwiskami.
Prababcia miała prawo być dumną, niezależnie od tego czy tata umiał pisać czy nie
Przeglądałam niegdyś akta majątków, bodaj dwóch czy trzech majątków. Ciekawe tam są rzeczy bo i spisy zatrudnionych i co się komu należało (deputat), kto ile zarabiał, ile się dawało na potrzeby parafii, jednym słowem dużo dokumentów administracyjno-gospodarczych. Naprawdę fajna rzecz!
Życzę Ci takich znalezisk
Serdeczności,
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
To odrobinę pomogę:
AGAD; nr zespołu 349 / 0; Archiwum Potockich z Jabłonny;
Zawartość:
Akta dotyczące praw własności do dóbr Nieporęt (od XV w.), Jabłonna i Wieliszew, fragmenty archiwum dóbr Luboszany (z dokumentów pergaminowych od 1516 r.) i Horodno, akta dóbr Otwock, Radzymin, Osiek, Słubice, Zator, nieruchomości w Warszawie i jej okolicach (Natolin, Mokotów) oraz dóbr ekonomii kozienickiej, szawelskiej, olickiej, mohylewskiej. Większość stanowią akta gospodarczo-administracyjne dóbr Jabłonna i Wieliszew z XIX i XX w., w tym plany gruntów. Testament Aleksandra Potockiego, akta jego procesu rozwodowego z żoną Anną z Tyszkiewiczów, akta procesu tejże z Marią Teresą z Poniatowskich Tyszkiewiczową o spadek po ks. Józefie Poniatowskim, postępowanie spadkowe po Auguście Potockim: ze spuścizny po królu Stanisławie Auguście plany i rysunki.
Ponadto można poszperać również tutaj:
Archiwum Państwowe m.st. Warszawy Oddział w Otwocku
ul. Górna 7; 05-400 Otwock
hipoteka w Garwolinie; nr zespołu 168 / 0
hipoteka w Otwocku; nr zespołu 399 / 0
AGAD; nr zespołu 349 / 0; Archiwum Potockich z Jabłonny;
Zawartość:
Akta dotyczące praw własności do dóbr Nieporęt (od XV w.), Jabłonna i Wieliszew, fragmenty archiwum dóbr Luboszany (z dokumentów pergaminowych od 1516 r.) i Horodno, akta dóbr Otwock, Radzymin, Osiek, Słubice, Zator, nieruchomości w Warszawie i jej okolicach (Natolin, Mokotów) oraz dóbr ekonomii kozienickiej, szawelskiej, olickiej, mohylewskiej. Większość stanowią akta gospodarczo-administracyjne dóbr Jabłonna i Wieliszew z XIX i XX w., w tym plany gruntów. Testament Aleksandra Potockiego, akta jego procesu rozwodowego z żoną Anną z Tyszkiewiczów, akta procesu tejże z Marią Teresą z Poniatowskich Tyszkiewiczową o spadek po ks. Józefie Poniatowskim, postępowanie spadkowe po Auguście Potockim: ze spuścizny po królu Stanisławie Auguście plany i rysunki.
Ponadto można poszperać również tutaj:
Archiwum Państwowe m.st. Warszawy Oddział w Otwocku
ul. Górna 7; 05-400 Otwock
hipoteka w Garwolinie; nr zespołu 168 / 0
hipoteka w Otwocku; nr zespołu 399 / 0
Pozdrawiam
Wojciech P.
Wojciech P.
-
Obiedziński_pradziadek

- Posty: 41
- Rejestracja: pn 26 mar 2012, 23:42
O dziękuje bardzo
mam nadzieje że szybko będę mogła wybrać się na poszukiwania do AGAD i że znajdę tam życzliwą osobę, bo w tym momencie nie wiedziałabym dokładnie o co poprosić
Asiu podkreśliłam to, że babcia była dumna, bo to zawsze sama podkreślała i dbała żebyśmy o tym nie zapomnieli, mówiła to w takim samym charakterze jak teraz ktoś chwali się profesurą
i podziwiam ją za to. Sama też podkreślała, że skończyła CAŁĄ podstawówkę i znała niemiecki w stopniu komunikatywnym. Można powiedzieć po prostu, że bardzo ważne dla niej było wykształcenie. I wspominała kiedyś, że płynie w niej też szlachecka krew, w co nikt jej nie uwierzył i żadne akta na to nie wskazują.
Przeszło mi nawet przez myśl, że może w takim razie jej ojciec zajmujący się służbą na dworze nie był może dzieckiem z nieprawego łoża, któregoś pana. Szybko jednak zrozumiałam, że to w sumie niedorzeczny pomysł.
Akta te były sporządzane w języku polskim ??
Pozdrawiam
Monika
Asiu podkreśliłam to, że babcia była dumna, bo to zawsze sama podkreślała i dbała żebyśmy o tym nie zapomnieli, mówiła to w takim samym charakterze jak teraz ktoś chwali się profesurą
Przeszło mi nawet przez myśl, że może w takim razie jej ojciec zajmujący się służbą na dworze nie był może dzieckiem z nieprawego łoża, któregoś pana. Szybko jednak zrozumiałam, że to w sumie niedorzeczny pomysł.
Akta te były sporządzane w języku polskim ??
Pozdrawiam
Monika
Te które przeglądałam tak, ale one były XVIII/XIX wieku i z mojego terenu, tj. Wielkopolski.Akta te były sporządzane w języku polskim ??
Co do wykształcenia - tak, to z pewnością była wielka rzecz w tamtych czasach! Fajną masz historię, zapisz ją gdzieś aby nie uciekła i abyś ją mogła dalej przekazać
Serdeczności,
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
Asia
Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne "Gniazdo"
-
MirosławaP

- Posty: 52
- Rejestracja: pt 07 wrz 2012, 21:59
Witam, bardzo zaciekawił mnie ten wątek, więc troszkę sie "podczepię" . Mam nieco podobną historię i w dodatku bardzo blisko Osiecka. 
Moi przodkowie, prababcia i pradziedek poznali się będąc "na służbie we wsi Zelazna" (parafia Osieck) co zaowocowało ślubem w 1881r. Wczycztałam, że w tym czasie Żelazna była folwarkiem, ale nie znalazłam wiele więcej na ten temat np. czyją był własnością i gdzie mogłabym szukac dokumentów z okresu ich służby. Pradziadek urodził sie we wsi Całowanie, a prabacia w Umiastowie/Warszawy. Po ślubie zamieszkali w Karczewie, więc byc moze właśnie tam otrzymali kawałek ziemi jako zapłatę za śłużbę...? Później zamieszkali w Warszawie.
Pozdrawiam Mirosława
Moi przodkowie, prababcia i pradziedek poznali się będąc "na służbie we wsi Zelazna" (parafia Osieck) co zaowocowało ślubem w 1881r. Wczycztałam, że w tym czasie Żelazna była folwarkiem, ale nie znalazłam wiele więcej na ten temat np. czyją był własnością i gdzie mogłabym szukac dokumentów z okresu ich służby. Pradziadek urodził sie we wsi Całowanie, a prabacia w Umiastowie/Warszawy. Po ślubie zamieszkali w Karczewie, więc byc moze właśnie tam otrzymali kawałek ziemi jako zapłatę za śłużbę...? Później zamieszkali w Warszawie.
Pozdrawiam Mirosława
-
Obiedziński_pradziadek

- Posty: 41
- Rejestracja: pn 26 mar 2012, 23:42
Co do tej "szlacheckiej krwi" babci, to w rejonie o którym piszesz było sporo dawnej szlachty z ziemi łukowskiej (Łuków i okolice). W zeszłym roku wyszła pierwsza książka na ten temat (jest oddzielny wątek na forum, na blogu "Lektury genealogiczne" też o tej książce piszę). Sprawdź po prostu nazwiska przodków babci, czy nie pojawia się tam jakieś nazwisko, które występuje w tej książce, to nie jest niemożliwe, bo szlachtą byli dawno temu (średniowieczne dzieje), a szlachta z tego regionu bardzo szybko w następnych wiekach biedniała i traciła status. Być może babcia przekazała właśnie taką "legendę", która może być prawdziwa, a nie jest niemożliwa do potwierdzenia jak znasz nazwiska.
Łucja
Łucja