chrzest 300 lat temu
Moderatorzy: maria.j.nie, elgra, Galinski_Wojciech
-
Urszula_Pogoń

- Posty: 268
- Rejestracja: sob 27 sie 2011, 22:11
- Kontakt:
chrzest 300 lat temu
Może to banalne, ale zastanawiam się jak to się działo, że chrzestnym lub chrzestną w danej wsi w danym czasie bardzo często były te same osoby? niekiedy dzień za dniem lub co dwa, cztery dni ze wsi oddalonej o kilkanaście kilometrów od kościoła ta sama osoba trzymała do chrztu dzieci z różnych rodzin? Czy jest na to jakaś teoria? o czym to może świadczyć?
- wspomnienia3

- Posty: 131
- Rejestracja: sob 11 paź 2008, 13:57
- Lokalizacja: Poznanianka w Mazowieckiego
chrzest 300 lat temu
Myślę,że żyli w takiej wsi jak jedna wielka rodzina i każdy każdego znał. Ja mam takie przypadki 150 lat temu. Mój pradziad był kilka razy świadkiem przy ślubie i chrzestnym w bardzo krótkim odstępie czasu.Zauważyłam przy tym bardzo ważną rzecz-tzn.jak się przemieszczali. Np.w styczniu mój pradziad był z miejscowości X ,a w maju był już z miejscowości Y i to też pomaga w dalszych poszukiwaniach
Pozdrawiam.Beata
Pozdrawiam.Beata
-
Sawicki_Julian

- Posty: 3423
- Rejestracja: czw 05 lis 2009, 19:32
- Lokalizacja: Ostrowiec Świętokrzyski
chrzest 300 lat temu
Witam, dlaczego są te same osoby za chrzestnych, z opowieści w zimowe długie wieczory gdzie kobiety, sąsiadki schodziły się do jednego domu i przędły np. wełną, a chłopy grały w karty i słyszałem co nieco. Dlatego było tak że był taki ktoś pod ręką, czyli organista, kościelny albo dziad kościelny jak w mieście, lub ktoś blisko mieszkał kościoła, może nawet w ten sposób dorabiał. Trzeba brać pod uwagę ze chrzest były w każdy dzień tygodnia i najpóźniej na drugi dzień po urodzeniu dziecka, latem czy zimą. Na pewno i wtedy każdy np. z sąsiadów pracował na swoim, na pańszczyźnie we dworze, czy w fabryce i nie można było natychmiast rzucać wszystko i iść do kościoła, zdarzało się że ubranie było na dwóch braci jedno. Jest czasem ktoś z rodziny za chrzestnego, ale przeważnie ten kto ma czym jechać do kościoła i do takiego np. wujka mieszkającego na drugiej wsi też ktoś musiał zaprosić go osobiście np. na jutro. Po prostu była bieda i niektórzy chodzili na piechotę i boso do kościoła, a buty dopiero pod kościołem zakładali, a kościoły były wtedy jeden na kilkanaście wsi ; pozdrawiam - Julian