To i ja dorzucę swoje przemyślenia

Dużo zależało od spisującego/przepisującego akt.
W czasie indeksacji spotkałam 3 rodzaje pisarzy:
- esteta - pismo ładne, równe, czytelne. Brak skreśleń i poprawek. Co tam, że pomylone daty, nazwiska,
płeć. Jakie ma znaczenie, czy urodził się chłopiec czy dziewczynka, czy Małgorzata była
synem Józefa, grunt, żeby kleksów nie było
- dysortografik czy inne dys- pismo w miarę czytelne, ale błędy takie, że mnie zęby bolą (nawet biorąc poprawkę na ówczesną ortografię). Stąd nazwiska Górecki/Gurecki, Wójcik/Wujcik, Stępień/Stempień (chodzi o te same osoby). Pisarz robił błędy nawet w nazwach miejscowości (są to ewidentne błędy ortograficzne, nie historyczne zmiany nazw).
- bazgroła - czyli jak kura pazurem, miłośnik skreśleń i poprawek. Całe szczęście w parafii, którą indeksuję pracował krótko
Ludzie dawniej, zwłaszcza na wsi, nie przywiązywali wagi do poprawnych danych w aktach. Często nie było im to nawet potrzebne. Wielu całe życie spędziło w tej samej parafii, ten sam ksiądz udzielał im wszystkich sakramentów i nie opierał się na metrykach (a powinien) tylko na swojej pamięci.
Mniej więcej tak (jak sądzę) było z moją pra... babcią. Drugi ślub (pierwszy niestety nie wiem) brała w parafii, w której zmarł jej pierwszy mąż. Ksiądz nie poprosił o metrykę urodzenia (po co? skoro wdowa) i wpisał błędne dane, co mnie lekko zmyliło, bo w żaden sposób nie pasowało do miejsca zamieszkania rodziców tejże pra ... babci.
A jeśli metryka była do czegoś potrzebna, to czasem wychodziły takie "kwiatki"
magda_lena pisze:Pomóżcie, bo się zamotałam
Akt urodzenia nr 39
http://metryki.genealodzy.pl/metryka.ph ... 37-040.jpg Pomijam fakt, że nazwisko w akcie to Piotr Kus
al, a z boku aktu - Piotr Kus
ol, powtórzone zresztą w tym brzmieniu w adnotacji o ślubie.
Ale tu mamy
http://metryki.genealodzy.pl/metryka.ph ... k=039a.jpg dołączoną karteczkę, z 1957 roku, o sądowym sprostowaniu imienia w akcie. Cyt.
urodzonego "Adam" wpisuje się właściwe imię "Paweł".
Tymczasem w akcie Adam to ojciec zgłaszający dziecko, a dziecko jw. - Piotr.
Komu mam wpisać Paweł, i jakie nazwisko jest prawidłowe? czy ja coś pokręciłam?
Sroczyński_Włodzimierz pisze:Kusal vel Kusol
o iminach możesz w uwagach wspomnieć
Adam może w pierwopisie było? albo jakiś specjalista taki odpis dał, człowiek się zdziwił, sprawę założył, że toć on nie Adam (a aktów nie widział)
Piotr Paweł..blisko:)
ciekawe pod jakim zmarł (i czy dopisek o zgonie prawidłowy:)
Daty przyjmujemy, że poprawne są w aktach chrztu. Bo coś za poprawne przyjąć musimy. Tymczasem moja mama, zapisana na 1 stycznia, urodziła się 26 grudnia. Czemu ją tak zapisano? Babcia mówiła, że tak zapisywanao wtedy wszystkie dzieci z końca roku. Coś mi się to "nie widzi". Albo dziadek tak podał i się nie przyznał, albo ksiądz już zamknął księgę na poprzedni rok, albo przyczyna była inna, nie mam pomysłu. Ale w dokumentach figuruje 1 stycznia, więc tak oficjalnie mama całe życie podawała (bo jak inaczej?).
Przy czym, jak napisała wyżej Monika, babcia też o urodzeniu dziecka opowiadała używając zdarzeń.
Drugie imiona używane są do dziś. Na moją mamę wszyscy mówili Zdzisława, choć na pierwsze ma Janina. Zarówno rodzina, jak i znajomi. Podobno dla odróżnienia (babcia też była Janina) i tak zostało. Imieniny obchodziła jako Zdzisława.
Ale np. szwagier mamy, znany wszystkim jako Waldek, imieniny obchodził w ... Szczepana

Bo na pierwsze ma Szczepan. Nie wiem, czy ktoś kiedykolwiek tak go nazwał.
Niedawno byłam na pogrzebie mojego chrzestnego. Jakież było zdziwnienie mojego męża, że ksiądz cały czas mówi o zmarłym Wiesławie. Przecież wujkowi było ... Jędrek! Cóż, dla mnie też było to dziwne (słyszeć) ale akurat wiem, że wujek Wiesław w rodzinie i wśród przyjaciół od zawsze był Andrzejem (drugie imię).
Błędy w dokumentach zdarzają się i dziś. Kilka lat temu, przy spisywaniu dość długiego aktu notarialnego, dużo wysiłku włożyłam w słuchanie, co czyta pani notariusz (nudne to było

) ale pierwszy błąd był już na samym początku, więc trzeba było być uważnym, czy dalej takowych nie będzie.
Mam błąd w nazwisku na karcie kredytowej. To nie dokument, ale na podstawie dokumentów przecież wydawana! Gdybym miała pokazać z kartą dowód, jakiś służbista mógłby się doczepić. Ale, że akurat tej karty używam rzadko, to machnęłam ręką. Straci ważność - przy wznowieniu dopilnuję.
Reasumując - zgadzam się z Krzysztofem, stosujemy swoje, obecne kryteria, a po prostu daniej było inaczej
