Strona 1 z 1

O cudzie

: sob 14 wrz 2013, 14:50
autor: anna-grażyna
Kto czyni cuda?W naszej rzeczywistości albo wiara albo święci-w moim przypadku wiary już nie było
czyli chyba jednak święty :).
Każdy oczekuje swojego prywatnego cudu -ja doczekałam się.Tu na forum.
A kto go uczynił?Genealog amator,nieświadomie - działając w miarę swoich możliwości ku pożytkowi innych jak to czynili lub powinni czynić święci.
Do rzeczy bo muszę o tym napisać.
Rodzinna legenda -każdy ma taką .Moja mówiła o przodku,
który był oficerem, potrafił zatańczyć kozaka i nauczył się tego w ... Chinach,
następnie ożenił się z wdową po "białym" generale.
Dobry temat na towarzyskie spotkania ale odłożyłam w kąt żeby zlikwidować te ironiczne uśmieszki.
Przodek zaginął z rodziną w czasie II wojny -kamień w wodę ,szukały jego śladów trzy pokolenia.
PCK też.
Minęły lata -zrobiłam linię po kądzieli dokąd się dało (bo było łatwiej tak "na początek")
i wzięłam się za tą po mieczu-żadnego Kozaka nie znalazłam nawet po sąsiedzku.
Pomyślałam do diabła z legendami biorę się na poważnie za archiwa.
Cofnęłam się dość daleko w czasie,pewnie poszłabym jeszcze dalej gdyby nie archiwa białoruskie
ale i tak jestem usatysfakcjonowana tym co odnalazłam.

O przodku tańczącym Kozaka myślałam jedynie w kategoriach
starczych fantazji mojego dziadka-do przedwczoraj.
Zaglądam na forum,czytam co piszą inni -w jednym z wpisów jest link.
Zwykle nie robię tego mam swoje ścieżki ale był wyjątkowo wolny wieczór,kliknęłam sobie i...cud.
Jest przodek tańczący kozaka!W sumie trzy kliknięcia,z 5 minut
a moja rodzina szukała śladu prawie 60 lat począwszy od dziadka.
Mam wszystko : daty,pułk,stopień,przydział służbowy, nawet stan "dvorianin"- teraz już chyba
nie potrzebuję cudu jedynie przychylności archiwum.
Dlaczego to napisałam? Nie traćmy wiary w powodzenie i jednak sprawdzajmy rodzinne legendy.
Jednak tańczył kozaka,w Chinach - Mandżurska Dywizja Atamana Siemionowa korpus oficerski zlikwidowany w 1945 przez SMERSZ.

Anna Grażyna

O cudzie

: sob 14 wrz 2013, 15:12
autor: Sawicki_Julian
Witam Anno - Grażyno ; Gratulacje, myślę ze Twój upór w pisaniu tu aby trwać z nadzieją na tak i wiara w to że co robimy, to jest godne do naśladowania, dała efekty, może nawet z pomocą naszych przodków, pomagają nam ich duchy i stał się - Cud.
Też po 5 latach znudzony poszukiwaniem mego pra... Walentego nareszcie jest jego ojciec Jan, daleko od Chęcin, bo w Przemyślu, gdzie nawet nigdy mi nie przyszło do głowy by tam szukać ; pozdrawiam i powiem że tu kobiety bez zgrzytów zawsze piszą ładnie i ciekawie. Odwagi, by było takich więcej opowiadań, nie dajmy się wyludnić z nad Wisły ; pozdrawiam - Julian

O cudzie

: sob 14 wrz 2013, 18:40
autor: MonikaNJ
Witam,
Aniu serdecznie gratuluję! Mam nadzieję że w przypadku dziadka mojego męża, który zniknął bez śladu w czasie wojny a poszukiwania trwają 60 lat też wydarzy się cud.
pozdrawiam monika

O cudzie

: sob 14 wrz 2013, 18:42
autor: Słomińska_Dominika
To może i brat mojej babci się odnajdzie, bo niby wiadomo, że teoretycznie zginął gdzieś na wschodzie i była nawet jakaś powiastka ale nie ma go w żadnych spisach.
Aniu, gratuluję :)

O cudzie

: sob 14 wrz 2013, 19:41
autor: Bożyk_Adrian
Gratuluje !! mam nadzieje ze i mi sie uda wysjac z dotpunkt.

O cudzie

: ndz 15 wrz 2013, 19:01
autor: Dławichowski
Dzień dobry1
To i swoje 3 grosze w temacie cudow.
Otóż jakiś 10 lat temu w poszukiwaniach genealogicznych dotarlem do końca - czyli do początku. Odnalazlem testament (datowany na 1612 rok, a tyczacy roku 1610) "zmarłej Katarzyny młynarki wdowy po zmarłym Lenarcie młynarzu paprockim". Bo w tym mieście byly trzy młyny, zaś ten "mój" w paprociach pewnie stał. W testamenicie szczegółowy wykaz rzeczy dziedziczonych przez dzieci. Z tym, że jeden syn ma imię Roch i nie ma jeszcze nazwiska, choć jest kantorem lechickim. drugi ma nazwisko Zierny (wiadomo, dzieciak młynarza i ten "mój" ma nazwisko Dławich (na pewno pierwszy polski alergik) i w tym to 1612 roku jest burmistrzem tego miasteczka. Wydawałoby się, że nie ma co szukać wstecz osoby, która nie ma wszak nazwiska. Jest imię Lenart.
No i 13 w piątek 2013 odnalazłem w Księdze Radzieckiej tego miasteczka (sygnatura 1) za lata 1589-1611, wpis w roku 1591 w którym jest wzmianka o zgonie tegoż to Lenarta młynarza paprockiego, męża Katarzyny, syna Błażeja!!!
Cofnąłem się więc o jedno pokolenie. Cud!!! Zdziwiony, zaskoczony, szczęśliwy:
Krzycho z Koszalina

O cudzie

: ndz 15 wrz 2013, 19:13
autor: Dampc_Kasia
gratulacje!

powraca wiara w to, co robimy dzięki takim informacjom! jest jeszcze nadzieja... może też znajdę jakimś cudem dane z parafii Strzepcz sprzed 1800 roku:) - a dzięki temu moich przodków...

pozdrawiam
Kasia

O cudzie

: ndz 15 wrz 2013, 20:05
autor: JerzyGrzegorz
Masz rację Anno Grażyno. To prawdziwy cud. Na dodatek łączy trzy cnoty w jednym. Powoli tracąc WIARĘ, szybko odzyskałaś NADZIEJĘ. Rozpaliłaś ją także w naszych sercach. Skoro serca to MIŁOŚĆ. Kochasz to co robisz i to jest cudowne. Z jednym przesadziłaś. Ze świętym. Moim zdaniem jest tylko błogosławiony. Powinien mieć swoje święto z moimi błogosławionymi wykonującymi indeksację warszawskich parafii. Pozdrawiam Jurek.

Re: O cudzie

: pn 16 wrz 2013, 10:30
autor: anna-grażyna
Dzięki wszystkim za gratulacje i zainteresowanie moim "znaleziskiem" :).Wszystkim życzę takich cudów.
Niesamowite odczucia.
JerzyGrzegorz pisze: ... Skoro serca to MIŁOŚĆ. ...
Fajna implikacja - mój matematyczny mózg z dyplomem filologa serce kojarzy raczej z...pasztetem (dosłownie i w przenośni).
Właśnie próbuję nadgryźć ten pasztecik i dowiedzieć się co spowodowało,że wykształcony wnuk burmistrza , polski szlachcic z terenów północno-wschodnich a więc dalekich od tych , które zamieszkiwali Kozacy znalazł się w mandżurskim kozackim oddziale białej armii i to jako "dobrowolec".
Z innych źródeł wiem,że ci "dobrowolcy" byli ponoć najbardziej "zażarci" (o ile jest to właściwe słowo).No i pozostaje sprawa ustalenia losów jego rodziny.
I znowu mam co robić w oczekiwaniu na kolejny cud w postaci kolejnego kliknięcia i np ujrzenia na ekranie skanów z grodzieńskiego archiwum :).

Anna Grażyna

ps "błogosławieni" to może trochę za mało :)

Re: O cudzie

: pn 16 wrz 2013, 14:25
autor: JerzyGrzegorz
Odnośnie świętych – ich pełną listą dysponuje Kościół. Jest otwarta, lecz dostać się na nią nie jest łatwo. Cała procedura.
Boskość zarezerwowana jest dla dziewczyn z mojego rocznika.
Co boskiego w nich? – nie starczy licznika:
piękne anielice, śmiały się święcie, beztrosko
płoche weny, mądre muzy, całowały bosko,
były niebiańsko subtelne, westalki tej ziemi...
to nie dzisiejsze laski, bezwolne seksu pandemii.
Jedną z bogiń ma żona. Jestem w siódmym niebie.
A chłopaki? Cóż chłopcy dodam tu od siebie;
Tych co kiedyś znałem mieli figle w głowie
nie byliśmy tacy święci - byliśmy półbogowie.
Tak więc sama widzisz facet może być co najwyżej Herosem, Tytanem, lub przeze mnie błogosławionym. Pozdrawiam Jurek

: ndz 22 wrz 2013, 18:12
autor: Łucja
Odszukałam ten wątek bo "oficer tańczący kozaka w Szanghaju" (z postu Anny Grażyny) coś mi przypomniał. Cudu żadnego nie ma, ale czy to czasami nie przyczyna braku wiary w "cuda"? Czyli nie szukania tam gdzie wydaje się to niedorzeczne. I ja właśnie nie szukam tam gdzie to wydaje się kompletnie niedorzeczne.
Przepadł mi brat dziadka, na początku I wojny światowej, w niewolę rosyjską został wzięty z armii austriackiej (urodził się w Galicji). Przepadł i już, blog jeden został mu poświęcony i tyle, się nie odnalazł. Tam, czyli w Rosji, a już zwłaszcza Syberia i okolice, raczej się nie znajduje, co się więc dziwić. Wcale się nie dziwię, szukałam ale mi wytłumaczyli, że tam człowiek to był nic i jak zmarł to oczywiście nie musiało to nigdzie zostać zapisane, żebym mogła to teraz odszukać. A brzozy informacji nie przechowały żeby mi mogły to przekazać, bo ja akurat po ponad 90-leciu latach szukam (dla brzóz to już wiek rębności).
Ale tak, nie ma śladu po bracie dziadka.
No ale kilka lat po zniknięciu brata dziadka jako jeńca gdzieś nad Kamą, buszuje po tych (szeroko pojętych) okolicach białogwardzista o jego nazwisku (akurat w dokumentach dostępnych via internet nie ma imienia). A nazwisko rzadkie bardzo. Może zatem powinnam się chociaż zastanowić co to za osoba była? Potem ów białogwardzista odnajduje się w Szanghaju i stąd skojarzenia z postem Anny Grażyny były.
Dalej jednak wydaje mi się to tak kompletnie niedorzeczne, że ... nie szukam. Nawet wszystkich dostępnych linków o tym białogwardziście nie przejrzałam, żeby się zanadto nie nakręcać. Uznałam, że pewnie pomylili nazwisko. Tyle, że nieszukanie to właśnie jest brak wiary w cuda. Przecież nie wiem czy takich przypadków nie było, nic nie wiem o historii białogwardzistów, itd. Wzięty do niewoli przez Rosjan z armii austriackiej mógł przejść na drugą stronę??? Tylko głośno myślę, nie wiem czy mógł, chyba mógł. Ale mógłby się nie odezwać do matki? Niemożliwe przecież, prawda? Jakiś smutny byłby to wtedy "cud". Post Anny Grażyny jednak mnie "poruszył".

Blog w którym go szukałam: http://lakewierzycki3.bloog.pl/
i jeszcze tutaj wspomniałam: http://lakewierzycki21.bloog.pl/id,3319 ... index.html

Łucja

: pn 23 wrz 2013, 08:44
autor: Stanisław_Szwarc
Dorzucę swoje 3 grosze, bo historia jest, jak sądzę, smakowita.
Tak, cuda się zdarzają. Szukaliśmy kiedyś śladów przodka w USA. Wiedzieliśmy tylko, że brat dziadka – Franciszek wyemigrował, ożenił się z Petronelą, miał syna Józefa i wnuczki Adelę i Zuzannę. Jeszcze adres na Brooklynie z zachowanych kilku listów. Korespondencja urwała się po śmierci Franciszka. W amerykańskich bazach adresowych znaleźliśmy Adelę. Dane się zgadzały, więc telefonuję. Niestety, rozmowa (po angielsku) nie klei się, wyraźnie nie ma ochoty na kontakt z Polską. Szukamy dalej na forach genealogicznych, Nagle znajdujemy Carol o angielskim nazwisku, która szuka wiadomości o Franciszku, mężu siostry jej dziadka – Petroneli z Brooklynu. Ciekawe, co? Ten sam stopień pokrewieństwa. Nawiązujemy kontakt. Okazuje się, że to nie żadna Carol, tylko Karolina Piotrowska 100% Polka (4 dziadków emigrantów). Maile tylko fruwają co noc (różnica czasu). Bardzo nam pomogła, bo Franciszek i Petronela mieszkali na Brooklynie razem z siostrą Petroneli i jej rodziną. Do dziś mieszkają tam 2 staruszki – córki tej siostry – Sophie i Estella, z którymi Carol ma kontakt i pofatygowała się je odwiedzić. Przekazała też sporo informacji dostępnych w płatnych bazach danych. Jednak Carol ma też prośbę o znalezienie polskiej gałęzi rodziny. Niestety, zna tylko nazwisko dziadka emigranta i nazwę wsi, z której przyjechał. Nazwa bardzo popularna. Szukamy w wielu miejscach po archiwach i USC – bez skutku. Nagle Carol dowiaduje się od Estelli, że w Polsce jedna z krewniaczek wyszła za mąż za Brauna. Zupełnie bez nadziei na powodzenie szukam na Naszej Klasie. Jest jakiś Braun mieszkający w pobliżu wsi o zgadzającej się nazwie. Wysyłam maila. Po pół godzinie dostaję odpowiedź. Panie, skąd pan tyle wie o mojej rodzinie? Tak, wiem o krewnych w USA. Jak byłem małym chłopcem, to przyjechała stamtąd w odwiedziny ciotka Stasia. Szybki mail do Carol – czy Estella to Stanisława? Carol potwierdza. Skontaktowaliśmy ich z sobą.
Co to było? Cud czy magia Sieci?