Mam kilka pytań do bardziej doświadczonych forumowiczów.
Dziadkowie Helena i Józef Mikosz pochodzą z Pniaków pow. Kałusz, woj. stanisławowskie. Tam w 1944 porzucili gospodarstwo rolne, uciekli najpierw do Kałusza, potem do wsi Rygi pow. Krosno. Dziadek zaginął, nie wiem dokładnie kiedy, ale z Kałusza wyjechali razem. Na ziemię odzyskane w czerwcu 1945r. dotarła już sama babcia z dziećmi. Dostali gospodarstwo w Świdnicy.
Przechodząc do sedna sprawy, w aktach przesiedleńczych jest informacja, że jej rodzice to Stanisław i Zofia Kocha, ale w dowodzie jej matka ma już nazwisko Kodon.
W aktach przesiedleńczych jest informacja o jej zaginionym mężu, ale w dowodzie jest informacja, że babcia była panną!
Dowód został wydany w Lublinie. Czy mógł być jakiś powód, że dowód musiał być wystawiony właśnie tam, skoro wg. moich informacji po osiedleniu mieszkała tylko w pow. świdnickim ?
Jakie nazwisko panieńskie matki można uznać za bardziej 'prawdopodobne' ? Te z akt przesiedleńczych czy dowodu?
Czy można było dostać dowód osobisty nie posiadając metryki urodzenia, na podstawie np. jakiegoś innego dokumentu ?
I najważniejsze pytanie dla mnie. Dlaczego w dowodzie ma wpisane, że była panną? Nazwisko Mikosz, rodowe Niziołek a stan cywilny panna? Fakt, dziadek nigdy się nie odnalazł, ale to chyba nie jest powód żeby tak wpisać? Jak już to wdowa, chociaż najprawdopodobniej nigdy nie złożyła wniosku o uznanie go za zmarłego.
Pozdrawiam
Ania
EDIT:
Żeby babcia Helena stała się osobą, a nie tylko wpisem na forum, poniżej jej zdjęcie. Z mężem Józefem
https://plus.google.com/u/0/photos?pid= ... 5270851311

