Wlasnie wrocilam z Minska i chce sie podzielic doswiadczeniem z kontaktu z Nacjonalnym Historycznym Archiwum Bielorusi przy ulicy Kropotkina.
Przy wejsciu siedzi pani w mundurze , ktora po zdawkowym odpowiedzeniu na zdrastvujte , rzuca « zajavlenije jest ? ». Podalam gotowe zajavlenije czyli podanie do dyrektora archiwum o mozliwosc korzystania z czytelni z podaniem ,obowiazkowo, poszukiwanych nazwisk i kilku slow o przodkach. Wpisalam sie do ksiazki obecnosci. Pani pokazala kierunek na lewo do szatni , po czym wskazala na drzwi na prawo do czytelni. Wszystko po rosyjsku.
W samej czytelni , nowa lista obecnosci i trzeba pokazac zajavlenije. W czasie mojej dwudniowej wizyty ( wtorek , sroda) mozna bylo pracowac od 9 do 20 godz. Informacjana temat godzin otwarcia jest zreszta w w internecie. Przez te dw dni byly obecne trzy panie. Najmlodsza malo mi pomogla, ograniczajac sie do wreczenia mi dwoch ksiag mowiac jak do dziecka « prosze najpierw przestudiowac pierwsza , a potem druga , a nie odwrotnie ». Nawet nie pamietam co do mnie mowila, bo nic nie zrozumialam choc moj rosyjski cwiczony na podrozach sluzbowych przez 15 lat nie jest taki najgorszy. Oczywscie nie chodzilo tu o jezyk tylko o znaczenie slow. Dopiero na koniec pierwszej godziny pojelam w czym rzecz. Potem byla druga pani , ktora mi powiedziala, ze « my tu nic nie mamy po 1917 roku wiec nie ma co szukac » , nie zwracajac zadnej uwagi na moje protesty , ze babcia sie urodzila w 1897 roku wiec do 1917 daleko i ho ! Na zakonczenie zaproponowala spotkanie z dyrektorem archiwum po czym wyszla i tyle ja widzialam. W tym miejscu dygresja, w Moskwie, w Saint Peterze, Tallinie i w Minsku traktowano mnie z uprzejma obojetnoscia dopoki nie bylo trzeba pokazac paszportu. Na widok francuskiego paszportu panie natychmiastowo zmienialy ton na bardziej usluzny i juz sie nie krzywily na moj akcent. Zaznaczam , ze nie lubie tego momentu, ale w kazdym archiwum nadchodzi , bo chca dokumentow. To po okazaniu paszportu, ta druga pani zaproponowala herbatke z dyrektorem. I wreszcie trzecia pani , ktora sie pojawila w momencie kiedy tracac wiare we wlasne oczy i lekko ze wstydem analfabetki poszlam powiedziec, ze pomimo przerzucenia ksiegi guberni minskiej dwa razy , nie widze Niegoreloje nie tylko w ujezdzie kojdanowskim do ktorego ta wies ma nalezec wedlug pierwszej ksiegi ale nie ma go w calej guberni minskiej . Czyli podsumowujac w ksiedze repertuarze wszystkich miast, miasteczek, siol, posiolek , miejsc nasielenia … Niegoreloje widnieje w guberni minskiej, ujezdzie Kojdanow , a w ksiedze prichodow czyli parafii nie ma go nigdzie w guberni minskiej. I tu ta trzecia pani podskoczyla do komputera i fig mig klik i na ekranie pojawila sie gubernia minska z podzialem na parafie. Trzecia pani skomentowala , « komputer wie lepiej niz ksiega ». Hum ! Przeciez do komputera ktos te dane musial wprowadzic. Z mapki wynika , ze Niegoreloje jest na granicy dwoch parafii. Parafia rudecka , prawoslawna i parafia kojdanowska katolicka. Zaproponowalam trzeciej pani , zeby mi wyjasnila jak znalezc na komputerze fondy/opisyq/ dela , zeby zamowic co trzeba. Pani mi dala druczek i ich wypelnienie zajely mi okolo 15 minut , bo przepisywalam je siedem razy. Problem w tym, ze dla pani sposob wypelnienia jest oczywisty , ale dla mnie nie. Wszystko sie odbylo w miare dobrym humorze. Poniewaz mialam prawo na 5 diel dziennie wiec dopisalam Kojdanowska parafie katolicka, bo nie jestem pewna wiary przodkow, ale o tym pozniej. Byla godzina 11, dostawa mojego zamowienia byla przewidziana na nastepny dzien na 13 godz. Jeszcze tego samego dnia usilowalam przestudiowac ksiege zasobow archiwum, ktora mi dano na pocieszenie , ale po dwoch godzinach leglam pokonana. To co mialam w wersji papierowej jest dostepne w internecie i nie ma nic dodatkowego co pozwoliloby zidentyfikowac zawartosc. Nastepnego dnia przyszlam troche przed godz. 13 , pani przy wejsciu powiedzialam, ze wczoraj zrobilam zakaz, wpuscila mnie bez zadnych pytan. Pani trzecia spytala na ktora mialam zamowienie, a ze bylam prawie na czas , przyniosla mi gruba ksiege i trzy cienkie teczki. W trakcie studiowania grubej ksiegi bylam swiadkiem awantury, ktora wywolal chyba staly bywalec , bo nieznana mi pracowniczka archiwum stala na bacznosc i nawet nie probowala wyjasniac dlaczego ten pan nie dostal materialow , ktore zamowil tylko inne. Ale za chwile mialam sie przekonac, ze nie tylko on . Zamiast moich katolickich kojdanowskich metryk, dostalam trzy teczki smetnej korespondencji miedzy ksiezmi i ich szefami. Ca za rozczarowanie ! Poszlam wiec do pan numer jeden i trzy i mowie o co chodzi. Jedna za druga sluchaja po czym, ignorujac moj problem, odpowiadaja na pytania przychodzacych po mnie ludzi , a ja stoje. Kiedy obie wyszly w sprawach tych innych interesantowi , najzwyczajniej w swiecie szlag mnie trafil i sobie poszlam oddajac wszystkie materialy. I tak nie moglam byc obecna na nastepny dzien.
Wniosek ogolny : wizyta bez problemow, ale trzeba wiedziec co sie szuka.Biorac pod uwage stan archiwum ( budynek z zewnatrz calkiem calkiem, ale zadnego bufetu czy maszyny z kawa, w WC kawalki pism dla kobiet w charakterze papieru toaletowego, atmosfera wczesnego socjalizmu z domieszka komputerow) watpie , ze mozna otrzymac satysfakcjonujace odpowiedzi na zapytania po angielsku. Po rosyjsku trudno powiedziec, ale tak jak w innych archiwach byleo URSS mialam wrazenie, ze pomoga jesli jestes na miejscu i przede wszystkim jesli wiesz co i jak szukac. Pomoc ogolna tak , ale wyciagniecie wniosku co do dalszych kierunkow poszukiwan . to juz nie. A moze ja nie umiem pytac , moze mezczyznom latwiej w tym swiecie kobiet )))) Nie wiem.
W kazdym razie za miesiac probuje Grodno i Wilno ;
Najwieksza trudnosc dla mnie polega na okresleniu parafii w ktorej szukac Niegoreloje. Wynika to z faktu, ze wedlug ksiegi parafii, Niegoreloje nalezy do Kojdanowa , ktore jest parafia katolicka, a sprawa okreslenia wiary moich dziadkow wydaje mi sie ciut nieprosta. Otoz dziadek Wiktor Stussi , urodzony w Baku, wtedy Rosja, mial rodzicow Szwajcarow, chyba protestantow. Zona Wiktora ,moja babcia , Eugenia Zapolska urodzona w okolicy Niegoreloje, wtedy Polska, prawdopodobnie byla prawoslawna. Wedlug ukazu carskiego w przypadku malzenstw mieszanych , obrzadki koscielne mialy byc prawoslawne. Najblizsza parafia prawoslawna ( 40 km) byla w Rudeckoj i tam nie znalazlam sladu nazwiska Zapolski czytajac wszystkie urodzenia, sluby i zgony wliczajac nazwiska swiadkow i rodzicow chrzestnych na przestrzeni trzech lat. Dla mnie jest to dowod , ze nie nalezeli do tej parafii. Czy sie myle ?
Zastanawiam sie czy Eugenia nie byla greko-katoliczka (unici wlaczeni przymusowo do kosciola prawoslawnego) , bo dwie corki dziadkow zostaly nazwane imionami starogreckimi Taisa et Aleftyna i wedlug mojej mamy w czasie jej dziecinstwa w Wolkowysku nigdy nie widziala swoich rodzicow w cerkwi. Wnosze z tego, ze Wiktor sie ozenil w cerkwi , bo musial wiec i potem do niej nie chodzil , a Eugenia greko_katoliczka nie miala gdzie chodzic w Wolkowysku wiec tez nie chodzila. Te dywagacje prowadza mnie do checi weryfikacji metryk katolickich.
Mam pytanie do znawcow kresow – jak sadzicie ze para mloda wybrala parafie prawoslawna odlegla o 100 km ( bo w Rudskoj nic nie znalazlam) czy wziela slub katolicki bo niedaleko, a oboje ani prawoslawni ani katolicy ?
Krystyna
PS. Przepraszam, za brak znakow diakrycznych (?), ale na tak dlugi tekst trzeba by duzo czasu

